Wiosenne dekoracje #1

Czy tylko mnie nie podoba się aktualna wczesnowiosenna pogoda?
Niebo definitywnie błaga o rozchmurzenie. Nad moją głową wiszą szare chmury deszczowe i tylko psują wiosenne, kolorowe i wesołe nastawienie!

W takiej sytuacji nie pozostaje mi nic innego, jak wprowadzić wiele kolorów do swojego otoczenia. Uporządkować przestrzeń, pokolorować ściany.

Zanim jednak przejdę do treści wpisu, chciałabym Was trzykrotnie przeprosić!
Pierwszy raz: za przeniesienie daty wpisu bez Waszej wiedzy. W grafiku wpisane zostało, że post pojawi się 25.03 – nie wyrobiłam się w czasie i nie zdążyłam go dodać. Przepraszam!
Drugi raz: za niepewną datę kolejnego wpisu. Niewykluczone, że ponownie nie zdążę zrobić wpisu do soboty, dlatego jeśli post się nie pojawi, możecie spodziewać się go w weekend świąteczny – czas, w którym posty miały się nie pojawiać. Przepraszam!
Trzeci raz: za jakość zdjęć, która w tym poście nie powala. Połowę fotografii wykonałam ja – w popołudniowym świetle mieszanym (!), drugą część ekipa siostra Kasia + mama Lucynka (o ich pracy jeszcze będę pisać). Wpis ten jest mieszaniną zdjęć złych z dobrymi, moich z nie moimi, z tłem i bez tła. Przepraszam!

W pierwszej części sprowadzania wiosny na ziemię pokażę Wam, do czego można wykorzystać zapasy bibułki i tektury.

Ktoś kiedyś prosił mnie o tutoriale dla zaawansowanych – niestety, nie tym razem! Obiecuję, że kiedyś się postaram i wymyślę dla Was coś trudnego. To zadanie ciężkie do wykonania – według mnie wszystkie handmade – dekoracje są proste i nie powinny sprawiać problemu nikomu z Was. Post z trudniejszymi dekoracjami będzie prawdopodobnie zawierał naprawdę najtrudniejsze tutoriale, jakie tylko stworzy moja kreatywna łepetyna 😉

Pora przejść do wpisu. Prezentuję Wam…

WIOSENNE DEKORACJE,
czyli jak zachęcić wiosnę do przybycia.

ŚCIANA JAK MALOWANA.

Niezwykły efekt daje wykorzystanie kwiatów w dekoracji. Żywe, sztuczne, bibułkowe – wszystkie sprawdzą się świetnie. Tym razem postanowiłam wykorzystać bibułowe zasoby – cienkie papierki patrzyły na mnie błagalnym wzrokiem, gdy tylko otwierałam szafkę z przyborami! Prosiły „weź nas, weź nas!” i nie dawały mi spokoju.
Pewnej nocy usłyszałam cichutkie łkanie. Nastawiłam uszy, nasłuchując. To bibułki skamlały, by w końcu je wykorzystać w dekoracji.

Nie miałam sumienia dłużej je męczyć. Razem z mamą – Lucynką (której należy ładnie podziękować w komentarzu za wkład pracy w ten wpis!)  stworzyłam deszcz kwiatów, który zachwyca mnie swą prostotą i efektem.

JAK WYKONAĆ KWIATY Z BIBUŁY?

Potrzebne przybory:

chusteczka higieniczna,
żółta bibułka,
bibułka w dowolnym kolorze,
nitka/sznureczek,
nożyczki.

Wykonanie:

1. Z wyciętego z chusteczki kwadracika formujemy łezkowaty środek kwiatka.

1.jpg

Dlaczego? Z oszczędności! – zamiast używać podwójnej ilości żółtej bibuły, wykorzystamy jedynie jedną jej część.
Jeśli do wykonania środka kwiatka wykorzystamy jednocześnie bibułę, jak i chusteczkę (lub dowolny wypełniacz), będziemy mogli zrobić więcej kwiatków – proste! 🙂

2. Zawijamy chusteczkową łezkę w bibułkę.

3.jpg

3. Z paska w kolorze płatków kwiatuszka wycinamy płatki o dowolnym kształcie i wielkości.

4
4. Owijamy żółty środek wyciętymi płatkami.
Dla bardziej realistycznego, rozłożonego efektu warto jest marszczyć bibułkę na środku papierowej roślinki.

5.jpg

Ważne! Im dłuższy pasek płatków, tym większy, pełniejszy kwiatek uzyskamy w efekcie końcowym!

5. Utworzony kwiat mocno związujemy nitką lub sznureczkiem z tyłu.

W ten prosty sposób można stworzyć uroczo wyglądające kwiaty w dowolnych kombinacjach kolorystycznych.

6.jpg

Jako, że mój pokój ma zielone i szare ściany, zdecydowałam się na kontynuację zielonego motywu na szarej ścianie.
Kwiaty przywiązane do siebie za pomocą szarej nici przykleiłam u góry ściany zieloną taśmą Washi – ona nie powinna uszkodzić farby.

PicsArt_03-29-12.01.47

Czy ten efekt rozczula tylko mnie? Rozradowane bibułki skaczą z radości – na szczęście do zdjęć zgodziły się pozować spokojnie 🙂

PicsArt_03-29-12.02.22


KOSZYK/PUDEŁKO/SŁOIK Z ŁĄKI.

Kolejny pomysł na to, gdzie wykorzystać bibułę i kwiaty.
Kwiaty z bibuły przywiązałam nicią do brzegów czarnego koszyczka (taki koszyczek to pozostałość po przepysznej miechunce, kupionej w Biedronce!).

Podobny efekt uzyskacie, używając kwadratowe pudełko origami, królewskie pudełko origami, słoik dowolnej wielkości, inne pudełka i pojemniki.

Łąka wpełzła na mój stolik – i zejść nie chce!
Ale z niej wiosenny drań!


MISKA/PUDEŁKO Z TEKTURY.

Wprawdzie i ją można ozdobić kwiatami i bibułą – ja tego nie zrobiłam.
To estetyczny i poręczny dodatek na biurka, stoliki, półki. Zdecydowanie pomoże w porządkowaniu, wiosennym sprzątaniu.

Od dawna chciałam wykonać geometryczną miskę z tektury, jednak zawsze brakowało mi miejsca na stoliku – miałam na nim wiele innych pojemników, składana miska nie wpasowywała się w misz-maszowy wystrój blatu.

PicsArt_03-28-11.57.48

Nastała wiosna i na moim stole zapanowała harmonia. Musiałam zakłócić ją geometrycznym pojemnikiem, w którym trzymam Washi i inne tasiemki – najlepsze gadżety do plannerów (i nie tylko!).

JAK WYKONAĆ MISKĘ Z TEKTURY?

Potrzebne przybory:

cienka tektura (np. ta z tyłu bloku rysunkowego),
ołówek,
linijka,
nożyczki,
klej Magik (lub inny dobry klej).

Wykonanie:

1. Na tekturze narysować duży sześciokąt. Wymiary mojego sześciokąta podane są na zdjęciu poniżej.
Rozdzielić go na 24 (w miarę) równe trójkąty. Wysokość jednego trójkąta podana jest na zdjęciu poniżej.

p1.jpg

2. Wyciąć trzy trójkąty z jednej podstawy sześciokąta – dążąc do efektu, zaprezentowanego na zdjęciu poniżej.

p2.jpg

p3.jpg
3. Rozciąć boki według schematu poniżej – linie, które należy naciąć, zaznaczone są kolorem bordowym.

p4.jpg

4. Zagiąć wszystkie (lub większość) boków. Uważnie obserwując tworzącą się miskę, powoli składać ją i sklejać.

p5.jpg

Oto efekt końcowy:

PicsArt_03-28-11.59.47

Przedstawione dekoracje mnie bardzo się podobają. A Wy, co o nich sądzicie?
Dajcie znać, jeśli zdecydujecie się na wykonanie choć jednej z moich wiosennych propozycji.

Mam nadzieję, że dekoracyjne czary zachęcą wiosnę do zapanowania nad złą pogodą. Oby w kwietniu – miesiącu radości zdecydowała się w końcu na konkretne działanie!

Trzymajmy kciuki za sobotni wiosenny post, tymczasem – do poczytania później!

Zuza 😉

P.S.: Dziękuję za pomoc w tworzeniu go od strony technicznej mojej mamie Lucynce oraz siostrze Katarzynie. Bez nich wpis byłby niekompletny, należą im się gromkie brawa!

Dodatkowo obiecuję, że kolejny post na pewno będzie się składał wyłącznie z pracy oraz zdjęć mojego autorstwa 😉

Rozdział X – EPILOG – „To tylko… sen?”

 

ROZDZIAŁ X – EPILOG

To tylko… sen?

 

– Bardzo miło mi cię poznać. – uśmiechnął się szerzej. Puścił moją dłoń i wrócił do stołu.

– Czegoś tutaj nie rozumiem… – wydukałam, zdziwiona. Serce biło mi mocno i szybko. – Kim pan jest?

– Mieszkam tuż obok, dopiero się wprowadziłem.

– Skąd pan pochodzi? – spytała go babcia, uśmiechając się przyjaźnie.

Ciągle te uśmieszki, miłe gesty. Herbatka, ciasteczka, uściski dłoni. Coś mi tu nie pasuje.

– Jestem z Kanady, ale mam holenderskie korzenie.

– Imię dostałeś po pradziadku. – dokończyłam, zwracając na siebie uwagę świetnie bawiącej się trójki.

– Bingo! Liluś, jesteś niesamowita. – pochwalił mnie, dureń.

– Ma pan dwadzieścia dziewięć lat i gustownie urządzoną piwnicę.

– Liliano, co ty wyprawiasz? – spytała mnie mama, patrząc na mnie karcącym wzrokiem.

– Wiek się zgadza, ale piwnica… nie wiem. Szczerze mówiąc, nie zaglądałem tam jeszcze.

Tym razem to ja uśmiechnęłam się szeroko. Klasnęłam dłońmi.

– A tak dobrze ci szło. Polubiłam cię.

– Liliana, uspokój się! – Zdenerwowana mama podniosła na mnie głos, jednak w tej chwili istnieliśmy tylko my – ja i Wolfgang. Patrzył na mnie, przerażony.

Zbliżyłam się do niego i położyłam rękę na jego ramieniu. Nachyliłam się, by powiedzieć mu do ucha:

– Lecz za kłamstwo się płaci.

Sięgnęłam ręką w stronę dźwigni, która pojawiła się wraz z moim klaśnięciem. Położyłam na niej dłoń i pociągnęłam mocno, mówiąc:

– Do zobaczenia, Wolfie.

Zerwałem się ze snu z uczuciem strachu.

***

– Wolf? Co się stało? – Leżący obok mnie Daniel potrząsnął moim ramieniem. – Znowu te dziwne sny?

– Tak. To był… koszmar… – odpowiedziałem, gwałtownie łapiąc oddech. – Nie wiem, co o tym myśleć…

– To był sen, kochany. To był tylko sen… – pogłaskał mnie czule po głowie i przytulił mocno. Złożył delikatny pocałunek na gładkim policzku, sięgnął po moją dłoń. Nie wypuszczając jej z mocnego uścisku, zamknął oczy.

To niemożliwe. Sen wydawał się być niezwykle realistyczny.

Zamykając oczy zdecydowałem, że muszę poznać tajemnicę.

 


 

NO, KOCHANI!

To już koniec opowiadania. Ten rozdział, spełniający rolę epilogu, jest zdecydowanie najkrótszy. Wiedzcie, że to zamierzony zabieg. Specjalnie zostawiłam sobie furtkę do wprowadzenia kolejnych pomysłów w życie.

To opowiadanie towarzyszy mi już od dawna. Jest dla mnie niezwykle ważne! Zżyłam się z opisywanymi postaciami. Kocham Wolfiego, uwielbiam Daniela. Liliana mi imponuje swoim intelektem i umiejętnościami, jest bardzo młoda.

Podobnie jak czytelnicy, za każdym razem, kiedy tylko wgłębiałam się w treść, przeżywałam tę historię jak dobry film. Wciąż na nowo i na nowo.

Dużo czasu zajęło mi pisanie. Wiele godzin spędziłam na sprawdzaniu treści (i powinnam spędzić drugie tyle!), na rozmyślaniu o dalszych przygodach szlachcica. W głowie mam wiele pomysłów.

Sama nie wiem, co więcej mogę powiedzieć! Ogromne emocje włożyłam w opowiadanie. Starałam się pokazać w nim siebie i moją wyobraźnię. Mam nadzieję, że pozytywnie to odebraliście.

Dziękuję za wszystkie pozostawione komentarze. Dziękuję każdemu, kto na bieżąco zapoznawał się z moją twórczością! Dziękuję też wszystkim tym, którzy poznają opowiadanie już po jego premierze.

Dajcie mi znać, co sądzicie o tej historii i moim młodzieńczym stylu pisania.

Jeszcze raz wielkie dzięki!

Zuza 😉

Rozdział IX – „Zdarzenia paranormalne”

Przedostatni rozdział, najdroższe Borsuczki!

Mam nadzieję, że choć trochę będzie Wam brakowało Wolfganga i bandy. Na szczęście mam jeszcze jeden rozdział z epilogiem, które wrzucę za tydzień.

Jeśli dopiszę dużą część kolejnego tomiku opowiadania, wrzucę je.

Zostawiajcie komentarze!

Zuza 😉


ROZDZIAŁ IX

Zdarzenia paranormalne

 

– To jest chore, Daniel! Chore, rozumiesz? – Wolfgang krążył w tę i z powrotem, mając nadzieję na jakikolwiek znak z wewnątrz. Cisza sprawiała, że powoli wpadał w szał.

– Musi być na to jakieś wytłumaczenie. Proszę cię, uspokój się.

– Jak mogę się uspokoić? Jak?

– Nie wiem! – krzyknął. Sam nie rozumiał, co dzieje się dookoła. – Wiem, że to chora sytuacja. Nie wiem, jak to wyjaśnić. Może po prostu wyszła z domu?

– Daniel, ale ty nie uciekniesz, prawda? – Złapał go mocno za ramiona, patrząc mu prosto w oczy. Nie czekając na odpowiedź, z całych sił przyciągnął szczupłe ciało do swojego i uściskał je mocno. Był bliski płaczu.

– Nie panikuj. Musimy dostać się do środka – chłopak wyszeptał mu do ucha. Wiedział, że szlachcic jest w złym stanie. – Ale najpierw siadaj. Ustalamy fakty.

Popchnął go na niewysokie schodki. Wolfgang usiadł posłusznie, obserwując Daniela, ustawiającego okulary na ich miejsce.

– Pierwszy fakt, nikogo nie ma. Nie ma Claire, nie ma Borisa, nie ma Liliany i jej rodziny.

– Mamy i babci, tata nie żyje – dopowiedział, smutny. Czuł się bezsilny, pozbawiony nadziei. Jego życie prawdopodobnie kończyło się w bardzo pokręcony, psychodeliczny sposób.

Może w jego ukochanej whisky coś jest? A może niczego już nie ma?

– Okeeej. To bez znaczenia. Oni zniknęli, ale inni tu są. I ja też tutaj jestem, choć ci się przyśniłem.

– Co masz na myśli? – Z trudem przyswajał słowa Daniela.

– Sny. W tej całej historii główną rolę grają nasze sny. – Usiadł obok szlachcica. – Pomyśl tylko. Boris śnił o tobie, a potem cię spotkał. To samo wydarzyło się w przypadku Liliany. I ja śniłem o tobie, ale ty też śniłeś o mnie.

– Nic mi to nie daje. Nadal nie rozumiem.

– Ja też, cholera, Wolf! Również tego nie rozumiem. Mam mętlik w głowie, ale ustalam fakty. – Uwielbiał to robić. W stresujących sytuacjach nagle budził się w nim skryty przywódca.

Czuł, jakby jego głowa miała zaraz eksplodować. Chciał, by to się stało. Niezrozumiała zagadka zniknięcia każdego, kogo cenił doprowadziła go do szaleństwa, graniczącego z utratą rozumu.
Wolał umrzeć, niż stracić bliskich.

– Ja nie znikam, ty również. Wolf, może to z nami jest coś nie tak?

– Musimy wejść do tego domu. Jak najszybciej. Może coś im się stało? – Mężczyzna wstał i spojrzał na budynek, oceniając go. W ostateczności wyważą drzwi, ale najpierw chciał znaleźć chociażby uchylone okno.

Wolałby nie niszczyć mienia sąsiadów. Na wszelki wypadek.

Okrążyli domek w poszukiwaniu wejścia awaryjnego. Nie znaleźli nawet okienka piwnicznego.

– Stłuczemy szybę, tak będzie najłatwiej! – zadecydował młodszy, sięgając po jeden z kamieni, leżących w ogródku.

– Co ja bym bez ciebie zrobił! – powiedział Wolfgang, patrząc, jak Daniel rzuca pociskiem w szkło. – Po głowie chodziło mi wyważanie drzwi.

– Nie wyważylibyśmy ich nigdy. Za słabi jesteśmy – zauważył. Miał rację. – Okna są nisko, łatwo będzie się wspiąć.

Podeszli bliżej zniszczonej okiennicy. Pięścią van Helfen poprawił dzieło młodego, który krzywił się na widok zmagań szlachcica z ostrymi krawędziami szyby. Na szczęście Wolfgang nie pokaleczył rąk.

– Kto wchodzi pierwszy? – spytał i nie czekając na odpowiedź, ustąpił Danielowi. Ten uśmiechnął się i z całych sił podciągnął się rękoma o wąski parapet. – Nie skalecz się!

– Tu jest dużo szkła. – Partner pomógł mu wejść do środka. – Wolf, tu jest… strasznie.

– Jak to? – zapytał, a Dan nie pofatygował się odpowiedzieć. Wolfgang sam wskoczył na parapet, wszedł do pomieszczenia i zaniemówił.

Dom był pusty.

Nie było w nim ani jednego przedmiotu. Po skromnych meblach, regałach z książkami, bibelotach należących do Sophie – ani śladu.

Jednomyślnie postanowili przeczesać teren.

Zajrzeli do każdego pokoju i żadne pomieszczenie nie wyglądało tak, jak we wspomnieniu szlachcica. Po oględzinach parteru, z nadzieją weszli na piętro.

– Jesteś pewien, że one tu mieszkają? – spytał cichutko Dan, coraz bardziej przerażony. Wolfgang nie odpowiedział.

Weszli do pokoju Liliany. Ich wzrok przykuła szara koperta, leżąca na podłodze.

– Znam ten papier – poinformował. – Kopertę i jej specyficzny zapach.

Daniel słuchał go uważnie. Wcisnął ręce do kieszeni bluzy. Nie spuszczał wzroku z przerażonego mężczyzny.

– Ten jasnoszary, chropawy papier. – Odwrócił kopertę. Na moment wstrzymał oddech. – Imię starannie napisane intensywnie niebieskim atramentem i holenderski znaczek. Zazwyczaj te listy oznaczają, że ktoś z mojego rodu zmarł pewien czas temu, jednak rozsyła się je tylko i wyłącznie do członków rodziny. Tej koperty nie dostaje nikt, kto nie nosi mojego nazwiska. Tym razem list zaadresowano do… – urwał i podniósł ważną przesyłkę na wysokość oczu chłopaka.

– Liliany. – dokończył Dan.

Postanowili wyjść z pustego domu. Czuli się w nim nieswojo.

Aby mieć budynek na oku, Wolfgang zadecydował, że muszą pozostać na jego ukochanej werandzie. Usiedli na schodach, kopertę położyli na stoliku za sobą.

– Może upewnijmy się, że w twoim domu są meble? – zaproponował Daniel poważnie. Wolfgang bezgłośnie przyznał mu rację. Gwałtownie rzucił się do drzwi i odetchnął z ulgą na widok nienaruszonego wyposażenia willi.

– Wszystko jest. – Uśmiechnął się lekko, siadając obok chłopaka. – Co robimy dalej?

– Musimy rozwiązać zagadkę – stanowczo stwierdził młodszy. Popatrzył na kopertę. – Musimy ją otworzyć.

Daniel niewątpliwie miał rację, musieli ją otworzyć. To był jedyny trop w tej dziwnej historii.

Być może właśnie w tej kopercie znajduje się odpowiedź na wszystkie ich pytania, na które nie potrafili udzielić odpowiedzi? Nie dowiedzą się, dopóki jej nie otworzą, jednak Wolfgang miał pewne obawy.

– A jeśli wtedy znikniemy? – spytał, a Dan roześmiał się.

– Wolę zniknąć uświadomiony, niż żyć w pustce. – Sięgnął po kopertę i wręczył ją mężczyźnie. Ten skrzywił się zabawnie.

– Ech, wolałbym nie ryzykować.

Daniel zaśmiał się głośniej.

– Nie mów, że wymiękasz? – Patrzył na niego, rozbawiony. – Wolf, przecież to ja tu jestem nierozgarnięty. Tracisz rozum w takich sytuacjach?

– Najwyraźniej. – Chłopak znowu miał rację. Stracił rozum! Nie miał czasu, nie mógł szacować, jak wiele argumentów posiada za, a ile przeciw. Chwilę patrzył w oczy jedynej bliskiej mu osoby, która jeszcze istniała w jego świecie.

To krótkie spojrzenie dało mu odwagę.

Wziął kopertę do rąk i otworzył ją. Papier nie stawiał oporu, nie był więc zaczarowany.

Nieustannie patrząc w oczy Daniela, wyciągnął delikatny arkusz papieru. Rozłożył kartkę i razem spojrzeli na zawartość listu.

kolejność nieprzypadkowa

 

Wolfgang Drugi van Helfen

Ja

Judy Colton

Sophia Howard

Terez Howard

 

Bądźcie czujni.

B.

– Wolfgang? Przecież ty żyjesz.

– Mój ojciec, ja jestem Trzeci. – wyjaśnił szlachcic.

– Niczego nie rozumiem… Co to oznacza? – Daniel poprawił opadające okulary. Wyczekując na odpowiedź, patrzył z nadzieją na twarz mężczyzny.

– Nie wiem – stwierdził ze smutkiem. – Wiem tylko jedno. Prawdę musi znać Boris.

Ramię w ramię szli w stronę mieszkania Judy. Wydawało im się, że było to jedyne miejsce, w którym mogli znaleźć coś więcej.

Dom Lilki był pusty. Dom Borisa pewnie też, ale tam nie chcieli wchodzić.

Pozostało im tylko małe mieszkanko Judy i jej kwiaciarnia.

– Judy mieszka niedaleko mnie. Jej lokal też nie jest oddalony. Wszystko mieści się w dwóch sąsiednich dzielnicach.

– I dziwiło cię, że ja mam przyjaciół obok siebie? – spytał. Brzmiał ostro, bo był spięty.

Dan nie odpowiedział.

– Najpierw sprawdzimy jej mieszkanie. Jeśli będzie puste, sprawdzimy kwiaciarnię.

– A ty nie masz rodzeństwa? – Tym razem to on zmienił temat. Być może nie była to odpowiednia pora… lub była to jedyna pora, w której mogli się poznać.

Nigdy nie wiadomo, kiedy i kto zniknie z ich życia.

– Mam, można tak powiedzieć. Moi rodzice adoptowali dwójkę dzieciaków, dziewczynka i chłopiec, bliźniacy.

– Pięknie! Ty i twoja rodzina naprawdę mnie zachwycacie. – Wolfgang odważył się i wyciągnął do niego rękę. Chłopak rozpromienił się i ochoczo złapał ją, niemalże zgniatając jego dłoń w swojej, o wiele zgrabniejszej. – Masz zadbane ręce.

– Jestem muzykiem, dbam o narzędzia pracy.

– Cudnie! – krzyknął z entuzjazmem, a młodszy spojrzał na niego z ukosa.

– Przestań, Wolf – warknął z uśmiechem.

Dotarłszy na miejsce, weszli szybko do budynku. Chcieli mieć to za sobą.

Daniel wprowadził towarzysza na odpowiednie piętro. Bez zawahania przekręcił okrągłą klamkę – ustąpiła bez oporu.

– Zostawiła otwarte drzwi? – van Helfen zmarszczył czoło.

– To do niej niepodobne. To moja działka – przyznał, powoli wchodząc do środka.

Dwupokojowe, nieduże mieszkanie, które do tej pory wypełnione było meblami Judy, na podobieństwo domu pań Howard, zostało opustoszone.

Białe ściany, jasna podłoga i koperta pozostawiona na środku pokoju.

Daniel szybkim ruchem zabrał specyficzną przesyłkę.

– Tym razem zaadresowana do mnie – powiedział, zdziwiony.

– Boris wiedział, że to ty będziesz szukał Judy.

– Więc dlaczego w domu Liliany koperta była zaadresowana do niej?

Wolfgang zawahał się. Przypomniał sobie list od Borisa.

– Nie było jej na liście. Zniknięcie Lilki nie było zaplanowane.

Patrzyli naprzemiennie na siebie i na kopertę. W końcu Daniel otworzył ją. Chciał się uspokoić, lecz jego ręce drżały bez udziału jego woli.

Danielu,

Proszę cię, bądź cierpliwy i rozwijaj swój talent.

Pamiętasz, co zawsze mówiłam ci przed wyjazdem?

Tylko cierpliwość i wytrwałość pozwoli ci zdobyć szczyt.

Całuję, J.

 

Przekazał kartkę w ręce szlachcica. Ten zapoznał się z treścią listu, westchnął – tym samym informując, że to dla niego ślepy trop.

– Chyba tylko ty możesz to rozumieć. Co Judy chciała ci przekazać?

Spojrzał na niego poważnie.

– To nie Judy, Wolf. To moja mama.

Rozdział VIII – „Niepokonani chodzą parami”

ROZDZIAŁ VIII

Niepokonani chodzą parami

 

Wolfgang uchylił ciężkie powieki tylko po to, by w panice je zamknąć.

Usłyszał delikatny chichot. Chłodne palce delikatnie musnęły go w zarośnięty policzek.
To była nowość dla niego. Zawsze golił się dokładnie.

– Nie udawaj, że śpisz – wyszeptał Daniel, przyglądając się mężczyźnie.

– Jak długo spałem?

– Całe Boże trzy dni.

– Jezu. – Otworzył oczy. Chciał unieść się, by chociażby usiąść, jednak ze zdziwieniem stwierdził, że nie ma na to siły. Rozradowany chłopak siedział na krześle obok jego łóżka. Podał mu wodę.

– Nie pij więcej, Wolf. Bardzo ci to szkodzi.

– Co ty tutaj robisz? – Przyjął napój z ulgą, pochłaniając zawartość szklanki. Pragnął więcej wody. Musiał szybko ogarnąć, na czym stoi.

Przebrany w piżamę, okryty białym, wełnianym kocem. Ten koc używał tylko w zimowe święta.

Najwyraźniej Daniel musiał się nim zająć. On nie zna jego zwyczajów.

– Liliana zadzwoniła, że ona ma ważną sprawę a ty jesteś niedysponowany. Po tym wszystkim musiała mieć pewność, że nie zrobisz sobie nic złego. A ja mogłem… poprzyglądać ci się z bliska i spędzić czas z kimś ciekawie milczącym.

– Co z Judy? – Jak najlepiej starał się nadrobić zaległości z życia. Młody spochmurniał.

– No… nie żyje.

– Był tu Boris?

– Nie. A przynajmniej go nie widziałem. Masz duży dom, mogliśmy się minąć. – Wolfgang musiał się rozchmurzyć. Jego brzuch zaburczał głośno. Chłopak spojrzał na niego, uśmiechając się. – Nie martw się, umiem robić tosty i gotować parówki.

Szlachcic roześmiał się głośno. Daniel sprawiał wrażenie zadowolonego, pomimo śmierci przyjaciółki. Nie dziwiło go to, był świadkiem przeróżnych reakcji na śmierć. Młody mógł nawet nie być do końca świadom faktu, że dziewczyna już nigdy nie wróci.

W ciszy zeszli do kuchni na obiecane tosty i parówki. Stłuczone talerze, leżące obok kosza na śmieci nie uszły uwadze szlachcica. Pamiątka z uczestnictwa w pchlim targu rozbita na niewielkie kawałki. W zamian za opiekę, wybaczył chłopakowi drobne potknięcia. Zauważył, że ma problem z koordynacją ruchową.

Usiadł przy niedużym stole.

Umeblowanie jego domu było nielogiczne i doskonale zdawał sobie z tego sprawę.

Przyzwyczajony do dużej rodziny i co najmniej kilkunastu służących, stworzył sobie willę, w której mieszkał sam. Duża, przestronna kuchnia mieściła stolik dla służek, choć takowych nie posiadał. Nie potrzebował nikogo, prócz Borisa.

Tradycyjne, bogato zdobione meble wykonano z wysokiej jakości drewna. Uwielbiał otaczać się drogimi przedmiotami. Na ścianach zawiesił obrazy – te w kuchni przedstawiały martwą naturę. Na stołach zawsze umieszczał owoce w koszykach. Sięgnął po dojrzałe, pachnące jabłko.

Spojrzał na Daniela. Gotował parówki na patelni.

Cóż, pomyślał. Każdy ma swoje kuchenne tajemnice.

Jego myśli ponownie skupiły się na wydarzeniach ostatnich dni. Bardzo chciał zrozumieć, co tak naprawdę dzieje się dookoła, lecz nie potrafił. Zbyt głupi na to był. A może za stary?

– Ile masz lat?

– Dwadzieścia dwa.

– Aha. – I wszystko jasne. Jest za stary. Siedem lat to nie taka znowu ogromna różnica, dodawał sobie otuchy i nadziei.

Parówka upadła z widelca, gdy chłopak chciał podać ją na talerz. Syknął, ale wrzucił ją z powrotem do naczynia. Wolfgang uśmiechnął się. Cokolwiek od niego chciał, sam przybiegł do parku. Nie mógł zarzucić sobie działania wbrew jego woli. Młodego decyzją było odszukanie go.

Daniel podał do stołu dwie porcje parówek i tosty z serem.

– W twojej rodzinie zapewne nikt tak nie jada.

– To prawda, ale ja lubię parówki i tosty. – Spojrzał na chłopaka. Ten uśmiechnął się. – Czym się zajmujesz?

– Studiuję. Jestem klarnecistą.

– Och! – Mężczyzna wpadł w zachwyt. – Nie znam się na muzyce, ale uwielbiam słuchać.

– Cieszę się. Może kiedyś zechcesz posłuchać, jak gram?

– Chętnie! – Nie potrafił oderwać od niego wzroku. Daniel zachwycał go całym sobą. Nie chciał wystraszyć chłopaka, ale już teraz wiedział, że musi poznać go jeszcze lepiej.

– Tosty są wyśmienite. Co to za zioła?

– Autorska mieszanka wszystkiego, co miałeś w kuchni i co nadawało się do spożycia. – Uśmiechnął się znowu. Miał wrażenie, że przy Wolfgangu śmieje się non stop.

„Pamiętaj, żeby do mnie przyjść. Razem stawimy czoła wszystkiemu, co złe.” – przypomniał sobie słowa mieszczucha. Ten facet naprawdę jest dla niego stworzony. Ma świetne poczucie humoru, dystans do siebie i klasę.

Drobne zmarszczki pojawiały się obok oczu, gdy uśmiechał się szczerze. Dołeczki w policzkach były tak urocze, że miał ochotę się do nich przytulić. Podobał mu się nawet jego krzywy nos.

– Jakie masz plany na dzisiejszy dzień? – spytał, chcąc zająć swe myśli. Miał nadzieję, że będzie mu dane spędzić więcej czasu z Wolfgangiem, choć nie robił sobie na to nadziei.

Mimo, że był roztrzepany i trochę szalony, był tylko skromnym, delikatnym grajkiem. Samotnym, dla ścisłości. Chciał mieć kogoś, do kogo mógłby zwrócić się w potrzebie.

To, że był gejem, było dla niego oczywiste od zawsze. Jego rodzice akceptowali go w pełni i kochali, tak samo, jak inni członkowie rodziny oraz wszyscy mieszkańcy Vinceville. Oczywiście mógł powrócić do domu, lecz wiedział, że jeśli to zrobi – utknie tam na zawsze. Nie chciał polegać na bliskich.

Chciał polegać tylko na własnych, samodzielnie podjętych decyzjach.

– Mam zamiar spotkać się z Borisem. Wziął wolne po wybrykach żony, ciekaw jestem, co z nim.

– To twój bliski przyjaciel?

– Poznaliśmy się od razu, gdy wprowadziłem się do Kanady. Była zima, sezon na sport na śniegu. Boris był wtedy skoczkiem narciarskim.

– Czekaj… – zamyślił się Daniel. – Boris? Ten Boris? Boris Carter to twój służący? – Aż zmarszczył czoło, niedowierzając. Jego ojciec uwielbiał skoki.

– Szofer, a tak naprawdę wierny pomocnik. Poznaliśmy się na jego zawodach. Wiesz, że jemu też się przyśniłem? – Wolfgang uznał to za ciekawostkę, jednak Dan wyglądał na zaniepokojonego. – Coś się stało?

– A tobie śnił się Boris?

– Nie. Ja akurat korzystałem z życia, robiłem wszystko, co tylko wpadło mi do pustego, młodego wtedy łba. Zresztą – obydwoje byliśmy bardzo młodzi. – Szlachcic przerwał swoją opowieść. Spojrzał w niespokojne oczy chłopaka. – Dan, słuchasz mnie?

– Nie wydaje ci się to dziwne? – odłożył widelec i oparł się łokciami o stół.

– Co masz na myśli?

– Komu jeszcze się śniłeś, Wolf?

***

– Dzień dobry. Mówi Liliana Howard. Czy dodzwoniłam się do posiadłości van Helfenów? Och, świetnie. Zastałam Cla… Leonore? Czy jest Leonore van Helfen? – Rozmowie przysłuchiwała się babcia.

Od zawsze wierzyła w swoją zdolną wnuczkę. Kibicowała jej w każdym, nawet najprostszym wyzwaniu. Teraz, gdy dowiedziała się o kłamstwach Claire, wiedziała, że nastolatka będzie chciała pomóc sąsiadowi.

Nie do końca rozumiała, dlaczego dziewczynka uwielbia towarzystwo pana Wolfganga. W jej oczach był bogatym, dystyngowanym mężczyzną. Wierzyła, że Liliana jest zbyt dojrzała, by przyjaźnić się z rówieśnikami. Jeszcze większe zamieszanie w jej głowie wprowadził Boris.

Każdy w okolicy wiedział, kim jest Boris Carter. Lilka zaprzyjaźniła się ze sportowcem, świetnie się dogadywała ze starszymi od niej mężczyznami.

Nie była zacofana. Miała nadzieję, że każda nowoczesna babcia w takiej sytuacji zmartwiłaby się.

– Bardzo proszę przekazać pani Leonore, że nie mogę przybyć w jej rodzinne strony. To pilna sprawa, chodzi o naszego wspólnego znajomego. Liliana Howard, na pewno mnie zna.

– Przykro mi, pani Leonore odmawia rozmowy z panną i nie wierzy w rzekomą znajomość pani i twoją, panno Howard. – usłyszała po drugiej stronie słuchawki. Znudzony, lecz w gruncie rzeczy miło brzmiący głos jednego ze służących, zdawał się być uparty.

– Rozumiem, że jeśli chcę skontaktować się z Leonore, jestem zmuszona przebywać w Holandii?

– Yy… To jedno z możliwych wyjść, jednakże nie mogę zapewnić Pannie, iż Leonore van Helfen zgodzi się na wizytę.

Liliana zaklęła w myślach. Teraz, gdy wszystko zaczęło mieć sens, Claire zwiała na wezwanie. Bardzo różniła się od Wolfganga.

Pożegnała się i odłożyła słuchawkę. Smutnym wzrokiem spojrzała na babcię, która zrozumiała ją bez słów.

– Musisz porozmawiać z panem Wolfgangiem, kochanie.

– Tak, wiem – odparła, jednak wiedziała, że to mija się z celem. Wolfgang nie wierzył w pokrewieństwo jego i Claire. Miał rację – do tej pory nie mógł podejrzewać, że ma rodzeństwo. Mógł nie pamiętać drugiej ciąży swojej mamy, w końcu pomiędzy nim a Leonore był tylko rok różnicy.

– Ciekawa jestem, dlaczego rodzice ukrywali przed Wolfim fakt, że ma siostrę.

Sophie czule pogłaskała ją po policzku.

– Nie każdą zagadkę można tak łatwo rozwiązać, Lilusiu.

Miły gest przerwał jej dzwonek do drzwi. Kobieta wstała i skierowała się w stronę wejścia do domu, Liliana zaś otworzyła swój notes i skreśliła wypisane i sprawdzone wyjście z kłopotu.

Usłyszała głos Borisa. Ucieszona pobiegła go przywitać, chcąc poinformować go o wyjeździe Claire. Być może to on będzie wiedział, jak pomóc ich wspólnemu przyjacielowi?

***

– Dzielisz kobiety na grupy? – Oczy niemalże wyszły mu z orbit, gdy usłyszał, co Wolfgang mówi o dręczeniu kobiet. Szlachcic zachichotał wesoło.

– Lilka spytała mnie dokładnie o to samo. Tak, dzielę je. Mam już na tyle lat, by móc być zirytowanym ciągłymi ich zaczepkami.

Daniel uśmiechnął się uroczo.

– Wiesz, poprawiasz mi humor. Teraz, gdy już nie ma Judy… Myślałem, że będę sam. Okazuje się, że mam ciebie.

– Piękne wyznanie miłości – wyśpiewał zadowolony. Przy chłopaku czuł się młodszy o kilka lat i naładowany energią w ilościach nie do spożycia.

– To nie było wyznanie… – Chciał udać rozzłoszczonego. Nie udało mu się. – …no dobra, może i było to coś w rodzaju wyznania miłości. Wstępnej miłości. Zauroczenia.

– Pochlebiasz mi, chłopcze. Cieszę się, że przyszedłeś.

– Gdzie mieszka Boris? – Nagła zmiana tematu zdziwiła Wolfganga tak bardzo, że aż rozchylił usta i spojrzał na rozmówcę. – Słyszysz, stary? Gdzie – mieszka – Boris – C.?

– Bardzo niedaleko. Kilka kroków. To ta sama ulica.

– Wszyscy tu mieszkacie?

– To zbieg okoliczności. Ja kupiłem drogi dom, Boris wybrał mniejszy, tani. Lilkę poznaliśmy po przeprowadzce do Londynu. Ona mieszała tu od zawsze. To tutaj. – wskazał ręką na mały domek, ogrodzony metalowym płotkiem.

– Nie mają ogrodu? To smutne. – Twarz Daniela rzeczywiście wyrażała ogromny żal. Jego mimika twarzy była niezwykle rozbudowana. Emocje ukazywał niemalże tylko mrugnięciem oka.

Szlachcic parsknął śmiechem, wchodząc za furtkę.

Zapukał do drzwi. Czekali chwilę w ciszy, po czym zapukał ponownie.

– Może wyjechali? – zasugerował Daniel.

– Bez słowa? To nie w stylu Borisa. – Wolfgang uderzył w drzwi pięścią, uważnie nasłuchując odgłosów z wnętrza domu. Nie usłyszał nic.

– Panowie do państwa Carter? – odwrócili się, wystraszeni. Starsza pani nie wyglądała przerażająco.

– Tak, szukamy Borisa. – odpowiedział znajomej.

– Pani Carter wyjechała jakieś trzy, może cztery dni temu. Borisa nie widziałam już od kilku dni.

– Pani jest z sąsiedztwa? – spytał Dan. Szlachcic zaniemówił, zmartwiony. Czyżby przyjaciel uciekł przed nim razem z Claire? Może sam był kłamcą? Nie chciał czuć zawodu. Potrzebował przekonać się, że jego przyjaźń naprawdę będzie trwała wiecznie.

– Tak, mieszkam tu obok. – palcem pokazała sąsiednie drzwi. Uśmiechnął się do niej, dziękując za pomoc. Stanął naprzeciwko Wolfganga. – Co teraz robimy?

– Biegusiem do Lilki. – odparł momentalnie. To była ich ostatnia nadzieja.


No, wielkimi krokami zbliżamy się do końca!

Sama za każdym razem czytam dodawany rozdział, by się upewnić, czy wszystko z treścią jest okej. Mimo to nadal proszę o wskazywanie mi błędów, często może zdarzyć się tak, że nie odnajdę byka w tekście!

Opinie koniecznie zostawiajcie w komentarzach.

Zuza 😉

Przypominam, że z problemów technicznych w sobotę wpis planowy się nie pojawi. Wpisu możecie się spodziewać dopiero w sobotę za tydzień.

Porządkowanie rysunków + moja kreatywna półka.

Wytrwali czytelnicy, którzy zawędrowali tu z mojego poprzedniego bloga powinni kojarzyć post o pudełku z przyborami.

Na wiosnę lubię robić porządki – właściwie wszędzie. Moje pudełka z przyborami zazwyczaj ogarnia kreatywny bajzel, szczególnie podczas zawziętych prac. Artystyczny nieład trzeba czasami sprzątnąć – oczyścić przyborniki ze zbędnych śmieci, resztek materiałów, kartek, wycinek z gazet i opakowań po zużytych klejach.

Przy okazji wiosennych porządków nie mogłam więc ominąć półki z przyborami. Postanowiłam przejrzeć jej zawartość i pokazać Wam – jak już to robiłam na blogspotowej witrynie, co ciekawego udało mi się znaleźć i używać bardzo często.

1.jpg
NICI. Wszyscy, którzy znają moją pasję do szycia ręcznego, nie będą zaskoczeni moim zbiorem.
Pełny zestaw szpulek nici o różnych barwach i teksturze kupiłam już dawno temu (chyba w Biedronce). Przydają mi się bardzo często i – jak widać, są naprawdę wydajne. Ciężko jest od razu zużyć cały zestaw dostępnych nitek.

TAŚMY, WSTĄŻKI, TASIEMKI. Nie wiem, co bym bez nich zrobiła!
Już wielokrotnie wspominałam Wam o Washi – taśmach z papieru ryżowego, które świetnie sprawdzają się w dekorowaniu. W drewnianej skrzyneczce mam również taśmy materiałowe, wstążki, gotowe kokardki.
Serdecznie polecam chomikować tego rodzaju przybory i przechowywać je w osobnym pudełeczku. Nigdy nie wiadomo, kiedy się przydadzą.

2.jpg

PAPIER. Wow, Zuza. Niezłe przybory. Masz papierki w domu. No rewelacja.
Hola-hola, moi drodzy! Jestem posiadaczką pokaźnego zapasu kolorowych papierów o różnej teksturze. Bloki kolorowe zwykłe i techniczne to istny must have, ale nie można zapominać o papierze kredowym, bloczkach z tekturami do scrapbookingu, rolkach papieru dekoracyjnego, czy nawet gotowych kartek do wykonania laurek okazjonalnych. Mała rolka bibułek również jest niezwykle przydatna – o tym przekonacie się już w kolejnym wpisie.

4.jpg

KORALIKI, OZDOBY Z FILCU. Zazwyczaj kupuję je bezmyślnie. Widzę – biorę – jestem zadowolona z zakupu. Wiem, że te drobne elementy szczególnie przydadzą się w odpowiedniej okazji.
Święta? Mam filcowego reniferka. Wiosna? Zielone koraliki są świetną ozdobą. Walentynki? Te serduszka z filcu nadadzą się idealnie.
Nigdy nie wiesz, co przyda Ci się najbardziej podczas wykonywania kreatywnych prac.

Nie wspominam tu o oczywistych przyborach, które używam niezwykle często; ołówkach, nożach i nożyczkach, kredkach, flamastrach. To posiada każdy, nawet niezaawansowany dekorator!

Mowa o porządkach – grzechem byłoby nie wspomnieć o mojej uporządkowanej teczce z rysunkami i galerii prac.
Galerię znajdziecie TU oraz w zakładce u góry bloga.
Niestety problemy techniczne nie zostały pokonane i nadal nie posiadam skanera, dlatego w galerii znajdziecie zdjęcia moich prac.

Uff, wiosenne porządki są wyczerpujące.
Porządkujecie swoje otoczenie na wiosnę? Pamiętajcie z TEGO wpisu, że naprawdę warto jest urządzić generalne sprzątanie!

Zuza 😉

 

UWAGA, CZYTELNICY! Kolejny planowy wpis nie pojawi się w przyszłym tygodniu, a za dwa tygodnie w sobotę.

Rozdział VII – „Niefortunny wypadek…?”

ROZDZIAŁ VII

Niefortunny wypadek..?

 

W bramie miasteczka Vinceville postanowili rozdzielić się na dwie grupy.

Grupa pierwsza, do której należeli Liliana i Daniel, miała za zadanie dowiedzieć się czegoś na temat topielicy, którą poprzednim razem widzieli.

Na barkach Judy ciążył obowiązek trzymania Wolfganga z dala od posterunku. Lepiej było nie zadzierać z policją.

Poinformowała go, że pójdzie do toalety. Nie należał do cierpliwych, nie mógł stać w jednym miejscu – nie w tak stresującej chwili.

Chciał zadzwonić do Borisa, jednak ten nie odbierał. Wziął dziś wolne, to u niego nowość. Miał kłopoty z Claire, która udaje kogoś, kim nie jest – zrozumiałe, że potrzebował czasu wolnego.

Nie wierzył w to, o czym mówiła Lilka. Mimo, że ta nigdy się nie myli. Przez dwadzieścia dziewięć lat był jedynakiem. To niemożliwe, że nagle ma siostrę, choć był to duży kawał pokręconej układanki, który o dziwo pasował. Dopóki sam się nie upewni, nie uwierzy w to.

Ten ciężki dzień dłużył się niemiłosiernie. Sekundy były dla niego godzinami.

Przechadzając się po wąskiej uliczce miasteczka, spoglądał w nisko osadzone okna budynków. Ludzie wydawali się go rozpoznawać. W to nie wątpił, w końcu ostatnio nieźle tu namieszał. Powinien wrócić przed bramę, by Judy się nie martwiła, lecz usłyszał Głos. Nazywanie go tak sprawiało mu niemałą przyjemność, pomimo to chciał wysilić się i wymyślić lepsze, pieszczotliwe przezwisko.

– Wolf? Co ty tutaj robisz? Gdzie Judy? – krzyczał Daniel, idąc obok Liliany i posterunkowego.

– Poszła do toalety, a ja się nudziłem. – Na te słowa młody zaklął. Nastolatka z przerażeniem zakryła usta dłońmi.

– No to mamy problem – stwierdził policjant.

– Wiecie coś? – zignorował go. Nie wierzył, że sprawa topielicy jest ważna. Samobójstwo kobiety z Vinceville nie mogło mieć nic wspólnego ze sprawą jego rodziny.

– Znamy nazwisko zmarłej, Helfen. Nazywała się Judy Colton.

– Tak samo, jak moja Judy, Wolf. To ta sama osoba. – Zdenerwowany chłopak uważnie patrzył na szlachcica.

– Nie rozumiem – odparł bezemocjonalnie. – Niczego nie rozumiem. Nie wiem, co się dzieje.

– Idziemy nad jezioro. Trzeba znaleźć panią Colton i wyłowić ją drugi raz – posterunkowy powiedział stanowczo, omijając mężczyznę. – Wataha dziwaków idzie za mną.

– Wataha dziwaków?

– Zadajesz dziwne pytania, Wolfie – ucięła Liliana, podążając za policjantem.

Spacerował po molo nad jeziorem Vince.

Spokojna okolica jego rodzinnej miejscowości zawsze działała na niego dobrze. Szum wody koił nerwy, których tracił dużo na uczelni i przy pulpicie.

Budki z hot-dogami, grille i kiełbaski. Odkąd Vinceville odwiedza coraz więcej londyńczyków, biznes fast-foodowy kwitnie. Nawet stoiska z pachnącą niezdrowym, starym tłuszczem żywnością nie przyćmiły uroku miejscowości. To najpiękniejsze miasteczko na świecie.

Słońce raziło go w oczy, lecz nie przeszkadzało mu to. W Vinceville wszystko staje się wspaniałe.

Zobaczył Judy. Stała na końcu pomostu, rozmawiała z facetem, który tego samego dnia ukradł jego rower. Fakt – narzekał na drania. Nie lubił być obiektem drwin. To, że jednoślad nie był zabezpieczony nie oznacza, że do nikogo nie należał.

Miastowi z Londynu zawsze drwili z mieszkańców miasteczka, a jednak nadal tu przyjeżdżali. Vinceville miało ogromny urok.

Zauważył, że mieszczuch zdenerwował dziewczynę. Gestykulowała, zmarszczyła mały nosek. Zdecydowanie się kłócili. Van-Coś nachylił się nad nią lekko. Różnica wzrostu była duża pomiędzy nimi. Judy mierzyła zaledwie metr sześćdziesiąt.

Miał poprosić o colę. Obserwując przyjaciółkę stanął w kolejce po napoje.

Facet odepchnął ją mocno. Judy wpadła do wody.

Chciał zerwać się i pobiec, by ją uratować, ale nie był w stanie, gdy drań odwrócił się w jego stronę.

Przyjrzał się jego twarzy. Duże, ciemnoniebieskie oczy wydawały się być przerażone. Palce zatopiły się w ciemnych loczkach. Ubrany w jeansowe spodnie i czerwony podkoszulek…

– Jeansowe spodnie i czerwony podkoszulek? – Wolfgang patrzył na niego z niedowierzaniem. – Jak mogłeś mnie tak ubrać?

– Och, Wolfgang. Nie miałem pojęcia, że jesteś z tych w garniakach, którzy mają własnego szofera. Choć twoje imię…

– Mamy duży problem, wataho. Duży, bardzo duży problem. Niezrozumiały – powiedział Gavin i skinął głową w stronę jeziora.

Spokojna tafla tkwiła w bezruchu. W tym samym miejscu, co poprzednio, pływało ciało. Kasztanowe, długie włosy okalały głowę kobiety. Nie widzieli twarzy. Biała, długa sukienka unosiła się na wodzie.

– Czy to Judy Colton? – spytał.

– Tak, to Judy Colton – wymamrotał Dan, niedowierzając.

Wszyscy stanęli nad jej zwłokami i patrzyli. Żadne z nich nie miało sił, by chociażby się poruszyć.

 

***

 

Wrócili do domu autobusem.

Martwiła się o Borisa. W drodze postanowiła, że zadzwoni do niego, gdy odpocznie. Wolfgang wytłumaczył jej, że przyjaciel potrzebuje teraz samotności, lecz ona miała złe przeczucia.

Ponowny widok ciała topielicy wywarł na niej zdecydowanie mniejsze wrażenie. Nie była przerażona, choć dziewczynę poznała osobiście. Czuła się po prostu nieswojo.

W domu powitał ją zapach sernika. Nie poprawiło to jej humoru. Bez słowa powłóczyła nogami do kuchni. Babcia spojrzała na nią z uwagą.

– Lilusia? Gdzie byliście?

– To był długi i ciężki dzień, babciu – westchnęła, bezsilnie opadając na krzesło przy stole. Kuchnia nie była duża, dzięki czemu sprawiała wrażenie przytulnej. Stół postawiony niedaleko okien oddzielony był od części kuchennej niewysoką ladą. W każdym kącie pomieszczenia można było znaleźć gustowne bibeloty – przez babcine zamiłowanie do zbierania ich. Tak samo jak cały domek, kuchnia nie wyróżniała się niczym szczególnym. – Gdzie mama?

– Nastawia pranie – odparła, stawiając przed wnuczką talerz z jeszcze ciepłym ciastem. – Chcesz kakao?

– Poproszę. – Wbiła widelec w miękki sernik.

– Liluś, o co chodzi? Coś z panem Wolfgangiem?

– No, trochę. Zmarł jego ojciec.

– Och, to dlatego była tu pani Claire. – Kobieta podała nastolatce kakao, sama w ręku trzymała swój kubek z czekoladowym napojem.

Niewysoka, pełna energii, dzielnie zajmowała się domem po tragicznej śmierci syna. Pomagała owdowiałej synowej i swojej wnuczce, jak najlepiej potrafiła. Marc zginął podczas interwencji wojskowej niedługo po narodzinach córki. Dziewczyna znała ojca ze zdjęć i opowieści.

– Liluś, jesteś nareszcie! – Terez wbiegła do kuchni, z torebką w ręku. – Rozpadało się? Pochmurnie jest. Dostałam wezwanie, kobietki. Lecę do szpitala.

– Mamo, a co z Claire?

– Zostawiła list dla Wolfganga. I proszę cię, następnym razem nie włócz się z nim tak długo. Cały dzień was nie było, ten mężczyzna jest starszy od ciebie, Lil.

Kobieta – z zawodu pielęgniarka, wybiegła z domu.

Zostawiła dla niego list, więc pewnie to ona zostaje wezwana do domu.

– Wolfgang będzie miał chłopaka. – Na tę informację Sophie rozszerzyła oczy i podniosła brwi, uśmiechając się.

– Poważnie? – usiadła obok wnuczki. Położyła jej dłoń na szczupłym ramieniu.

– Ma na imię Daniel, jest studentem. Ładny blondynek. – Wgryzła się w kawałek ciastka, starając się zapomnieć o Borisie, Judy i innych dziwnych przypadkach.

***

Jak teraz będzie żył? Marnie.
To jedyna odpowiedź na wszystkie pytania dotyczące życia bez Judy.
Nie docierały do niego informacje o dziwnych wydarzeniach, powtarzających się wypadkach, snach i… śmierci Judy.

Śmierć Judy. Śmierć? Och nie, to niemożliwe. Nie mogła umrzeć dwukrotnie. Gdy pobiegnie do jej kwiaciarni, na pewno tam będzie. Uśmiechnie się do niego, powie, że jest chudy, nierozgarnięty i uroczy.
To najlepszy plan. Tak właśnie będzie.

Z rozwiązaną sznurówką białego buta, nie zwracając uwagi na deszcz, stał przed drzwiami Kwiaciarni Judy. Dziewczyna nie była kreatywna. Nie wysiliła się, myśląc nad nazwą.  Zgaszone światła nie wróżyły niczego, co by go uszczęśliwiło. Jak zwykle naparł mocno na drzwi, które powinny ustąpić sile jego ciała. Powinny otworzyć się. Intensywny zapach kwiatów powinien uderzyć w jego nozdrza, a on powinien przymrużyć oczy. Judy powinna zaprosić go do środka, nakazać starcie podłogi – a potem sama ją myć. Powinni wyjść razem na spacer, rozmawiać o niczym. Powinni.

Dzwoniący telefon niemalże wypadł mu z rąk, gdy nieudolnie starał się wyciągnąć go z kieszeni jasnych, luźnych jeansów. Trzęsącą się dłonią odebrał połączenie.

– Halo?

– Daniel? Tu Liliana. Koniecznie musimy się spotkać.


Teraz i ja widzę, że rozdział jest znacznie krótszy.

Nie wiem, od czego zależy długość rozdziałów, nie starałam się, by były równe. Pisałam tak, jak czułam. Wybaczcie!

Mam nadzieję, że Wam się podobało. Zostały mi do dodania tylko dwa rozdziały! Historia pierwszej części dobiega końca. Jestem ciekawa, co o niej sądzicie i jaki koniec podejrzewacie? Aż się boję!

Zostawiajcie komentarze, bardzo miło byłoby poczytać Wasze opinie. Wytykajcie błędy.

Zuza 😉

Produktywność i optymizm na wiosnę

Borsuczki, ten wpis rozpoczyna miesiąc wiosny.

Wspominając posty, które już pojawiły się na blogu, przypominam sobie, że pisanie ich motywowało mnie do pozostania zorganizowaną i w miarę produktywną.

Pisząc o organizacji, częściej otwieram planner w wolne dni. Chętniej rozdzielam swoje obowiązki i wypisuję je na kartkach dziennika. Ściśle trzymam się wyznaczonych sobie obowiązków.

Nie wspominałam Wam o tym wcześniej, ale właśnie dziś zaczyna się mój kurs przygotowawczy na studia. Będzie trwał trzy miesiące.
W tym czasie jak nigdy wcześniej potrzebuję mocnej dawki motywacji, ażeby w pełni wykorzystać swój czas i go nie marnować.

Postanowiłam nabazgrać dla Was post na temat produktywności i dobrego nastawienia, które przydadzą się nam wszystkim w zbliżającym się czasie wiosennym.
Zrobiłam niedługą listę elementów, które zawsze dobrze sprawdzają się na mnie. Kto wie, być może i na Was podziałają moje sposoby?


PLANUJ I PRZESTRZEGAJ PLANÓW.
Ale – broń Boże! – nie wpadaj w obsesję planowania.
Grunt to dobrze rozdzielony dzień.

tyd.jpg

Jeśli podobnie do mnie nie lubisz dokładnie rozplanowywać całego dnia – to jest jak najbardziej okej. Rozumiem cię aż za dobrze.
Sama nie potrafię planować dokładnie. Nie pociąga mnie spis obowiązków od godziny – do godziny. To nie w moim stylu.
Tak samo, jak w rysowaniu, ja uwielbiam nieład i niechlujstwo, więc moje plany dnia właśnie takie są.

Jak bałaganiarsko rozplanować dzień?
Rozdzielmy go na dwie proste części: CZAS NA OBOWIĄZKI CZAS DLA SIEBIE.
Ja oddzielam naukę od obowiązków, dlatego w moim przypadku powstają trzy rubryki.
O tym, że każdą rubrykę należy odpowiednio wypełnić chyba nie muszę tłumaczyć, prawda? Z nadzieją, że z miesiąca organizacji dobrze znacie moje sposoby na planowanie, przechodzę do ważnej sprawy – przestrzeganie planów.

I. Planner na stole. Ewentualnie na biurku, komodzie, etażerce. Na czymkolwiek, co stoi blisko Waszych borsuczych łózek.
Po przebudzeniu od razu widzicie kalendarzyk, co przypomni Wam o obowiązkach na dany dzień. Możecie sięgnąć po niego, gdy jeszcze nie dociera do Was, która jest godzina. Rozpoczęcie dnia od przejrzenia planu powinno ukierunkować Was w trzymaniu się wyznaczonych zasad i pomoże w wyrobieniu nawyku przestrzegania ich.

II. Nawyk. No właśnie, trzeba wyrobić sobie nawyk przestrzegania planu!
Na mnie najlepiej działa estetycznie prowadzony planner i systematyczność. Jeśli świadomie opuszczę jeden (lub nawet kilka!) dni planowania, staram się uzupełnić luki tym, co robiłam danego dnia. Wypisuję sobie wydarzenia tak, jakby były obowiązkami.
Im czyściej prowadzony dziennik, tym chętniej do niego zaglądam. Lubię mieć jasne, konkretne plany wypisane w rozpisce dziennej i kreatywnie-kolorowo prowadzoną rubrykę miesięczną.
Im częściej zaglądacie do plannerów, tym szybciej wyrobicie sobie nawyk – to chyba oczywiste!

III. Szaleństwo. Choć może Wam się wydawać, że jestem najbardziej zorganizowaną osobą w Blogosferze – od razu mówię, że się mylicie. Uwielbiam mieć wszystko dokładnie zaplanowane, brak planu zazwyczaj sprawia, że wariuję z niepewności i powoduje u mnie bezsenność. Bardzo przejmuję się niezaplanowanymi ważnymi wydarzeniami, czy niepewnymi sytuacjami, których nie mogłam wcześniej przewidzieć – i nabazgrać o nich w plannerze.
Jednak jak już wspominałam, i mnie zdarza się zapomnieć o planowaniu na kilka dni! Często nie mam wielu obowiązków w ciągu dnia lub wypełnianie ich przychodzi mi tak naturalnie, że nie potrzebuję planu. Na szczęście szybko uzupełniam swoje rozpiski i powracam do trybu organizacji.

mc.jpg

Jeśli interesuje Was miesiąc organizacji, a nie mieliście okazji się z nim zapoznać – odsyłam was do zakładki PLANOWANIE I PORZĄDKOWANIE. Znajdziecie tam wpisy o plannerach, moich przyborach, postanowieniach noworocznych.

 

DBAJ O PORZĄDEK.
Tym razem nie chodzi mi o porządek w plannerach 😉
Nie uwierzę, że na świecie żyje ktoś, kto lubi pracować w bałaganie. O ile artystyczny nieład na stoliku czasami wzmaga moją kreatywność, bałagan w pokoju zdecydowanie nie pozwala mi na spokojną pracę, naukę, rysowanie – czy nawet pisanie postów na blogu.
Warto jest zadbać o porządek. Ja bardzo lubię sprzątać!
Nie będę się rozwodzić nad tym tematem w tej chwili, ponieważ chyba każdy z nas umie sprzątać, prawda? 😉

 

ŚPIJ.
Ho, Zuza. Ale porada. Nieźle wymyśliłaś, teraz radzisz SPAĆ?
Choć wiem, że wielu z Was na pewno nie ma problemów ze snem, ja należę do grupy sówek. To właśnie pod osłoną nocy czyham na wiedzę i treść najlepszych książek.
Mimo mojego przystosowania do funkcjonowania po zmroku, staram się zasypiać – chociażby nad ranem.

Wiedząc, że mam dużo do zrobienia w ciągu dnia, ustawiam budzik na wcześniejszą godzinę. Nawet, jeśli nie zawsze uda mi się zwlec z łóżka o siódmej (szczególnie, gdy zasnę o szóstej rano!), próbuję się przestawiać na wczesne wstawanie.
To chyba oczywiste, że jeśli chcemy wypocząć, musimy dobrze się wysypiać. To nie wydaje się być trudnym zadaniem – w końcu wystarczy wcześnie zasypiać i wcześnie wstawać!
Sama zdaję sobie z tego sprawę. Im wcześniej wstaję, tym bardziej „wydłuża się” mój dzień – tylko pozornie. Według mnie działa to na zasadzie więcej czasu na nogach – mniej w łóżku.

Choć odeszłam od mojej żelaznej zasady budzenia się o 7:00 w wolne dni, chciałabym do niej powrócić. To zdecydowanie pomaga mi zrobić więcej w ciągu całego dnia, bez odczucia zmęczenia.

 

MIEJ OBOWIĄZKI.
Może i brzmi to śmiesznie, ale naprawdę trzeba mieć obowiązki.
Ile to godzin zmarnowałam, oglądając filmy na Youtube? Okej, mogłabym sobie wybaczyć swoje szaleństwo, gdybym oglądała coś niegłupiego i kształcącego, ale PewDiePie? Cały dzień? lubię pewdsa
Jak ja to planuję?
Pisałam wcześniej o rubrykach. Mam trzy rubryki: obowiązki/nauka/ja.
W dni pracy – dajmy na to: praca nad postem – wypisuję sobie wszystko, co muszę mieć zrobione, by stworzyć post. Plan postu, notatki, zdjęcia, dodatkowy materiał. Tym zajmuję się w ciągu większości dnia pracy nad postem. Staram się nie spędzić dostępnych dwunastu godzin przed ekranem monitora, dlatego zazwyczaj przeplatam swoje obowiązki z oglądaniem Youtube, graniem w gry na telefonie, wycieczkami rowerowymi, zabawą z kotem. Wszystko jest zależne od ilości obowiązków, które muszę odhaczyć.

dlugo-kopia

W dzień wolny, choćbym bardzo chciała, nie mogę nie zaplanować niczego, bo znowu będę oglądać głupie filmiki cały dzień.
Chcąc pozostać w nieskończonym nastroju produktywności, w dni wolne lubię sprzątać, wyszukiwać potrzebne mi informacje, uczyć się, czy chociażby poznawać okolicę, jeżdżąc na rowerze.

Obowiązki popychają do działania. Na pewno nie jestem jedyną osobą, która w momencie, gdy nie ma nic do zrobienia, po prostu nic nie robi.
Niestety (lub stety, w zależności od tego, czy lubicie ten temat!) jest to temat dosyć bliski planowaniu – jak już wspominałam, planowanie było tematem przewodnim stycznia, więc teraz nie będę wylewna, pisząc o tym.

 

ZNAJDŹ CZAS NA PRZYJEMNOŚCI.
Przecież nie tylko produktywność się liczy! Nie tylko obowiązki, które musimy wypełniać! Nie bez powodu w tytule wpisu umieściłam również optymizm.
Idzie wiosna – czeka nas coraz ładniejsza pogoda, być może tak samo jak ja polubicie się z rowerem i postanowicie swój wolny czas spędzić na zewnątrz? Podróżowanie owym jednośladem sprawia wiele frajdy!
Może chcecie towarzyszyć mi w moim wyzwaniu książkowym i uznacie, że świetnie będzie co wieczór sięgać po dobrą książkę?
Jeśli wybierzecie filmy, koniecznie napiszcie mi tytuły projekcji, jakie polecacie. To też dobry sposób na nagrodzenie siebie po pracowitym dniu.

Szczególnie na wiosnę, gdy natura budzi się do życia, warto jest każdy dzień rozpocząć i zakończyć uśmiechem. Obiecajcie mi, że często będziecie starali się uśmiechać, zamiast smucić! Jestem zdania, że optymistyczne nastawienie wiele zmienia w naszym życiu. Krocząc przez nie z uśmiechem, nawet pochmurny dzień stanie się do zniesienia.

 

NIE ZAMYKAJ UMYSŁU I MYŚL POZYTYWNIE!
Nie myśl sobie, że jeśli zmarnujesz cały dzień, oglądając PewDiePie, jesteś totalnym zerem i nie nadajesz się do niczego.
Być może przesadziłam. To bardzo prawdopodobne. Nikt nie pomyślałby źle o sobie po dniu z Youtube. Chciałam przez to powiedzieć, że nawet, jeśli właśnie jesteś w tym samym trybie, co ja – trybie balansu pomiędzy organizacją i produktywnością a siedzeniem na kanapie z telefonem w ręku, nic straconego!
Wszyscy mamy świadomość tego, że nie był to nasz najlepiej spożytkowany czas życia, prawda? Wszyscy wiemy, że wystarczy powrót do dawnych nawyków, by znowu wejść na tory pracy, tak?

Myślenie wiele zmienia. To ogromna siła, jaką mamy! Myśląc negatywnie, przyciągniemy do siebie te złe wydarzenia. Zamkniemy się w kręgu pesymizmu, który będzie nas zjadał z każdą kolejną myślą.
Wystarczy pozytywna myśl, by z niego wyjść. Dla każdego Tomasza, który nie wierzy, że to możliwe – radzę spróbować. Choć raz pomyśl pozytywnie, to zmieni Twoje życie!
Nie wiem, jak Wy, ale ja będę starać się często wracać do motywacji, którą sama dla siebie chciałam napisać.
Czasami każdy z nas potrzebuje bodźca do działania i nie ma w tym nic złego!
Mam nadzieję, że Wy jesteście wytrwali w postanowieniu produktywności i świetnie radzicie sobie bez mojego tekstu. Chętnie poznam Wasze sposoby na pobudzanie siebie do działania – piszcie, co działa na Was najlepiej?

Zuza 😉