Planner 2017: pierwsze wrażenie

Nie przewidzieliście się. Testuję zakupiony planner.
Nie jest to forma clickbaitani reklamy. Kieruje mną czysta ciekawość.

Podczas uporządkowywania mojego zeszłorocznego notesu, nagle do głowy wpadła mi owa myśl:
A co, gdybym w tym roku… nie zrobiła plannera? Co, jeśli papierowy organizer życia zamówiłabym przez internet?
Tak, Zuzanno. Zdradziłaś swoje zwyczaje. Nie, Zuzanno. Nie zaśniesz już spokojnie.

Zapytałam Askowiczów*, co o tym sądzą. Większość była zadowolona z pomysłu.
Test plannera w 2017 roku? Super sprawa. W końcu coś nowego. Szkoda, że nie kreatywnie. Połowiczne gratulacje, Kreaty…ekhem… Zuzku.

Negatywnie nastawiona do gotowców zdecydowałam się na projekt Magdaleny Tekieli. Eko-super-ultra-hiper planner. Na to wydałam swoje oszczędności.

Oto, co zobaczyłam, kiedy swe podwoje uchyliła skrytka paczkomatowa:

1.jpg

– O nie, Zuzanno – myślałam skrycie. – Nie zachwyci Cię gotowiec. Nie namęczyłaś się przy tworzeniu. Tylko kiwnęłaś paluszkiem nad ekranem telefonu, zatwierdzając przelew bankowy.
Daj spokój sobie. To zasługa sklepu.
Nie mogąc się doczekać do powrotu do domu, otworzyłam pakunek jeszcze w samochodzie. Wówczas… zachwyciłam się.

2.jpg

– Dlaczego, ach dlaczego oceniasz produkt przed wyciągnięciem go z papieru? Dlaczego tak pochopnie wyceniasz jego wartość? Toć nie wiesz, czy to szlachetny kruszec, czy podróba jego marna.
Rzeczy Same, moi Drodzy, pakują zamówione produkty jak mistrzowie. Musiałam Wam pokazać, w jak prosty i skradający serce sposób sprawili, że już teraz poczułam, jakby gwiazdka zalśniła nad mą łepetyną o caluteńki rok wcześniej.

Spodziewam się, że ku Waszej uciesze – kończę rozważania na temat paczkomatów i sposobu zapakowania przesyłki. Tym samym przechodzę do sedna, istoty, samej kwintesencji wpisu. Planner.

3.jpg

Jego wygląd mnie nie zdziwił, bo to ja wybrałam projekt okładki. Zdziwiło mnie porządne wykonanie.
Trzymając planner w ręku czuję, że posiadam konkretny produkt (wiecie: k o n k r e t n y).
Okładka wykonana jest z naprawdę grubej tektury. Mimo, że sam notatnik wydaje się być po brzegi wypełniony arkuszami nie byle jakiego papieru, zeszyt nie należy do ciężkich. Ba – jest naprawdę lekki. Naprawdę. Jak Boga kocham. Poważnie.**

pl od boku.jpg

W środku znajdują się kolejno:

kalendarz całoroczny,
kalendarz stały na cały tydzień,
planner na każdy dzień tygodnia,
kartki ze szkicownika (puste),
kartki do rysowania w perspektywie,
instrukcja: jak pozaginać kartkę z wiadomością,
miejsce na pozostawienie swojej wiadomości (zapewne po to, by pozaginać kartki),
kartki dzielące się na bileciki korespondencyjne (dzięki perforacjom).

4

6.jpg

Wnętrze tego plannera zdecydowanie nie jest przepakowane zbędnymi kartkami. Wydaje mi się, że w środku znajduje się tylko to, co powinno, a mianowicie; dużo miejsca na zapiski, szkice, plany.

Bardzo cieszę się z dwóch bajerów: gumki na zewnątrz okładki, dzięki której nie będzie się ona otwierać oraz wstążki wewnątrz, pełniącej rolę zakładki.
To dwa elementy, które wykorzystałam w swoim poprzednim plannerze.

5.jpg

Kalendarz szyty jest czarnymi nićmi, zewnętrzną część zszycia chroni gładki, dosyć śliski materiał nieznanego mi pochodzenia. Żywię głęboką nadzieję na to, że nie jest on pochodzenia naturalnego.

Ciekawym dodatkiem jest również linijka, która została nadrukowana na wewnętrzne strony okładki. To przydatny gadżet, dzięki któremu nie będę zła na siebie, kiedy zapomnę o linijce, a będę jej potrzebować (bywa tak naprawdę często!).

pl lmiarka.jpg

Podsumowując: Planner z kolekcji Magdaleny Tekieli wywarł na mnie dobre pierwsze wrażenie. Nie mogę przyczepić się do niczego, prócz materiału, którego pochodzeniem powinnam zainteresować się wcześniej.
Notes wydaje się być starannie wykonany. Nie brakuje w nim niczego.
Dzięki temu, że daty nie zostały dokładnie określone, planowanie można zacząć w dowolnie wybranym momencie.

Test zakupionego plannera będę przeprowadzać przez cały rok 2017.
W razie niespodziewanego wypadku zastrzegam sobie możliwość przerwania testu i kontynuowania go na innym produkcie.

TUTAJ zobaczycie mój poprzedni planner – wykonany własnoręcznie.
Możecie być pewni, że ten rok zaplanuję dokładnie – jak nigdy dotąd!

Co sądzicie o wybranym przeze mnie kalendarzu na niedawno rozpoczęty rok?
Czy odpowiada Wam ta nietypowa forma wpisu? 🙂

Zuza 😉

*Ask jest tymczasowo zawieszony. Nie wiem, kiedy się odwiesi.
**Wybaczcie, zainspirowałam się książką „Wybacz mi, Leonardzie”. Ja – w przeciwieństwie do głównego bohatera, rzeczywiście mówię teraz prawdę. Planner jest bardzo lekki jak na swoje gabaryty.

Reklamy

4 thoughts on “Planner 2017: pierwsze wrażenie

  1. Łał, nie umiałabym pisać o odbieraniu przesyłki w taki ładny sposób 🙂 Wybrałaś bardzo ładny planner i aż nie mogę się doczekać do wpisu podsumowującego, na razie wydaje się być idealny. Ja mam zwykły kalendarz w tym roku 😀

    Polubione przez 1 osoba

  2. Czekam więc na podsumowanie gotowego plannera 🙂 chociaż, pewnie będę pytać o to na bieżąco 😉 przesyłka świetnie zapakowana, a planner wywiera jeszcze większe wrażenie na żywo 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s