Rozdział VI – „Prawda nie ukoi bólu”

Jesteśmy już w drugiej połowie opowiadania!

Na początku wspominałam, że ma ono tylko 10 rozdziałów. Moim zamierzeniem jest stworzenie kolejnej dziesięciorozdziałowej części. Być może następna część również ujrzy światło dzienne, stay tuned 😉

Zapraszam do lektury!

Zuza 😉

 


ROZDZIAŁ VI

Prawda nie ukoi bólu

 

Pomysłem szalonego Daniela było, by wszyscy usiedli razem na trawniku.

Sam dziwił się sobie, że się na to zgodził. Dookoła było dużo miejsc siedzących; wolne ławki, murek fontanny, okoliczne kawiarenki i lokale, cieszące się dobrą opinią mieszkańców. Mimo wszystko nie mógł się oprzeć i musiał sprawić mu przyjemność tym drobnym gestem.

Daniel powiedział: „Usiądźmy na trawie! Razem, w kółeczku, tak będzie najlepiej!”

Dziewczęta skrzywiły się na jego pomysł. On zaś uśmiechnął się szeroko, powiedział: „Dobra myśl, usiądźmy na trawie!”, choć sam nie rozumiał, dlaczego wybrali akurat zielone połacie parku.

Gdy długie palce chłopaka przeczesały równo ścięty, żywy dywan, jego twarz rozpromieniła się i mężczyzna nie miał sumienia, by zmieniać zdanie.

– Poukładajmy wszystkie fakty! – podjął głos jako pierwszy, stanowczo patrząc w stronę  siedzącego na przeciwko szlachcica, Liliany i Judy – dokładnie w tej kolejności. Gdy mówił, mocno gestykulował, jak gdyby tańczył lub dyrygował. W jego ruchach tkwiła moc ekspresji i finezji.

– Wolfgang wcale nie jest jedynakiem, ma starszą siostrę, którą przed nim ukryto – głos Liliany wyrwał go z zamyślenia i nagle poczuł się jak stary, nieokrzesany, zakochany kundel. Spojrzał na nią, chcąc skupić się na rozmowie, choć przychodziło mu to z dużym trudem. Czuł ogromną potrzebę, by obserwować chłopaka. – Tyle wiemy o Claire.

– Pisała do mnie dzisiaj jakaś kobieta… – powiedział.

– To byłam ja – wytumaczyła Judy.

– Judy jest ode mnie, nie ma nic wspólnego z twoją rodziną.

– Skąd macie mój adres mailowy?

– Z Facebooka. Masz wyłączoną opcję wiadomości, nie mogłam do ciebie napisać tam.

– Twoje nazwisko, numer telefonu i dokładny adres zdobyłem od wuja. Jest komendantem. – Melodyjny głos Daniela uspokajał go. Gdy poruszał ustami, ich kąciki unosiły się delikatnie. Przy nawet najmniejszym skinięciu głową, włosy opadały mu na wysokie czoło – szybkim ruchem odgarniał je na bok, przeczesując kosmki szczuplutkimi palcami. Miał zadbane ręce i równiutko przycięte paznokcie. Blada, aksamitna skóra przykrywała widoczne kostki, ścięgna i żyłki.

– Po co wam Wolfie? Byłeś na niego wściekły w Vinceville. – Nagle głos Liliany wydawał mu się być zbyt ostry, głośny i męczący dla jego uszu. Aż skrzywił się, gdy na nią spojrzał.

Długie, nieuczesane włosy nieudolnie zakrywały lekko odstające uszy. Nie zauważył wcześniej, że nastolatka ma suchą skórę. Był świadom tego, że nie dbała o wygląd, jednak w zestawieniu z Aniołem, piękna do tej pory Lili okazała się być zdecydowanie nieidealna.

Wszystko go w niej drażniło. Od nieistotnego wyglądu, po sposób, w jaki wymawiała jego imię.

– Wolfgang przyśnił mi się w nocy. – Och, Daniel mówił zupełnie inaczej; był jednocześnie męski i subtelny. – Śniło mi się, że zabił Judy. Utopił ją w jeziorze Vince, a ja chciałem być na niego zły. Nie mogłem, bo zawrócił mi w głowie… we śnie.

– Niesamowite… – wyszeptał rozmarzony Wolfgang, wpatrzony w chłopaka. Ten rzucił mu zalotne spojrzenie spod długich rzęs.

– Wolfie, ogarnij się. – Liliana kolejny raz wybudziła go z transu. Musiała go ocucić. – Mogę cię prosić na moment? – Uśmiechając się do nowopoznanych rozmówców, nie czekała na jego reakcję. Mocno pociągnęła go za rękę i popchnęła w stronę fontanny.

– Co ty wyprawiasz? – spytała groźnym głosem. Patrzyła na niego z wściekłością.

– To mój ideał… – westchnął.

– Właśnie widzę! – zdenerwowana odwróciła go tyłem do chłopaka. – Gapisz się na niego maślanym wzrokiem, a on tylko chce nam pomóc.

– I po to mnie szukał? Nie wydaje mi się.

– Nie! Może i nie po to, ale twoje zachowanie krępuje nas wszystkich. Nawet on jest zmieszany! – skinęła głową na Daniela. Nic nie zostało z ich wspólnego flirtu.

Na jego policzkach wykwitły delikatne rumieńce. Głowa spuszczona w dół, nerwowe, nieokrzesane ruchy rąk, gdy chciał poprawić nieustannie wpadające do oczu włosy. Szlachcic myślał, że ten złamie sobie chude palce, kiedy zdejmował i na nowo zakładał stylowe okulary. Zmarszczył czoło.

– Przed chwilą wydawało mi się, że ze mną flirtował.

– Świetne spostrzeżenie Wolfie. Wydawało ci się – powiedziała, po czym szybko wróciła do chłopaka i Judy.

Szlachcic ponownie poczuł się tak, jakby coś wyssało z niego całe pokłady energii. Stał tak jeszcze chwilę – zmieszany, smutny i zły na samego siebie. Przypomniał sobie słowa ojca; „Powinieneś mieć siłę, by zawsze móc zmierzyć się z prawdą, Szlachcicu” i również powrócił na swoje miejsce na trawie. Musieli podzielić się faktami i ustalić wspólną wersję wydarzeń. Sam nie wiedział, kto jaką rolę odgrywa w jego życiu.

Żadne z nich nie miało pojęcia, co postanowił zrobić Boris.

***

Klucze do domu Wolfganga dostał wcześniej, niż posadę szofera.

Szofer – to za dużo powiedziane. Nie był jego szoferem, był przyjacielem. Mógł zawozić go, gdzie tylko szlachcic sobie zażyczył, robić mu zakupy, płacić rachunki i mimo to nigdy nie potrafił nazwać się jego służącym. Żartobliwie często mówili do siebie tak, jakby był podwładnym, jednakże łączyła ich silna więź. Przyjaźń silniejsza, niż niejeden związek… niż związek jego i Claire.

Poznali się niedługo po przyjeździe Wolfganga do Kanady. Młody szlachcic uciekł z domu, bo było mu źle w rodzinnym środowisku. Wyzwolony i szczęśliwy, bogaty, chciał podbić świat swoją pewnością siebie i urokiem osobistym.

To był najlepszy wieczór w jego życiu. Skoczył 232 metry, tym samym pobijając rekord skoczni i po dziś dzień fani pamiętają go jako mistrza i legendę. Stał na podium, gdy nagle podbiegł do niego młody mężczyzna z aparatem.

– Można prosić o zdjęcie? Byłeś niesamowity! – wykrzyczał, walcząc z ochroną. Odpychał ich z całych sił, o dziwo dając sobie radę. Nie mógł nie zareagować, miał świetny humor i uwielbiał kontakt z wielbicielami.

– Proszę go zostawić – zwrócił się do mężczyzn. – Zapraszam, chodź bliżej!

Uśmiechnął się szeroko, pozując do zdjęć. Jedno z chłopakiem, kolejne z medalem. Pełen energii, elegancko ubrany facet chyba szalał na jego punkcie.

– Jak się nazywasz?

– Wolfgang – wypowiedział, obserwując reakcję sportowca. Ten zdębiał.

– Wolfgang? Jak to… nie rozumiem. – Przyjrzał mu się uważnie, przypominając sobie swój wczorajszy sen. Młody chłopak, który zaczepił go na ulicy informując, że będzie w tarapatach i jego jedynym ratunkiem będzie właśnie on.

– Tak, wiem. To dziwne. Wszystkim najpierw się śnię.

– Musimy poznać się bliżej – stwierdził, uśmiechając się szeroko. Podał mu rękę. – Jestem Boris.

Uśmiechnął się na to wspomnienie. Od tego momentu stali się nierozłączni. Początkowo chciał wykorzystać jego propozycję pomocy ze snu. Przywiązali się do siebie zbyt mocno, by się rozstać.

Dobrze wiedział, gdzie Wolfgang ukrywa wszystkie skarby. Szybkim krokiem wspiął się po schodach, pokonując po trzy stopnie na raz. Skręcił w lewo. Kroczył szerokim korytarzem w stronę sypialni mężczyzny.

Naparł na ciężkie, ciemne, drewniane drzwi, nie zamykając ich za sobą. Rozejrzał się dookoła.

Duże łóżko, na którym leżała biała, delikatna narzuta, zajmowało większą część pokoju. Nad łóżkiem okno, przyozdobione drogimi zasłonkami dobrej jakości. Kremowe ściany zdobiły nieduże obrazy, utrzymane w chłodnych, ciemnych barwach. Na stoliku przed łóżkiem stała szklanka i dwie napoczęte butelki whisky. Cały Wolfie – pomyślał Boris, uśmiechając się. Od zawsze miał słabość do tego trunku.

Po lewej stronie stała duża szafa. Nie było to dla niego wyzwaniem, codziennie ćwiczył, podnosząc ciężary. Trenował sztuki walki i tańczył. Sport miał we krwi. Kiedyś był skoczkiem narciarskim.

Bez problemu odsunął mebel wahając się, czy na pewno znajdzie to, czego potrzebuje. Jedno spojrzenie na ścianę upewniło go i uradowało.

W ścianę wbudowany był sejf.

Nie znał szyfru, lecz mógł go odgadnąć. Dziewięć lat przyjaźni, dziesięć lat bez domu. Data urodzenia. Miał wiele możliwości i wahał się. Dla zabezpieczenia sejfu, szlachcic był gotów zmieniać szyfr częściej, niż skarpety. On wiedział, że zmienia go każdego roku.

09 – 10 – 21 – 09, skucha.

21 – 09 – 10 – 09, znowu źle. Jeśli teraz się pomyli, być może nie będzie miał już szans.

Uporządkował liczby rosnąco. To w stylu Wolfganga.

09 – 09 – 10 – 21. Bingo! Rozradowany otworzył drzwiczki, wyciągnął szkatułkę i w zamian za nią włożył kopertę.

Kiedyś Wolfgang będzie musiał tu zajrzeć.

Zamknął sejf, ustawił szafę w jej pierwotnym położeniu. Mocno wciągnął powietrze nosem, upajając się zapachem perfum przyjaciela po raz ostatni.

Wychodząc z jego domu, zauważył Claire, siedzącą na werandzie.

– Co ty tutaj robisz? – spytała go, jednak nie odpowiedział. Zamknął drzwi i szybko pobiegł w stronę samochodu.

Długo patrzyła za znikającą sylwetką sportowca. Zrozumiała, że dowiedział się o wszystkim, ale nie zrobiło to na niej wrażenia.

Nauczyła się żyć w kłamstwie, ale on zasługiwał na prawdę. Był naprawdę dobrym człowiekiem.

***

– Nie uważacie, że to szaleństwo? – wysapał, zmęczony.

– Nie! – Usłyszał trzy zgodne głosy.

– To nie ma sensu. Przecież niczego się nie dowiemy, oni mnie nie znoszą – wyjęczał. Naprawdę nie sądził, by było to jedyne i słuszne rozwiązanie.

– Ale mnie kochają. To moi ludzie, Wolf. – Daniel spojrzał na niego przez ramię. Szlachcic wyglądał na… strudzonego.

– Wolf, niezłe. Jeszcze nikt na to nie wpadł. – Idąca obok niego Liliana uśmiechnęła się przyjaźnie. Polubiła chłopaka. Była pewna, że szlachcic miał rację – Daniel szukał ich ze względu na niego. Muzyk sprawiał wrażenie przyjaznego, otwartego i niezdarnego. Wpatrzony w van Helfena jak w cud świata, wodził wzrokiem za jego sylwetką, jakby zahipnotyzowany. Słuchał, co mówi Wolfie. Starał się nawiązać kontakt z mężczyzną.

– To jak imię dla psa – wtrąciła się Judy. O dziwo nie miała dzisiaj wiele do powiedzenia.

– Miałem kiedyś psa. Nazwałem go Joseph. – Na słowa Wolfganga towarzysze parsknęli śmiechem.

– Joseph? Nie mówiłeś o nim wcześniej – powiedziała roześmiana nastolatka.

– To był labrador. Nie żył długo, miał jakąś wadę genetyczną. Razem z Borisem płakaliśmy długo, gdy weterynarz zdecydował się go uśpić. – Daniel spochmurniał.

– Boris? Kim jest Boris? – spytał, marszcząc brwi.

– To mój przyjaciel i ktoś w rodzaju szofera. Polubicie się.

– Uhm.

– Przynieś, podaj, pozamiataj, wieź mnie gdzie zechcę, bo nie masz kasy. Opłacę ci rachunki i dam forsę na życie, bo jesteś super i masz fajne ciało. – Z żartu Liliany głośno zaśmiał się szlachcic, jednak nie rozśmieszyło to chłopaka.

Nie miał powodów, by być zazdrosnym. Z Wolfgangiem nic go nie łączyło. To jego wieczne oczekiwanie na życiowy sukces zwodzi go na tory smutku i melancholii.

Przebrnęli przez leśną ścieżkę, rozmawiając, śmiejąc się. Czuli się ze sobą świetnie, jak gdyby to właśnie Daniel był brakującym ogniwem ich grupy przyjaciół.

Tylko Judy nie mogła pozbyć się wrażenia, że coś w tym wszystkim nie gra tak, jak powinno.

Advertisements

6 thoughts on “Rozdział VI – „Prawda nie ukoi bólu”

  1. Wolfgang jest ZAUROCZONY! Będą z tego dzieci..albo w sumie nie, raczej nie będzie, ale musi być z nich niezła para i koniec. Nie ma innej możliwości, nie pozwalam ci napisać że nie są razem. Mają być parą, ok? 🙂 Po tym fragmencie widać jak bardzo zmienił się twój styl pisania i jeśli kolejna część już będzie taka…To ja padnę tu na zawał i będziesz mnie miała na sumieniu.
    Na razie nie mówię nic o Borisie, bo to się musi rozwinąć.
    Mam jedno wielkie zastrzeżenie: to jest ZA KRÓTKIE. Wciągnęło mnie to i już się skończyło, jak tak można? 😦

    Polubione przez 1 osoba

  2. W końcu znalazłem czas, by wyskrobać swoją opinię. Mnie też początek przypadł do gustu 😀 i ja też uważam, że za szybko się wciągnąłem i rozdział wydaje się być krótki. Ale za to wyrażę opinię o Borisie: przeczuwam, że coś knuje. Co ukradł z domu Wolfganga i dlaczego to zrobił? Jestem zdziwiony, bo sprawiłaś, że szybko zmieniłem o nim zdanie. Jeszcze w poprzednim rozdziale było mi go szkoda, teraz podejrzewam o knucie 😀

    Polubione przez 1 osoba

  3. nie chciałam komentować jeszcze, bo w głowie pojawiły mi się podejrzenia co do tego wszystkiego 🙂 nie chcę tego pisać, bo boję się, że zepsułoby mi to zabawę 🙂 ale przeraża mnie, że to już połowa pierwszej części opowiadania.. mam nadzieję Siostro moja, że jesteś już w trakcie pisania kolejnej części.. bo jak nas uzależnisz, to chyba wszyscy będziemy płakać 😉

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s