Oszczędzanie czasu, wydajność pracy

Jak przedłużyć dzień?
W dobie internetu, zabiegania, ciągłych obowiązków i pracy od rana do rana, zdecydowanie brakuje nam czasu.
I mnie już w tym roku dopadło zagmatwanie czasowe, które przyniosło marne efekty – luki we wpisach, niedopracowane posty, niedosypianie, nieprzygotowanie na zajęcia aktorskie.

Nawet ja, maniaczka organizacji, planowania i działania według planu, mając na głowie zbyt wiele błahych obowiązków – poległam. Przewróciłam się na starcie i ledwo doczołgałam się do mety.
Na szczęście ten czarny etap życia mam za sobą. Z bagażem doświadczeń idę dalej, mając nadzieję na lepsze efekty.

Teraz już wiem, jak oszczędzać czas. Dopracowałam swój system planowania do perfekcji.
Bardzo prawdopodobne jest, że moje porady będą dla niektórych z Was zbędne; oczywiste, banalne, praktykowane od dawna. To świetny znak! Oznacza to, iż potraficie naprawdę dobrze rozplanować swój czas i nie potrzebujecie żadnych zmian w swojej metodzie.
Podejdźcie jednak do tematu na poważnie. Wydajcie trzeźwy osąd.
Komentujcie post, aby stworzyć bazę porad. Razem opracujmy najlepszy pod słońcem sposób na oszczędzanie czasu!

IMG_20170427_135202055.jpg

 

WIELOZADANIOWOŚĆ.
Każdy z nas jest inny, lecz dla świetnej organizacji warto jest wykrzesać z siebie predyspozycje do posiadania tej jednej cechy.
Bądźmy wielozadaniowi!
Hola hola, nie przesadzajmy. Sześć obowiązków do wypełnienia w tej samej chwili to stanowczo przesada. Jednak dwa zadania – czy nie jesteśmy w stanie ich wykonać? Sprzątanie i słuchanie ważnego audiobooka chyba nie rozproszy nikogo. Układanie ubrań w szafie i nauka tekstów na pamięć brzmi dla mnie świetnie! Tak samo, jak ważne rozmowy telefoniczne (przez zestaw głośnomówiący lub słuchawkowy, przecież każdy z nas to ma) podczas wykonywania innych obowiązków domowych. 

Pamiętajmy jednak, że istnieją obowiązki, nad którymi należy się skupić i nie da się ich wypełniać w towarzystwie innych. Dla mnie na pewno będzie to pisanie postów – choć czy naprawdę jest to obowiązek? 🙂
PLANUJ.
Znowu. Tak, znowu o tym wspominam, ale powinniście już przyzwyczaić się do tego, że bez planowania mój blog by nie istniał!
Dobre rozplanowywanie swojego dnia to podstawa do bycia zorganizowanym – organizacja zaś prowadzi bezpośrednio do zaoszczędzenia czasu!
Bez względu na metodę, z której korzystacie, warto dojść do perfekcji w planowaniu. Wybierajcie metody, które najlepiej sprawdzają się w Waszym przypadku i wyciągajcie z nich jak najwięcej korzyści dla Waszego zegarka.

Pssst! Zdradzę w sekrecie, że ja już posiadam jeden drobny trick w planowaniu pracy na blogu. Chcecie go poznać? Piszcie w komentarzach, a być może kiedyś zdradzę Wam, dzięki czemu udaje mi się wyrobić ze wszystkimi blogowymi zadaniami – i dzięki temu oszczędzam mnóstwo czasu, który wcześniej spędzałam przed komputerem.

Chcecie inspiracji plannerowych? Zajrzyjcie koniecznie:

własny planner od podstaw
planner – wskazówki i porady
ulubione przybory plannerowe
kupiony planner – pierwsze wrażenie


OD CELU DO CELU + IM SZYBCIEJ, TYM LEPIEJ.
To dwie metody, które używam nie tylko w rozplanowywaniu i wykonywaniu obowiązków.
Jeśli jest taka możliwość, dobrze jest wyznaczać sobie wiązane cele. Coś do zrobienia wynikające z czegoś, co już zrobiliśmy – na pozór skomplikowana, jednak dająca efekty zasada działania. To jak wspinanie się na niewysoki szczyt. Krok po kroku wykonamy całą masę obowiązków, a dzięki motywacji (im więcej zrobimy, tym bliżej jesteśmy mety wspinaczkowej) pójdzie nam to gładko i szybko. W wyniku tych działań zyskamy dodatkowe minuty do wolnej chwili.

Im szybciej, tym lepiej – wbrew pozorom nie namawiam Was do szybkiego działania, odhaczania obowiązków w zatrważającym tempie. Zachęcam do wykonywania pracy „na zaś”.
Między innymi ta metoda pomaga mi pogodzić blogowe pisaniny z obowiązkami.
Nie chcę jednak na chwilę obecną zdradzać Wam mojej tajemnicy organizacji pracy na blogu, więc o tym aktualnie cichosza…! 🙂

 

MEDIOM POWIEDZ STANOWCZE NIE.
Dla mnie to najbardziej zgubny pożeracz czasu. Ukochane gry otome, seriale, anime, simowe rozgrywki, czy nawet odpisywanie na facebookowych grupach to istny diabeł czasowy!

W telefonach na szczęście mamy opcję wyciszenia powiadomień, włączenia trybu offline czy nawet całkowitego rozłączenia się z siecią internetową.
Na mnie najlepiej działa zwyczajny tryb cichy. Dotykam okrągłej ikonki z podpisem „tylko alarmy” i odrzucam smartfon w kąt.
Mimo, że jest on moim fotograficznym przyjacielem, zawiera wiele danych, potrzebnych podczas tworzenia postów na bloga, na czas pracy trzymam się od niego jak najdalej, zmniejszając ryzyko wciągnięcia mnie w dotykowy świat.

Ja nie mam problemów z telewizją – najzwyczajniej w świecie mało mnie w niej interesuje. Ciężej jest mnie odciągnąć od książki, ale przecież…

POZWÓL SOBIE NA ODPOCZYNEK.
Wszyscy dokładnie wiemy, jak ważny jest sen w naszym życiu. Jednak nie tylko śpiąc wypoczywamy – czego nie każdy jest świadomy.
Powinniśmy odnaleźć czynność, która nas relaksuje – czy to zanurzenie się w treści ciekawej książki, opowiadania, czy może spacer, przejażdżka rowerowa, muzyka i inne banały – i oddawać się jej każdego dnia.
Po chwili przerwy, rozluźnieniu się, nasze akumulatory i nastrój naładowane będą na nowo. A my możemy oddać się pracy na nowo, pełni sił i w lepszych humorach.

Zdenerwowanie nie pomaga w szybkim ukończeniu danego zadania. Zdecydowanie lepiej jest odpuścić sobie, spróbować się uspokoić, zrelaksować, zapomnieć o stresie – i po tym powrócić do pracy. Na pozór tracimy czas podczas przerwy, w rzeczywistości go zyskujemy, albowiem nastawieni pozytywnie szybciej uporamy się z czynnością sprawiającą trud, a minuty nie będą nam uciekały w zatrważającym tempie.

Wracając do snu – starajmy budzić się o stałej porze, najlepiej jak najwcześniej się da.
Będąc jeszcze małym dzieckiem zawsze dziwiłam się, dlaczego mój dzień tak się dłuży, gdy wstawałam wcześnie. W okolicach szesnastej już marzyłam o wieczorze, by móc pójść spać, ponieważ wydawało mi się, że z nudów umrę mocno przedwcześnie.
W okresie gimnazjalnym co wakacje kładłam się spać o zwyczajnej porze, lecz do późna czytałam książki, przez co południe było najwcześniejszą dla mnie porą na śniadanie. Dzień kończył się po kilku godzinach, a noc ciągnęła w nieskończoność. Jak można się domyślić, byłam wiecznie niewyspana (choć szczęśliwa z lektury, gdyż zazwyczaj wczytywałam się w genialną prozę Harlana Cobena). To nie był produktywny czas.
Na mnie najlepiej działa wstawanie w okolicach siódmej rano – czasami wcześniej, czasami później. Ostatnio nawet nie włączam budzika, organizm sam budzi się o zbliżonych porach, gdy już jest wypoczęty.

Jak się ma wstawanie do oszczędzania czasu? Oprócz tego, że dzień po prostu trwa dla nas dłużej, jesteśmy wypoczęci i mamy siłę do działania. Proste.

IMG_20170427_135346889.jpg

To główne porady, które sama wykorzystuję w ciągu dnia. Odnoszą się one głównie do wydajności pracy, wypełniania obowiązków i nauki, ponieważ uznałam, że są to najważniejsze kwestie, które należałoby poruszyć.

Jak już wspominałam wyżej – koniecznie piszcie o swoich trickach na oszczędzanie czasu w ciągu dnia!

Zuza 😉

Czy weganizm jest drogi?

Temat idealnie wpasował się w tematykę miesiąca – jednocześnie udało mi się przemycić w nim ideę weganizmu i diety roślinnej.

Wielokrotnie spotykałam się z opinią, jakoby dieta roślinna oraz weganizm były drogie.
Czy weganie muszą wydawać miliony na swoje pożywienie? Ile na jedzenie wydaję ja – w trakcie przykładowego tygodnia? Właśnie tego dowiecie się z treści dzisiejszego postu. Zachęcam do czytania!

wr
Nie tylko osoby, które nie miały styczności z weganizmem mają nieprzychylne zdanie na temat wydatków wegan.
Nawet mój ojciec sądzi, że dieta roślinna pożera kwinkwagiliony pieniążków – sugerując, abym jak najszybciej wyprowadziła się z domu jako ta, która najbardziej przyczynia się do marnowania rodzinnego majątku. Smutne, ale prawdziwe.
Jednak czy aby na pewno weganizm jest drogi?
Od razu odpowiadam na nurtujące wszystkich tu zgromadzonych pytanie, skupiając się wyłącznie na kwestiach żywnościowych.

daktyle

Najmilsi! Dieta wegan nie jest droga.

W tym miejscu mogłabym podziękować wszystkim za uwagę, za czas poświęcony na przeczytanie wpisu, powiedzieć gudbaj i pomachać rąsią na pożegnanie.
Niestety wiem, że wielu Czytelników krąży nad moją głową jak sępy nad padliną – i szuka jak żeru przykładów. Oto i przykłady!

Przyjmijmy, że każdy z zainteresowanych pragnie podążać moją ścieżką. Jeść jak najbardziej naturalnie, ale nie w pełni surowo.
Przyjmijmy również, że każdy z zainteresowanych robi zakupy średnio raz w tygodniu.

Kiedy robię zakupy sama, na mniej więcej tygodniowy zapas żywności wydaję sumę, wahającą się od 30 do 50 zł. Warto zaznaczyć, że żywię się głównie warzywami i owocami + zapychaczami (płatki owsiane, kasza, ziemniaki) + dodatkami (siemię lniane, tahini, suszona włoszczyzna, suszone buraki, zioła i przyprawy).

Produkty, które kupuję najczęściej to:
marchew, jabłka, owoce cytrusowe (pomarańcze, mandarynki, cytryny), płatki owsiane, sałata, suszona włoszczyzna i buraki, cynamon, zależnie od sezonu kasze/strączki.
Tak naprawdę wiele zależy od sezonu.
Zimową porą kupuję więcej mrożonek, często sięgam po imbir, suszone owoce, fasolę, warzywa korzeniowe oraz wszelkie sezonówki.
Porą letnią spożywam znacznie więcej owoców, świeżych warzyw, jak i hoduję własne zieleniny – szpinak, świeże zioła i sałaty + sezonówki.

Ważne! Należy przypomnieć, że nie kupuję roślinnych przetworów typu: napoje roślinne, sery, wędliny sojowe. Nie sięgam również po chleby i typowe makarony mączne. Chcesz wiedzieć, dlaczego? Przeczytaj wpis o moim odżywianiu się.

Najdroższe produkty, które często lądują w moim koszyku to czerwona herbata oraz tahini (nowe odkrycie) zamiennie z masłem orzechowym. Można się domyślać, że nie kupuję tego codziennie.

3.jpg

 

Na koniec powtórzę, aby utrwalić Wam tę wiedzę jednym, głównym zdaniem.
Najmilsi! Dieta wegan nie jest droga. Powtarzajcie to w każdej części Polski, ogłaszajcie wszem i wobec tę cudowną nowinę. Weganie nie są bogaczami!
Mogą się nimi stać, dzięki oszczędzaniu na nie kupowaniu produktów odzwierzęcych.
Nie muszę chyba przypominać, że to właśnie mięso jest jednym z najdroższych produktów, które spożywają mięsożercy? Można jeść rośliny, dostarczać sobie różnorodnych wartości odżywczych. O tym – i o innych kwestiach weganizmu rozmawiamy we wpisach z serii wegańskie wtorki. Zachęcam do zapoznania się z nią!

Podyskutujmy również w komentarzach pod tym postem.
Weganie! Jako, że wydatki to kwestia indywidualna, może powiecie, ile Wy średnio wydajecie na pożywienie? Po jakie produkty sięgacie najczęściej?
Nieweganie – co sądzicie o roślinnym oszczędzaniu na jedzeniu? Przekonaliście się już, że roślinomaniacy nie wydają całego majątku na zaspokojenie głodu?

Zuza 😉

 

Bezbolesne oszczędzanie

W dzisiejszym wpisie chciałabym poruszyć kwestię oszczędzania pieniędzy.
Sama mam z tym duży problem! Jestem typem osoby, która nie potrafi długo oszczędzać. Lubię kupować potrzebne mi rzeczy, nie żałuję oszczędności, jeśli podczas spaceru przez galerię stylowe odzienie wierzchnie wpadnie mi w oko.
Na szczęście miałam do czynienia z oszczędzaniem, zbieraniem pieniędzy i gospodarowaniem nimi w jak najwygodniejszy dla mnie sposób. Przedstawię Wam moje sekrety oszczędzania z nadzieją, że i Wy podzielicie się własnymi – w panelu komentatorskim!

grosz.jpg

 

SKARBONKA NA DROBNE.
To trick, który stosuję od dawna – i jeszcze nigdy mnie nie zawiódł.
Wszystkie drobne, które brzęczą w niedużej portmonetce, po każdych zakupach lub kontakcie z portfelem wrzucam  do słoika. Słoiczek zawsze stoi w najlepiej widocznym miejscu (u mnie jest to stolik obok łóżka), ażeby nie zapomnieć o uzupełnianiu go nowymi złotymi i srebrnymi monetami.
Bez względu na to, czy mam dwadzieścia groszy – czy może dwadzieścia złotych, rozmienione po piątaku, zawsze wrzucam monety do skarbonki. Opróżniam ją, kiedy nadarza się okazja na wymianę drobnych na grubsze pieniądze.

Na skarbonce można umieścić nalepkę indeksującą i opisać cel zbiórki. Ja tego nie praktykuję, gdyż te drobniaki wykorzystuję bez celu – na przykład przy najbliższych zakupach, wyjeździe do miasta lub opłacaniu zamówień internetowych.

skar.jpg

 

ODKŁADANIE MAŁYCH SUM.
Ten sposób jest dobry, jeśli mamy zapewniony w miarę stały dochód.
Stosowałam go, zbierając pieniądze na kurs aktorski, na który obecnie uczęszczam.
Należy ustalić kwotę, którą będziemy wrzucać do skarbonki w równych odstępach czasowych – przyjmijmy, że z rozpoczęciem każdego miesiąca. Tę samą sumę odkładamy w jedno miejsce, bez względu na to, czy oszczędności będą z nami fizycznie, czy wolimy je w wirtualnej wersji – na koncie bankowym.

Jeżeli ogranicza nas deadline (tak było w moim przypadku), bardzo dobrze jest obliczyć, ile miesięcy będziemy musieli odkładać daną kwotę.
Najlepiej jest podzielić potrzebną sumę na jak najmniejsze części, wówczas prawdopodobnie nie odczujemy, że odkładamy pieniądze każdego miesiąca. Do dyspozycji mamy przecież znacznie większą część zarobków!
CELE PIENIĘŻNE.
Urocza torebka, modne gacie, kreatywne przybory, zapas masła orzechowego, tygodniowa wycieczka za granicę – bez względu na to, jak dużo musimy odłożyć, by zdobyć naszą wymarzoną rzecz, warto jest wyznaczać sobie cele pieniężne – i do nich dążyć.
Dobrze jest połączyć cel z metodą z poprzedniego punktu – jednak nie trzeba, ponieważ nie każdy cel musi posiadać swój limit czasowy, prawda?

Załóżmy, że potrzebuję osiem tysięcy złotych na małą wycieczkę. Nie planuję jej już na te wakacje – chcę na nią wyjechać nawet za dwadzieścia lat.
Powoli, małymi kroczkami będę więc przybliżać się do spełnienia mojego marzenia, bo dziś odłożę dwie dychy, a za miesiąc dwieście złotych. 
Zmniejszmy przykładowy cel i załóżmy, że spodobała mi się torebka ze sklepu internetowego, ale nie zdążyłam jej kupić (wówczas nie miałam możliwości zakupu). Była w zeszłorocznej ofercie, więc i w tym sezonie mogłaby się pojawić…
Jest! Cudownie się pojawiła, a ja akurat z myślą o niej odłożyłam pięćdziesiąt złotych z miesięcznej wypłaty. Dołożę jeszcze drugie tyle za tydzień, a jeśli mi braknie, sięgnę do skarbonki. Uff! Mam wymaganą kwotę. Mogę składać zamówienie.

Celem pieniężnym może być nawet odłożenie danej kwoty w ciągu całego roku. Po osiągnięciu go warto odnowić cel – i działać tak bez końca.

Cele warto zapisać, jeśli wolicie widzieć je na własne oczy.
Jedyną trudnością jest pamiętanie o tym, że trzeba do nich dążyć. Nawet, jeśli nie spieszy nam się z osiągnięciem celów, należałoby na nie odkładać – ażeby stały się rzeczywistością, a nie utknęły pomiędzy niespełnionymi marzeniami!
PRZEMYŚLANE ZAKUPY.
O tym wspominałam już w poprzednim poście.
Kupujemy tylko to, co jest nam naprawdę potrzebne – lub to, o czym marzymy od dawna i jesteśmy w stanie sobie na to pozwolić.
Żadne naprzydasie nie wchodzą w grę, pamiętajcie!
Jeśli czegoś nie używamy, zawsze można próbować wykorzystywać daną rzecz w niekonwencjonalny sposób lub używać już stary, noszący pierwsze znamiona zużycia przedmiot w wiele sposobów, nadając mu nowe życie.

Szukanie tańszych opcji, zamawianie czegoś przez internet tak, by zaoszczędzić na produktach i przesyłce, nie spoglądanie na okazyjne promocje w sklepach, jeśli obniżka cen nie obejmuje produktów, którymi nie jesteśmy zainteresowani – to główne zasady moich zakupów.
+ bardzo ważne – nigdy nie wychodzę na zakupy bez listy!

wr.jpg
To moje główne sposoby na oszczędzanie.
Jak wspominałam na początku, nie jestem mistrzem oszczędzania – jestem dosyć rozrzutna i często mam pustki w portfelu! Potrafię jednak odkładać pieniądze na dany cel.

Jakie Wy macie sposoby na oszczędzanie? Podzielicie się nimi? 

Zuza 😉

Wegańskie wtorki: Grillowanie

Wesołym, kolorowym, pyszno-warzywnym postem, przepełnionym inspiracjami witam Was wszystkich w nowej serii blogowej.

Wegańskie wtorki będzie serią bogatą w inspiracje zdrowokulinarne, porady, pogadanki i relacje – wszystko na temat diety roślinnej i weganizmu.
Posty nie będą pojawiać się co tydzień, ale można się ich spodziewać we wtorki. Seria iście freelance’owa.

Jak podano w tytule, w dzisiejszym wpisie opowiem Wam o moim grillowaniu.

IMG_20170503_111432308_BURST001.jpg
Wiosna. Rozżarzone węgle śnią się każdemu wielbicielowi grillowania. Jak się okazuje – również ja bardzo lubię przyrządzać swoje posiłki na ruszcie!

Weganie i osoby na dietach roślinnych zapewne nie mają dużego wyboru. Przysmaki z grilla dla wegan? Sałatka. Sałatka z trawy i kamieni.
Hola-hola, chyba tak nie myślicie? 🙂

Grillowane warzywa to najprostsze i bardzo zdrowe danie, które my – weganie, możemy przyrządzić na grillowej kracie. Sama najbardziej lubię cukinię, paprykę i pieczone pomidory – najlepiej bez żadnych dodatków!

Tym razem rozpoczęłam sezon na grilla istną ucztą. Co znalazło się na moim papierowym talerzyku?

SAŁATKA.
Ale nie taka z trawy i kamieni. Moja sałatka była wielką improwizacją.
Świeży szpinak (z ogródka!), pomidor, resztka tofu, surowe białe szparagi, trochę suszonych buraków, zioła i pieprz mielony.

sal.jpg

Ożywiła smak grillowanych potraw, choć moje pyszności nie zabijały mnie sobą; nie czułam się ociężała, mimo najedzenia. Moi drodzy, Natura obdarowała nas wspaniałym prezentem – w postaci świeżych warzyw i owoców! Trzeba wykorzystywać je na grillu – bądź w sałatce.

SZASZŁYKI.
To chyba najprostsze (po sałatce) danie, jakie można przygotować w dosłownie pięć minut. Podpiekają się niedługo – bo wystarczy chwila, by warzywa przejęły ciepło żaru i delikatnie się zarumieniły.

szasz.jpg

Jak widać, ja preferuję delikatne podpieczenie. Zdecydowanie wolę, gdy warzywa zachowują swoją chrupkość.
Co nabiłam na cienkie patyczki? Jak widać, były to następujące dobroci: cukinia, tofu, pomidor, papryka, bakłażan. Szaszłyki oprószyłam tymiankiem i oczywiście sypnęłam pieprzem – do smaku.

Na chlebie mego życia – bakłażanie, możecie zauważyć…

SOS.
Choć jest to dodatek do grillowanych dań, warto poznać nań przepis, ażeby uzyskać pełny zestaw roślinno-grillowy u siebie na ruszcie.

sosior-1

Dobry przecier pomidorowy cechuje się wysoką zawartością pomidorów w składzie – i najlepiej, by był bez zbędnych dodatków i tak zwanych polepszaczy. Świetnie, jeśli macie zachowany swój handmade przecier pomidorowy! Będzie smakował bajecznie.

sos.jpg
BEZRYBNA.
Mój przepis na bezrybną można znaleźć we wpisie wegelijnym.
Przygotowałam ją identycznie – lecz zamiast do piekarnika, wrzuciłam ją na ruszt.

sel.jpg

Rada ode mnie: pozwólcie się jej mocno podpiec! Delikatnie przypalona seleryba zyskuje charakternego smaku.

MARŁBASKI.
Przepisów na parówki hotdogowe z marchewek w sieci krąży miliony.
Ja wykonałam je (jak zwykle) po swojemu i upiekłam na ogniu 🙂

mar-1

W pierwotnym przepisie do marchewek dodaje się dużo soli, aby zabić jej naturalny słodki smak. Ja tego (oczywiście) nie zrobiłam, dzięki czemu moje marłbaski mają delikatny posmak pomidora, ziół, są ostre i słodko marchewkowe 🙂

mar
Warto piec je długo, aby zmiękły, jeśli nie lubicie warzyw al dente według Zuzanny i preferujecie wbić zęby w miękki korzeń.
Ja do zestawu zaprezentowanego na zdjęciach dorzuciłam kolejne al dente białe szparagi i kilka liści świeżej, małej sałaty rzymskiej. Na deser zaserwowałam grillowane jabłko.
Co Wy grillujecie – oczywiście w wersji roślinnej? 
Idziecie na niezdrową łatwiznę i zaopatrujecie się w gotowe kiełbaski, czy sami przyrządzacie niezwykłe specjały? 

Zuza 😉

 

WAŻNA INFORMACJA.
Jeśli macie jakieś pytania/pomysły na tematy, które powinnam według Was poruszyć/prośby, wypisujcie je w komentarzach pod postami z serii Wegańskie wtorki.
Pomysły, które wypisujecie pod grafikiem, a nie zmieściły się w moim rocznym planie postów, już zapisałam na liście w kolejce do wtorków – lecz być może chcecie, bym pilnie o czymś napisała? Dawajcie znać!

Oszczędzanie na przyborach

Ten wpis rozpoczyna krótką serię wpisów o oszczędzaniu.
W maju możecie liczyć na poznanie sekretów mojego oszczędzania – a sądzę, że jestem w tym nie najgorsza.

Prawdopodobnie każdy, kto choć raz w życiu przeglądał oferty sklepów internetowych z produktami kreatywnymi lub błądząc po Empiku trafił w jego wytwórcze rejony – wie, jak wysokie ceny widnieją obok przyborów.
Ceny washi tape sprawiają, że kręci mi się w głowie. Ozdobny papier jest trzykrotnie droższy od zwykłego. Nawet na dobre cienkopisy trzeba wydać majątek, a pracuje się nimi równie krótko, jak zwykłymi, tanimi flamastrami z taniego zestawu.

4

Jak kupować przybory, aby nie zwariować? Oto moje sposoby na pozostanie w dobrej kondycji psychicznej (pomimo częstych odwiedzin sklepów kreatywnych):


NIE KUPOWAĆ NAPRZYDASI.
Rozumiem Was aż za dobrze, ja też (naprawdę też!) często walczę z ochotą włożenia tych pięknych naklejek do koszyka. Korci mnie jak jasna cholera no, a jak nie wezmę nalepek, to mi się będą śniły po nocach, aż w końcu umrę. Na pewno mi się przydadzą, na sto procent. Już w dniu zakupów je wykorzystam, zrobię coś z nimi, to pewniak. Wydam te całe 22,50 naprzydasie. Duże przydasie, bo komplet składa się z trzech kart naklejek – po sześć sztuk na jednej karcie.
Przecież we wszystkich pracach używam naklejek z kotkami, pieskami i świnkami. Te z brokatowymi napisami cute and love pod uroczym ryjkiem różowego zwierzątka.

Moja rada: nie kupujemy naprzydasi. Nawet te najbardziej cute and love naklejki omińmy szerokim łukiem.

Jak powinny wyglądać zaplanowane kreatywne zakupy?

1. Bardzo warto zrobić listę potrzebnych rzeczy. Najpotrzebniejszych – tych, które wykorzystujemy najczęściej i w najszybszym tempie. Klej, taśmy, ołówki, papier – to moja przykładowa lista.

2. Znajomość cen jest super. Jeszcze bardziej warto jest wiedzieć, gdzie w okolicy dostaniemy najtańszy klej, największy zestaw taśm w przystępnej cenie, najukochańsze ołówki za grosze i dobrej jakości papier w dużym kartonie. Nawet, jeśli sklepy dzieli kilka kroków, warto jest zrobić sobie spacerek po mieście i zakupić potrzebne przybory, wydając jak najmniej.
(Psst..! Nie sugeruję, że po klej musisz zapieprzać z buta na drugi koniec miasta. No chyba, że chcesz. Nie mam nic przeciwko.)

3. Po sporządzeniu listy zakupów i wypisaniu ich kosztów, pora na odliczanie, ile możemy przeznaczyć na przyborowe wydatki. Jeśli nasze zakupy mieszczą się w granicy finansowej na dany dzień, znamy swoje możliwości i jesteśmy świadomi swojej swobody wydatków.
Tak przygotowani możemy wyjść na zakupy, zgarniając do koszyka to, co figuruje na liście oraz dodatkowe (ewentualne!) naprzydasie, których koszt nie przekroczy ustalonej wcześniej kwoty. Finito!

Zasada jest prosta – powstrzymujemy się od wydawania oszczędności na przybory, które pod wpływem impulsu lub pierwszego wrażenia chcemy wrzucić do koszyka.
Kupujemy głównie to, co mamy w planach + ewentualnie dodatek do zakupów, jeśli możemy sobie na takowy pozwolić.
Jeśli nie chcemy żadnego naprzydasia, resztę z zakupów warto wrzucić do skarbonki z drobniakami.
Proste!

cienk


POLOWANIE NA PROMOCJE.
To jedyny typ polowania, w którym biorę czynny udział.
Czy to zniżki w sklepach internetowych, czy rabaty w ulubionych sklepach stacjonarnych – czaję się z bezpiecznej odległości na ukochane sklepiki i ostrzę pazurki.
W przypadku ekstremalnych promocji zdarza mi się nawet wydać oszczędności naprzydasie. Wiele superanckich przyborów pojawiło się na mojej półce właśnie podczas świetnych wyprzedaży – komplet wielu nici, materiałowe taśmy, zestaw ozdób w wiosennych kolorach. Te oraz inne kreatywne materiały zdobyłam pod wpływem naprzydasiowej myśli, na szczęście w bardzo niskiej cenie.

1


WIELOZADANIOWOŚĆ.
Nie zawsze trzeba kupować nowe przybory!
Między innymi o tej kwestii wspominałam we wpisie o błędach początkujących twórców. Czasami zamiast wydawać oszczędności na kolejne przybory i materiały do stworzenia projektów, warto jest przerobić starą ozdobę lub wykorzystać ją ponownie.
Tak samo, jak ja – ozdobione przeze mnie lampiony służyły mi w jesieni oraz na wiosnę. Nawet ich nie zmieniłam!
Tak samo uczyniłam z podstawką na drobiazgi i słoikiem – wazonem, dekoracjami, które zaprezentowałam w poprzednim poście.
Oprócz dekoracji, wielokrotnie można wykorzystywać również materiały, które zostały wykorzystane do ich wykonania. Tkaniny, okleiny, taśmy washi – to tylko przykłady przyborów wielokrotnego użytku.
Używając dany przedmiot wielokrotnie, nadajemy mu nowe życie + oszczędzamy miejsce w pokoju + oszczędzamy na przyborach.

2

To główne tricki, które stosuję, aby zaoszczędzić kilka dolców na mojej kreatywnej pasji.
Macie swoje sprawdzone przepisy na finansowy sukces – te związane z oszczędzaniem? Koniecznie uchylcie rąbka tajemnicy w komentarzach!

Zuza 😉

Mój wiosenny kącik

Aby dać Wam inspiracje do zrobienia czegoś kreatywnie wiosennego, postanowiłam zaprezentować, jak wygląda mój wiosenny kącik.

Tak naprawdę jest to stolik. Tak naprawdę nie tylko wiosenny, bo zamierzam na dłuższy czas wprowadzić jasne kolory w jego wystrój. Na szczęście wszystkie zmiany i dekoracje popełniłam wiosną, dlatego ze spokojnym sumieniem przypisuję mu tę zielono-kolorową nazwę pory roku.

ZIELEŃ.
Na stoliku postawiłam swoje nowe zdobycze.
Czy wspominałam już, że uwielbiam zielone, liściaste kwiaty? Jeśli nie, informuję o tym teraz. Uwielbiam zielone, liściaste kwiaty.
W białej doniczce, na którą nakleiłam kawałek taśmy washi, umieściłam (przygarniętego ze skromnych kwiatowych zasobów mamy) Juliana.
Posiałam własne kiełki! Starą podstawkę doniczkową wyłożyłam ligniną, zwilżyłam tkaninę i zasiałam rzeżuchę. To moja druga tura zielonych kiełków – świeżo posiane, jeszcze nie zzieleniały. Mam w planach poszerzenie kiełkowej działalności przynajmniej o len.

IMG_20170425_164304085.jpg

1.jpg
IMIONA.
Mam nadzieję, że nie tylko ja nadaję imiona własnym kwiatom?
Na razie mieszka ze mną jedynie Juluś i Hieronim. Mimo, że doskonale pamiętam, jak je nazwałam, zdecydowałam się dodać im urocze ozdoby, jakimi są karteczki z imionami.

Na patyczek szaszłykowy nawinęłam prostokątny kawałek papieru, na którym napisałam imiona zielonych kolegów. Wbiłam je w ziemię, oczywiście uważając, by nie uszkodzić korzeni żadnego z dżentelmenów.

IMG_20170425_162422329.jpg

Sądzę, że banalna w wykonaniu minidekoracja dodała kwiatom uroku.
Na chorągiewkach można opisać gatunek kwiatów, zapisać, w jakie dni należy je podlewać lub jeśli pamięta się o podlewaniu, a gatunek nie gra dużej roli, wystarczy zapisać imiona lub pseudonimy naszych roślinek. O ile takowe posiadają!
DONICZKA/WAZONIK.
Choć w moim wazonie nie ma jeszcze kwiatów, mogę Wam zagwarantować, że z pewnością się w nim pojawią.

Średniej wielkości słoik wystarczy pomalować farbą akrylową – można stworzyć dowolne wzory, naklejając uprzednio taśmę ryżową na szklaną powierzchnię.
Można też wykorzystać pomysł na firankowy zeszyt i przenieść patent na słoik – należałoby bardzo dokładnie przykleić materiał do szkła i powoli pryskać na nie farbę w sprayu.

IMG_20170425_162835932.jpg
LAMPIONY.
Na pewno pamiętacie – z jesiennego wpisu – jak bardzo lubię różnego rodzaju świeczki. Choć jesienna pogoda i nastrój mocniej zachęca do spędzania wieczorów w towarzystwie książki, kota i cynamonowych świec, jasne światło podgrzewaczy ożywiło mój wiosenny kącik.
Lampiony w formie niezmienionej z czasów jesieni stoją dumnie na stoliku. Ciepła poświata płomyków ogrzewa zielone liście wieczorem, kiedy mimo zmiany pory roku, decyduję się na zacięte czytanie.
Wszystkie mniejsze elementy ułożyłam na podstawce, którą często wykorzystuję w organizacji swojego miejsca pracy.

IMG_20170425_164406452.jpg

Podoba się Wam mój wiosenny kąt w pokoju?
Może wykonacie własny kolorowy pomysł? Czego według Was brakuje na moim stoliku? 

Zuza 😉

Błędy, które popełniają początkujący wytwórcy

Dzisiejszy post ma charakter pogadankowy. 

Niejednokrotnie po opublikowaniu wpisu z masą zdjęć – inspiracji, które wykonałam własnoręcznie, dostałam od Was takie komentarze:

Ja nie umiem tak rysować kółek, jak ty. Nie zrobię tego.

Nie mam odpowiednich przyborów. Gdybym miała, na pewno bym to zrobiła,

Jak ty to robisz sueh, że twoje robótki ręczne wyglądają dobrze? 

Ty masz talent do szycia. Ja nie.

Ten post musiał zaistnieć. Planowałam wcisnąć go w listopadowy ciąg przypadkowych wpisów, jednakże propozycji na tematy mam już zbyt wiele, by dokładać własne pomysły do zbiórczego miesiąca.
Niewypał radości stworzył lukę w grafiku postów. Oho! To znak, aby nareszcie poruszyć ten ciężki temat.

Przemyślałam sprawę najdokładniej, jak tylko potrafiłam i wybrałam – podstawowe błędy, które popełniacie podczas wykonywania prac kreatywnych.
Czym zabijacie swoje artystyczne dokonania? Jakie jest poprawne nastawienie wytwórcy robótek ręcznych? O tym dowiecie się, wgryzając się w ciąg dalszy moich wypocinek.

4

Błędy początkujących wytwórców podzieliłam na trzy główne kategorie; WYMAGANIA, NASTAWIENIE, MARNOWANIE. Każda z nich dostała swoje podkategorie.
Przedstawię Wam pozytywne podejście do pracy – oraz negatywne, które najczęściej jest sprawcą śmierci kreatywnych podbojów.
Zaczniemy od bardzo ważnej kwestii (każda z nich będzie bardzo ważna!) – jest to:

NASTAWIENIE.
NicnieumizmTo najczęściej pojawiająca się wśród aktywnych w panelu komentatorskim Czytelników przypadłość. Omówmy jej przyczyny oraz objawy.

Nicnieumizm (dokładniej: nic-nie-umiem-więc-nie-zrobię) — poważne schorzenie układu kreatywnego, przypadłość wielbicieli czyjejkolwiek kreatywnej działalności. Powszechne nastawienie początkujących wytwórców.
Nicnieumizm objawia się negatywnym myśleniem w kwestii własnych możliwości. Osoba dotknięta schorzeniem nie ufa swojej kreatywności oraz sprawności rąk. Zazwyczaj nie ma ochoty spróbować wytworzyć nawet najprostszą pracę kreatywną. Szuka wymówek, panicznie boi się porażki wytwórczej. 

Przyczyny schorzenia nie są określone. Może to być rozpamiętywanie porażki z dawnych lat, konkretna cecha charakteru, odpowiadająca za nastawienie wobec prac (tj. tchórzliwość, lenistwo), choroba fizyczna (np. anemia, brak kończyn górnych —  tylko w przypadku tej przyczyny nicnieumizm jest uzasadniony). Przyczynę należy ustalić, odnosząc się do konkretnych przypadków schorzenia.


Identycyzm
. Równie częsta przypadłość. Osobiście sądzę, że jest ona łagodniejsza, niż nicnieumizm – niestety groźniejsza w skutkach.

Identycyzm (dokładniej: ja-nie-umiem-więc-zrobię-tak-samo-jak-ty) — schorzenie układu kreatywnego, pojawiające się u wielu początkujących wytwórców.
Identycyzm objawia się poprzez kurczowe trzymanie się wskazówek, podanych w tutorialach. Chory idealnie odtwarza czyjąś pracę, często uwzględniając błędy wytwórcy, na którego pracy się wzorował. 

Identycyzm, choć jako osobny syndrom nie jest poważny i wyniszczający, prowadzi do najgroźniejszej choroby układu kreatywnego — owczopędzizmu — nieuleczalnego schorzenia; osoba nim dotknięta żyje w przeświadczeniu, iż nie potrafi samodzielnie wpaść na pomysł wykonania danej pracy kreatywnej, podążą wyznaczoną przez doświadczonych wytwórców ścieżką, nie kłopocze się wymyślaniem własnych patentów.

Jak pokonać scharakteryzowane powyżej schorzenia?

Warto wspomnieć, że:
a) inspirowanie się cudzą pracą jest dobre,
b) odtwarzanie czyjejś pracy w swój sposób jest świetne,
c) wymyślanie własnych projektów i wcielanie ich w życie jest idealne!

Ale:
a) inspirowanie się i wykonywanie cudzej pracy identycznie nie jest dobre,
b) odtwarzanie czyjejś pracy za każdym razem krok w krok tak samo jest złe,
c) wymyślanie własnych projektów i brak odwagi do wcielenia ich w życie jest DIABELNIE NAJGORSZE.

Nicnieumizm jest trudny do zwalczenia. Wymaga od chorego zacięcia i mocnej woli walki, jak i poświęcenia chwili na kreatywne produkcje. Im więcej prac wykona zarażony, tym bliższy będzie uzdrowieniu.
Każdy umie rysować – każdy, kto potrafi utrzymać ołówek w ręku.
Każdy umie ozdabiać, każdy umie składać origami, każdy potrafi działać kreatywnie. Trzeba wprawy i doświadczenia, by prace wyglądały coraz lepiej!
Jeśli do końca życia chory będzie powtarzał, że nie-zrobi-bo-nie-umie, to nigdy nie zrobi, bo się nie odważy. Łepetyna do góry, trzeba łapać za przybory i uczyć się na własnych błędach.
Szczególnie, że wytwórstwo prac kreatywnych nie jest nieprzyjemne.

Identycyzm i wynikający z niego owczopędzizm to schorzenia osób odważniejszych. Ci chorzy przynajmniej coś tworzą!
Warto jednak robić swoje prace.

Oglądając projekty na Pintereście, czy chociażby w Grafice Google, nigdy nie patrzę, jak należy coś wykonać. Jeśli spodoba mi się dana dekoracja, zeszyt, rysunek – zapisuję go w pamięci i odtwarzam po swojemu. To rozszerza zasięg mojej kreatywności, pobudza twórczą wyobraźnię, zmusza do kombinowania z przyborami.
I to (moim skromnym zdaniem) jest właśnie poprawne podejście w kwestii nastawienia! Umiem to zrobić po swojemu, bo korzystam z własnego pomysłu na dany projekt. I finito, praca płynie jak szybki, górski potok.

1

MARNOWANIE.
NaprzydasieTo słowo często wybrzmiewa z ust początkujących, którzy mają zapał do pracy i chcą od razu wydać wszystkie swoje oszczędności naprzydasie!

Przedstawię Wam powolny proces wygaszania się robótkowego zapaleńca:

1. Zapaleniec wykonał swoją pierwszą pracę kreatywną. Udała się. Jest zadowolony – pokazuje ją matce, ojcu, siostrze, bratu, babce, dziadowi, sąsiadce, sąsiadowi, psu, kotu, wróbelkowi, proboszczowi. Każdy w okolicy już wie o jego świeżej pasji i nowo odkrytym talencie.
2. Zapaleniec ma głowę pełną pomysłów. Główna strona jego Pinteresta zawalona jest inspiracjami. Ma odpowiednie podejście. Chce po swojemu wykonać dane projekty.
3. Zapaleniec dokonuje szybkiego przeglądu swoich półek z przyborami. Robi listę zakupów.
4. Zapaleniec szuka tanich sklepów z artykułami kreatywnymi. Uwaga – w tym momencie jego zapał maleje, wprost proporcjonalnie do wzrostu zawodu i niecierpliwości.
5. Zapaleniec podlicza najtańsze opcje – dokonał zamówienia na dwa tysiące złotych polskich.
6. Zapaleniec łka cichutko.
7. Zapaleniec liczy drobne ze skarbonki. Łącznie posiada czterdzieści trzy pięćdziesiąt.
8. Zapaleniec łka cichutko, ocierając ze złością łzy goryczy.
9. Zapaleniec odwołuje zamówienie w sklepie z artykułami kreatywnymi.
10. Zapaleniec traci zapał do prac kreatywnych uznając, że jest to pasja dla bogatych. Uwaga – od tego momentu należy nazywać go wypaleńcem.

 
NielogicyzmNie ma nic bardziej wkurzającego od nielogicznego wykorzystywania swoich przyborów oraz już skończonych prac.
Wyobraźcie sobie, że macie naprawdę nieduże pokoje. Spełniają one wiele funkcji; są sypialniami, pracowniami, czasami również jadalniami. Dołóżcie do tych funkcji kolejną – przechowywalnię prac, których już nie używamy.
Nie macie ochoty wyrzucić przez okna tych pudeł z oklejonymi zeszytami, słoikami, pudełkami?
Osobiście nie lubię marnować pieniędzy i przyborów na kolejne prace.
Zamiast wydawać oszczędności naprzydasie, lepiej wrzucić je z powrotem do skarbonki i czekać, aż stan przydasiów w szafce będzie krytyczny. Dobrze jest polować na rabaty, przeceny, wyprzedaże kolekcji sezonowych – nie kupować od razu wszystkiego. Przecież nie wszystko może nam się przydać!

Z wielu tutoriali i prezentacji wykonanych przeze mnie dekoracji można było wywnioskować, że wykorzystuję wielokrotnie te same słoiki, kawałki materiału, pudełka. To jak najbardziej normalne!
W zależności od sezonu nawet wskazane jest, by wcielać nowe wizje na ozdobienie danego przedmiotu. Tchnąć w niego nowe, kolejne życie. Cieszyć się starą-nową dekoracją.

Brak oszczędności w kieszeni nie zachęci do wykonywania kolejnych prac kreatywnych – a fakt, że przybory nie są tanie sprawi, że szkoda będzie je używać. Utkniecie w martwym punkcie, jeśli nie zwalczycie marnowania; będziecie mieć przybory i już gotowe dawne projekty, ale nie będziecie tworzyć ich więcej. Uwierzcie mi.
Wytwarzam, przetwarzam, chomikuję, nie wyrzucam, przerabiam.

3.jpg

WYMAGANIA.

Idealizm. Nie, nie chodzi mi o pogląd filozoficzny! Nazwałam tak podejście wobec siebie jako wytwórcy.

Drobnostkizm. To słowo brzmi i wygląda jak nazwa kraju w Azji (no, może i nie). W moim prywatnym słowniku odnosi się do postawy względem własnych prac.

Obydwie podkategorie łączę ze sobą w jedną, ogromną papkę obsesji. Właśnie one mogą być połączone z podkategoriami nastawienia.
Wymagania wobec siebie i swoich prac to ciężkie obciążenie. Oczywiście każdy by chciał wytwarzać najpiękniejsze dekoracje, najpiękniej szyć ręcznie, najwspanialej rysować portrety i najdokładniej oklejać zeszyty.
Te marzenia, gorące pragnienia warto odstawić na bok – szczególnie, gdy nie miało się wcześniej styczności z pracą kreatywną.

Nikt z nas nie jest cudotwórcą idealnym, który stworzy dzieło-coś-z-niczego. Nikt nie wytnie idealnie równego kwadratu z kartonu, jeśli wcześniej nie naniesie szkicu na papier. Nie każdy zszyje równo dwa kawałki materiału, nie każdy naklei koralik dokładnie w tym miejscu, w którym by chciał – szczególnie, gdy ręce trzęsą się z nerwów i napięcia, ażeby wszystko wyszło genialnie.

Podczas wytwarzania należy dać sobie możliwość popełnienia błędu!
To właśnie nasze błędy sprawiają, że własnoręcznie wykonane przedmioty są jedyne i niepowtarzalne. Ta plama kleju na okładce zeszytu czyni go jedynym w swoim rodzaju! A rozmazany długopis (bo nie odczekało się wystarczająco długo, by zmazać szkic, wcześniej wykonany ołówkiem) to całkiem niezły efekt wizualny. Krzywy piórnik? Tak miało być, na to się mówi „zabieg celowy”.
To projekt z duszą. Nie ma takiego drugiego na tym świecie.

Warto jest uwolnić się od wymagań, które sobie narzucamy. Nieidealna praca jest ładniejsza, niż ta bezbłędna – a jeśli nie ładniejsza, na pewno jest cenniejsza.

2.jpg

 

Podsumowując:

Nie każdy z nas ma takie same predyspozycje do wykonywania danej czynności – co nie zmienia faktu, że wszystkiego można się nauczyć.
Nie zabijecie swoich prac, jeśli zaprzestaniecie dążyć do hiperdoskonałego efektu końcowego. Mord kreatywności zakończy się po zwalczeniu obsesji. Nie ugasicie zapału, jeśli przestaniecie planować kreatywne wydatki.


Zamiast narzekać, że czegoś nie umiecie, nie możecie i nie zrobicie, bierzcie się w garść i pracujcie! Im więcej kreatywnych dusz, tym lepiej dla szarego świata!
Co sądzicie na ten temat?

Zuza 😉