Moje owocowe śniadania

Kto nie chciałby każdego ranka raczyć się wspaniałym deserem, jednocześnie dbając o swoje zdrowie i nie szkodząc figurze?

Na pewno każdy wielbiciel słodkości od razu podniósłby obydwie ręce. Zacięty wojownik uniósłby nawet nogi. Wielu z Was od razu dałoby głos.
A wiecie, kto ma takie szczęście?

Weganie. Tak, kochani! To właśnie nam nadprzyrodzona siła, czuwająca nad światem zesłała cud.
To my, weganie – codziennie możemy jeść dużo słodkości, które cudownie wpływają na nasze ciała. Dają mnóstwo energii, nie powodują problemów trawiennych, odżywiają ciało – i umysł.

Owoce – to na ich temat przez długi czas krążyły rozmaite, zazwyczaj nieprzychylne plotki.
Biedni producenci przetworzonych słodyczy oraz media stworzyły mit, który nadal powtarza wiele osób.
Liczenie kalorii, odmawianie sobie wielu pyszności. Ciągłe diety, na które działają tylko i wyłącznie kapsułki-cud. Powtarzanie bzdur o dietach wysokowęglowodanowych, niedożywieniu i braku zdrowia u wegan.

Ci wegetarianie to jeszcze są znośni – jedzą ser, jaja, mleko. Nie pochwalam, ale nie potępiam. Za to weganie?
Choroba psychiczna. Umrą na tych swoich trawkach i warzywkach, bo im szkoda zwierzątka.
Prawdziwy mężczyzna je mięso. Prawdziwa kobieta słucha mężczyzny, który każe jej jeść mięso – i też je mięso.
Chłopakdziewczynanormalnarodzina.
 – hihi! Nie mogłam się powstrzymać, wybaczcie.

Drogi dobry człowieku, który zgadza się tylko na humanitarne zabijanie zwierząt (!! tak, takie określenia można znaleźć w internecie!). Wiele tracisz, uwierz!

Weganie nie tylko oszczędzają życie zwierząt – przyczyniamy się do mniejszego użycia wody i dwutlenku węgla. Dzięki nam zmniejsza się wycinka lasów oraz wykorzystywanie ziem i zbóż.

Osoby o otwartych umysłach wiele zyskują. Oszczędzają na jedzeniu (tak, weganizm naprawdę nie jest drogi! Naprawdę! Jak Boga kocham. Mówię serio!), odzyskują harmonię ze swoim ciałem i całą ziemią. Jedzenie roślin świetnie wpływa na nasze zzieleniałe cielska. Nie poczujesz, póki nie wypróbujesz – jeśli chcesz wiedzieć, o czym mówię, musisz spróbować!

Spośród wszystkich wegańskich dóbr to właśnie jedzenie deserów każdego ranka jest zachęcającą nagrodą. Szczególnie dla tych, którzy wolą smak od jakości swojego życia – i życia innych istot żywych 😉

Odkąd przeszłam na weganizm i zyskałam większą świadomość tego, co jem, owoce najczęściej goszczą na moim śniadaniowym stole.
Zazwyczaj jest to nieskomplikowana mieszanka tego, na co mam ochotę i co akurat jest dostępne w mojej kuchni. Już wspominałam w TYM wpisie, że kieruję się zasadą słuchania organizmu. Nie wpycham w siebie tego, czego nie chcę = jem to, o co prosi moje ciało.

Wraz z nadejściem coraz cieplejszych dni, mój organizm domaga się owoców i zielonych warzyw. Osobiście najbardziej lubię jak najmniej skomplikowane, surowe posiłki.
Pokażę Wam, co lubię czarować na śniadania – wykorzystując zdrowe składniki.

MISKA OWOCÓW.
Owoce jem w masowych ilościach co lato, nie ograniczając się tylko do śniadaniowej porcji.
Lubię pokroić owoce, które mam w koszyku, obficie posypać je cynamonem – i szamać!
Na zdjęciu widzicie jabłko, pomarańczę, daktyle – ananas jest pod spodem.

OWOCE.jpg

Taka miska daje dużo energii. Nie powoduje u mnie kłopotów z trawieniem (a z moim problematycznym brzuchem łatwo jest nabawić się nieprzyjemnych problemów!), syci na długo i wspaniale smakuje.
Słodka moc witamin. Dziwnie, że nie zielona, prawda? – dla spragnionych zieleniny, prezentuję:

NAJPYSZNIEJSZE SMOOTHIE.

GRUSZKA PIETRUSZKKA.jpg

Mango, szpinak, gruszka i pietruszka.
Natka pietruszki – gwoli ścisłości.
Ten koktajl poznałam dzięki Evelinie z Vegan Island, która dla mnie jest mistrzynią smoothie. Podejmując jej koktajlowe wyzwanie bałam się, że nie polubię żadnego zielonego mixu – a jednak! Coś tam zaskoczyło!
W oryginalnym przepisie oczywiście jest banan i pierwotnie właśnie banany używałam do zrobienia smoothies. Jak już wspominałam w TYM wpisie, nie przepadam za tymi owocami, dlatego używam innych słodkości jako zamienników.

SMOOTHIE BOWL.
To najlepszy śniadaniowy pomysł, na jaki ktoś kiedykolwiek wpadł.
Zamiast pokrojonych owoców lub koktajlu do picia, w ciepłe dni często tworzę smoothie bowl.
Na zdjęciu widzicie egzotyczną propozycję, zrobioną z mrożonego mango, papai, ananasa i melona oraz świeżej pomarańczy.
Lubię mnóstwo dodatków, dlatego u góry widnieje reszta pomarańczy, jabłko, moja domowa granola (przepis: TU), płatki kokosowe i nasionka chia.

SB — kopia.jpg

Od zwykłego koktajlu smoothie w miseczce różni się konsystencją.
Koktajl w smoothie bowl powinien być znacznie gęstszy – dlatego warto jest używać mrożonych owoców i warzyw. Zamiast bananów świetnie sprawdzi się ananas lub mango (oczywiście mrożone!).
Mieszanka smaków w jednej miseczce. Orzeźwiające, odżywiające, sycące śniadanie.
Ulubione na lato!

CRUMBLE.
Crumble kojarzy mi się z typowym deserem owocowym – na szczęście w mojej wersji świetnie nadaje się na śniadanie.
Ja wykonuję swoje crumble, wykorzystując pokrojone owoce i domową granolę.
Wyłożone w naczyniu żaroodpornym owoce posypuję granolą, następnie lekko skrapiam je wodą. Wstawiam do piekarnika na około 15-18 minut, ustawiając temperaturę ok 160-180°C.

CRUMBLE.jpg
OWSIANKA/JAGLANKA/AMARANTUSANKA/RYŻANKA.

Te śniadania powracają w jesieni, królują na moim stole przez większość chłodnych dni.
Wybrane płatki zazwyczaj zalewam wodą i pozostawiam do namoczenia na noc. Kaszę, amarantus, komosę ryżową gotuję w większych ilościach, ażebym nie musiała marnować czasu na stanie przy garnuszku i pilnowanie, by nic się nie przypaliło. i tak zawsze przypalam.
Dorzucam wybrane owoce, czasem masło orzechowe, dodatki, które mam pod ręką.
Zrobienie owsianki chyba nie sprawia Wam problemu, prawda? 😉

***

To wszystkie owocowe propozycje, jakimi postanowiłam się z Wami podzielić.

Był to ostatni wpis w miesiącu zdrowia, jednak mam nadzieję, że Wasza droga z poznawaniem zdrowego odżywiania nie skończy się wraz z nadejściem nowego bloku tematycznego na moim blogu 😉
Starałam się poruszyć ważne kwestie – miałam do wykorzystania jedynie cztery soboty.
Pokazałam Wam, że roślinne odżywianie się jest naprawdę proste i przyjemne. Chciałam w niedługich urywkach tekstu zaprezentować moje podejście do weganizmu oraz osób wyśmiewających weganizm.

Weganizm nie jest tylko dietą roślinną. To styl życia, w którym wyklucza się wszelkie produkty pochodzenia zwierzęcego. Miejcie to na uwadze.

Jeśli chcecie widzieć więcej moich dziennych jadłospisów lub przykładów potraw, zapraszam na mój profil na wegańskiej społeczności: aplikacji Vegan Amino.

IMG_20170222_121452_623.jpg

Jeśli chcecie posłuchać ciekawych słów na temat diety wegańskiej w codziennym życiu, doświadczeń innych osób, zobaczyć, jak wyglądają ich posiłki – polecam Wam kanały na Youtube, które sama najchętniej odwiedzam:

Caitlin Shoemaker
Lauren Toyota
Monami Frost
Vegan Hero
MayaTheBee
Nowa Siła
Jestem Vege
Zuzanna Dziewirz
Weganizator.

***

Mam nadzieję, że moje śniadanie się Wam spodobały.
Macie własne sposoby na owocowe pierwsze posiłki w ciągu dnia?

Zuza 😉

Reklamy

Słodkie kąski na nietłusty czwartek

Oglądając film z przepisem na pączki u Savory or Sweet? uświadomiłam sobie, że tłusty czwartek wypada jeszcze w naszym blogowym miesiącu zdrowia.

Pączków jeść nie mogę – po mące i smażonym jedzeniu prawdopodobnie umierałabym z bólu brzucha. Jednak zazdrość (bo wszyscy coś mają, a ja nie!) zwyciężyła.
Od razu wiedziałam, że muszę coś wykombinować!

Znając mój brak talentu do gotowania uznałam, że powinien to być przepis jak najprostszy. Oczywiście chciałam wyczarować coś zdrowego – bez przetworzonego cukru, oleju, soli i innych składników, które już dawno wyeliminowałam ze swojej diety.

Pierwsza myśl: ciastka. Druga: „czekoladki”. Trzecia: batony.
Rozpoczęłam wyścig z własnymi pomysłami. Meta była w kuchni.
Przejrzałam swoje składniki i w głowie pojawiła się myśl na słodkie kąski, które można dowolnie modyfikować.
Mogą stać się batonami, ciasteczkami. Mogą mieć każdy smak, jaki tylko zapragnie twórca.

Kąski modyfikowane kreatywnością – niechaj to będzie ich nazwa!
Uwierzcie, że smakują pysznie. Są słodkie, miękkie, rozpływają się w ustach – a dodatkowo są naprawdę zdrowe!
Skoro ja podołałam; zrobiłam je i są zjadliwe – to oznacza, że Wy tym bardziej poradzicie sobie z zadaniem wykonania ich po swojemu.

1.jpg

Nadają się na śniadanie, deser, przekąskę na wynos. Cudowna i nieskomplikowana alternatywa batonów dostępnych w sklepach (na przykład tych Dobra Kaloria, o których wspominałam Wam w TYM wpisie!).

Zanim powiem Wam, jak je zrobiłam, odpowiem na pytanie: A co w nich takiego wspaniałego, Sueh? Wyglądają źle. Nazwa też nie zachęca dooo…

STOP, nie mów niczego, byś potem nie żałował, drogi malkontencie!
Warto je zrobić, ponieważ:

A. Są ekstremalnie proste w wykonaniu!
B. Zawierają dokładnie to, co chce dodać kucharz!
C. W ich składzie znajdziemy:

PŁATKI OWSIANE, które mają w sobie nie tylko błonnik, zdrowe tłuszcze i białko, ale także witaminy z grupy B, magnez, żelazo i wiele innych wartości odżywczych. Są sycące, wspomagają trawienie i ponoć działają odmładzająco – to musi być prawda. W ogóle się nie starzeję!
Jedzenie owsianki na śniadanie to prawdopodobnie jeden z lepszych nawyków, jaki możecie sobie wyrobić.
Ja przemycam je w wielu słodkich (i nie tylko!) przekąskach.

AMARANTUS – obiło mi się o uszy, że jest to jedna z najstarszych roślin, jakie były uprawiane na świecie. Łatwo przyswajalne żelazo i wapń, białko, magnez. Znowu błonnik, więc i ten składnik korzystnie wpłynie na trawienie.
Wspomaga organizm w leczeniu stanów zapalnych, świetnie działa na nasz układ odpornościowy. Idealny składnik diety dla osób, które walczą z chorobami układu krążenia.
Ponownie jest to ziarenko dla młodości! Zawiera skwalen – to istny eliksir młodości, opóźniający proces starzenia.

DAKTYLE dają nam mnóstwo energii. One również zawierają moc błonnika, witaminy z grupy B, żelazo, magnez, wapń. Zawierają antyoksydanty – więc również wspierają naszą odporność. Obniżają poziom cholesterolu we krwi, działają zbawiennie na problemy trawienne.
Suszone daktyle niewiele różnią się od świeżych, które ponoć mają nieco więcej witaminy C.

Oczywiście nie opisałam całej zawartości oraz właściwości danych składników. Wybrałam najważniejsze informacje, które warto pamiętać.

Teraz, gdy już macie pewien zarys dobroci kąsków, z czystym sumieniem mogę zaprezentować Wam przepis na…

kaski-kreatywne-1

Lekko słodkie, kokosowe. Kwaskowy posmak soku z cytryny dodaje im nieco charakteru, nie są mdłe – balansują pomiędzy najwspanialszą a najcudowniejszą słodkością świata.

Oblane czekoladą, obsypane kakao, pokrojone, porozrywane – w każdej formie będą świetne. (Najlepsza forma: zjedzone!)
Bardzo polecam dodatek płatków kokosowych; w podpiekaniu zyskują one wspaniały smak i aromat.

Pamiętajcie, żeby w kuchni otworzyć swoją głowę na kreatywność i tworzyć te słodkości po swojemu!

No to jak, Najdrożsi. Ile kąsków zjedliście w nietłusty czwartek? 

Zuza 😉

O moim odżywianiu + kuchenny niezbędnik

Wielu z Was zaciekawił mój tryb życia i odżywiania się.
To jednocześnie radosna, jak i niepokojąca nowina! Dla mnie to nic dziwnego – i niepokoi mnie fakt, że ktoś może być zainteresowany tym, co jem.
Cieszę się zaś z tego, że Wasze zainteresowanie zdrowym jedzeniem wzrasta!

Opowiem Wam dzisiaj (pokrótce) o tym, czym kieruję się, wybierając produkty do spożycia. Przywołam również ciekawą anegdotę oraz przedstawię kilka rzeczy, bez których nie potrafię się obejść w ciągu dnia.

SŁUCHANIE ORGANIZMU.
Nie od zawsze odżywiałam się zdrowo, choć zależy, co postrzegacie za zdrowe jedzenie.
Teraz umiem już słuchać potrzeb swojego ciała i wiem, że tryb, który przyjęło, bardzo mu służy!
Aby wyjaśnić Wam, jak słucham próśb organizmu, podam Wam przykłady z przeszłości – co jadłam na przestrzeni kolejnych pór roku.

Zazwyczaj mój organizm domaga się sezonowych warzyw i owoców.
Jesień i zima to dla mnie czas strączków i warzyw korzeniowych. Jem dużo fasoli, marchwi, buraków. Owoce, które spożywam w tym czasie to głównie jabłka, mandarynki. Często sięgam po zamrożone owoce, na które mam ochotę zawsze (truskawki, wiśnie, maliny).

Na wiosnę rozpoczyna się u mnie czas świeżych warzyw. To właśnie wtedy odczuwam chęć zjedzenia pomidora! 🙂
Na moim talerzu gości wiele zielonych elementów – często wyjętych z zamrażarki.
Brokuły, brukselka, fasolka szparagowa. Z owoców lubię podjadać kiwi, rodzynki, nadal ulubione zamrożone owoce. Nie zapominam o nowalijkach.

Lato to typowo owocowy czas! Wakacyjne dni są pełne świeżych truskawek, malin, brzoskwiń, pomidorów. W lato zazwyczaj sięgam po awokado, na które w ciągu roku nie mam ochoty.

Nigdy nie jem tego, czego nie chcę. Nie wysłuchuję porad dietetyków, znawców i specjalistów w tematyce odżywiania.
Mam dużo energii, nie choruję. W wynikach badań jeszcze nigdy nie było mi dane zobaczyć informacji o niedoborach.
Mój sposób jest dla mnie idealny!

PRZYRZĄDZANIE POTRAW.
Nie umiem gotować, więc nie spędzam całych dni w kuchni.
Nie używam olejów, soli i cukru. Mąka i produkty mączne są naprawdę rzadkim gościem na moim stole.
Uwielbiam surowe warzywa, niegotowaną marchew, chrupiące buraki.
Gotuję głównie strączki – bez dodatku soli. Zamrożone warzywa rozmrażam na parze.
Gotowanie konkretnych potraw jest u mnie rzadkością, robię to w razie ważnych okazji i świąt.
W tym temacie nie mam do dodania nic więcej.

HISTORIA Z WAKACJI.
Po dziś dzień z rozbawieniem wspominam wyjazd do Zakopanego. Te chwile idealnie obrazują to, że moje ciało domaga się tylko świeżych, nieprzetworzonych potraw.

Pamiętam, że na wyjazd zabrałam ze sobą czystoziarnisty chleb własnej roboty, dwa batony Dobra Kaloria, pięć małych batoników daktylowych i jakieś wafle ryżowe z przyprawami.
Przez kilka godzin czułam się dobrze. Podróż pociągiem była męcząca i czułam, że mam po niej mniej energii, niż rano. Dostarczałam sobie sił zabranymi przekąskami.

Zwiedzanie ulic górskiego miasteczka było dla mnie męczarnią! Ból brzucha nie dawał mi spokoju – mogłam siedzieć bez ruchu lub chodzić i jęczeć. Byłam zmuszona wybrać drugą opcję. Co jakiś czas potrzebowałam przystanku, by ulżyć swojemu ciału w rozdzierającym cierpieniu!
Nic mi nie pomagało. Piłam dużo wody, robiłam przerwy w spacerach. Ból nie ustępował.

Lekiem na cierpienie okazał się być świeżo wyciskany sok, cudem zdobyty na Gubałówce. Po chwili dał mi mnóstwo energii. Humor wrócił! Po około półgodzinnej przerwie od spacerów – ból minął.
Z entuzjazmem dokupiłam porcję świeżych owoców, które pochłonęłam z ogromną radością.
Do dziś wspominam ten piękny dzień – w którym uświadomiłam sobie, że mój organizm błagał o pomoc, kiedy nie dostarczyłam mu trawy.

Ta anegdota jest wspaniałą lekcją – nie tylko dla mnie. Mam nadzieję, że i Wy wyniesiecie z niej ciekawe informacje. Przede wszystkim warto jest jeść jak najbardziej zdrowo! Po pewnym czasie ciało samo domaga się odpowiednich elementów posiłku. Brawo, trawo!

KUCHENNY NIEZBĘDNIK.
Po jakże długim wstępie pełnym informacji, przechodzę do kuchennego niezbędnika – czyli tego, co oprócz warzyw i owoców gości na moim talerzu (i w żołądku) bardzo często.

Siemię lnianePoznałam je kilka lat temu, kiedy bardzo pragnęłam zapuścić włosy – a te jak na złość odmówiły posłuszeństwa i przestały rosnąć. Początkowo zjadałam kisiel z ziarenek raz dziennie, potem przerzuciłam się na zmielone siemię. Teraz ziarenka dosypuję do każdego posiłku (z umiarem!), zaś lniany proszek piję na wieczór, po kolacji.

siemię.jpg

Siemię lniane nie tylko usprawnia porost moich włosów, lecz także pomaga mi w problemach z jelitami i bólem brzucha. Świetnie wspomaga trawienie!
Właściwości ziarenek lnu możecie poznać na każdej stronie internetowej, nie będę się nad tym rozwodzić długo. Na pewno warto jest wzbogacić swoją codzienną dietę o pełne witamin i błonnika malutkie ziarenka!

PrzyprawyChyba nie będziecie zdziwieni – najbardziej uwielbiam pieprz czarny i cynamon.
Lubię ostre smaki, przez co pieprz dodaję w masowych ilościach do każdej warzywnej potrawy. Cynamon króluje przy śniadaniach, nie wyobrażam sobie dziennej porcji jabłek bez niego!

przyprawy.jpg

Świetnym dodatkiem jest też papryka wędzona (dostępna w praktycznie każdym sklepie spożywczym). Roślinny sos pomidorowy bez niej nie jest tak dobry.
Dzięki jej posmakowi nie muszę już przypalać garnków! Kuchenna rewolucja wprowadzona przy pomocy jednej szczypty czerwonego proszku.
Lubię używać dużo ziół (w szczególności lubczyk, majeranek, zielona pietruszka), często dodaję do potraw szczyptę kurkumy.

Suszona włoszczyzna. To dobry dodatek do potraw, świetna posypka na strączki i niezła przekąska!
Suszona marchew, pietruszka zielona (i jej korzeń też!), por, pasternak, seler. Naturalne składniki naturalnej przyprawy.
Równie dobre okazały się być suszone buraki. Mają niesamowity zapach i smak, od pewnego czasu dosypuję je do każdej potrawy.

susz.jpg

Odkąd odkryłam włoszczyznę suszoną, nie wyobrażam sobie fasoli bez niej. To świetne urozmaicenie smaku – może banalne, może nie pasujące do siebie, ale na pewno smaczne.

Daktyle. Choć nie jadam ich codziennie, świetnie sprawdzają się jako słodzidło owsiankowych zupek „mlecznych”, karmelki na słodyczowego głoda, czy chociażby przekąska zbrakulaku.

daktyle.jpg

Bardzo słodkie owoce, którymi w liceum starałam się zachęcić koleżanki i kolegów do jedzenia suszonych pyszności. Mogą być bazą do własnych zdrowych batonów, uzupełnieniem słodyczy w wypiekach, aż za bardzo słodkim dżemem. Z daktylami każdy potrafiłby się obejść – suszonymi, jak i świeżymi. Polecam obydwie (bardzo do siebie podobne) wersje!

Napoje. Znowu byłam Tomaszem, póki nie sprawdziłam tego na sobie.
Odpowiedni poziom nawodnienia znacznie poprawia samopoczucie. Naprawdę w to nie wierzyłam!
Teraz nie wyobrażam sobie dnia bez wody. W ciepłe dni uwielbiam pić rano słoik wody z cytryną, do której często dodaję pyszne kawałki pachnącego imbiru.

woda.jpg

Moim dużym uzależnieniem jest czerwona herbata. Pokochałam ją jeszcze w gimnazjum i od tamtej pory nie potrafię się z nią rozstać! Mimo, że przebarwia zęby i nie jest uznawana za najzdrowszą, dla mnie jest świetnym zamiennikiem kawy (choć zupełnie nie czuję obiecanego poherbatowego pobudzenia). Mówi się, że świetnie działa na odchudzanie. Być może, ja nie zauważam niepożądanych efektów.

herbata.jpg

To cała lista rzeczy niezbędnych w moim codziennym odżywianiu.
Pamiętajcie, że największą część zdrowego wegańskiego jedzenia wypełniają warzywa i owoce!

Dieta wegańska oczywiście nie musi być ultrazdrowa – to wybór weganina, czy odżywia się zdrowo, czy korzysta z „dobroci”, czyli żywieniowych wynalazków dzisiejszego świata.
Jak już wspominałam, sama lubię testować nowe smaki, jednak nie robię z wypadów do roślinnych knajpek reguły i tradycji. Odwiedzenie pizzerii raz w roku chyba wystarczy, prawda? 🙂

Macie własne propozycje zdrowych dodatków do potraw, które mogłabym wypróbować?

Zuza 😉

♥ Walentynkowy deser jaglany ♥

Z okazji walentynek postanowiłam pokazać Wam, co słodkiego możecie wyczarować w dniu zakochanych.

Czy tylko ja sądzę, że jedzenie to świetny upominek? Ukochana osoba na pewno doceni nasze starania. Przez żołądek do serca, pamiętajcie o tym, Borsuczki!

2.jpg

Ten krótki przepis jest idealny na desery, śniadania, sycące przekąski. Świetnie obrazuje, jak bardzo słaba jestem w gotowaniu.
Na szczęście mój brak umiejętności nadrabiam kreatywnością! Dlatego właśnie deser jaglany przygotowałam nieco inaczej, niż wszyscy.

Prosty przepis, prosta sprawa! Jedyną trudnością może być kasza – ważne, żeby niczego nie przypalić. Jeśli dacie sobie radę z tym ważnym zadaniem, deser z pewnością będzie udany.

♥♥♥

1.jpg

 W tym przepysznym deserze najcudowniejsze jest to, że można go jeść z czym tylko się chce. Wszystkie kombinacje dodatkowe będą się nadawały.
Na zimno, na ciepło, na śniadanie, kolację. Co więcej, ten deserek jest zdrowy – wykonany z uwielbianej przez wszystkich zdrowotnych freaków kaszy jaglanej. Idealny dla czytelników żądnych kreatywności. Halo, kreatywna policja? Mam na celowniku naturalną zdrową słodkość, przy której mogę wykorzystać swój zmysł twórczy. Czego chcieć więcej?

♥♥♥

wal przepis.jpg

♥♥♥

O dobroci kaszy jaglanej chyba nie trzeba wspominać! To nie tylko pyszny, ale też zdrowy, prosty i szybki w wykonaniu słodycz.

Mój deser był niesłodzony.
Zdecydowałam się na dwie wersje – podstawową z rozmrożonymi truskawkami oraz kakaową z mandarynkami.
Osobiście wolę jasny budyń.

3.jpg

Deser wychodzi kremowy, gęsty, pyszny. Smak kaszy dla mnie nie był mocno wyczuwalny.
Robiąc go mamy tak wiele możliwości, że nadaje się na każdą okazję i porę. Ja żałuję, że wcześniej go nie wykonywałam! Teraz na pewno będzie częstym gościem na moim stole i zamiennikiem świątecznych ciast i deserów.

Jakie macie pomysły na dodatki do jaglanego budyniu?

Zuza ♥

Sól i cukier – co i jak?

Pierwszy post w lutym rozpoczyna miesiąc zdrowia!

Nie wiem, czy zdajecie sobie z tego sprawę, ale uwielbiam zdrowo się odżywiać.
Lubię wiedzieć dużo o jakości spożywanych posiłków, lubię kupować zdrowe produkty i poznawać nowe, zdrowe smaki.
Jeśli mielibyście wymienić dwa składniki pożywienia, które zdecydowanie nie są zdrowe – czy nie sól i cukier pojawiłyby się na dwupozycyjnej liście?

Zdecydowałam się na temat soli i cukru, ponieważ zostałam o to poproszona przez czytelniczkę bloga.
W nowym roku wiele osób decyduje się na zmiany w swojej diecie. Przyświecające wszystkim ogromne chęci do zmiany stylu życia, odchudzania, zdrowego odżywiania często gasną w zatrważająco szybkim tempie.
Rezygnacja z używania cukru i soli jest wspaniałym doświadczeniem, które każdy z nas – bez względu na to, czy się odchudza, czy nie – powinien poznać.

Jeśli nie chcesz się odchudzać i nigdy nie przyszło Ci do głowy, żeby zaprzestać używania tych białych sypkich substancji – czytaj uważnie! Być może moja historia zachęci Cię do zrezygnowania z nich choć na chwilę?
Uwierz, że po pewnym czasie docenisz moje starania i uśmiechniesz się na wspomnienie, ile to soli było w obiadowej zupie rok temu! A ile rozpuszczonego cukru zawierała poranna kawa!

Amino.jpg

KRÓTKA HISTORIA.
Jak rosła moja świadomość w kwestii odżywiania się?

Na początku byłam wegetarianką. Zrezygnowałam z mięsa na rzecz zwierząt – pobudki etyczne. Nie jadłam zdrowo, wręcz przeciwnie – nie przeszkadzały mi słodkie napoje, dosładzane mleka sojowe, płatki śniadaniowe, zawierające więcej cukru, niż dodawanych przez producenta witamin.
Dla pewności zaznaczam, że nie mam nic przeciwko temu – jeśli odżywiasz się w ten sposób, rób co chcesz. Nie mam zamiaru wyciągać tablicę Mendelejewa i stawiać Ci ją przed oczami. Sama przez to przeszłam!

Na szczęście uratował mnie weganizm.
Zdecydowałam się zostać weganką dzień po moich siedemnastych urodzinach – to jest 1 sierpień 2014 (łatwo jest mi zapamiętać datę dzięki urodzinom, które odbywały się poprzedniego dnia!). Nie wiedziałam, czy ten eksperyment się uda.
Po dziś dzień pamiętam moje pierwsze śniadanie; na talerzu wylądował chleb z pomidorem. Kolejne posiłki w ciągu tego dnia wyglądały bardzo podobnie.

Dużo czasu zajęło mi dotarcie do punktu, w którym jestem teraz. Prawdopodobnie byłam zbyt głupia, by przejmować się tym, co jem – to właśnie weganizm otworzył moje oczy i umysł.
Dla pewności zaznaczam, że nie staram się przekonać zatwardziałych wielbicieli mięsa do weganizmu – oczywiście nie lubię myśleć, że z łatwością spoglądacie na swoje talerze pełne zwierzyny, jednak nie ochataknawas i ochprzekonywanie mam na celu. Musicie mi wierzyć.

Będąc weganką moja świadomość wzrastała z każdym dniem. Nie, nie czytałam wielu artykułów. Nie słuchałam wykładu Gary’ego, nie kupowałam książek  o zdrowym odżywianiu. Sama do tego doszłam.
Nie wierzę, że wszyscy dookoła nie są świadomi tego, co robi niezdrowe jedzenie z naszymi organizmami. Wiem, że każdy z nas zna prawdę.

Ograniczenie soli i cukru w moim przypadku okazało się być naturalne!
Przestałam dosalać potrawy, przestałam używać cukru w wypiekach. Postanowiłam poszukać zdrowych zamienników. Cieszyć się naturalnym smakiem, który z każdym dniem odsłaniał przede mną swe prawdziwe oblicze.

CZYM ZASTĘPUJĘ CUKIER?
Od razu tłumaczę: nie dosładzam napojów, nie piję słodkich soków, nie jem słodyczy, które nie są naturalne. Tak, to jest wykonalne.

daktyle.jpg

A. DAKTYLE
Jeśli potrzebuję dosłodzić swoje wypieki, posłodzić granolę, zrobić słodki napój kakaowy – zawsze używam dżemu z daktyli.
To bardzo słodkie owoce – zarówno suszone, jak i świeże. Dosładzają mnie bardzo szybko.

B. RODZYNKI
Raz na jakiś czas słodkie śniadania posypuję kilkoma rodzynkami.
Każdy z nas czasami ma ochotę na słodkości – ja zawsze wybieram owoce. Rodzynki są aż za słodkie!

C. BANANY
Tego naturalnego słodzidła używam bardzo rzadko, jednak zdarza mi się wykorzystać zgnieciony widelcem banan do ciastek owsianych lub innego wypieku.
Banany toleruję tylko w wypiekach i w ich lodowej odsłonie – z dodatkiem karobu. Nie lubię bananów.

D. ERYTRYTOL/KSYLITOL
Erytrytolu używałam tylko raz, w moje dziewiętnaste urodziny – kiedy piekłam ciasto czekoladowe i zależało mi na tym, by jak najbardziej przypominało znane nam wszystkim ciasta. Przypominam, że z piekarnika wyciągam tylko udane zakalce, dwuskładnikowe ciasteczka owsiane i trzyskładnikowe ciasto drożdżowe!
Ciasto Beznadziejne (taka nazwa) udało się znakomicie.

Soli w żaden sposób nie zastępuję.

Amino(3).jpg

FAKTY.
Czy odrzucenie soli i cukru wpływa na samopoczucie?
Z pewnością tak, jednakże pamiętajcie o tym, że zanim odrzuciłam owe proszki, przez około półtora roku odżywiałam się zdrowo. Nie potrafię opisać konkretnych efektów ich odstawienia, na moje wspaniałe samopoczucie wpływał całokształt.

Czy zmienia się smak? O tak! Zdecydowanie!
Nawet nie wiecie, jak zdziwiłam się, gdy po letniej przerwie od strączków powróciłam do fasoli na jesień. Piękny Jaś miał wspaniały smak! Wyjadałam go z garnka, tak wspaniale smakował.
Nie solenie i nie cukrzenie wyczuliło moje kubki smakowe. Wcześniej nastawione na cios, teraz polubiły się z naturalnymi bodźcami smakowymi pożywienia. Dla mnie to mój mały cud! Na dodatek dokonałam go sama! Cud do kwadratu.

Czy zdarza mi się spożywać sól i cukier? I tak i nie.
Cukier na co dzień dla mnie nie istnieje. Na szczęście w dzisiejszych szczęśliwych czasach nawet wegańskie cukiernie słodzą swe dzieła kulinarne ksylitolem, uznawanym za lepszy zamiennik cukru.
Nie unikam cukru, który zawierają owoce. Owoce skrywają w sobie też mnóstwo witamin, błonnika i samej dobroci!

Sól jadam naprawdę sporadycznie w produktach takich jak na przykład chleb.
Jako, że produktów mącznych nie spożywam często, nie spożywam też soli! Proste.

W zdrowym odżywianiu i słuchaniu własnego organizmu przyświeca mi zasada – jedz zdrowo i próbuj. Pamiętajcie! – to, że ktoś odżywia się zdrowo nie oznacza, że nigdy nie zjadł fastfoodów na mieście. I mnie zdarzyło się spróbować wegańskiego Vegaba, wyjść na roślinną pizzę. Nie robię z takich wyjść do knajpek zasady i tradycji. Przede wszystkim myślę 🙂

PORADY.
Oto kilka porad dla osób, które chcą ograniczyć lub wykluczyć spożywanie soli i cukru ze swojej diety.
Zaznaczam, że polegam tylko na swoich doświadczeniach.

1. Nie zwlekaj.
Jeśli jesteś ciekaw, jak zareaguje Twoje ciało na brak tych dwóch składników, nie przekładaj niedosalania i niesłodzenia na kolejny dzień. Już na kolację zaserwuj sobie coś bez soli.
Im szybciej, tym lepiej.

2. Nie decyduj się na małe kroki.
Może przesadnie porównam rezygnację z cukru do odwyku od narkotyków (a może jednak nie?). Zrób to już – i koniec. Rezygnuję. Nie używam. Czekam na efekty.

3. Zaprzyjaźnij się z ziołami i przyprawami.
Wprost uwielbiam ziołowy zapach potraw i ich ostry smak!
Wiecie, że potrawy, które dla innych są ostre, ja muszę nieźle doprawić pieprzem? Dawniej nie lubiłam ostrych smaków.
Nie żałuj sobie ziół, dodawaj ich nawet za dużo. Z czasem przyzwyczaisz się do nowego smaku.

4. Nie panikuj!
Jeśli naprawdę masz ochotę na tę czekoladę, która na pewno zawiera tonę cukru – ale nie chcesz złamać swojego postanowienia, które od kilku miesięcy utrzymujesz, zjedz ją.
Jeśli jesteś nowicjuszem w gronie osób o wyczulonym smaku, radziłabym Ci zdecydować się na owoce. Daktyle miej zawsze pod ręką!
Jeśli zaś już pewien czas nie spożywasz cukru i soli, weź do ust okienko czekolady i przetestuj na sobie swoją odporność.
Możesz wierzyć lub nie, ale dawniej tabliczka czekolady nie była dla mnie problemem. Teraz nawet nie spoglądam na słodyczowe półki sklepowe.
Mam nadzieję, że ten post o charakterze wspominkowo-informacyjno-doradczym rozjaśnił Wasze głowy.
Pamiętajcie, że w kwestii naszych organizmów ciężko jest doradzać! Ja mogę jedynie pisać o swojej drodze do zdrowego, pysznego odżywiania.
Podejmujcie próby, obserwujcie swoje ciało. Wsłuchajcie się w potrzeby Waszych organizmów. Nie bójcie się nowości! 🙂

Jeśli macie jakieś pytania, możecie pisać je w komentarzach. Z chęcią odpowiem – jeśli tylko będę potrafiła! 

Zuza 😉