Rozdział V – „Sprawa śmierci”

ROZDZIAŁ V

Sprawa śmierci

 

 

Liliana siedziała w kawiarni, czekając na Borisa. Zamówiła cappuccino.

Nieduży lokal oferował gościom miłą atmosferę i dobrą kawę. W karcie mieli też ciastka, ale tym razem nie miała ochoty na słodkości.

Zamiast krzeseł, przy stolikach ustawiono wygodne kanapy i wysokie fotele, okryte kolorowymi narzutami. Na niskich parapetach leżały stare książki, z góry zwisały zielone liście kwiatów, które prawdopodobnie powinny piąć się w górę. Na ścianach o delikatnym, fioletowym kolorze umieszczono czarne tablice, na których kredą napisano różne cytaty – obok komiksowych szkiców filiżanek z kawą i ciastek.

Zajęła miejsce przy dużym oknie, by móc obserwować przechodniów. Położyła dłonie na bordowym notesie, który wzięła ze sobą. Przekręcała nerwowo założony na środkowym palcu lewej ręki stary, złoty pierścionek z kwiatkiem, który dostała w prezencie od babci.

Mimo, że dała słowo Claire, iż nikomu nie wyjawi ich wspólnego sekretu, nie mogła dłużej trzymać tego w tajemnicy. To była poważna sprawa, sam Boris miał prawo o tym wiedzieć. Jego ten problem również dotyczył – a i mężczyźnie winna była dokończenie sprawy, o której rozmawiali w drodze do malowniczego Vinceville.

Znała go dłużej, niż kobietę. Słyszała o nim wiele dobrego, w końcu był przyjacielem jej Wolfganga. Musiał być dobrym, prawym człowiekiem, chciała mu pomóc. Czuła, że musi to zrobić i zdawała sobie sprawę z trudu, jakiego się podjęła podejmując taką decyzję. W przeciwieństwie do Leonore, Boris cieszył się dobrą opinią szlachcica.

Uśmiechnęła się nieznacznie. Była ciekawa, jak na nowe wieści zareaguje Wolfgang.

Leżący na stoliku telefon nagle zawibrował. Najpierw zmierzyła wzrokiem, po czym leniwie sięgnęła po urządzenie.

 Lilka, przyjdź do mnie jak najszybciej. Sprawa śmierci.

Wolfgang miał świetne poczucie humoru. Trafił w sedno sprawy.

Zobaczyła Borisa przechodzącego przez jezdnię i poczuła, jak żołądek zaciska się w supeł. Ucieczka w tym momencie byłaby niemożliwa. Zamknięcie się w toalecie odpada – kiedyś musiałaby z niej wyjść. Sprężystym krokiem prawda zbliżała się ku kawiarni, zaś zdecydowanie Liliany ulatywało z nieopisaną prędkością.

– Odwagi! – pomyślała, wzięła głęboki wdech, a jej powieki opadły na moment bez użycia siły.

Boris wszedł do środka, a wraz z nim jego urok i radość, którą zawsze ze sobą zabierał. Nie mogła, lecz musiała to zrobić.

Musiała wyjawić mu całą prawdę o Claire, Wolfgangu i Louisie.

– Mam nadzieję, że nie jesteś na mnie zły? Zamówiłam sobie cappuccino. – Chciała się uśmiechnąć, ale nie potrafiła. Mężczyzna usiadł naprzeciwko. Zbladła.

– Co ty, ja i złość? Nigdy. – Wezwał kelnera gestem dłoni. – O czym tak pilnie chciałaś pomówić? Mam nadzieję, że nic się nie stało? – spojrzał na nią uważnie.

– Chodzi o Claire. Pamiętasz, prosiłeś mnie w Vinceville, bym z nią pogadała.

– Ach, pamiętam. Cappuccino i dwie szarlotki proszę.

Liliana poczekała, aż kelner odejdzie od stolika. Spojrzała na telefon. Druga wiadomość od Wolfganga. Kto to jest Judy? Wysłała mi maila. To ktoś od ciebie? Westchnęła. To nie był czas na zajmowanie się zalotami Wolfganga i jego flirtem z przypadkowymi kobietami. Mentalnie odłożyła jego sprawę na później.

– Czegoś się od niej dowiedziałaś? Od momentu śmierci Lou wszystko się zepsuło. Bardzo kocham Claire, ale jej nie rozumiem. Nikt nie potrafił nam pomóc, ona sama nikomu nie wyznawała, co tak naprawdę czuje. Wiem, że przede mną też to ukrywała.

Liliana przygryzła wargę. Czy będziesz ją kochał po tym, gdy powiem ci prawdę?

– Boris, czy jesteś pewien, że chcesz znać prawdę?

– Tak. Jestem pewien. Każdą prawdę, tę dobrą i tę złą… też. – Sportowiec z uśmiechem odebrał swoją kawę i ciastko. Obydwoje podziękowali kelnerowi za dostarczenie im zamówienia, po czym nastąpiła chwila ciszy. Liliana miała wrażenie, że mężczyzna nie bierze pod uwagę złej prawdy. Nie dziwiło jej to – chciał po prostu dowiedzieć się, czy za stanem zdrowotnym żony stoi tylko (albo aż!) śmierć synka. Jej zadaniem było wypytać Claire o szczegóły, wyciągnąć z niej wszystkie potrzebne informacje i połączyć je w dramatyczną układankę z happy endem; i żyli długo i szczęśliwie pomimo wszystkich trudów, przez które musieli przechodzić.

Była głupia. Tym razem mocno przesadziła. Kto kazał jej zaglądać w przeszłość? Czy ktoś podsunął jej te myśli? Zdziwiła się, udzielając odpowiedzi w swojej głowie. Tylko skąd ona o tym wiedziała?

– Lili?

Jest pewien, więc chce wiedzieć. Pomimo wszystko chce wiedzieć. Chce znać prawdę, powinien ją poznać, zatem musi ją znać, złą prawdę też chce znać…

– Lilka? Wszystko okej? – Radosny Boris pochylił się i spojrzał na nią z niepokojem, nie tracąc jednak przyjaznego usposobienia. – Dziewczyno, twój mózg chyba robi właśnie nadgodziny. Słyszę ten mechanizm, jak ci się plączą zwoje…

– Boris, to Claire zabiła Wasze dziecko – na jednym wydechu wydusiła  z siebie, nie patrząc na rozmówcę. Nie słysząc odpowiedzi podniosła wzrok i poczuła się nieswojo. Nigdy nie miała przed oczami takiego obrazka.

Szofer zamarł. Uśmiech zniknął z jego twarzy, oczy zaś wyrażały tylko przerażenie. Nie widziała go w takim stanie. Wiecznie zadowolony, szczęśliwy mężczyzna teraz wydawał się nie oddychać.

– Właściwie… To jest Leonore. Prawdziwie ma na imię Leonore.

– O czym ty mówisz? – ledwo słyszalnie wyszeptał, przestraszony. Liliana powoli otworzyła notes, z którego wyciągnęła znalezione przez jej babcię zdjęcie. Przesunęła fotografię po blacie, a wzrok szofera podążał bezwiednie za starą odbitką. Zmrużył oczy na moment, lecz szybko rozszerzył je z powrotem.

– Leonore Druga van Helfen, starsza siostra Wolfganga. Odesłana jako ktoś w rodzaju szpiega, by donosić rodzinie o poczynaniach swojego brata, musiała być jak najbliżej Wolfganga.

Mężczyzna nic nie powiedział, wpatrywał się w zaprezentowaną fotografię. Po chwili Liliana postanowiła kontynuować.

– Wolfie jest gejem, na dodatek uciekł. W rodzinie jego osoba jest potępiona. – Ponownie przerwała, by dać mu czas na zebranie myśli. Sama długo rozmyślała nad tym sekretem, nad losami Wolfganga, nad pracą Claire i jej kłamstwami. Cały poprzedni dzień spędziła w łóżku, myśląc o ich rodzinie; jak wiele tajemnic ma ród van Helfenów.

Boris wyraźnie zmartwiony, siedział nieruchomo i patrzył na dziewczynę. W głowie miał pustkę.

– Nakazano jej przebywać z nim, donosić i obserwować. Była w stałym kontakcie z rodziną. Dziecko było nieplanowane, dlatego nakazali jej…

– Zabić Lou? Kazali jej zabić Lou?! – Borisowi łzy napłynęły do oczu, lecz nagle w głowie pojawiła mu się myśl.

Rożne rozwiązania uderzyły w niego z ogromną siłą. Co powinien zrobić? Żył i troszczył się o zabójczynię. Spał pod jednym dachem z kłamcą, oszustką i morderczynią jego życia, szczęścia, kariery i dziecka. Podjęcie decyzji zajęło mu jedno mrugnięcie. Nie mógł dłużej żyć z tą kobietą, to było pewne. Musiał wykorzystać tajemnicę. Zdobyć zatajone informacje.

– Tak, kazali jej zabić własne dziecko. Udusiła go, musiała. Dlatego jest z nią tak źle. Na początku próbowała z tobą być i żyć jak wcześniej, później już nie mogła. Prawda jest taka, że po prostu nie chciała się do ciebie zbliżać, bo…

– Wiem, już wszystko wiem. Rozumiem. – Ogarnął go szał. Oddychał płytko i szybko, rozbiegany wzrok nie zatrzymywał się na długo. – Muszę pójść do domu Wolfganga, jednak on nie może o tym wiedzieć. Potrzebuję jego szafy na moment. Ty mi pomożesz i wyciągniesz go gdzieś, nie możesz mu powiedzieć, że ja u niego będę. Rozumiesz? – wypowiedział stanowczo. Wstał, z kieszeni wyciągnął banknot i położył na stole. Złapał Lilianę za nadgarstek i pociągnął w stronę wyjścia. Jedyne, co mogła zrobić dziewczyna, to szybko dodać ściszonym głosem swoje zdanie. Wątpiła w to, że w tej chwili do świadomości szofera dotrze choć jedno słowo więcej. Nadzieja nakazała jej wierzyć w cuda.

– Ona nie jest zła, Boris. Naprawdę nie jest zła.

***

 

– Jak ci idzie? Wiesz już coś?

– Mam namiary, Dan. Chyba wiem, gdzie mieszka, ale nie wiem, jak wygląda.

– Wysoki, przystojny…

– Szczegóły, potrzebuję szczegółów! – Uśmiechnęła się do słuchawki telefonu, myśląc o przyjacielu. Od dwóch godzin siedziała w samochodzie, obserwując dużą willę van Helfena.

Nie bała się zostawić kwiaciarni z Danielem. Ufała mu, jednak była pewna, że dzisiaj w kasie będzie wielkie manko. Daniel nie potrafił obsługiwać klientów i liczyć pieniędzy, choć bardzo się starał. Zbyt roztrzepany był, by zajmować się tak wieloma sprawami na raz. Jego umysł zaprzątnięty był miłością, więc musiała pomóc mu zrealizować plany matrymonialne chociażby po to, by mógł spokojnie zdać zbliżające się egzaminy.

– Ciemne, kręcone włosy. Jasne, duże oczy. Zakrzywiony nos. Uwierz, poznasz go. Widać po nim, że ma na imię Wolfgang.

Judy uśmiechnęła się szerzej, a jej oczy zalśniły się niebezpiecznie.

– Czekaj, mam go. Wybiegł z domu.

 

– Już biegnę, Lilci! – krzyknął do telefonu, zakładając marynarkę. Wypadł z mieszkania, zamknął drzwi na klucz i zaklął na myśl, że nie ma własnego samochodu. Przypomniało mu się, że jest beznadziejnym kierowcą, co poprawiło mu humor. Marszcząc brwi upewnił się, że zabrał ze sobą list, po czym rozpoczął trucht po ulicy. Miał nadzieję, że po drodze złapie taksówkę. Miał złą kondycję, nie lubił sportu.

Samochód przejeżdżający obok zwolnił, zza odsuniętej szyby ujrzał twarz młodej kobiety.

– Może pana podwieźć? – uśmiechnęła się uroczo. Nie mógł jej odmówić.

Widząc więcej argumentów za niż przeciw, odwzajemnił uśmiech mając nadzieję, że śnieżnobiałe zęby  i  dołeczki w policzkach wywrą odpowiednie wrażenie. Wsiadł do niedużego, czerwonego autka.

– Gdzie pan zmierza?

– W okolice dzielnicowego parku  odparł, a z jego twarzy nie znikał ten typ uśmiechu.

– Świetnie się składa! Jadę w tę właśnie okolicę – powiedziała mając nadzieję, że Daniel wybaczy jej działania bez jego zgody. W końcu pracuje na jego szczęśliwą przyszłość.

***

Długo stała przed drzwiami niedużego, jednorodzinnego domku.

W tej okolicy bywała bardzo często, jednak interesował ją tylko Wolfgang. Tym razem nie miała wyboru – musiała skontaktować się z nim jak najszybciej. Jedynym wyjściem było zapytać o niego w domu obok.

Wcisnęła przycisk dzwonka. Drzwi otworzyła jej piękna, ciemnowłosa kobieta o kobiecych kształtach.
Brązowe, duże oczy, godne były pozazdroszczenia. Długie rzęsy potraktowane czarnym tuszem wcale nie wymagały dodatkowej pielęgnacji i zabiegów kosmetycznych.

– Pani Claire? – usłyszała z ust kobiety, na co zareagowała zdziwieniem. Przytaknęła. – Liliana o pani mówiła. Zapewne szuka jej pani?

– Nie, właściwie… – Domyśliła się, że jej rozmówczyni to krewna dziewuchy. Przypomniała sobie, że nastolatka jest sąsiadką jej brata, nie podejrzewała jednak, że mieszka właśnie w tym domu. – Szukam Wolfganga, wiem, że się przyjaźnią. Ten nie odbiera moich telefonów, mąż też przepadł bez wieści.

– Na pewno spędzają razem czas. – Podała jej dłoń – Nazywam się Terez, jestem matką Liliany. Zapraszam panią do środka. – Z uśmiechem otworzyła szeroko drzwi.

– Proszę mówić mi Claire – odwzajemniła uśmiech i przekroczyła próg.

***

– Daniel? Chłopie, padniesz, jak usłyszysz! – wykrzyczała podekscytowana, podskakując. Czuła, że nie może stać spokojnie. Jej nogi chciały odtańczyć wesołego walczyka, a ona nie miała głowy do tego, by je powstrzymywać.

– Co? Co ty zrobiłaś, Judy? Zabiję…

– Zamykaj kwiaciarnię. Mam twego ukochanego na celowniku – zachichotała.

– C-co? Judy, gdzie? – Oczami wyobraźni ujrzała pobladłego, chudego blondyna, który z nerwów łamie sobie palce, poprawiając wiszące na czubku nosa okulary. Miała ochotę turlać się po trawniku z emocji, nie doczeka spokojnie przybycia przyjaciela! Zachichotała głośniej.

– Ten duży, ładny park, przy fontannie. Rozmawia z jakąś… młódką.

– Jestem nieubrany, nieuczesany, Judy, ja nie…

– Rusz się, chudy, wyglądasz bosko! Jakby co, ja go zatrzymam.

 

 

– Pisząc sprawa śmierci, miałem na myśli dosłownie sprawę śmierci  – Wolfgang wbił wzrok w twarz niedowierzającej Liliany. Był spięty.

– Co masz na myśli?

– Jakiś czas temu dostałem list, ale nie odbieram poczty codziennie. Dzisiaj sięgnąłem do skrzynki i pośród wszystkich ulotek reklamowych znalazłem… to. – Podał nastolatce kopertę. Liliana obejrzała ją z każdej strony, obracając ją delikatnie, jakby trzymała w ręku najwspanialszy okaz. – Taki list moja rodzina rozsyła wszystkim krewnym, gdy chcą powiadomić innych o śmierci kogokolwiek z rodu. Tym razem list dotyczy…

Dziewczyna otworzyła kopertę. Wyciągnęła śnieżnobiałą kartkę i zmarszczyła brwi.

– Wolfgang? Ale przecież…

– Ja żyję. Tak, ja żyję.

– Nie rozumiem… – spojrzała na przyjaciela. Ten podparł się pod swoje boki, nadal patrząc na nią twardo i stanowczo.

– Jestem Wolfgang Trzeci. Powiadomienie traktuje o Wolfgangu Drugim, czyli o moim ojcu.

Liliana rozchyliła usta ze zdziwienia.

– Twój ojciec nie żyje? – wydukała i usiadła na brzegu fontanny. Siły uleciały z jej drobnego ciałka. Kolejna śmierć, nie do wiary…

– Najwyraźniej już umarł. Najwyższa pora, był stary i chory. Problem tkwi w tym, że nie dostałem listu z zaproszeniem.  – Dziewczyna wydawała się nie rozumieć słów mężczyzny. Patrzyła naprzemiennie na kartkę oraz przyjaciela, jakby czekała na olśnienie. Niestety nie miała pojęcia, o co chodzi. Nie znała zagmatwanych praw i zasad, które zdawała się przestrzegać jego rodzina. – Słuchaj, bo powtarzał nie będę. W momencie, gdy umiera najstarszy z rodu, jego najstarsze dziecko dostaje oficjalne zaproszenie do domu – przerwał, powstrzymując śmiech. – Wyglądasz komicznie, gdy tak szeroko otwierasz oczy. A może i przerażająco, trochę jak ośmiornica.

– Wolfgang! – skarciła go, złoszcząc się. Mężczyzna kontynuował.

– Takie mamy zwyczaje rodowe, głupie, ale tradycyjne. Moi rodzice nie mieli innych dzieci. Jestem jedynakiem. Powinienem dostać zaproszenie, a mam tylko powiadomienie. Uciekłem, jestem gejem, trudno, tak bywa. Mimo wszystko nadal obowiązują nas zasady. Nie rozumiem, dlaczego nie zostałem wezwany do domu.

– Za to ja rozumiem – wyszeptała nastolatka. Uśmiechnęła się, widząc zdziwienie szlachcica. – Teraz ty wyglądasz komicznie.

– Wolfgang? – usłyszeli cichy głos, dobiegający z ich prawej strony.

Zdyszany Daniel stał obok mężczyzny i próbując złapać oddech, uśmiechnął się. – Może to nie najlepsza pora, ale szukałem cię długo i Judy cię śledziła i musiałem w końcu cię spotkać. Ukradłeś mi rower w Vinceville, pamiętasz?

– Spodziewałem się wszystkiego… – przerwał mu dźwięk dzwonka telefonu Liliany.

– Halo, mama? Nie mogę teraz za bardzo…

-… ale nie wszystkiego na raz.

– Możemy porozmawiać? – spytał, odkrywając nagle, że potrafi być niezwykle uparty. Podobnie do jego okularów, które znowu zsunęły się na sam czubeczek prostego nosa.


Witam się dopiero po treści rozdziału!

Mam nadzieję, że Wam się podobał oraz, że tekst czytało się lekko i przyjemnie. Mam wrażenie, jakby te świeże rozdziały były o wiele krótsze i mniej rozbudowane. Żywię nadzieję, że Wam to nie przeszkadza.

Koniecznie wyrażajcie swoją opinię w komentarzach! Cudownie jest czytać Wasze zdanie o historii, szczególnie ostatnio zaangażowanie w komentowanie opowiadania jest niesamowicie duże – i bardzo za to dziękuję ❤ Jesteście niesamowici!

Zuza 😉

Advertisements

10 thoughts on “Rozdział V – „Sprawa śmierci”

  1. Takich wrażeń się nie spodziewałam. Opowiadanie wciąga mnie coraz bardziej. Żałuje, że rozdziały są takie krótkie . Chciałbym to mieć w wersji papierowej, najlepiej z ilustracjami w twoim wykonaniu.

    Polubione przez 1 osoba

  2. Oficjalnie nadaję ci imię największego bajkopisarza, jakiego znał świat. Dziołcha, weźno coś zrób z tą swoją predyspozycją do pisania. Marnujesz możliwości na pisanie do szuflady.
    Teraz o rozdziale: jestem w ogromnym szoku. Myślałem, że już po poprzednim rozdziale nic mnie nie zdziwi, ale teraz rozszalałaś moje myśli. Nie spodziewałem się tego. Claire jest SIOSTRĄ WOLFGANGA? Jak to się stało i czemu on o tym nie wiedział? W ogóle jaką tajemnicę chce wykorzystać Boris? Co Claire chciała od Wolfganga?
    Śmieszne, że nagle wszyscy pojawili się w sumie w jednym miejscu 😀 Judy śledząca Wolfganga, idącego do parku, omijającego Claire, chcącą go odwiedzić. Lilka czeka w parku, tam spotyka się z Wolfim, który już oficjalnie poznaje Daniela. Brakuje tylko Borisa, ale on przecież idzie do szafy Wolfganga, więc można uznać, że i on był na ich osiedlu w tamtej chwili 😀 Tego jeszcze nie było.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Zapomniałem napisać o wątku komediowym, który rozwija się w najlepsze 😀 Dzięki Judy i Danielowi mam niezły ubaw, niech trzymają dalej taki żart 😀 Rozkręcają się z tymi swoimi wyczynami, uwielbiam ich.

      Polubione przez 1 osoba

  3. O nie! Jak tak dalej pójdzie to po pierwsze: zacznę upominać się o to, aby opowiadanie bylo częściej; po drugie: już boję się tej pustki po tym, jak opublikujesz ostatni rozdział.. po trzecie: urządze zbiórkę na wydanie pierwsze papierowe tego opowiadania! 🙂 czyta się wspaniale! 🙂 i nie mogę sie doczekać kolejnego wtorku!

    Polubione przez 1 osoba

  4. Nie mogę oddychać. Wiem, że to dziwne, ale nie mogę oddychać. Jestem w bezdechu! MOJE MARZENIE SIĘ SPEŁNIŁO. Dobra, po kolei. Oddychaj, Karolina.
    Jak Claire może być jego siostrą? JAK I DLACZEGO? Wolfgang jest super, ona nie jest. Biedny Wolfgang. Czemu nie wiedział o niej? CHCĘ WYJAŚNIEŃ.
    Judy jest przeurocza, kochana, pełna energii, oddana przyjaciółka. Jest z nich wszystkich najzwyklejsza, nie ma żadnej cudownej cechy. To prosta dziewczyna i za to ją kocham 🙂 Porównanie do ośmiornicy było świetne, tak trzymaj Wolfgang 😀
    I na koniec najlepsze… TAK! tak właśnie, dla takich chwil się żyje. Już ich widzę, zdziwiony Wolfgang i zdyszany Daniel. Yes yesyesyes! Musieli się spotkać ponownie! Nie wytrzymam teraz. Będą parą? Proszę cię, niech będą parą. Ja chcę ich razem.
    Jak będzie wersja papierowa, to chyba będę cię śledzić gdzieś w Krakowie i prosić o autograf. Specjalnie tam przyjadę 😀
    PISZ DALEJ DZIEWCZYNO, jak nie to będziesz miała na sumieniu życie czytelniczki

    Polubione przez 1 osoba

  5. Wow, ale jaja! Wolfciński ma siostrę! Nie mogę w to uwierzyć! Do każdej zbiórki bym się dołożyła na wydanie papierowe (albo chociaż ebookowe)! Kilka egzemplarzy bym zamawiała, żeby tylko dać ci wynagrodzenie za starania i pracę nad blogiem i opowiadaniem 🙂 Z niecierpliwością czekam do wtorku!

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s