Rozdział IX – „Zdarzenia paranormalne”

Przedostatni rozdział, najdroższe Borsuczki!

Mam nadzieję, że choć trochę będzie Wam brakowało Wolfganga i bandy. Na szczęście mam jeszcze jeden rozdział z epilogiem, które wrzucę za tydzień.

Jeśli dopiszę dużą część kolejnego tomiku opowiadania, wrzucę je.

Zostawiajcie komentarze!

Zuza 😉


ROZDZIAŁ IX

Zdarzenia paranormalne

 

– To jest chore, Daniel! Chore, rozumiesz? – Wolfgang krążył w tę i z powrotem, mając nadzieję na jakikolwiek znak z wewnątrz. Cisza sprawiała, że powoli wpadał w szał.

– Musi być na to jakieś wytłumaczenie. Proszę cię, uspokój się.

– Jak mogę się uspokoić? Jak?

– Nie wiem! – krzyknął. Sam nie rozumiał, co dzieje się dookoła. – Wiem, że to chora sytuacja. Nie wiem, jak to wyjaśnić. Może po prostu wyszła z domu?

– Daniel, ale ty nie uciekniesz, prawda? – Złapał go mocno za ramiona, patrząc mu prosto w oczy. Nie czekając na odpowiedź, z całych sił przyciągnął szczupłe ciało do swojego i uściskał je mocno. Był bliski płaczu.

– Nie panikuj. Musimy dostać się do środka – chłopak wyszeptał mu do ucha. Wiedział, że szlachcic jest w złym stanie. – Ale najpierw siadaj. Ustalamy fakty.

Popchnął go na niewysokie schodki. Wolfgang usiadł posłusznie, obserwując Daniela, ustawiającego okulary na ich miejsce.

– Pierwszy fakt, nikogo nie ma. Nie ma Claire, nie ma Borisa, nie ma Liliany i jej rodziny.

– Mamy i babci, tata nie żyje – dopowiedział, smutny. Czuł się bezsilny, pozbawiony nadziei. Jego życie prawdopodobnie kończyło się w bardzo pokręcony, psychodeliczny sposób.

Może w jego ukochanej whisky coś jest? A może niczego już nie ma?

– Okeeej. To bez znaczenia. Oni zniknęli, ale inni tu są. I ja też tutaj jestem, choć ci się przyśniłem.

– Co masz na myśli? – Z trudem przyswajał słowa Daniela.

– Sny. W tej całej historii główną rolę grają nasze sny. – Usiadł obok szlachcica. – Pomyśl tylko. Boris śnił o tobie, a potem cię spotkał. To samo wydarzyło się w przypadku Liliany. I ja śniłem o tobie, ale ty też śniłeś o mnie.

– Nic mi to nie daje. Nadal nie rozumiem.

– Ja też, cholera, Wolf! Również tego nie rozumiem. Mam mętlik w głowie, ale ustalam fakty. – Uwielbiał to robić. W stresujących sytuacjach nagle budził się w nim skryty przywódca.

Czuł, jakby jego głowa miała zaraz eksplodować. Chciał, by to się stało. Niezrozumiała zagadka zniknięcia każdego, kogo cenił doprowadziła go do szaleństwa, graniczącego z utratą rozumu.
Wolał umrzeć, niż stracić bliskich.

– Ja nie znikam, ty również. Wolf, może to z nami jest coś nie tak?

– Musimy wejść do tego domu. Jak najszybciej. Może coś im się stało? – Mężczyzna wstał i spojrzał na budynek, oceniając go. W ostateczności wyważą drzwi, ale najpierw chciał znaleźć chociażby uchylone okno.

Wolałby nie niszczyć mienia sąsiadów. Na wszelki wypadek.

Okrążyli domek w poszukiwaniu wejścia awaryjnego. Nie znaleźli nawet okienka piwnicznego.

– Stłuczemy szybę, tak będzie najłatwiej! – zadecydował młodszy, sięgając po jeden z kamieni, leżących w ogródku.

– Co ja bym bez ciebie zrobił! – powiedział Wolfgang, patrząc, jak Daniel rzuca pociskiem w szkło. – Po głowie chodziło mi wyważanie drzwi.

– Nie wyważylibyśmy ich nigdy. Za słabi jesteśmy – zauważył. Miał rację. – Okna są nisko, łatwo będzie się wspiąć.

Podeszli bliżej zniszczonej okiennicy. Pięścią van Helfen poprawił dzieło młodego, który krzywił się na widok zmagań szlachcica z ostrymi krawędziami szyby. Na szczęście Wolfgang nie pokaleczył rąk.

– Kto wchodzi pierwszy? – spytał i nie czekając na odpowiedź, ustąpił Danielowi. Ten uśmiechnął się i z całych sił podciągnął się rękoma o wąski parapet. – Nie skalecz się!

– Tu jest dużo szkła. – Partner pomógł mu wejść do środka. – Wolf, tu jest… strasznie.

– Jak to? – zapytał, a Dan nie pofatygował się odpowiedzieć. Wolfgang sam wskoczył na parapet, wszedł do pomieszczenia i zaniemówił.

Dom był pusty.

Nie było w nim ani jednego przedmiotu. Po skromnych meblach, regałach z książkami, bibelotach należących do Sophie – ani śladu.

Jednomyślnie postanowili przeczesać teren.

Zajrzeli do każdego pokoju i żadne pomieszczenie nie wyglądało tak, jak we wspomnieniu szlachcica. Po oględzinach parteru, z nadzieją weszli na piętro.

– Jesteś pewien, że one tu mieszkają? – spytał cichutko Dan, coraz bardziej przerażony. Wolfgang nie odpowiedział.

Weszli do pokoju Liliany. Ich wzrok przykuła szara koperta, leżąca na podłodze.

– Znam ten papier – poinformował. – Kopertę i jej specyficzny zapach.

Daniel słuchał go uważnie. Wcisnął ręce do kieszeni bluzy. Nie spuszczał wzroku z przerażonego mężczyzny.

– Ten jasnoszary, chropawy papier. – Odwrócił kopertę. Na moment wstrzymał oddech. – Imię starannie napisane intensywnie niebieskim atramentem i holenderski znaczek. Zazwyczaj te listy oznaczają, że ktoś z mojego rodu zmarł pewien czas temu, jednak rozsyła się je tylko i wyłącznie do członków rodziny. Tej koperty nie dostaje nikt, kto nie nosi mojego nazwiska. Tym razem list zaadresowano do… – urwał i podniósł ważną przesyłkę na wysokość oczu chłopaka.

– Liliany. – dokończył Dan.

Postanowili wyjść z pustego domu. Czuli się w nim nieswojo.

Aby mieć budynek na oku, Wolfgang zadecydował, że muszą pozostać na jego ukochanej werandzie. Usiedli na schodach, kopertę położyli na stoliku za sobą.

– Może upewnijmy się, że w twoim domu są meble? – zaproponował Daniel poważnie. Wolfgang bezgłośnie przyznał mu rację. Gwałtownie rzucił się do drzwi i odetchnął z ulgą na widok nienaruszonego wyposażenia willi.

– Wszystko jest. – Uśmiechnął się lekko, siadając obok chłopaka. – Co robimy dalej?

– Musimy rozwiązać zagadkę – stanowczo stwierdził młodszy. Popatrzył na kopertę. – Musimy ją otworzyć.

Daniel niewątpliwie miał rację, musieli ją otworzyć. To był jedyny trop w tej dziwnej historii.

Być może właśnie w tej kopercie znajduje się odpowiedź na wszystkie ich pytania, na które nie potrafili udzielić odpowiedzi? Nie dowiedzą się, dopóki jej nie otworzą, jednak Wolfgang miał pewne obawy.

– A jeśli wtedy znikniemy? – spytał, a Dan roześmiał się.

– Wolę zniknąć uświadomiony, niż żyć w pustce. – Sięgnął po kopertę i wręczył ją mężczyźnie. Ten skrzywił się zabawnie.

– Ech, wolałbym nie ryzykować.

Daniel zaśmiał się głośniej.

– Nie mów, że wymiękasz? – Patrzył na niego, rozbawiony. – Wolf, przecież to ja tu jestem nierozgarnięty. Tracisz rozum w takich sytuacjach?

– Najwyraźniej. – Chłopak znowu miał rację. Stracił rozum! Nie miał czasu, nie mógł szacować, jak wiele argumentów posiada za, a ile przeciw. Chwilę patrzył w oczy jedynej bliskiej mu osoby, która jeszcze istniała w jego świecie.

To krótkie spojrzenie dało mu odwagę.

Wziął kopertę do rąk i otworzył ją. Papier nie stawiał oporu, nie był więc zaczarowany.

Nieustannie patrząc w oczy Daniela, wyciągnął delikatny arkusz papieru. Rozłożył kartkę i razem spojrzeli na zawartość listu.

kolejność nieprzypadkowa

 

Wolfgang Drugi van Helfen

Ja

Judy Colton

Sophia Howard

Terez Howard

 

Bądźcie czujni.

B.

– Wolfgang? Przecież ty żyjesz.

– Mój ojciec, ja jestem Trzeci. – wyjaśnił szlachcic.

– Niczego nie rozumiem… Co to oznacza? – Daniel poprawił opadające okulary. Wyczekując na odpowiedź, patrzył z nadzieją na twarz mężczyzny.

– Nie wiem – stwierdził ze smutkiem. – Wiem tylko jedno. Prawdę musi znać Boris.

Ramię w ramię szli w stronę mieszkania Judy. Wydawało im się, że było to jedyne miejsce, w którym mogli znaleźć coś więcej.

Dom Lilki był pusty. Dom Borisa pewnie też, ale tam nie chcieli wchodzić.

Pozostało im tylko małe mieszkanko Judy i jej kwiaciarnia.

– Judy mieszka niedaleko mnie. Jej lokal też nie jest oddalony. Wszystko mieści się w dwóch sąsiednich dzielnicach.

– I dziwiło cię, że ja mam przyjaciół obok siebie? – spytał. Brzmiał ostro, bo był spięty.

Dan nie odpowiedział.

– Najpierw sprawdzimy jej mieszkanie. Jeśli będzie puste, sprawdzimy kwiaciarnię.

– A ty nie masz rodzeństwa? – Tym razem to on zmienił temat. Być może nie była to odpowiednia pora… lub była to jedyna pora, w której mogli się poznać.

Nigdy nie wiadomo, kiedy i kto zniknie z ich życia.

– Mam, można tak powiedzieć. Moi rodzice adoptowali dwójkę dzieciaków, dziewczynka i chłopiec, bliźniacy.

– Pięknie! Ty i twoja rodzina naprawdę mnie zachwycacie. – Wolfgang odważył się i wyciągnął do niego rękę. Chłopak rozpromienił się i ochoczo złapał ją, niemalże zgniatając jego dłoń w swojej, o wiele zgrabniejszej. – Masz zadbane ręce.

– Jestem muzykiem, dbam o narzędzia pracy.

– Cudnie! – krzyknął z entuzjazmem, a młodszy spojrzał na niego z ukosa.

– Przestań, Wolf – warknął z uśmiechem.

Dotarłszy na miejsce, weszli szybko do budynku. Chcieli mieć to za sobą.

Daniel wprowadził towarzysza na odpowiednie piętro. Bez zawahania przekręcił okrągłą klamkę – ustąpiła bez oporu.

– Zostawiła otwarte drzwi? – van Helfen zmarszczył czoło.

– To do niej niepodobne. To moja działka – przyznał, powoli wchodząc do środka.

Dwupokojowe, nieduże mieszkanie, które do tej pory wypełnione było meblami Judy, na podobieństwo domu pań Howard, zostało opustoszone.

Białe ściany, jasna podłoga i koperta pozostawiona na środku pokoju.

Daniel szybkim ruchem zabrał specyficzną przesyłkę.

– Tym razem zaadresowana do mnie – powiedział, zdziwiony.

– Boris wiedział, że to ty będziesz szukał Judy.

– Więc dlaczego w domu Liliany koperta była zaadresowana do niej?

Wolfgang zawahał się. Przypomniał sobie list od Borisa.

– Nie było jej na liście. Zniknięcie Lilki nie było zaplanowane.

Patrzyli naprzemiennie na siebie i na kopertę. W końcu Daniel otworzył ją. Chciał się uspokoić, lecz jego ręce drżały bez udziału jego woli.

Danielu,

Proszę cię, bądź cierpliwy i rozwijaj swój talent.

Pamiętasz, co zawsze mówiłam ci przed wyjazdem?

Tylko cierpliwość i wytrwałość pozwoli ci zdobyć szczyt.

Całuję, J.

 

Przekazał kartkę w ręce szlachcica. Ten zapoznał się z treścią listu, westchnął – tym samym informując, że to dla niego ślepy trop.

– Chyba tylko ty możesz to rozumieć. Co Judy chciała ci przekazać?

Spojrzał na niego poważnie.

– To nie Judy, Wolf. To moja mama.

Advertisements

3 thoughts on “Rozdział IX – „Zdarzenia paranormalne”

  1. Jestem zaskoczona tym, co tu się dzieje. Dlaczego zniknęli? Co to oznacza? Jeśli to jest to, co myślę, to dosyć przewidywany koniec, ale znam ciebie i wiem, że po przewidywalnnym końcu walniesz nam tu znowu zakręconą drugą część 😀

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s