Rozdział III – „Szereg kłamstw”

Moi drodzy, ten rozdział rozpoczyna serię licealnych cząstek opowiadania!

Z tych rozdziałów jestem bardziej zadowolona. Reprezentują już lepiej rozwinięty, dojrzalszy mój specyficzny piśmienniczy styl. Wiele im brakuje, ale na pewno są bardziej aktualne.

Nie oznacza to, że rozdziały nie zawierają błędów. O ich wytykanie nadal bardzo proszę.

Miłej lektury!

sueh 😉


 

ROZDZIAŁ III

Szereg kłamstw

 

– To dziwne, Wolfgang, że krajobrazy leśne wprawiają cię w zachwyt. Niemalże zdołałeś mnie zdziwić.

– Doprawdy jestem zaskoczony, z jakim zapałem i staraniem chcesz mnie zdenerwować, Claire, jednakże twoje komentarze są zbędne. Zrozum to, kotku.

Po ponad czterogodzinnej podróży samochodem  zaparkowali obok małego, przydrożnego motelu, skąd musieli przejść pieszo nad jezioro. Dróżka prowadziła przez las. Nie byli jedynymi, którzy przemieszczali się kamienistą ścieżką. Jezioro nad miasteczkiem Vinceville było odgrodzone od drogi głównej szerokim pasem drzew, do samego miasteczka nie można było w żaden sposób dostać się samochodem.

– Och, kotku? Teraz będziemy rozmawiać jak kochankowie? Zdradź nam, proszę, jak w twojej homo-społeczności mówicie do siebie? Używacie ludzkich, czy tylko zwierzęcych zdrobnień?

– Claire! – warknął uśmiechnięty Boris, taszcząc na plecach duży plecak z ekwipunkiem żony. – To nie pora na kłótnie, kochani. Zbliżamy się do celu.

– Przestanę mu dokuczać w dniu jego śmierci. – Z szerokim uśmiechem, wzrokiem pełnym satysfakcji spojrzała na szlachcica. Ten wybuchnął śmiechem.

– W dniu mojej śmierci ja zacznę dokuczać ci w bardzo wyrafinowany sposób.

– Grozisz mi straszeniem? Och, Wolfgang. Nie jesteśmy dziećmi. – Kobieta machnęła ręką, po czym potknęła się na większym kamieniu. Van Helfen momentalnie zareagował, łapiąc ją za rękę i pomagając utrzymać równowagę. Ścisnął pokaleczony nadgarstek. Claire syknęła z bólu, szybko wyrwała dłoń z uścisku i starając się nie patrzeć w stronę mężczyzny, powiedziała ze złością – Nie trzeba było mi pomagać. Nie jestem sierotą.

Szlachcic udał, że nie obchodzi go reakcja żony swojego przyjaciela. Parsknął śmiechem i poszedł dalej, wymijając ją.

– Wystarczyło magiczne, nieznane ci dziękuję, Claire. Niczego więcej nie wymagam.

Dogonił pędzącą Lilianę, która w milczeniu podążała za Borisem. Przybrali mordercze tempo. Brak kondycji daje mu w kość.

Dziewczyna była spięta. Zmarszczyła czoło, intensywnie nad czymś myśląc. Jego przyjaciel zaś (równie spięty, jak towarzyszka) mordował wzrokiem wszystkie kamienie pod jego nogami – zapewne w odwecie za potknięcie się Claire.

– Milczycie? – zapytał, lecz nie uzyskał odpowiedzi. Po chwili znowu zapytał: – Czyli milczycie, tak?

– Wolfie, nie bądź dziś Osłem ze „Shreka”, dobrze? – Liliana spojrzała na niego zirytowana. Nie zwolniła tempa.

– Boris, mogę być dziś Osłem? Pytać, czy daleko jeszcze?

– Zamknij się – zdenerwowany mężczyzna nawet na niego nie spojrzał. Być może to dobrze, skoro zabijał wzrokiem.

– Okej. Nie wnikam w wasze sprawy. Przed momentem byliście szczęśliwi, nie wiem, co was zdenerwowało. Przepraszam – wypowiedział zdziwiony, kręcąc głową.  Widział, że od celu dzieliło ich tylko kilka kroków, postanowił nie irytować już nikogo.

Musiał przeżyć, bo miał dziś ważną sprawę do załatwienia.

Sprawę jego uczuć.

***

 

Pozostawili Claire i Lilianę same na plaży, by mogły spokojnie się poopalać i przy okazji lepiej poznać. Boris był pewien, że damska część towarzystwa po pewnym czasie przypadnie sobie do gustu. Czuł, że dziewczyna pomoże jego żonie.

Obdarzył ją zaufaniem. Nastolatka miała w sobie to coś, była inteligentna, potrafiła rozmawiać z ludźmi. Wierzył, że właśnie to coś pomoże Claire – czy słusznie, okaże się po powrocie.

– Nie sądzisz, że Liliana jest dosyć specyficzna? – zapytał swego towarzysza. Spacerowali wzdłuż jeziora, kierując się w stronę miasteczka. Jeszcze nigdy nie był w Vinceville, a słyszał, że to miejscowość pełna uroku i magii.

– Owszem, sądzę, że jest specyficzna. Sądzę tak od samego początku, odkąd ją poznałem. Wiesz, że w nocy przed naszym pierwszym spotkaniem śniłem jej się?

– Jak to? – Boris zmarszczył czoło. Wolfgang kopnął kamyk (odwet!).

– Śniło jej się, że ją porwałem w nocy do jakiejś piwnicy. Przedstawiłem jej się moim własnym imieniem i nazwiskiem. – Boris wstrzymał oddech z zaskoczenia.

– Myślisz, że Liliana…

– Jest wiedźmą? Tak, tak myślę – przerwał mu przyjaciel. Roześmiali się razem.

– Czymś w rodzaju wiedźmy  – spojrzał na szlachcica, który wciąż się uśmiechał.

– Nie wiem. Być może masz rację, a być może to tylko przypadek… – odparł i zamyślił się. Wciąż powracał myślami  do snu. Mógł polegać wyłącznie na swojej intuicji? Na przeczuciu, które z każdą chwilą traciło na sile?

– Powiesz mi, o czym myślisz? – Boris wyrwał go z zamyślenia. Wolfgang popatrzył na uśmiechniętego mężczyznę i wypowiedział radośnie:

– Chcę dziś robić to, co zaplanowałem. – Przechodząc przez bramy miasteczka, zauważył dwa rowery, oparte o ścianę budynku. – Co powiesz na przejazd przez Vinceville?

***

 

Liliana i Claire odpoczywały na leżakach, które rozłożyły niedaleko jeziora. Nie rozmawiając ze sobą, obserwowały otoczenie oraz siebie nawzajem.

Od początku była zdziwiona zachowaniem towarzyszki. Naprawdę chciała wypocząć w spokoju, jednak ta sprawa nie pozwalała jej siedzieć w milczeniu. Miała pewne podejrzenia. Musiała dowiedzieć  się, czy są prawdziwe.

– Dobra. Powiedz mi prawdę. – Po chwili milczenia postanowiła zabrać głos. Widziała, że kobieta nie zachowuje się normalnie. Wprawdzie nie znała charakteru Claire, jednak nie sądziła, że mogłaby być tak rozkapryszona i nieznośna.

Boris był dobrym człowiekiem. Nie mógłby związać się z kimś takim.

– Nie rozumiem, co masz na myśli?

– Dlaczego masz pokaleczone ręce? – spytała, wskazując na jej dłonie. Kobieta szybko schowała je między kolana i odwróciła wzrok, patrząc na jezioro.

Znowu nastała cisza. Dla Liliany było to nie do zniesienia.

– Przecież wiesz, że…

– Słuchaj, mała. – Claire przerwała jej, niemalże wstając z leżaka. Żeby złagodzić nerwową reakcję, spokojnym ruchem założyła długie włosy za uszy.  – Nie myśl, że będę ci się zwierzać tylko przez wzgląd na twoją przyjaźń z van Helfenem. Nie znoszę tego człowieka i wszystkiego, co z nim związane, a ty jesteś związana z nim bardzo blisko. Nie będę więc wchodzić w bliskie relacje z tobą. Zrozumiano?

Przemowa Claire zszokowała ją. Patrzyła na kobietę, otwierając szeroko oczy. Jednak… nie była osobą, którą łatwo można było zastraszyć. Postanowiła zareagować.

– Zrozumiano… Leonore – wypowiedziała, a rozmówczyni wbiła w nią zdziwione spojrzenie.

– Co… co ty powiedziałaś?

– Znam cię lepiej, niż ci się wydaje. Wiem, co zrobiłaś.

– Niczego nie wiesz.

– Doprawdy? A więc skąd znam twoje imię? – Dumna z siebie nastolatka patrzyła na nią z wyższością. Czyli jej przeczucie nie było błędne! – A więc przecież wiesz, że ja i tak wiem o wszystkim. Prawda, że wiesz? – Przepełniała ją duma i satysfakcja. – Rozgryzłam cię, kłamliwa i podła… – pomyślała.

Claire oddychała głęboko. Dziewczyna słyszała, jak ta mocno wciąga i wypuszcza świeże powietrze. Po chwili zabrała głos, mówiąc spokojnym, smutnym tonem.

– Tak, wiem. I jak rozumiem, nie mam innego wyjścia. – Rozzłoszczona Claire spuściła wzrok. Wzięła kolejny mocny oddech, spojrzała na skaleczone dłonie. – To wszystko nie jest godne mojego cierpienia – powiedziała, po czym spojrzała na Lilianę ze skruchą. – Wszystko zaczęło się dziesięć lat temu…

***

 

– Skąd mogłem wiedzieć, że to nie są bezpańskie rowery? – Prawdopodobnie tylko on widział zabawną stronę tej sytuacji, bo Boris oraz młody pan policjant zmierzyli go surowymi, zimnymi spojrzeniami. – No co? Stały oparte o ścianę. Nie podpisane.

– Świetne ma pan poczucie humoru, Helfen. Świetne – powiedział posterunkowy, niemalże sylabizując. – Dzięki panu, panie Helfen, poczekacie tu trochę dłużej.

– Cholera jasna, panie policjancie! – krzyknął Wolfgang, jednak przed wygłoszeniem kolejnych komentarzy powstrzymał go przyjaciel. Pociągnął go w stronę ławki, usadził i powiedział stanowczo:

– Wolfie, daruj sobie. Poczekamy. – Szeroko uśmiechnął się do młodego chłopaka na służbie.

– Van Helfen, dobra? Nazywam się van Helfen.

– Odnotowano – odparł policjant, znudzonym głosem.

Posterunek nie wyglądał nowocześnie. Tak samo jak całe miasteczko, zdawał się być nie remontowany od wielu lat. Tylko wysoka lada oddzielała poczekalnię od gabinetu posterunkowego. Stojący wieszak, drewniana, ciemnobrązowa ławka i duży, usychający, zielony kwiat były wyposażeniem korytarza. Kurz i nieprzyjemny zapach brudu zdawały się być obecne w każdym zakamarku budynku.

– Boris Carter? – Głowa posterunkowego nagle wychyliła się ponad ladę. Szofer spojrzał na niego pytająco. – Komendant pana prosi. Zapraszam – powiedział młodzieniec, wstał i zaprowadził Borisa w odpowiednie miejsce.

***

Rozmawiała z Claire, gdy nagle telefon zawibrował w kieszeni jej spodenek. Niechętnie wyjęła urządzenie, spojrzała na wiadomość i zbladła.

„Urządziłem małą i skromną imprezkę. Vinceville, posterunek policji. Boris gada z komendantem, chyba przypadli sobie do gustu. Przyłaź jak najszybciej.

PS: Claire nie jest zaproszona.”

Opuściła Claire, nie przejmując się konsekwencjami. Cokolwiek zbroił ten stary dureń, na pewno pożałuje, jeśli przez jego wyczyny wszyscy będą mieli kłopoty.
Zdenerwowana, maszerowała po starym bruku. Nie miała czasu rozglądać się i podziwiać piękne otoczenie. Urokliwe miasteczko nie było duże. Szła wzdłuż uliczki, aż zauważyła szyld na starej kamienicy.

PO   ERU   K  OL CJI. Cudownie.

Już stojąc przed budynkiem słyszała głos Wolfganga. Krzyczał i strzelał gole.

Weszła do środka i bez słowa usiadła obok mężczyzny.

– Dajesz! Dawaj, młody!  Wierzę w ciebie! Pokładam w tobie nadzieję! – krzyczał Wolfgang, niemalże wciskając nos w ekran superwypasistego.

– Nie wierzę, Wolfie, że jesteś aż tak niedojrzały – westchnęła Liliana. Od momentu, w którym przyjaciel SMS-em poinformował ją o niedużych kłopotach, nie marzyła o niczym innym, niż o natychmiastowym zabójstwie. Nie myślała o tym na poważnie – zabójstwo na posterunku policji? Głupi pomysł.

– Daj spokój… Kurczę, dlaczego nie dałeś rady? Zawiodłeś mnie!… Mam dziś po prostu… Jasny gwint! Dobry humor.

Postanowiła nie mówić nic więcej i cierpliwie czekać, aż Boris wróci. Miała nadzieję, że przynajmniej sportowiec będzie mógł wyjaśnić jej, co się wydarzyło.

Zostawiła Claire bez słowa, a ta prawdopodobnie ucieszyła się, że ma tę rozmowę z głowy. Dowiedziała się już wszystkiego, czego chciała. Właściwie… podejrzewała od samego początku, że ma rację – gdy tylko Boris opowiedział jej ich historię, a także podczas, gdy Wolfgang wypowiadał się na jej temat. Zdjęcia, pokazywane często przez babcię oraz dzisiejsze zapoznanie się z Claire upewniły ją w swoim przekonaniu. Problemem było tylko to, że kiedyś będzie musiała podzielić się sekretem z kimś więcej – a czuła, że to nie był koniec tajemnic.

– Daniel! Chodź tu, dziecko! – Zza drzwi gabinetu komendanta zabrzmiał głos. Na zapleczu zrobił się ruch. Chłopak, ubrany po cywilnemu, przebiegł szybko przez główne pomieszczenie budynku, kierując się w stronę, z której pochodził donośny krzyk. W tym samym momencie Boris został wypuszczony z przesłuchania.

Na widok Liliany poczuł niewymowną ulgę, aż rozluźnił spięte do tej pory szerokie, umięśnione ramiona. Wolfgang był dziś nieznośny.

– Nareszcie ktoś, z kim można normalnie porozmawiać! – Dziewczyna wstała i przytuliła się do szofera, choć nigdy wcześniej nie okazywała mu czułości. Po tym, co dowiedziała się od jego żony czuła, że potrzebuje on wyrazu ciepłych uczuć i wsparcia. Zaskoczony mężczyzna objął ją, spoglądając na szlachcica. Ten nawet nie podniósł wzroku z ekranu telefonu.

– Coś się stało, Lilci? – spytał z obawą. Nastolatka puściła go i uśmiechnęła się uspokajająco.

– Lepiej ty mi opowiedz, co się stało? Dlaczego tu jesteście? – Usiedli na ławce, ignorując szlachcica. Patrzyli na siebie ze zrozumieniem i ulgą.

– Wolfgang chciał dziś robić to, co miał w planach. Najwyraźniej od dawna planował kradzież rowerów – parsknął.

– Hej, przestań! Nie sądzisz, że to była niezła zabawa? – Van Helfen klepnął go po kolanie, uśmiechając się szczerze. – Przynajmniej mamy wspaniałe wspomnienia. Na starość.

– Zamiast spacerować po miasteczku, zdecydowaliśmy się na przejażdżkę rowerową. Rowery okazały się nie być porzucone, oskarżono nas o kradzież – Boris opowiadał z powagą. Siedzący obok niego Wolfgang nadal był rozbawiony tą sytuacją. – Przemiły pan policjant zatrzymał nas i nakazał czekać na decyzję komendanta. Wszystko tutaj tak opornie… – miał zamiar mówić dalej, jednak chrząkający dosyć znacząco i obserwujący go młody posterunkowy nie wyglądał na usatysfakcjonowanego jego opowieścią.

– Przynajmniej… – chciał kontynuować Wolfgang, jednak przerwał mu… Głos.

– TY! – Blondyn podszedł do niego szybkim krokiem, mierząc do niego palcem. – Ty! Jak śmiałeś zabrać mój rower? Wy, idioci, nigdy nie szanujecie cudzego mienia? Przyjechałem tutaj, by odpocząć, a ty śmiesz mi przerywać? Co z tego, że pochodzę z Vinceville, czy to czyni mnie gorszym?

– Poczekaj… – Szlachcic powoli podniósł się ze starej ławki. Okulary młodzieńca pod wpływem pełnych nerwów ruchów głową, opadły mu na sam czubek nosa. Liliana i Boris znieruchomieli. Siedzieli i wpatrywali się w dramatyczny spektakl rozgrywający się na ich oczach.

Wolfgang wydawał się być zszokowany, rozradowany i smutny jednocześnie. Stał lekko zgarbiony, w ręku trzymając superwypasisty z nadal włączoną grą we współczesne piłkarzyki. Przedstawieniu akompaniował dźwięk dochodzący z niewielkiego głośnika telefonu. Zawiedziony ryk wirtualnej publiczności oznajmił, że mężczyzna przegrywa mecz z kretesem.

– Nie, nie będę czekał. Nie, bo przeszkodziłeś mi i nie mam ochoty dłużej na ciebie patrzeć! – wykrzyczał i wybiegł z budynku. Wszyscy zgromadzeni – łącznie z posterunkowym, patrzyli w kierunku, w którym wybiegł młodzieniec.

Po chwili Boris odezwał się:

– Co to było?

Zapadła cisza. Nikt nie był w stanie odpowiedzieć.

W szczególności przybity Wolfgang.

 

***

– Cieszmy się, że tak łagodnie się to skończyło. Mogłeś, Wolfie, dostać jakąś karę. – Ponownie uśmiechając się, Boris szedł obok Wolfganga i Liliany, wracając do swojej żony. Nie było ich ponad godzinę.

Liliana odwzajemniła uśmiech. Obydwoje spojrzeli na nieobecnego przyjaciela, który od momentu wyjścia z posterunku, patrzył wyłącznie pod swoje buty i kopał kamienie, które spotykał na swej drodze.

– To dziwne miasteczko… i mieszkają tu dziwne osoby.

– Ten młody chłopak… Daniel? Jak na niego naskoczył!

– Niesamowite, ile trzeba mieć odwagi, by tak zaatakować pana Wolfganga Trzeciego van Helfena – mówili, uśmiechając się do siebie nawzajem.

Pomimo starań przyjaciół, Wolfgang nie miał nastroju na żarty. Nie docierały do niego słowa kompanów. Nie spodziewał się takiego rozwoju akcji. Sytuacja była dla niego niezrozumiała. Irracjonalna. Żałosna…
      Jak nigdy wcześniej był pewien, że ma przemyślenia rodem z listów nieszczęśliwie zakochanych dziewczynek do bardzo pomocnych czasopism. Czuł, że uchodzi z niego cała energia, która wcześniej na pewno była chorą nadzieją na piękny romans.
Naprawdę musiał urodzić się romantykiem?

Spokojnym krokiem weszli na molo. Przebili się przez tłumek ludzi, stojących w kolejce po śmierdzące pyszności z grilla i skierowali się w stronę końca pomostu.

– Nie przejmuj się, Wolfie. Cokolwiek cię dręczy, my jesteśmy z tobą – rzekł Boris, klepiąc go po ramieniu.

– Masz rację, nie ma się czym przejmować. – Szlachcic siłą uniósł kącik ust, imitując uśmiech. Miał dosyć, więc musiał udawać. Spojrzał na przyjaciółkę, wpatrzoną w głąb jeziora. – Lilci, wszystko w porządku?

Dziewczyna znieruchomiała, patrząc w głąb jeziora. Powolnym ruchem ręki wskazała na wodę.

– Liliana? Co się stało? – Boris podszedł do nastolatki. Popatrzył w stronę lśniącej tafli i gdy ujrzał to, czego zdecydowanie nie chciał widzieć, ciarki nagle przeszły przez całe jego ciało.

– Tu… ona… pływa… – wydukała.

Wolfgang stanął obok przyjaciół i spiął się. Poczuł się nieswojo, zrobiło mu się niedobrze.

Kasztanowe, długie włosy okalały głowę kobiety. Nie widzieli twarzy.

– Boże, to topielica…

Advertisements

6 thoughts on “Rozdział III – „Szereg kłamstw”

  1. Nie zdążyłem z pierwszym komentarzem 😀 Ten rozdział jest charakterystyczny i dobrze go zapamiętałem stąd wiem, że trochę go zmieniłaś. Świetnie opisałaś to z posterunkiem, te ich dialogi przeplatające się z grającym Wolfgangiem ❤ No i ciekaw jestem, co będzie z tą topielicą. To wątek kryminalny, czy mi się zdaje?

    Polubione przez 1 osoba

  2. Claire/Leonore jest jakaś dziwna. Wolfgang mnie rozwala normalnie, przeuroczy jest ❤ Topielica, a kto to? Nowy wątek opowiadania się zaczyna, super 🙂 Ja tego nie pamiętałam, więc jestem bardzo zaskoczona tym, że sprawy toczą się tak szybko, ledwo Głos przyśnił się Wolfisiowi i już mamy go jako Daniela. To miłość Wolfka, hmm? 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  3. Hahaa, sam początek jest cudowny 😀 Jak Wolfiś i Claire sobie dogryzają, cudo! Claire jest wredna ale Wolfgang nieźle sobie radzi. „W dniu mojej śmierci ja zacznę dokuczać ci w bardzo wyrafinowany sposób.” – no po prostu ❤
    Liliana wskazała na dłonie Claire? Nie ma nadgarstki? 🙂 mały błąd ci się wkradł.
    No ale JEZU. Przechodzę dalej, mam dużo do powiedzenia.
    1. JAK ŚMIESZNIE BYŁO NA POSTERUNKU! Od razu słyszałam ten znudzony głos policjanta i wyczułam kurz w powietrzu. Biedny Wolfgang, znalazł swój Głos, a ten na niego nakrzyczał 😀 Tak miało być, Wolfgang. Może jeszcze się spotkacie?
    2. CO TO ZA TOPIELICA?! Jezusie, co to? To nie może być Claire, bo ona nie ma kasztanowych włosów. Kto to jest? To kolejny wątek? Nie rozumiem! Chcę wiedzieć o co chodzi!
    3. JESTEM ZANIEPOKOJONA tytułami rozdziałów. Szereg kłamstw – a w rozdziale:
    A) Liliana poznaje prawdę o Claire
    B) Wolfgang poznaje prawdę o Głosie.
    Dlaczego rozdział nazywa się szereg kłamstw skoro jest w nim wiele prawdy? 😮 To niepokojące.
    4. O CO CHODZI ZE ZDJĘCIAMI U BABCI LILIANY? Dlaczego ona ma zdjęcia Claire? Dobrze zrozumiałam? O CO TU CHODZI?!
    Bardzo chcę dalszą część. Cieszę się, że to już jutro, bo nie mogę się doczekać :))

    Polubione przez 1 osoba

    1. Ponownie bardzo Ci dziękuję za znalezienie błędu! Niesamowicie się cieszę, że opowiadanie tak Cię wciągnęło!! Co do pytań – dowiesz się o wszystkim w swoim czasie 😉

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s