Rozdział VIII – „Niepokonani chodzą parami”

ROZDZIAŁ VIII

Niepokonani chodzą parami

 

Wolfgang uchylił ciężkie powieki tylko po to, by w panice je zamknąć.

Usłyszał delikatny chichot. Chłodne palce delikatnie musnęły go w zarośnięty policzek.
To była nowość dla niego. Zawsze golił się dokładnie.

– Nie udawaj, że śpisz – wyszeptał Daniel, przyglądając się mężczyźnie.

– Jak długo spałem?

– Całe Boże trzy dni.

– Jezu. – Otworzył oczy. Chciał unieść się, by chociażby usiąść, jednak ze zdziwieniem stwierdził, że nie ma na to siły. Rozradowany chłopak siedział na krześle obok jego łóżka. Podał mu wodę.

– Nie pij więcej, Wolf. Bardzo ci to szkodzi.

– Co ty tutaj robisz? – Przyjął napój z ulgą, pochłaniając zawartość szklanki. Pragnął więcej wody. Musiał szybko ogarnąć, na czym stoi.

Przebrany w piżamę, okryty białym, wełnianym kocem. Ten koc używał tylko w zimowe święta.

Najwyraźniej Daniel musiał się nim zająć. On nie zna jego zwyczajów.

– Liliana zadzwoniła, że ona ma ważną sprawę a ty jesteś niedysponowany. Po tym wszystkim musiała mieć pewność, że nie zrobisz sobie nic złego. A ja mogłem… poprzyglądać ci się z bliska i spędzić czas z kimś ciekawie milczącym.

– Co z Judy? – Jak najlepiej starał się nadrobić zaległości z życia. Młody spochmurniał.

– No… nie żyje.

– Był tu Boris?

– Nie. A przynajmniej go nie widziałem. Masz duży dom, mogliśmy się minąć. – Wolfgang musiał się rozchmurzyć. Jego brzuch zaburczał głośno. Chłopak spojrzał na niego, uśmiechając się. – Nie martw się, umiem robić tosty i gotować parówki.

Szlachcic roześmiał się głośno. Daniel sprawiał wrażenie zadowolonego, pomimo śmierci przyjaciółki. Nie dziwiło go to, był świadkiem przeróżnych reakcji na śmierć. Młody mógł nawet nie być do końca świadom faktu, że dziewczyna już nigdy nie wróci.

W ciszy zeszli do kuchni na obiecane tosty i parówki. Stłuczone talerze, leżące obok kosza na śmieci nie uszły uwadze szlachcica. Pamiątka z uczestnictwa w pchlim targu rozbita na niewielkie kawałki. W zamian za opiekę, wybaczył chłopakowi drobne potknięcia. Zauważył, że ma problem z koordynacją ruchową.

Usiadł przy niedużym stole.

Umeblowanie jego domu było nielogiczne i doskonale zdawał sobie z tego sprawę.

Przyzwyczajony do dużej rodziny i co najmniej kilkunastu służących, stworzył sobie willę, w której mieszkał sam. Duża, przestronna kuchnia mieściła stolik dla służek, choć takowych nie posiadał. Nie potrzebował nikogo, prócz Borisa.

Tradycyjne, bogato zdobione meble wykonano z wysokiej jakości drewna. Uwielbiał otaczać się drogimi przedmiotami. Na ścianach zawiesił obrazy – te w kuchni przedstawiały martwą naturę. Na stołach zawsze umieszczał owoce w koszykach. Sięgnął po dojrzałe, pachnące jabłko.

Spojrzał na Daniela. Gotował parówki na patelni.

Cóż, pomyślał. Każdy ma swoje kuchenne tajemnice.

Jego myśli ponownie skupiły się na wydarzeniach ostatnich dni. Bardzo chciał zrozumieć, co tak naprawdę dzieje się dookoła, lecz nie potrafił. Zbyt głupi na to był. A może za stary?

– Ile masz lat?

– Dwadzieścia dwa.

– Aha. – I wszystko jasne. Jest za stary. Siedem lat to nie taka znowu ogromna różnica, dodawał sobie otuchy i nadziei.

Parówka upadła z widelca, gdy chłopak chciał podać ją na talerz. Syknął, ale wrzucił ją z powrotem do naczynia. Wolfgang uśmiechnął się. Cokolwiek od niego chciał, sam przybiegł do parku. Nie mógł zarzucić sobie działania wbrew jego woli. Młodego decyzją było odszukanie go.

Daniel podał do stołu dwie porcje parówek i tosty z serem.

– W twojej rodzinie zapewne nikt tak nie jada.

– To prawda, ale ja lubię parówki i tosty. – Spojrzał na chłopaka. Ten uśmiechnął się. – Czym się zajmujesz?

– Studiuję. Jestem klarnecistą.

– Och! – Mężczyzna wpadł w zachwyt. – Nie znam się na muzyce, ale uwielbiam słuchać.

– Cieszę się. Może kiedyś zechcesz posłuchać, jak gram?

– Chętnie! – Nie potrafił oderwać od niego wzroku. Daniel zachwycał go całym sobą. Nie chciał wystraszyć chłopaka, ale już teraz wiedział, że musi poznać go jeszcze lepiej.

– Tosty są wyśmienite. Co to za zioła?

– Autorska mieszanka wszystkiego, co miałeś w kuchni i co nadawało się do spożycia. – Uśmiechnął się znowu. Miał wrażenie, że przy Wolfgangu śmieje się non stop.

„Pamiętaj, żeby do mnie przyjść. Razem stawimy czoła wszystkiemu, co złe.” – przypomniał sobie słowa mieszczucha. Ten facet naprawdę jest dla niego stworzony. Ma świetne poczucie humoru, dystans do siebie i klasę.

Drobne zmarszczki pojawiały się obok oczu, gdy uśmiechał się szczerze. Dołeczki w policzkach były tak urocze, że miał ochotę się do nich przytulić. Podobał mu się nawet jego krzywy nos.

– Jakie masz plany na dzisiejszy dzień? – spytał, chcąc zająć swe myśli. Miał nadzieję, że będzie mu dane spędzić więcej czasu z Wolfgangiem, choć nie robił sobie na to nadziei.

Mimo, że był roztrzepany i trochę szalony, był tylko skromnym, delikatnym grajkiem. Samotnym, dla ścisłości. Chciał mieć kogoś, do kogo mógłby zwrócić się w potrzebie.

To, że był gejem, było dla niego oczywiste od zawsze. Jego rodzice akceptowali go w pełni i kochali, tak samo, jak inni członkowie rodziny oraz wszyscy mieszkańcy Vinceville. Oczywiście mógł powrócić do domu, lecz wiedział, że jeśli to zrobi – utknie tam na zawsze. Nie chciał polegać na bliskich.

Chciał polegać tylko na własnych, samodzielnie podjętych decyzjach.

– Mam zamiar spotkać się z Borisem. Wziął wolne po wybrykach żony, ciekaw jestem, co z nim.

– To twój bliski przyjaciel?

– Poznaliśmy się od razu, gdy wprowadziłem się do Kanady. Była zima, sezon na sport na śniegu. Boris był wtedy skoczkiem narciarskim.

– Czekaj… – zamyślił się Daniel. – Boris? Ten Boris? Boris Carter to twój służący? – Aż zmarszczył czoło, niedowierzając. Jego ojciec uwielbiał skoki.

– Szofer, a tak naprawdę wierny pomocnik. Poznaliśmy się na jego zawodach. Wiesz, że jemu też się przyśniłem? – Wolfgang uznał to za ciekawostkę, jednak Dan wyglądał na zaniepokojonego. – Coś się stało?

– A tobie śnił się Boris?

– Nie. Ja akurat korzystałem z życia, robiłem wszystko, co tylko wpadło mi do pustego, młodego wtedy łba. Zresztą – obydwoje byliśmy bardzo młodzi. – Szlachcic przerwał swoją opowieść. Spojrzał w niespokojne oczy chłopaka. – Dan, słuchasz mnie?

– Nie wydaje ci się to dziwne? – odłożył widelec i oparł się łokciami o stół.

– Co masz na myśli?

– Komu jeszcze się śniłeś, Wolf?

***

– Dzień dobry. Mówi Liliana Howard. Czy dodzwoniłam się do posiadłości van Helfenów? Och, świetnie. Zastałam Cla… Leonore? Czy jest Leonore van Helfen? – Rozmowie przysłuchiwała się babcia.

Od zawsze wierzyła w swoją zdolną wnuczkę. Kibicowała jej w każdym, nawet najprostszym wyzwaniu. Teraz, gdy dowiedziała się o kłamstwach Claire, wiedziała, że nastolatka będzie chciała pomóc sąsiadowi.

Nie do końca rozumiała, dlaczego dziewczynka uwielbia towarzystwo pana Wolfganga. W jej oczach był bogatym, dystyngowanym mężczyzną. Wierzyła, że Liliana jest zbyt dojrzała, by przyjaźnić się z rówieśnikami. Jeszcze większe zamieszanie w jej głowie wprowadził Boris.

Każdy w okolicy wiedział, kim jest Boris Carter. Lilka zaprzyjaźniła się ze sportowcem, świetnie się dogadywała ze starszymi od niej mężczyznami.

Nie była zacofana. Miała nadzieję, że każda nowoczesna babcia w takiej sytuacji zmartwiłaby się.

– Bardzo proszę przekazać pani Leonore, że nie mogę przybyć w jej rodzinne strony. To pilna sprawa, chodzi o naszego wspólnego znajomego. Liliana Howard, na pewno mnie zna.

– Przykro mi, pani Leonore odmawia rozmowy z panną i nie wierzy w rzekomą znajomość pani i twoją, panno Howard. – usłyszała po drugiej stronie słuchawki. Znudzony, lecz w gruncie rzeczy miło brzmiący głos jednego ze służących, zdawał się być uparty.

– Rozumiem, że jeśli chcę skontaktować się z Leonore, jestem zmuszona przebywać w Holandii?

– Yy… To jedno z możliwych wyjść, jednakże nie mogę zapewnić Pannie, iż Leonore van Helfen zgodzi się na wizytę.

Liliana zaklęła w myślach. Teraz, gdy wszystko zaczęło mieć sens, Claire zwiała na wezwanie. Bardzo różniła się od Wolfganga.

Pożegnała się i odłożyła słuchawkę. Smutnym wzrokiem spojrzała na babcię, która zrozumiała ją bez słów.

– Musisz porozmawiać z panem Wolfgangiem, kochanie.

– Tak, wiem – odparła, jednak wiedziała, że to mija się z celem. Wolfgang nie wierzył w pokrewieństwo jego i Claire. Miał rację – do tej pory nie mógł podejrzewać, że ma rodzeństwo. Mógł nie pamiętać drugiej ciąży swojej mamy, w końcu pomiędzy nim a Leonore był tylko rok różnicy.

– Ciekawa jestem, dlaczego rodzice ukrywali przed Wolfim fakt, że ma siostrę.

Sophie czule pogłaskała ją po policzku.

– Nie każdą zagadkę można tak łatwo rozwiązać, Lilusiu.

Miły gest przerwał jej dzwonek do drzwi. Kobieta wstała i skierowała się w stronę wejścia do domu, Liliana zaś otworzyła swój notes i skreśliła wypisane i sprawdzone wyjście z kłopotu.

Usłyszała głos Borisa. Ucieszona pobiegła go przywitać, chcąc poinformować go o wyjeździe Claire. Być może to on będzie wiedział, jak pomóc ich wspólnemu przyjacielowi?

***

– Dzielisz kobiety na grupy? – Oczy niemalże wyszły mu z orbit, gdy usłyszał, co Wolfgang mówi o dręczeniu kobiet. Szlachcic zachichotał wesoło.

– Lilka spytała mnie dokładnie o to samo. Tak, dzielę je. Mam już na tyle lat, by móc być zirytowanym ciągłymi ich zaczepkami.

Daniel uśmiechnął się uroczo.

– Wiesz, poprawiasz mi humor. Teraz, gdy już nie ma Judy… Myślałem, że będę sam. Okazuje się, że mam ciebie.

– Piękne wyznanie miłości – wyśpiewał zadowolony. Przy chłopaku czuł się młodszy o kilka lat i naładowany energią w ilościach nie do spożycia.

– To nie było wyznanie… – Chciał udać rozzłoszczonego. Nie udało mu się. – …no dobra, może i było to coś w rodzaju wyznania miłości. Wstępnej miłości. Zauroczenia.

– Pochlebiasz mi, chłopcze. Cieszę się, że przyszedłeś.

– Gdzie mieszka Boris? – Nagła zmiana tematu zdziwiła Wolfganga tak bardzo, że aż rozchylił usta i spojrzał na rozmówcę. – Słyszysz, stary? Gdzie – mieszka – Boris – C.?

– Bardzo niedaleko. Kilka kroków. To ta sama ulica.

– Wszyscy tu mieszkacie?

– To zbieg okoliczności. Ja kupiłem drogi dom, Boris wybrał mniejszy, tani. Lilkę poznaliśmy po przeprowadzce do Londynu. Ona mieszała tu od zawsze. To tutaj. – wskazał ręką na mały domek, ogrodzony metalowym płotkiem.

– Nie mają ogrodu? To smutne. – Twarz Daniela rzeczywiście wyrażała ogromny żal. Jego mimika twarzy była niezwykle rozbudowana. Emocje ukazywał niemalże tylko mrugnięciem oka.

Szlachcic parsknął śmiechem, wchodząc za furtkę.

Zapukał do drzwi. Czekali chwilę w ciszy, po czym zapukał ponownie.

– Może wyjechali? – zasugerował Daniel.

– Bez słowa? To nie w stylu Borisa. – Wolfgang uderzył w drzwi pięścią, uważnie nasłuchując odgłosów z wnętrza domu. Nie usłyszał nic.

– Panowie do państwa Carter? – odwrócili się, wystraszeni. Starsza pani nie wyglądała przerażająco.

– Tak, szukamy Borisa. – odpowiedział znajomej.

– Pani Carter wyjechała jakieś trzy, może cztery dni temu. Borisa nie widziałam już od kilku dni.

– Pani jest z sąsiedztwa? – spytał Dan. Szlachcic zaniemówił, zmartwiony. Czyżby przyjaciel uciekł przed nim razem z Claire? Może sam był kłamcą? Nie chciał czuć zawodu. Potrzebował przekonać się, że jego przyjaźń naprawdę będzie trwała wiecznie.

– Tak, mieszkam tu obok. – palcem pokazała sąsiednie drzwi. Uśmiechnął się do niej, dziękując za pomoc. Stanął naprzeciwko Wolfganga. – Co teraz robimy?

– Biegusiem do Lilki. – odparł momentalnie. To była ich ostatnia nadzieja.


No, wielkimi krokami zbliżamy się do końca!

Sama za każdym razem czytam dodawany rozdział, by się upewnić, czy wszystko z treścią jest okej. Mimo to nadal proszę o wskazywanie mi błędów, często może zdarzyć się tak, że nie odnajdę byka w tekście!

Opinie koniecznie zostawiajcie w komentarzach.

Zuza 😉

Przypominam, że z problemów technicznych w sobotę wpis planowy się nie pojawi. Wpisu możecie się spodziewać dopiero w sobotę za tydzień.

Advertisements

5 thoughts on “Rozdział VIII – „Niepokonani chodzą parami”

  1. Na początek: mam kilka uwag co do błędów, w tym rozdziale wiele mi się tego rzuciło w oczy więc może nie będę ich wypisywać tu? Jak będziesz chciała to mogę ale mogę też ci je napisać na mail np.
    Co do rozdziału: uff 🙂 Zrobiło się tak spokojnie. Nagle nerwy uleciały i nie ma nic z poddenerwowania, niepewności, nagłych śmierci i wypadków. To dobrze wróży, a może źle? Jeśli to był twój zabieg i zaraz się okaże, że coś jest nie tak po tej stabilizacji… no ale nic nie może się tu więcej złego wydarzyć. Zagadka się rozwiązuje, Wolfgang spotka Borisa u Liliany, wszystko będzie dobrze. Taka jest moja wizja tego.
    Piszczę jak czytam o początkach romansu Danielcia i Wolfka. Wolfek romantyk, rzeczywiście taki jakiś dystyngowany pan, Dan roztrzepany, artysta, unoszą go nawet delikatne emocje. Odczuwam je od razu u niego 🙂
    Oby teraz wszystko potoczyło się już dobrze. Smutne, że zaraz opowiadanie się skończy 😦

    Polubione przez 1 osoba

    1. Super, że zauważasz moje błędy! Jak najbardziej możesz napisać je tutaj, na mail również możesz, zrób jak Tobie będzie wygodniej. Jeśli rzeczywiście jest ich wiele (sama już widzę kilka powtórzeń!), może lepszą drogą komunikacji będzie mail.
      Bardzo mi się podobają Twoje przemyślenia w kwestii rozdziału i przyszłych rozdziałów – ale jak zwykle nic nie zdradzam 😉

      Lubię to

  2. Ja również odniosłem wrażenie, że wszystko powoli zmierza ku końcowi. Daniel i Wolfie znajdą Borisa, wyjaśni się cała sytuacja. Opowiedzą sobie o snach i git majonez, sytuacja pod kontrolą. Jedyne co mnie martwi to te sny, ale to jest do wyjaśnienia. No i śmierć Judy. Jak to raz powiedział Wolf: „nic nie dzieje się bez przyczyny” 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s