Mój wiosenny kącik

Aby dać Wam inspiracje do zrobienia czegoś kreatywnie wiosennego, postanowiłam zaprezentować, jak wygląda mój wiosenny kącik.

Tak naprawdę jest to stolik. Tak naprawdę nie tylko wiosenny, bo zamierzam na dłuższy czas wprowadzić jasne kolory w jego wystrój. Na szczęście wszystkie zmiany i dekoracje popełniłam wiosną, dlatego ze spokojnym sumieniem przypisuję mu tę zielono-kolorową nazwę pory roku.

ZIELEŃ.
Na stoliku postawiłam swoje nowe zdobycze.
Czy wspominałam już, że uwielbiam zielone, liściaste kwiaty? Jeśli nie, informuję o tym teraz. Uwielbiam zielone, liściaste kwiaty.
W białej doniczce, na którą nakleiłam kawałek taśmy washi, umieściłam (przygarniętego ze skromnych kwiatowych zasobów mamy) Juliana.
Posiałam własne kiełki! Starą podstawkę doniczkową wyłożyłam ligniną, zwilżyłam tkaninę i zasiałam rzeżuchę. To moja druga tura zielonych kiełków – świeżo posiane, jeszcze nie zzieleniały. Mam w planach poszerzenie kiełkowej działalności przynajmniej o len.

IMG_20170425_164304085.jpg

1.jpg
IMIONA.
Mam nadzieję, że nie tylko ja nadaję imiona własnym kwiatom?
Na razie mieszka ze mną jedynie Juluś i Hieronim. Mimo, że doskonale pamiętam, jak je nazwałam, zdecydowałam się dodać im urocze ozdoby, jakimi są karteczki z imionami.

Na patyczek szaszłykowy nawinęłam prostokątny kawałek papieru, na którym napisałam imiona zielonych kolegów. Wbiłam je w ziemię, oczywiście uważając, by nie uszkodzić korzeni żadnego z dżentelmenów.

IMG_20170425_162422329.jpg

Sądzę, że banalna w wykonaniu minidekoracja dodała kwiatom uroku.
Na chorągiewkach można opisać gatunek kwiatów, zapisać, w jakie dni należy je podlewać lub jeśli pamięta się o podlewaniu, a gatunek nie gra dużej roli, wystarczy zapisać imiona lub pseudonimy naszych roślinek. O ile takowe posiadają!
DONICZKA/WAZONIK.
Choć w moim wazonie nie ma jeszcze kwiatów, mogę Wam zagwarantować, że z pewnością się w nim pojawią.

Średniej wielkości słoik wystarczy pomalować farbą akrylową – można stworzyć dowolne wzory, naklejając uprzednio taśmę ryżową na szklaną powierzchnię.
Można też wykorzystać pomysł na firankowy zeszyt i przenieść patent na słoik – należałoby bardzo dokładnie przykleić materiał do szkła i powoli pryskać na nie farbę w sprayu.

IMG_20170425_162835932.jpg
LAMPIONY.
Na pewno pamiętacie – z jesiennego wpisu – jak bardzo lubię różnego rodzaju świeczki. Choć jesienna pogoda i nastrój mocniej zachęca do spędzania wieczorów w towarzystwie książki, kota i cynamonowych świec, jasne światło podgrzewaczy ożywiło mój wiosenny kącik.
Lampiony w formie niezmienionej z czasów jesieni stoją dumnie na stoliku. Ciepła poświata płomyków ogrzewa zielone liście wieczorem, kiedy mimo zmiany pory roku, decyduję się na zacięte czytanie.
Wszystkie mniejsze elementy ułożyłam na podstawce, którą często wykorzystuję w organizacji swojego miejsca pracy.

IMG_20170425_164406452.jpg

Podoba się Wam mój wiosenny kąt w pokoju?
Może wykonacie własny kolorowy pomysł? Czego według Was brakuje na moim stoliku? 

Zuza 😉

Reklamy

Błędy, które popełniają początkujący wytwórcy

Dzisiejszy post ma charakter pogadankowy. 

Niejednokrotnie po opublikowaniu wpisu z masą zdjęć – inspiracji, które wykonałam własnoręcznie, dostałam od Was takie komentarze:

Ja nie umiem tak rysować kółek, jak ty. Nie zrobię tego.

Nie mam odpowiednich przyborów. Gdybym miała, na pewno bym to zrobiła,

Jak ty to robisz sueh, że twoje robótki ręczne wyglądają dobrze? 

Ty masz talent do szycia. Ja nie.

Ten post musiał zaistnieć. Planowałam wcisnąć go w listopadowy ciąg przypadkowych wpisów, jednakże propozycji na tematy mam już zbyt wiele, by dokładać własne pomysły do zbiórczego miesiąca.
Niewypał radości stworzył lukę w grafiku postów. Oho! To znak, aby nareszcie poruszyć ten ciężki temat.

Przemyślałam sprawę najdokładniej, jak tylko potrafiłam i wybrałam – podstawowe błędy, które popełniacie podczas wykonywania prac kreatywnych.
Czym zabijacie swoje artystyczne dokonania? Jakie jest poprawne nastawienie wytwórcy robótek ręcznych? O tym dowiecie się, wgryzając się w ciąg dalszy moich wypocinek.

4

Błędy początkujących wytwórców podzieliłam na trzy główne kategorie; WYMAGANIA, NASTAWIENIE, MARNOWANIE. Każda z nich dostała swoje podkategorie.
Przedstawię Wam pozytywne podejście do pracy – oraz negatywne, które najczęściej jest sprawcą śmierci kreatywnych podbojów.
Zaczniemy od bardzo ważnej kwestii (każda z nich będzie bardzo ważna!) – jest to:

NASTAWIENIE.
NicnieumizmTo najczęściej pojawiająca się wśród aktywnych w panelu komentatorskim Czytelników przypadłość. Omówmy jej przyczyny oraz objawy.

Nicnieumizm (dokładniej: nic-nie-umiem-więc-nie-zrobię) — poważne schorzenie układu kreatywnego, przypadłość wielbicieli czyjejkolwiek kreatywnej działalności. Powszechne nastawienie początkujących wytwórców.
Nicnieumizm objawia się negatywnym myśleniem w kwestii własnych możliwości. Osoba dotknięta schorzeniem nie ufa swojej kreatywności oraz sprawności rąk. Zazwyczaj nie ma ochoty spróbować wytworzyć nawet najprostszą pracę kreatywną. Szuka wymówek, panicznie boi się porażki wytwórczej. 

Przyczyny schorzenia nie są określone. Może to być rozpamiętywanie porażki z dawnych lat, konkretna cecha charakteru, odpowiadająca za nastawienie wobec prac (tj. tchórzliwość, lenistwo), choroba fizyczna (np. anemia, brak kończyn górnych —  tylko w przypadku tej przyczyny nicnieumizm jest uzasadniony). Przyczynę należy ustalić, odnosząc się do konkretnych przypadków schorzenia.


Identycyzm
. Równie częsta przypadłość. Osobiście sądzę, że jest ona łagodniejsza, niż nicnieumizm – niestety groźniejsza w skutkach.

Identycyzm (dokładniej: ja-nie-umiem-więc-zrobię-tak-samo-jak-ty) — schorzenie układu kreatywnego, pojawiające się u wielu początkujących wytwórców.
Identycyzm objawia się poprzez kurczowe trzymanie się wskazówek, podanych w tutorialach. Chory idealnie odtwarza czyjąś pracę, często uwzględniając błędy wytwórcy, na którego pracy się wzorował. 

Identycyzm, choć jako osobny syndrom nie jest poważny i wyniszczający, prowadzi do najgroźniejszej choroby układu kreatywnego — owczopędzizmu — nieuleczalnego schorzenia; osoba nim dotknięta żyje w przeświadczeniu, iż nie potrafi samodzielnie wpaść na pomysł wykonania danej pracy kreatywnej, podążą wyznaczoną przez doświadczonych wytwórców ścieżką, nie kłopocze się wymyślaniem własnych patentów.

Jak pokonać scharakteryzowane powyżej schorzenia?

Warto wspomnieć, że:
a) inspirowanie się cudzą pracą jest dobre,
b) odtwarzanie czyjejś pracy w swój sposób jest świetne,
c) wymyślanie własnych projektów i wcielanie ich w życie jest idealne!

Ale:
a) inspirowanie się i wykonywanie cudzej pracy identycznie nie jest dobre,
b) odtwarzanie czyjejś pracy za każdym razem krok w krok tak samo jest złe,
c) wymyślanie własnych projektów i brak odwagi do wcielenia ich w życie jest DIABELNIE NAJGORSZE.

Nicnieumizm jest trudny do zwalczenia. Wymaga od chorego zacięcia i mocnej woli walki, jak i poświęcenia chwili na kreatywne produkcje. Im więcej prac wykona zarażony, tym bliższy będzie uzdrowieniu.
Każdy umie rysować – każdy, kto potrafi utrzymać ołówek w ręku.
Każdy umie ozdabiać, każdy umie składać origami, każdy potrafi działać kreatywnie. Trzeba wprawy i doświadczenia, by prace wyglądały coraz lepiej!
Jeśli do końca życia chory będzie powtarzał, że nie-zrobi-bo-nie-umie, to nigdy nie zrobi, bo się nie odważy. Łepetyna do góry, trzeba łapać za przybory i uczyć się na własnych błędach.
Szczególnie, że wytwórstwo prac kreatywnych nie jest nieprzyjemne.

Identycyzm i wynikający z niego owczopędzizm to schorzenia osób odważniejszych. Ci chorzy przynajmniej coś tworzą!
Warto jednak robić swoje prace.

Oglądając projekty na Pintereście, czy chociażby w Grafice Google, nigdy nie patrzę, jak należy coś wykonać. Jeśli spodoba mi się dana dekoracja, zeszyt, rysunek – zapisuję go w pamięci i odtwarzam po swojemu. To rozszerza zasięg mojej kreatywności, pobudza twórczą wyobraźnię, zmusza do kombinowania z przyborami.
I to (moim skromnym zdaniem) jest właśnie poprawne podejście w kwestii nastawienia! Umiem to zrobić po swojemu, bo korzystam z własnego pomysłu na dany projekt. I finito, praca płynie jak szybki, górski potok.

1

MARNOWANIE.
NaprzydasieTo słowo często wybrzmiewa z ust początkujących, którzy mają zapał do pracy i chcą od razu wydać wszystkie swoje oszczędności naprzydasie!

Przedstawię Wam powolny proces wygaszania się robótkowego zapaleńca:

1. Zapaleniec wykonał swoją pierwszą pracę kreatywną. Udała się. Jest zadowolony – pokazuje ją matce, ojcu, siostrze, bratu, babce, dziadowi, sąsiadce, sąsiadowi, psu, kotu, wróbelkowi, proboszczowi. Każdy w okolicy już wie o jego świeżej pasji i nowo odkrytym talencie.
2. Zapaleniec ma głowę pełną pomysłów. Główna strona jego Pinteresta zawalona jest inspiracjami. Ma odpowiednie podejście. Chce po swojemu wykonać dane projekty.
3. Zapaleniec dokonuje szybkiego przeglądu swoich półek z przyborami. Robi listę zakupów.
4. Zapaleniec szuka tanich sklepów z artykułami kreatywnymi. Uwaga – w tym momencie jego zapał maleje, wprost proporcjonalnie do wzrostu zawodu i niecierpliwości.
5. Zapaleniec podlicza najtańsze opcje – dokonał zamówienia na dwa tysiące złotych polskich.
6. Zapaleniec łka cichutko.
7. Zapaleniec liczy drobne ze skarbonki. Łącznie posiada czterdzieści trzy pięćdziesiąt.
8. Zapaleniec łka cichutko, ocierając ze złością łzy goryczy.
9. Zapaleniec odwołuje zamówienie w sklepie z artykułami kreatywnymi.
10. Zapaleniec traci zapał do prac kreatywnych uznając, że jest to pasja dla bogatych. Uwaga – od tego momentu należy nazywać go wypaleńcem.

 
NielogicyzmNie ma nic bardziej wkurzającego od nielogicznego wykorzystywania swoich przyborów oraz już skończonych prac.
Wyobraźcie sobie, że macie naprawdę nieduże pokoje. Spełniają one wiele funkcji; są sypialniami, pracowniami, czasami również jadalniami. Dołóżcie do tych funkcji kolejną – przechowywalnię prac, których już nie używamy.
Nie macie ochoty wyrzucić przez okna tych pudeł z oklejonymi zeszytami, słoikami, pudełkami?
Osobiście nie lubię marnować pieniędzy i przyborów na kolejne prace.
Zamiast wydawać oszczędności naprzydasie, lepiej wrzucić je z powrotem do skarbonki i czekać, aż stan przydasiów w szafce będzie krytyczny. Dobrze jest polować na rabaty, przeceny, wyprzedaże kolekcji sezonowych – nie kupować od razu wszystkiego. Przecież nie wszystko może nam się przydać!

Z wielu tutoriali i prezentacji wykonanych przeze mnie dekoracji można było wywnioskować, że wykorzystuję wielokrotnie te same słoiki, kawałki materiału, pudełka. To jak najbardziej normalne!
W zależności od sezonu nawet wskazane jest, by wcielać nowe wizje na ozdobienie danego przedmiotu. Tchnąć w niego nowe, kolejne życie. Cieszyć się starą-nową dekoracją.

Brak oszczędności w kieszeni nie zachęci do wykonywania kolejnych prac kreatywnych – a fakt, że przybory nie są tanie sprawi, że szkoda będzie je używać. Utkniecie w martwym punkcie, jeśli nie zwalczycie marnowania; będziecie mieć przybory i już gotowe dawne projekty, ale nie będziecie tworzyć ich więcej. Uwierzcie mi.
Wytwarzam, przetwarzam, chomikuję, nie wyrzucam, przerabiam.

3.jpg

WYMAGANIA.

Idealizm. Nie, nie chodzi mi o pogląd filozoficzny! Nazwałam tak podejście wobec siebie jako wytwórcy.

Drobnostkizm. To słowo brzmi i wygląda jak nazwa kraju w Azji (no, może i nie). W moim prywatnym słowniku odnosi się do postawy względem własnych prac.

Obydwie podkategorie łączę ze sobą w jedną, ogromną papkę obsesji. Właśnie one mogą być połączone z podkategoriami nastawienia.
Wymagania wobec siebie i swoich prac to ciężkie obciążenie. Oczywiście każdy by chciał wytwarzać najpiękniejsze dekoracje, najpiękniej szyć ręcznie, najwspanialej rysować portrety i najdokładniej oklejać zeszyty.
Te marzenia, gorące pragnienia warto odstawić na bok – szczególnie, gdy nie miało się wcześniej styczności z pracą kreatywną.

Nikt z nas nie jest cudotwórcą idealnym, który stworzy dzieło-coś-z-niczego. Nikt nie wytnie idealnie równego kwadratu z kartonu, jeśli wcześniej nie naniesie szkicu na papier. Nie każdy zszyje równo dwa kawałki materiału, nie każdy naklei koralik dokładnie w tym miejscu, w którym by chciał – szczególnie, gdy ręce trzęsą się z nerwów i napięcia, ażeby wszystko wyszło genialnie.

Podczas wytwarzania należy dać sobie możliwość popełnienia błędu!
To właśnie nasze błędy sprawiają, że własnoręcznie wykonane przedmioty są jedyne i niepowtarzalne. Ta plama kleju na okładce zeszytu czyni go jedynym w swoim rodzaju! A rozmazany długopis (bo nie odczekało się wystarczająco długo, by zmazać szkic, wcześniej wykonany ołówkiem) to całkiem niezły efekt wizualny. Krzywy piórnik? Tak miało być, na to się mówi „zabieg celowy”.
To projekt z duszą. Nie ma takiego drugiego na tym świecie.

Warto jest uwolnić się od wymagań, które sobie narzucamy. Nieidealna praca jest ładniejsza, niż ta bezbłędna – a jeśli nie ładniejsza, na pewno jest cenniejsza.

2.jpg

 

Podsumowując:

Nie każdy z nas ma takie same predyspozycje do wykonywania danej czynności – co nie zmienia faktu, że wszystkiego można się nauczyć.
Nie zabijecie swoich prac, jeśli zaprzestaniecie dążyć do hiperdoskonałego efektu końcowego. Mord kreatywności zakończy się po zwalczeniu obsesji. Nie ugasicie zapału, jeśli przestaniecie planować kreatywne wydatki.


Zamiast narzekać, że czegoś nie umiecie, nie możecie i nie zrobicie, bierzcie się w garść i pracujcie! Im więcej kreatywnych dusz, tym lepiej dla szarego świata!
Co sądzicie na ten temat?

Zuza 😉

Wegański obiad Wielkanocny

Wielkanoc – komu nie kojarzy się ona z jajkami, wędliną i białą kiełbaską, pływającą w kwaśnym, aromatycznym żurku?

Czy jako jedyna podnoszę właśnie łapkę, nieśmiało uśmiechając się do obecnego tu zgromadzenia?
To nie pierwsza moja roślinna Wielkanoc. Co roku kombinuję z przepisami i głowię się, co mogę dorzucić do rodzinnej święconki. Marchewki? Dobry plan, niech będą marchewki. I cynamon zamiast soli. I jeszcze trochę czerwonej herbaty.

Pomijając śniadanie – jak wiecie z TEGO wpisu, na śniadania uwielbiam raczyć się owocowymi mieszankami słodkości. Wielkanocne śniadanie z koszyczka raczej mnie nie dotyczy – dopóki nie zdobędę własnego wiklinowego kosza i nie wpadnę na świetne pomysły co do jego wypełnienia. Nie ma co się nad tym skupiać. Trzeba myśleć o świątecznym obiedzie!

Mój roślinny Wielkanocny stół nie będzie przepełniony typowymi, tradycyjnymi potrawami. Nie poddaję weganizacji żurku, nie robię wegańskich jajek. Nie kręcę majonezu, nie gotuję białych kiełbasek.
Postanowiłam zrobić skromny, wegański zestaw obiadowy – pełen aromatów i smaków wiosennych ziół.

*Uwaga! Ten wpis będzie edytowany na bieżąco. Zdjęcia potraw pojawią się po upichceniu ich – można więc rzec, że tym razem dostaliście ode mnie relację na żywo z mojej kuchni.*

Po kliknięciu na przepis, włączy się jego wersja PDF.

 

Moja Weganoc,
czyli roślinne wariacje na temat potraw Wielkanocnych!

*Uwaga! Jako, że wpis ten będzie edytowany na bieżąco, wszelkie uwagi na temat gotowania każdej z potraw pojawią się wraz ze zdjęciami. Polecam więc nie trzymać się ściśle mojego przepisu, acz inspirować się można zawsze :)*

Tegoroczne Wielkanocne menu nie jest skomplikowane.
Jak wiecie, nie umiem dobrze gotować. Nie dodaję soli, cukru, rafinowanych olejów do swoich potraw. W tym roku postawiłam na prostotę i ziołowy minimalizm, który (mam nadzieję, że) zaowocuje cudownym, nieskomplikowanym smakiem.

Obok sałatki jarzynowej, na którą przepisu chyba nie muszę podawać, na pewno stanie Bezrybna rybna z Wegilijnego zestawu dań.

☼ Żurkowa ogórkowa.

Kiedy chciałam popełnić własny zakwas okazało się, że nie zdąży on zrobić się do niedzieli. O sztucznych, sklepowych zakwasach nie było mowy.
Uwielbiam zupy, ponieważ bardzo rzadko je jadam. Zrobienie smacznej, roślinnej zupy nie jest trudnym wyczynem – wystarczy przygotować bulion warzywny i dorzucić do niego wybrane dodatki.

Chciałam coś kwaśnego, co zastąpi mi smak żurku w tym roku. Postanowiłam zrobić jałową ogórkową, która pomimo swych bladych nazw jest pełna smakowych barw.

zurkowaogorkowa-1.jpg

 Bulion należy wykonać tak samo, jak ten do wigilijnego barszczu (przepis znajdziecie w linku, który zamieściłam już powyżej!).

zupa.jpg
Wbrew wszelkim pozorom, tofu smakuje wyśmienicie z kwaśnym wywarem – uwierzcie mi i spróbujcie! Antyfani sojowego przetworu, będziecie zdziwieni!

☼ Pieczeń soczewicowa.

O pieczeni (możecie mówić na to pasztet, ja nie lubię tego słowa!) marzyłam od dłuższego czasu. Tę opcję smakową zrobiłam ostatnio bardzo dawno temu i najlepiej wspominam ją spośród wszystkich pieczeniowych kombinacji mojego autorstwa.
Dobre zblendowanie zapewnia kremową konsystencję potrawy. Zapach czerwonej, słodziutkiej papryki przechodzi przez całą pieczeń, nadając jej charakteru.

Najlepiej smakuje po nocy spędzonej w lodówce. Polecam powstrzymać chęć wszamania jej po wyjęciu z piekarnika!

soczewicowapieczen-1.jpg

Jeśli chcecie dodać do soczewicy wybrane przez siebie zioła i przyprawy, polecam to zrobić – jednak z całego serca rekomenduję Wam moją propozycję. Wierzcie, że aromat suszonego, upieczonego lubczyku i świeżej, posiekanej zielonej natki wystarczy, aby zaspokoić Wasze rozszalałe podniebienia, żądne nowych, Wielkanocnych smaków.

pieczen.jpg

Uwagi: Pieczeń w trakcie pieczenia polecam delikatnie skropić wodą. Jeśli chcecie więcej paprykowego farszu, zaleca się wykorzystać dwie pieczone papryki.
Wypiek musi spędzić przynajmniej jedną noc w lodówce – inaczej będzie bardzo kruchy.

☼ Owsiane ciastko marmurkowe.

Nie umiem piec. Po wigilijnym sukcesie z czteroskładnikowym tofurnikiem bez pieczenia (przepisu nie ma na blogu, jeśli chcecie go poznać, piszcie w komentarzach!) bałam się stawiać na nowe, niesprawdzone przepisy.

Po zjedzeniu większości produktów mącznych, męczę się w bólach brzucha. Mój delikatny żołądek lubi się z ciasteczkami owsianymi – wykorzystałam więc bezpieczny pomysł na dwukolorowe – i dwusmakowe! – ciasto z mąki owsianej.

marmurkowe-1.jpg

Konsystencja ciasta powinna być zwarta i lejąca się jednocześnie.
Do mojej mąki dodałam około 2,5 szklanki ciepłej wody.

CIA S.jpg

Proponowany dodatek: Budyń jaglany.

cia g.jpg

Uwagi: Wodę do ciasta należy dodawać turami – najlepiej po pół szklanki za jednym razem. Po każdej dolewce trzeba dokładnie mieszać ciasto.
Warto uważać z sodą – ja dodałam jej dwie małe łyżeczki (naprawdę małe!).
W planach mam próby pieczenia ciasta bez sody. O ich wynikach poinformuję Was, kiedy je podejmę.

Na tę Wielkanoc czaruję pyszne i nieskomplikowane potrawy. Do każdej propozycji polecam dodać jak najwięcej zieleniny – sałaty, szpinaku, kiełków. Ich delikatny smak nie zabije ziołowej nuty dania, a na pewno wzbogaci je o garść zdrowia.

Pamiętajcie, że w przypadku każdego przepisu, należy ufać swoim preferencjom smakowym i kierować się również własnymi doświadczeniami kulinarnymi.

Na święta Wielkiej Nocy składam Wam, Najdroższe Borsukęsy najgorętsze życzenia radości, pogody ducha i zdrówka. Aby wesoły czas wiosny zaszczepił w Was nowe inspiracje do działania i podejmowania kreatywnych wyzwań.

Posyłam Wam mocne uściski dłoni!
Zuza 😉

Tablica ogłoszeń: kwietniowe zmiany

Po krótkiej przerwie w blogowaniu uznałam, że jak najbardziej zasługujecie na kilka słów wyjaśnień.

Nie miałam ostatnio czasu na blogowanie – podjęłam pracę, uczęszczam na kurs aktorski. Wbrew moim oczekiwaniom mając tylko jeden dzień wolny w tygodniu, nie zdołałam nadrabiać postów.
Na szczęście (szczególnie dla bloga!) praca okazała się być niewypałem. Będę mogła powrócić do Was, pracować na blogu i publikować posty! Po chwili bez pisania mogę grzecznie przyznać, że bardzo mi tego brakowało 🙂

Zawaliłam miesiąc radości. Na szczęście nie odbiera mi to mocy wnoszenia poprawek w grafik postów!

Kwiecień niechaj będzie miesiącem przeplatanym (każdy wie, skąd jego nazwa? :)). Coś w stylu miesiąca zbiórczego, jednak to ja zdecyduję, o czym napisać.

Jeśli macie propozycje co do tematyki kwietniowych postów, oczywiście możecie je składać w komentarzach. Choć mam już plany na ten miesiąc, Wasze propozycje mogę wcielić w życie w innym terminie (lub dodatkowo, jeśli będzie to superhiper propozycja!).
Z mojej strony możecie liczyć na małą niespodziankę 🙂

KWIETNIOWY ROZKŁAD JAZDY:

4 wpisy; 15, 17, 22, 29

w tym wpis – prezent! 🙂

Mam nadzieję, że nie macie mi za złe, że podwinęła mi się czasowa noga!

Zuza 😉