Rozdział IV – „Zamyślenie”

Oto walentynkowy rozdział opowiadania!

Wprawdzie nie ma wiele wspólnego z walentynkami, sama nie spodziewałam się, że cokolwiek opublikuję akurat czternastego. W każdym razie – miłego dnia zakochanych wszystkim!

Z okazji walentynek mam dla Was prezent – pokażę Wam, jak wygląda Wolfie oczami mojsze. Serdecznie zapraszam na jej DeviantArt, rysuje prześlicznie 🙂

fd4ls5.png

I miłego czytania! Mam nadzieję, że rozdział Wam się spodoba. Przy okazji bardzo dziękuję wszystkim, którzy zostawiają komentarze – to bardzo miłe, czytać Wasze opinie o moim tekście. Jestem Wam bardzo wdzięczna!

Zuza 😉


ROZDZIAŁ IV

Zamyślenie

 

Po ciężkim dniu, który miał im upływać na odpoczynku w miłej atmosferze, Liliana miała ochotę jedynie na spaghetti, budyń albo sen.  Po przekroczeniu progu domu od razu skierowała się w stronę swojego pokoju. Nie chciała spotkać babci lub mamy, nie miała sił na rozmowy i opowieści.

To, co dowiedziała się od Claire, było dla niej niezrozumiałe. Wszystkie zebrane informacje – mimo, że już wcześniej łączyły się w całość, uzupełnione o jeden znaczący szczegół, okazały się być zbyt ciężkie do zniesienia. Przeczuwała, że to nie koniec tajemnic, w które – chcąc nie chcąc, została wplątana, przyjaźniąc się z Wolfgangiem.

Dodatkowe wrażenia, związane ze znalezieniem ciała kobiety w wodzie, nie dawały jej spokoju. Przed oczami ciągle miała obraz sinobladej skóry rąk wyławianej dziewczyny. Jej kasztanowe włosy, przylepiające się do mokrej, białej skóry i zwiewna sukienka…

Gdy tylko drzwi pokoju zamknęły się z cichym trzaskiem, wszelkie zawory jej wytrzymałości straciły na sile. Ledwo doczołgała się do łóżka. Zwinęła się w kłębek, owinęła kocem, a łzy same zaczęły spływać po jej policzkach.

– Dlaczego to wszystko jest tak niesprawiedliwe? – spytała siebie w myślach. – Czym zawinił Wolfie? Lou? – niemalże wyszeptała, lecz nie znała odpowiedzi na te pytania.
Pierwszy raz w życiu czuła się bezradna, bezsilna. Bała się. Nie wiedziała, co może zrobić w takiej sytuacji. Jak ma pomóc Claire, jednocześnie nie tracąc przyjaźni z mężczyzną?

Pomimo próśb o dochowanie tajemnicy, nie mogła nie podzielić się z kimś tym ciężarem.

Postanowiła, że musi z kimś o tym porozmawiać – i dobrze wiedziała, kto zasługuje na poznanie prawdy, po czym momentalnie zasnęła.

***

Obudziły go promienie słońca, padające wprost na jego twarz. Rozchylił leniwie powieki, po czym szybko zerwał się z łóżka i chwycił swoje okulary, leżące na poduszce. Założył je, a nieposłuszne srebrne oprawki bez jego zezwolenia osunęły się na sam czubek nosa. Złapał za telefon.

To była jego jedyna szansa. Nie miał wyboru. Nie rozumiał tego, ale nic nie mógł na to poradzić.

Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jest wariatem.

Sięgnął po notes, leżący na kartonowym pudle, spełniającym rolę szafki nocnej. Nie miał jeszcze wszystkich mebli, musiał radzić sobie bez nich. Nie miał pojęcia, gdzie zostawił ołówek. Może gdy ostatnio ćwiczył, notował coś w partyturze? Wstał z łóżka i omijając zwinnie wszystkie przeszkody z ubrań, pudeł i książek, dotarł do pulpitu, stojącego obok dużego okna. Ołówka nie było.

Może zapamięta? Na pewno, ale na wszelki wypadek lepiej jest zapisać numer. Nie chciałby się pomylić.

Rozejrzał się po mieszkaniu. Chciałby szybciej zakończyć urządzanie swojego pierwszego własnego kąta, lecz przez względy finansowe nie było to proste. Był biednym studentem – grajkiem. Nie potrafił niczego, prócz gry.

Nie ruszając się z miejsca, ponownie spojrzał dookoła siebie i przypomniało mu się, że ołówek musi leżeć pod poduszką.

Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że jest niezorganizowany. Był jednak w stanie zapanować nad tym.

Wskoczył na łóżko i znalazł nieduży ołówek z IKEA. Na wszystkim trzeba oszczędzać.

Otworzył notes, odblokował telefon. Wziął głęboki oddech, potem jeszcze jeden i kilka następnych. Uśmiechnął się do siebie, jakby chcąc się pocieszyć i nagle jego telefon głośno zadzwonił. Trzęsącymi dłońmi mocniej złapał urządzenie, odbierając połączenie.

– Judy, kobieto! Nie strasz mnie, okej?

– Skąd mogłam wiedzieć, że cię przestraszę? Wpadasz dzisiaj?

– Tak. Będę po południu – odpowiedział i szybko się rozłączył.

Nieopanowanie drżącymi palcami wykręcił numer służbowy wujka. Usiadł w siadzie skrzyżnym i ostrożnie uniósł słuchawkę telefonu do ucha. Po kilku sygnałach usłyszał znajomy głos.

– Posterunek policji Vinceville, słuuucham?

– Gavin? Czy możesz połączyć mnie z komendantem?

***

Jak każdego poranka, Wolfgang rozsiadł się w wiklinowym fotelu na werandzie. Uwielbiał delektować się kawą i świeżym powietrzem jednocześnie.

Pamiętał, że jego ojciec miał podobny zwyczaj. Gdy pogoda mu nie przeszkadzała, przesiadywał przed drzwiami domu i dumał bez słowa. Nie można było mu w tym przeszkodzić – van Helfen uwielbiał ciszę i spokój. Usłyszałby nawet najdelikatniejszy szmer.

Widział, jak listonosz upycha do jego skrzynki kolejne ulotki reklamowe. Obserwował sąsiada z przeciwka, wyjeżdżającego granatowym, starym Fordem do pracy. Pomyślał, że Ford to popularna marka samochodów w tej okolicy.

Jego telefon nagle zaczął wibrować. Spojrzał na wyświetlacz i gdy zobaczył obcy numer, uznał, że zignoruje natręta. Nienawidził rozmawiać przez telefon, było to dla niego zło konieczne lub dobra wymówka – wtedy udawał, że rozmawia.

Wstał, przeciągnął się i uznał, że najwyższa pora opróżnić skrzynkę pocztową. Rzadko to robił, ale bał się, że niezadługo jego skrzynka pęknie. Ewentualnie listonosz mógł zacząć rzucać mu te śmieci na równiutko przystrzyżony trawnik, a za to Wolfgang byłby w stanie nawet zabić.

Powolnym krokiem przespacerował się przez kamienny, prosty podjazd do domu. Nie przejmował się tym, że jeszcze jest w piżamie. Miał na sobie bordowy szlafrok.
Nie spiesząc się, wyjął wszystkie papierki, przejrzał je pobieżnie – nic nowego, te same reklamy, co trzy miesiące temu. Wyciągając ostatnią garść ulotek zauważył, że trzyma w ręku coś bardzo cennego. Był to list.

Dobrze znał te koperty i specyficzny zapach przesyłki.

Jasnoszary, chropawy papier. Jego imię starannie napisane intensywnie niebieskim atramentem. Obok imienia holenderski znaczek.

Poczuł się… dziwnie. Domyślał się, co ten list oznaczał. Trzymając go jak najcenniejszy, delikatny skarb, krokiem jeszcze wolniejszym powrócił na werandę. Nie spuszczał wzroku  z wykaligrafowanego imienia. Miał w ręku coś, co jeszcze niedawno było w jego rodzinnym domu. Jak znalazło się w jego skrzynce? Czy ktoś zna jego adres?

Bez wątpienia tęsknił za dzieciństwem i chwilami, które mógł spędzić z rodziną. Jak przez mgłę widział wieczory, jak to po kąpieli jego mama urządzała teatrzyk cieni. Uśmiechnął się na samo wspomnienie i zdawało mu się, że poczuł zapach kakao. Za słodki, czekoladowo – mleczny napój był kiedyś jego nagrodą za posłuszeństwo w ciągu dnia.

Z zamyślenia wyrwał go wibrujący na niedużym stoliku telefon. Otrząsnął się lekko i gdy zobaczył, że dzwoni Boris, odetchnął z ulgą.

Nienawidził natrętów.

***

Całym ciałem naparł na ciężkie, jasne, drewniano szklane drzwi. Uderzył w niego mocny zapach kwiatów i zieleni. Musiał aż przymrużyć oczy; kwiatowa woń była intensywna a on zdawał się reagować na bodźce inaczej, niż żyjący na tym świecie wariaci.

Kwiaciarnia była jasna. Kremowe ściany, dębowa podłoga. Duże okiennice przyozdobione były lampkami choinkowymi, świecącymi na biało oraz kwiecistymi, różowymi girlandami. Donice i wazony z kwiatami były dosłownie wszędzie; nie tylko na regałach i półkach, ale także na podłodze. Dzięki temu klienci mogli odnieść wrażenie, że znajdują się w małej dżungli. W lewym kącie pomieszczenia postawiono ladę, za którą mieściły się wszystkie potrzebne do przyozdobienia bukietów przybory. Nad ladą, na ścianie umieszczono szyld – głosił on, że kwiaciarnia należała do Judy.

– Chudy, w końcu jesteś!

– Nie mów na mnie chudy!

– Pościerasz podłogę?

– Świetne powitanie, Judy!

Judy była jego najlepszą przyjaciółką. Uwielbiał ją i podziwiał.

Poznali się na uczelni, grała na wiolonczeli. Gdy zmarła jej mama, musiała zacząć sama dbać o siebie – dlatego zakończyła karierę muzyczną i postanowiła rozkręcić własny biznes. Za to właśnie ją podziwiał. Dziewczyna była jego zupełnym przeciwieństwem.

Uzupełniali się w stu procentach. Będąc bujającym w obłokach artystą o niezsynchronizowanych kończynach, potrzebował wsparcia realistki, twardo stąpającej po ziemi. Nie poradziłby sobie bez Judy. Pomagali sobie we wszystkim, choć nie wstydził się przyznać, że to ona częściej ogarniała jego problemy. Służyła dobrą radą. Najlepsza przyjaciółka pod słońcem.

Z zaplecza przyniósł wiadro z wodą i mop. Postawił narzędzia za ladą, by nie gryzły się one z wystrojem lokalu. Nie zdążył jednak pomóc przyjaciółce – dziewczyna sama postanowiła wykonać nieprzyjemne zadanie.

– No to jak, pościeram i lecimy? – spytała, wesoło spoglądając na chłopaka. Bez słowa poszedł za ladę i usiadł na fotelu szefowej. – Haaaloo, ziemia do chudego, pora zacząć żyć, dochodzi osiemnasta.

– Przepraszam – westchnął, patrząc tępo przed siebie. – Nie mam dziś nastroju. Zupełnie na nic. Zero. Nastrój sobie poszedł.

– Klarnet? – spojrzała na przyjaciela, nie przestając ścierać podłogi. Wyglądał, jakby całą noc nie spał. – Nie klarnet?

– Wiesz co, mam ogromną ochotę na wino i ciastka. Spotkajmy się na moim balkonie, dobra?

– Dobra. – Odprowadziła go wzrokiem do drzwi kwiaciarni, nieruchomo stojąc na środku lokalu. Wiedziała, że chłopak ma słabą głowę… nawet, jeśli postanowi coś przed nią ukryć, nie uda mu się to. Nie po alkoholu.

Szybko wbiegł do sklepu spożywczego. Kasjerki znały go bardzo dobrze, przychodził tu co rano po świeże wypieki. Na śniadanie zawsze jadł ciepłe rogaliki ze słodką czekoladą.

Stanął przed półką z alkoholem i jednocześnie przed trudnym wyborem. Miał z tym problem. Podejmowanie decyzji za każdym razem było dla niego szeregiem uderzających mu do głowy myśli, nawet najprostszy wybór wina sprawił mu kłopot. Uniósł palcem okrągłe okulary. Okulary zjechały na czubek nosa.

– Pomóc ci? – młoda ekspedientka w zielonym uniformie i czarnym fartuszku uśmiechnęła się do niego zachęcająco. – Z jakiej okazji szukasz… to znaczy pan, pan szuka wina?

– Chciałbym zwykłe, tanie, czerwone i słodkie… wino. Kilka butelek. –Sięgnął do tylnej kieszeni spodni po skromny, czarny portfelik. Pomyślał, że Judy przecież odda mu część pieniędzy, zawsze dzielili się wspólnymi wydatkami. – I wystarczy Dan, mam na imię Daniel.

– Polecam to, napój przypominający wino. Słodki.– Dziewczyna sięgnęła po butelkę i pokazała mu jej wybór. Skinął głową, uśmiechając się niepewnie. Naprawdę nie znał się na alkoholu.

– Poproszę sze… siedem butelek. I dobre, kruche ciastka.

– Będziesz coś świętował? – zszokowana ekspedientka starała się być miła. Podtrzymywała z nim rozmowę, a on sam nie wiedział, dlaczego. Tego dnia nie miał głowy do bycia ultra-miłym.

– Taa, będę świętował. Wniosę potężny toast za swoją głupotę – parsknął, płacąc za zakupy.

***

 Judy bez pukania weszła do mieszkania przyjaciela. Rozejrzała się po pomieszczeniu. W przedpokoju przywitały ją rozrzucone buty oraz używane, szare skarpety. Kurtka leżała pod wieszakiem.

Wiedziała, że to nie będzie łatwa rozmowa – mimo alkoholu, który obiecał jej chłopak.

– Dan? – krzyknęła z kuchni. Opróżniona butelka czerwonego wina, stojąca na blacie nie wróżyła nic dobrego.

Spojrzała w głąb małego mieszkania. Usłyszała cichy głosik, dochodzący z balkonu. Śpiewał nieznaną jej pieśń, brzmiącą bardzo źle. Z góry obstawiła, że to świeża kompozycja młodego muzyka.

– Daniel, tu jesteś. Dlaczego się nie odzywasz, gdy cię wołam?

– Och, Judy! Jestem skończonym draniem. Idiotą patentowanym. Wolę się nie odzywać, niż mówić za dużo. Gdy mówię za dużo, źle się to dla mnie kończy, kochana! – zaszlochał Dan. Siedział przy małym stoliku – w wiklinowym fotelu, obok opróżnionej do połowy butelki wina i nienapoczętej paczki ciastek z czekoladą.  Szczupłe policzki pokrył rumieniec. Ciągle przeczesywane pasma lśniących włosów bezwiednie opadły na jego czoło.

– Pijesz z butelki? – dziewczyna usiadła w fotelu naprzeciw.

– Ty też ciągnij z gwinta, Judy. – Spojrzał na przyjaciółkę. Na jej długie, kasztanowe włosy, piegi na zgrabnym nosie i piękne, niebieskie oczy. Dlaczego nie mógł docenić jej uroku?

– Dan, uspokój się! Przestań się nad sobą użalać. Powiedz w końcu, co się stało?

– I tu jest piesiątko pogrzebane, Judy! Nie stało się nic, albo… Ach, kochana! Stało się zbyt wiele. Zbyt wiele się stało, zbyt wiele, zbyyyt… – oparł czoło o blat drewnianego stolika.

– Chodzi o tego mężczyznę? Tego z Vinceville? – spytała, patrząc na przyjaciela, jednak nie usłyszała odpowiedzi. Daniel zarumienił się mocniej, po uszy.

Sięgnęła po butelkę wina i upiła dwa łyki. Otworzyła ciasteczka, po czym podciągnęła kolana pod swoją brodę. Kucając na krześle, wcisnęła ciastko do swoich ust i postanowiła zacząć przemowę.

– Słuchaj, Dan. Ogarnij się. Zrobie własny research, poznam jego kumpli. Dogadamy się z nimi, a potem poznamy ciebie i tego, jak mu tam…

– Wolfganga – wymamrotał prosto w stół. Judy zdębiała.

– Wolfgang? Wow, chłopie. Nieźle wybrałeś – podniosła brwi zabawnie, lecz chłopak tego nie widział. Bez nadziei wciskał swoją głowę w blat, mając nadzieję, że ten w końcu go pochłonie. – Ile on ma lat?

– Nie wiem. Daję mu trzydzieści.

– Daniel, jesteś pewien, że tego chcesz? – Judy spytała zaniepokojona. Ten tylko podniósł się powoli ze stolika i spojrzał na nią bezemocjonalnie. – Wiesz, różnica wieku jest w sumie… spora. Nie jeden by cię chciał, młodszy, w twoim wieku…

– Judy, proszę cię! Nie praw mi morałów – odparł cicho i dodał po chwili – Sam nie wiem, co w nim zobaczyłem. Wyglądał na głupiego.

– I jest stary. Widzisz, warto dać sobie z nim spokój. Nie jest wart…

– O nie, Judy! – przerwał jej, podnosząc wysoko palec. Zmierzył ją wzrokiem, starając się wyglądać groźnie. – Jest wart moich starań. To się czuje w sercu jak lawa gorącym, moja droga.

Sięgnął po ciasteczka; wsadził ich kilka do ust. Zamknął oczy, jakby chciał medytować, ciągle przeżuwając słodycze.

Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko. Pijany Daniel był wkurzający, ale i tak ją rozbrajał.

Advertisements

7 thoughts on “Rozdział IV – „Zamyślenie”

    1. O nie, to był świetny rozdział i za krótki 😀 Widziałem, że pod moją nieobecność pojawiło się kilka komentarzy dosyć rozbudowanych, więc i ja nie mogę odbiec od zaistniałego trendu pod opowiadaniem.
      Mało o Lilianie, a szkoda. Jestem ciekaw, jak postąpi. Wolfgang powinien w końcu zainteresować się rodziną, ten list jest niepokojący. Nawet, jeśli mają mu za złe to, że woli facetów, na pewno jego wsparcie przyjmą z ulgą. Szczególnie po tak długim czasie bez niego. Nowa postać – Judy, bardzo przyjemna. Wydaje się być konkretną kobitą, realistką. Takiej przyjaciółki potrzebuje nasz roztrzepaniec, wisienka na torcie, Daniel. Dan jest świetny. Samo to w jaki sposób piszesz jego fragmenty sugeruje (w moim odczuciu), że go lubisz. A i my wszyscy tutaj zgromadzeni lubimy Daniela 😀 Dobrze napisane. Potrzebuję teraz więcej o Danielu, zakochałem się w nim od pierwszego przeczytania 😀 Już ten szympans dawał do myślenia, że postać Głosu będzie czaderska. No i jest 😀

      Polubione przez 1 osoba

  1. Daniel to Głos Wolfisia, tak? Daniel jest najbardziej uroczym facetem całego opowiadania. Myślałam, że nie polubię nikogo tak bardzo jak Wolfka a tu proszę bardzo, pojawia się Daniel i już skrada moje serce.
    Świetnie zrobiłaś jego postać! Niezorganizowany, roztrzepany, nie ogarnia świata. Jego reakcja na zapach kwiatów była świetna. Alkoholowe upojenie całkiem odebrało mu rozum 😀 Jest cudowny. Prze-cu-do-wny mężczyzna, pasuje mi do Wolfganga. Będą razem, prawda? 🙂 mam nadzieję, że tak.
    Jego postać odciągnęła moje myśli od problemów innych postaci, zapomniałam o dramacie Lilki która poznała prawdę o Claire i nawet o Wolfgangu. Dostał list z domu! Co to oznaczało?
    Dlaczego nie mówisz od razu prawdy tylko tak przeciągasz wszystko 😀 ja chcę już wiedzieć co i jak.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Bardzo Ci dziękuję za kolejny komentarz! Nie spodziewałam się, że ktoś może tak uważnie czytać moje wypocinki 🙂 Twoje zaangażowanie w opowiadanie jest godne nagrody! Co będzie dalej, okaże się w kolejnych rozdziałach.

      Lubię to

  2. Jestem pod wrażeniem rozwijania się akcji! 🙂 takie powolne dawkowanie emocji.. jest świetne! 🙂 znakomicie mi się czyta 🙂 nowa postać bardzo mnie rozśmiesza, a wspomnienia Wolfiego z dzieciństwa też trochę mi przypominają moje dzieciństwo 🙂 domowe kakao ❤

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s