Wegańskie wtorki: 5 zalet weganizmu

Weganizm to najpiękniejsza przygoda, jaką mogłam podjąć w swoim życiu.
Podjęłam ją zupełnie naturalnie, choć jeszcze kilka lat temu w mojej głowie tkwił obraz weganina-wariata z sałatą zamiast włosów i pomidorkami koktajlowymi w miejscu gałek ocznych. Pierwszego dnia sierpnia będę świętować swoją czwartą rocznicę przejścia na dobrą (wręcz pyszną!) stronę mocy.

Jako, iż zdobyłam już wiele doświadczeń i ich bagaż ciąży mi już na plecach, postanowiłam wyznać Wam, jakie korzyści czerpię z bycia weganką oraz odżywiania się roślinami.

zdj.jpg

5 ZALET WEGANIZMU,
których doświadczam od dawna.

Zastanawiając się nad zaletami, które zdecydowałam się Wam przedstawić w drugim poście w cyklu Wegańskich wtorków, właśnie to przychodziło mi do głowy jako pierwsze. Oczywiście, że chciałam zacząć wpis od głębokich rozważań na temat ratowania zwierząt i działania dla dobra naszej Planety, jednak przemawiający przeze mnie egoizm wylewał się za każdym podejściem do pisania. Uległam – uznając, że skoro to właśnie te dwa słowa przechodzą przeze mnie, skoro to ich impuls czuję już w samych czubkach palców, czuwających nad klawiaturą, skoro również dziś mam ochotę wspomnieć o tym na pierwszym miejscu – takie jest przeznaczenie owej zalety. Mimo, że nie jest dla mnie najważniejsza, sprawia, że każdego dnia mam dobrą energię do działania (lub niedziałania).
Dobre samopoczucie. 
Żywiąc się jeszcze produktami odzwierzęcymi, czułam się ociężała. Nie miałam energii, nie chciało mi się zwlekać z łóżka każdego ranka. Jak już wspominałam, weganizm nawrócił mnie na dobrą drogę, naładował swoją energią, składnikami odżywczymi, wlał we mnie mnóstwo radości.
Co czuje niestara weganka z czteroletnim stażem? Ulgę, spowodowaną nie przyczynianiem się do śmierci i bestialskiego traktowania zwierząt (jak i ból, o czym poczytacie we wpisie o wadach weganizmu), radość, która napawa mnie każdego dnia, lekkość ciała i ducha – a to wszystko (i wiele więcej) składa się na moje wspaniałe samopoczucie.
Lekkość ciała wynika z szybkiego trawienia posiłków, które szamię. Jako, iż zjadam tony warzyw i owoców, można się domyślać, iż ich trawienie przebiega w szybkim tempie – na pewno znacznie szybszym, niż dawniej. Lekkość ducha to wynik z dodania do siebie wymienionej powyżej ulgi z miłością do istot żywych. Już od dawna sądzę, że weganizm zamieszał mi w głowie! Kocham praktycznie wszystkie zwierzęta, rozmawiam z kotami i ptakami na ulicach, rozczulam się na widok gołębia skubiącego wysypane ziarenka. Jedność ze światem, zaufanie, jakim darzą mnie zwierzęta, rozumienie ich – brzmi dziwnie? Może, ale odczuwam to od trzech lat i nie narzekam.

Różnorodność smaków.
Kto nigdy nie postawił (chociażby w myślach) tezy, iż wegańska kuchnia jest nudna i monosmakowa, niech pierwszy rzuci kamień! *rzuca kamieniem w głowy durniów, co nie wiedzą, że warzywa mają niepowtarzalny smak*
Dzięki weganizmowi przeszłam na jasną, niesłoną stronę mocy. Używam coraz mniej przypraw, preferuję ziołowe lub naturalne smaki. Dieta roślinna wyczuliła moje kubki smakowe, udowodniła, że nawet ogromna fanka soli i keczupu (jak ja z przeszłości) może rozkoszować się orzechową nutą zielonych szparagów, kremową słodyczą ziemniaków, intensywną ostrością rzodkiewki. Może czuć różnicę w smaku każdego koloru papryki, różnych rodzajów sałat, rozpoznawać zioła – choć wcześniej znała tylko zieloną pietruszkę i koperek.
Czuję się jak tastemaster. Wiem wiele o smakach, dziwacznych przyprawach i składnikach potraw, właściwościach przeróżnych roślinnych substancji. Gdybym jeszcze potrafiła dobrze gotować, mogłabym zostać masterchefem.

Kolejna cecha nie powinna zdziwić nikogo. Wspominałam o tym w TYM wpisie.
Oszczędności.
Bez względu na to, czy jem w domu, czy na mieście – zawsze moje pożywienie jest (według mnie) niedrogie. Wychodząc ze swojej bezpiecznej szarej nory, czasami nie mam przy sobie nic do jedzenia i jestem zmuszona wylądować w roślinnej knajpce lub w sklepie. Nie zważając na swój wybór, nie wydaję całego majątku na jedzenie!
Podobnie, jak wszystkożercy i wegetarianie, mogę wybrać owoce, warzywa w sklepie. Zamiast stołować się w wegańskim lokalu, kupuję jabłka, pomarańcze, pomidorki koktajlowe.
O wzbogacaniu się dzięki diecie roślinnej już pisałam. Płacę mniej za pełnowartościową szamę.

Świadomość.
Nawet będąc wegetarianką nie miałam pojęcia o tym, że krowa nie produkuje nieskończoną ilość mleka – ot tak sobie. Nie wiedziałam o tym, jak traktowane są kury, krowy. Nie zaprzątałam sobie głowy zwierzętami, na których testuje się kosmetyki (i wszystko inne). Zapewne jak większość z Was, nie chciałam być świadoma.
Przechodząc na weganizm nadal nie posiadałam tej wiedzy, jednak na szczęście otworzyłam oczy i do teraz staram się ich nie zamykać. Nie, gdy widzę, co się dzieje z niewinnymi istotami.
Choć owa świadomość może zaliczyć się również do wad, według mnie warto wymienić ją wśród najważniejszych pięciu zalet weganizmu.
Naprawdę wspaniale jest nie zamykać oczu; nie udawać, że jedzenie mięsa jest w porządku, że mleko po prostu jest w krowie od zawsze, a przecież krowę boli, jak się jej nie wydoi.
Pełna świadomości o otaczającym mnie bestialstwie mogę unikać go jak tylko mogę. Choć nie zawsze jest to możliwe, staram się całym swoim sercem nie podpisywać pod masowym mordem, bo choć śmierć mnie śmieszy, mordowanie nie jest ani ciut zabawne.
Ani pół ciuta.

Ostatnią zaletą jest coś, co łączy wszystkie wymienione punkty w jedno i jest czymś oprócz tego, o czym już pisałam! To bardzo cenna, ważna dla mnie cecha, którą zyskuje każdy, kto decyduje się stąpać z nami-weganami po pełnej radości (oraz niestety smutku, dla równowagi) ścieżce ku lepszemu światu.
Wiedza.
Zbiorowa dobrego samopoczucia, świadomości, kuchennych różnorodności, być może w pewnej części też oszczędzania. Wszystko w jednym i jeszcze ponad to.
Zauważyłam, że weganie są naprawdę świadomi tego, co w siebie wpychają. Robią to z głową, dbają o siebie od wewnątrz i na zewnątrz. Często są bliscy zwierzętom, (podobnie do mnie) inaczej spoglądają na te wspaniałe istoty żywe. Dobrze wiedzą, co się dzieje w przemysłowym, morderczym świecie konsumenckim. Znają kłamstwa, które powtarzają wielkie koncerny, znają też nieszkodliwe alternatywy produktów, które są nam ponoć niezbędne.
Wiedza o świecie, o odżywianiu się, o badaniach. To my, weganie, najczęściej kontrolujemy swoje wyniki badań krwi, suplementujemy składniki, których mamy chociażby niewielki deficyt (i nie, nie jest to B12, nie jest to też białko, moi Mili!).
Wiemy, że należy dbać o siebie i o otaczający nas świat.
To wspaniała zaleta drogi, którą wybrałam. Już mi nikt nie wciśnie kitu, że bez mięsa będę mdleć, a bez rybki wypadną mi wszystkie włosy. No i, że od ziemniaków przytyję. A bez żelatyny będę miała chore stawy. A krówka ma mleczko 24 h/7. A kurki na wolnym wybiegu są szczęśliwe i nikt ich nie wykorzystuje.

Pamiętajcie, że nie jest moją intencją prowokowanie kogokolwiek. Komentarze o definitywnie negatywnym zabarwieniu są zawsze usuwane.

Są tu jacyś weganie? (Wiem, że są!)
Pomachajcie łapkami w komentarzach i przy okazji zdradźcie innym, za co Wy cenicie sobie ten tryb życia.
Lepsza kondycja i wytrzymałość fizyczna? Poprawienie się stanu cery, zdrowia? Lepsza odporność? (U mnie wszystkie te plusy występują symultanicznie). Chwalmy się światu, jak natura nas nagradza za dobre serduszka!

Zuza 😉

Chcesz przeczytać post z tej serii o konkretnej tematyce? Złożyć pochwałę lub zażalenie?
Wypełnij formularz.

Advertisements

7 thoughts on “Wegańskie wtorki: 5 zalet weganizmu

  1. Wszystkie się sprawdzają u mnie. Ale dobre samopoczucie to chyba największa zaleta. I mnóstwo energii 🙂 plus znajomość niezwykłych przepisów, o których wcześniej nie miałabym pojęcia 🙂 Miło się czyta, Zuzanno, całuski :*

    Polubione przez 1 osoba

  2. a ja po przejściu na weganizm mam dużo przemyśleń na temat tego jak żyłem dawniej, zdecydowanie wolę swój aktualny tryb życia. no i oprócz tego lepsza wydajność podczas uprawiania sportu, dużo energii na treningi i mniej czasu spędzonego na spaniu xD

    Polubione przez 1 osoba

  3. Po przejściu na weganizm czuję, że mój organizm jest mniej zakwaszony. Nawet po najcięższych zawodach bardzo szybko wracam do treningów, gdzie wcześniej robiłem sobie nawet tygodniową przerwę.
    Do tego lepsze samopoczucie, zdrowsze jedzenie. I polubiłem gotowanie 😉

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s