Wegański obiad Wielkanocny

Wielkanoc – komu nie kojarzy się ona z jajkami, wędliną i białą kiełbaską, pływającą w kwaśnym, aromatycznym żurku?

Czy jako jedyna podnoszę właśnie łapkę, nieśmiało uśmiechając się do obecnego tu zgromadzenia?
To nie pierwsza moja roślinna Wielkanoc. Co roku kombinuję z przepisami i głowię się, co mogę dorzucić do rodzinnej święconki. Marchewki? Dobry plan, niech będą marchewki. I cynamon zamiast soli. I jeszcze trochę czerwonej herbaty.

Pomijając śniadanie – jak wiecie z TEGO wpisu, na śniadania uwielbiam raczyć się owocowymi mieszankami słodkości. Wielkanocne śniadanie z koszyczka raczej mnie nie dotyczy – dopóki nie zdobędę własnego wiklinowego kosza i nie wpadnę na świetne pomysły co do jego wypełnienia. Nie ma co się nad tym skupiać. Trzeba myśleć o świątecznym obiedzie!

Mój roślinny Wielkanocny stół nie będzie przepełniony typowymi, tradycyjnymi potrawami. Nie poddaję weganizacji żurku, nie robię wegańskich jajek. Nie kręcę majonezu, nie gotuję białych kiełbasek.
Postanowiłam zrobić skromny, wegański zestaw obiadowy – pełen aromatów i smaków wiosennych ziół.

*Uwaga! Ten wpis będzie edytowany na bieżąco. Zdjęcia potraw pojawią się po upichceniu ich – można więc rzec, że tym razem dostaliście ode mnie relację na żywo z mojej kuchni.*

Po kliknięciu na przepis, włączy się jego wersja PDF.

 

Moja Weganoc,
czyli roślinne wariacje na temat potraw Wielkanocnych!

*Uwaga! Jako, że wpis ten będzie edytowany na bieżąco, wszelkie uwagi na temat gotowania każdej z potraw pojawią się wraz ze zdjęciami. Polecam więc nie trzymać się ściśle mojego przepisu, acz inspirować się można zawsze :)*

Tegoroczne Wielkanocne menu nie jest skomplikowane.
Jak wiecie, nie umiem dobrze gotować. Nie dodaję soli, cukru, rafinowanych olejów do swoich potraw. W tym roku postawiłam na prostotę i ziołowy minimalizm, który (mam nadzieję, że) zaowocuje cudownym, nieskomplikowanym smakiem.

Obok sałatki jarzynowej, na którą przepisu chyba nie muszę podawać, na pewno stanie Bezrybna rybna z Wegilijnego zestawu dań.

☼ Żurkowa ogórkowa.

Kiedy chciałam popełnić własny zakwas okazało się, że nie zdąży on zrobić się do niedzieli. O sztucznych, sklepowych zakwasach nie było mowy.
Uwielbiam zupy, ponieważ bardzo rzadko je jadam. Zrobienie smacznej, roślinnej zupy nie jest trudnym wyczynem – wystarczy przygotować bulion warzywny i dorzucić do niego wybrane dodatki.

Chciałam coś kwaśnego, co zastąpi mi smak żurku w tym roku. Postanowiłam zrobić jałową ogórkową, która pomimo swych bladych nazw jest pełna smakowych barw.

zurkowaogorkowa-1.jpg

 Bulion należy wykonać tak samo, jak ten do wigilijnego barszczu (przepis znajdziecie w linku, który zamieściłam już powyżej!).

zupa.jpg
Wbrew wszelkim pozorom, tofu smakuje wyśmienicie z kwaśnym wywarem – uwierzcie mi i spróbujcie! Antyfani sojowego przetworu, będziecie zdziwieni!

☼ Pieczeń soczewicowa.

O pieczeni (możecie mówić na to pasztet, ja nie lubię tego słowa!) marzyłam od dłuższego czasu. Tę opcję smakową zrobiłam ostatnio bardzo dawno temu i najlepiej wspominam ją spośród wszystkich pieczeniowych kombinacji mojego autorstwa.
Dobre zblendowanie zapewnia kremową konsystencję potrawy. Zapach czerwonej, słodziutkiej papryki przechodzi przez całą pieczeń, nadając jej charakteru.

Najlepiej smakuje po nocy spędzonej w lodówce. Polecam powstrzymać chęć wszamania jej po wyjęciu z piekarnika!

soczewicowapieczen-1.jpg

Jeśli chcecie dodać do soczewicy wybrane przez siebie zioła i przyprawy, polecam to zrobić – jednak z całego serca rekomenduję Wam moją propozycję. Wierzcie, że aromat suszonego, upieczonego lubczyku i świeżej, posiekanej zielonej natki wystarczy, aby zaspokoić Wasze rozszalałe podniebienia, żądne nowych, Wielkanocnych smaków.

pieczen.jpg

Uwagi: Pieczeń w trakcie pieczenia polecam delikatnie skropić wodą. Jeśli chcecie więcej paprykowego farszu, zaleca się wykorzystać dwie pieczone papryki.
Wypiek musi spędzić przynajmniej jedną noc w lodówce – inaczej będzie bardzo kruchy.

☼ Owsiane ciastko marmurkowe.

Nie umiem piec. Po wigilijnym sukcesie z czteroskładnikowym tofurnikiem bez pieczenia (przepisu nie ma na blogu, jeśli chcecie go poznać, piszcie w komentarzach!) bałam się stawiać na nowe, niesprawdzone przepisy.

Po zjedzeniu większości produktów mącznych, męczę się w bólach brzucha. Mój delikatny żołądek lubi się z ciasteczkami owsianymi – wykorzystałam więc bezpieczny pomysł na dwukolorowe – i dwusmakowe! – ciasto z mąki owsianej.

marmurkowe-1.jpg

Konsystencja ciasta powinna być zwarta i lejąca się jednocześnie.
Do mojej mąki dodałam około 2,5 szklanki ciepłej wody.

CIA S.jpg

Proponowany dodatek: Budyń jaglany.

cia g.jpg

Uwagi: Wodę do ciasta należy dodawać turami – najlepiej po pół szklanki za jednym razem. Po każdej dolewce trzeba dokładnie mieszać ciasto.
Warto uważać z sodą – ja dodałam jej dwie małe łyżeczki (naprawdę małe!).
W planach mam próby pieczenia ciasta bez sody. O ich wynikach poinformuję Was, kiedy je podejmę.

Na tę Wielkanoc czaruję pyszne i nieskomplikowane potrawy. Do każdej propozycji polecam dodać jak najwięcej zieleniny – sałaty, szpinaku, kiełków. Ich delikatny smak nie zabije ziołowej nuty dania, a na pewno wzbogaci je o garść zdrowia.

Pamiętajcie, że w przypadku każdego przepisu, należy ufać swoim preferencjom smakowym i kierować się również własnymi doświadczeniami kulinarnymi.

Na święta Wielkiej Nocy składam Wam, Najdroższe Borsukęsy najgorętsze życzenia radości, pogody ducha i zdrówka. Aby wesoły czas wiosny zaszczepił w Was nowe inspiracje do działania i podejmowania kreatywnych wyzwań.

Posyłam Wam mocne uściski dłoni!
Zuza 😉

Reklamy

Moje owocowe śniadania

Kto nie chciałby każdego ranka raczyć się wspaniałym deserem, jednocześnie dbając o swoje zdrowie i nie szkodząc figurze?

Na pewno każdy wielbiciel słodkości od razu podniósłby obydwie ręce. Zacięty wojownik uniósłby nawet nogi. Wielu z Was od razu dałoby głos.
A wiecie, kto ma takie szczęście?

Weganie. Tak, kochani! To właśnie nam nadprzyrodzona siła, czuwająca nad światem zesłała cud.
To my, weganie – codziennie możemy jeść dużo słodkości, które cudownie wpływają na nasze ciała. Dają mnóstwo energii, nie powodują problemów trawiennych, odżywiają ciało – i umysł.

Owoce – to na ich temat przez długi czas krążyły rozmaite, zazwyczaj nieprzychylne plotki.
Biedni producenci przetworzonych słodyczy oraz media stworzyły mit, który nadal powtarza wiele osób.
Liczenie kalorii, odmawianie sobie wielu pyszności. Ciągłe diety, na które działają tylko i wyłącznie kapsułki-cud. Powtarzanie bzdur o dietach wysokowęglowodanowych, niedożywieniu i braku zdrowia u wegan.

Ci wegetarianie to jeszcze są znośni – jedzą ser, jaja, mleko. Nie pochwalam, ale nie potępiam. Za to weganie?
Choroba psychiczna. Umrą na tych swoich trawkach i warzywkach, bo im szkoda zwierzątka.
Prawdziwy mężczyzna je mięso. Prawdziwa kobieta słucha mężczyzny, który każe jej jeść mięso – i też je mięso.
Chłopakdziewczynanormalnarodzina.
 – hihi! Nie mogłam się powstrzymać, wybaczcie.

Drogi dobry człowieku, który zgadza się tylko na humanitarne zabijanie zwierząt (!! tak, takie określenia można znaleźć w internecie!). Wiele tracisz, uwierz!

Weganie nie tylko oszczędzają życie zwierząt – przyczyniamy się do mniejszego użycia wody i dwutlenku węgla. Dzięki nam zmniejsza się wycinka lasów oraz wykorzystywanie ziem i zbóż.

Osoby o otwartych umysłach wiele zyskują. Oszczędzają na jedzeniu (tak, weganizm naprawdę nie jest drogi! Naprawdę! Jak Boga kocham. Mówię serio!), odzyskują harmonię ze swoim ciałem i całą ziemią. Jedzenie roślin świetnie wpływa na nasze zzieleniałe cielska. Nie poczujesz, póki nie wypróbujesz – jeśli chcesz wiedzieć, o czym mówię, musisz spróbować!

Spośród wszystkich wegańskich dóbr to właśnie jedzenie deserów każdego ranka jest zachęcającą nagrodą. Szczególnie dla tych, którzy wolą smak od jakości swojego życia – i życia innych istot żywych 😉

Odkąd przeszłam na weganizm i zyskałam większą świadomość tego, co jem, owoce najczęściej goszczą na moim śniadaniowym stole.
Zazwyczaj jest to nieskomplikowana mieszanka tego, na co mam ochotę i co akurat jest dostępne w mojej kuchni. Już wspominałam w TYM wpisie, że kieruję się zasadą słuchania organizmu. Nie wpycham w siebie tego, czego nie chcę = jem to, o co prosi moje ciało.

Wraz z nadejściem coraz cieplejszych dni, mój organizm domaga się owoców i zielonych warzyw. Osobiście najbardziej lubię jak najmniej skomplikowane, surowe posiłki.
Pokażę Wam, co lubię czarować na śniadania – wykorzystując zdrowe składniki.

MISKA OWOCÓW.
Owoce jem w masowych ilościach co lato, nie ograniczając się tylko do śniadaniowej porcji.
Lubię pokroić owoce, które mam w koszyku, obficie posypać je cynamonem – i szamać!
Na zdjęciu widzicie jabłko, pomarańczę, daktyle – ananas jest pod spodem.

OWOCE.jpg

Taka miska daje dużo energii. Nie powoduje u mnie kłopotów z trawieniem (a z moim problematycznym brzuchem łatwo jest nabawić się nieprzyjemnych problemów!), syci na długo i wspaniale smakuje.
Słodka moc witamin. Dziwnie, że nie zielona, prawda? – dla spragnionych zieleniny, prezentuję:

NAJPYSZNIEJSZE SMOOTHIE.

GRUSZKA PIETRUSZKKA.jpg

Mango, szpinak, gruszka i pietruszka.
Natka pietruszki – gwoli ścisłości.
Ten koktajl poznałam dzięki Evelinie z Vegan Island, która dla mnie jest mistrzynią smoothie. Podejmując jej koktajlowe wyzwanie bałam się, że nie polubię żadnego zielonego mixu – a jednak! Coś tam zaskoczyło!
W oryginalnym przepisie oczywiście jest banan i pierwotnie właśnie banany używałam do zrobienia smoothies. Jak już wspominałam w TYM wpisie, nie przepadam za tymi owocami, dlatego używam innych słodkości jako zamienników.

SMOOTHIE BOWL.
To najlepszy śniadaniowy pomysł, na jaki ktoś kiedykolwiek wpadł.
Zamiast pokrojonych owoców lub koktajlu do picia, w ciepłe dni często tworzę smoothie bowl.
Na zdjęciu widzicie egzotyczną propozycję, zrobioną z mrożonego mango, papai, ananasa i melona oraz świeżej pomarańczy.
Lubię mnóstwo dodatków, dlatego u góry widnieje reszta pomarańczy, jabłko, moja domowa granola (przepis: TU), płatki kokosowe i nasionka chia.

SB — kopia.jpg

Od zwykłego koktajlu smoothie w miseczce różni się konsystencją.
Koktajl w smoothie bowl powinien być znacznie gęstszy – dlatego warto jest używać mrożonych owoców i warzyw. Zamiast bananów świetnie sprawdzi się ananas lub mango (oczywiście mrożone!).
Mieszanka smaków w jednej miseczce. Orzeźwiające, odżywiające, sycące śniadanie.
Ulubione na lato!

CRUMBLE.
Crumble kojarzy mi się z typowym deserem owocowym – na szczęście w mojej wersji świetnie nadaje się na śniadanie.
Ja wykonuję swoje crumble, wykorzystując pokrojone owoce i domową granolę.
Wyłożone w naczyniu żaroodpornym owoce posypuję granolą, następnie lekko skrapiam je wodą. Wstawiam do piekarnika na około 15-18 minut, ustawiając temperaturę ok 160-180°C.

CRUMBLE.jpg
OWSIANKA/JAGLANKA/AMARANTUSANKA/RYŻANKA.

Te śniadania powracają w jesieni, królują na moim stole przez większość chłodnych dni.
Wybrane płatki zazwyczaj zalewam wodą i pozostawiam do namoczenia na noc. Kaszę, amarantus, komosę ryżową gotuję w większych ilościach, ażebym nie musiała marnować czasu na stanie przy garnuszku i pilnowanie, by nic się nie przypaliło. i tak zawsze przypalam.
Dorzucam wybrane owoce, czasem masło orzechowe, dodatki, które mam pod ręką.
Zrobienie owsianki chyba nie sprawia Wam problemu, prawda? 😉

***

To wszystkie owocowe propozycje, jakimi postanowiłam się z Wami podzielić.

Był to ostatni wpis w miesiącu zdrowia, jednak mam nadzieję, że Wasza droga z poznawaniem zdrowego odżywiania nie skończy się wraz z nadejściem nowego bloku tematycznego na moim blogu 😉
Starałam się poruszyć ważne kwestie – miałam do wykorzystania jedynie cztery soboty.
Pokazałam Wam, że roślinne odżywianie się jest naprawdę proste i przyjemne. Chciałam w niedługich urywkach tekstu zaprezentować moje podejście do weganizmu oraz osób wyśmiewających weganizm.

Weganizm nie jest tylko dietą roślinną. To styl życia, w którym wyklucza się wszelkie produkty pochodzenia zwierzęcego. Miejcie to na uwadze.

Jeśli chcecie widzieć więcej moich dziennych jadłospisów lub przykładów potraw, zapraszam na mój profil na wegańskiej społeczności: aplikacji Vegan Amino.

IMG_20170222_121452_623.jpg

Jeśli chcecie posłuchać ciekawych słów na temat diety wegańskiej w codziennym życiu, doświadczeń innych osób, zobaczyć, jak wyglądają ich posiłki – polecam Wam kanały na Youtube, które sama najchętniej odwiedzam:

Caitlin Shoemaker
Lauren Toyota
Monami Frost
Vegan Hero
MayaTheBee
Nowa Siła
Jestem Vege
Zuzanna Dziewirz
Weganizator.

***

Mam nadzieję, że moje śniadanie się Wam spodobały.
Macie własne sposoby na owocowe pierwsze posiłki w ciągu dnia?

Zuza 😉

Słodkie kąski na nietłusty czwartek

Oglądając film z przepisem na pączki u Savory or Sweet? uświadomiłam sobie, że tłusty czwartek wypada jeszcze w naszym blogowym miesiącu zdrowia.

Pączków jeść nie mogę – po mące i smażonym jedzeniu prawdopodobnie umierałabym z bólu brzucha. Jednak zazdrość (bo wszyscy coś mają, a ja nie!) zwyciężyła.
Od razu wiedziałam, że muszę coś wykombinować!

Znając mój brak talentu do gotowania uznałam, że powinien to być przepis jak najprostszy. Oczywiście chciałam wyczarować coś zdrowego – bez przetworzonego cukru, oleju, soli i innych składników, które już dawno wyeliminowałam ze swojej diety.

Pierwsza myśl: ciastka. Druga: „czekoladki”. Trzecia: batony.
Rozpoczęłam wyścig z własnymi pomysłami. Meta była w kuchni.
Przejrzałam swoje składniki i w głowie pojawiła się myśl na słodkie kąski, które można dowolnie modyfikować.
Mogą stać się batonami, ciasteczkami. Mogą mieć każdy smak, jaki tylko zapragnie twórca.

Kąski modyfikowane kreatywnością – niechaj to będzie ich nazwa!
Uwierzcie, że smakują pysznie. Są słodkie, miękkie, rozpływają się w ustach – a dodatkowo są naprawdę zdrowe!
Skoro ja podołałam; zrobiłam je i są zjadliwe – to oznacza, że Wy tym bardziej poradzicie sobie z zadaniem wykonania ich po swojemu.

1.jpg

Nadają się na śniadanie, deser, przekąskę na wynos. Cudowna i nieskomplikowana alternatywa batonów dostępnych w sklepach (na przykład tych Dobra Kaloria, o których wspominałam Wam w TYM wpisie!).

Zanim powiem Wam, jak je zrobiłam, odpowiem na pytanie: A co w nich takiego wspaniałego, Sueh? Wyglądają źle. Nazwa też nie zachęca dooo…

STOP, nie mów niczego, byś potem nie żałował, drogi malkontencie!
Warto je zrobić, ponieważ:

A. Są ekstremalnie proste w wykonaniu!
B. Zawierają dokładnie to, co chce dodać kucharz!
C. W ich składzie znajdziemy:

PŁATKI OWSIANE, które mają w sobie nie tylko błonnik, zdrowe tłuszcze i białko, ale także witaminy z grupy B, magnez, żelazo i wiele innych wartości odżywczych. Są sycące, wspomagają trawienie i ponoć działają odmładzająco – to musi być prawda. W ogóle się nie starzeję!
Jedzenie owsianki na śniadanie to prawdopodobnie jeden z lepszych nawyków, jaki możecie sobie wyrobić.
Ja przemycam je w wielu słodkich (i nie tylko!) przekąskach.

AMARANTUS – obiło mi się o uszy, że jest to jedna z najstarszych roślin, jakie były uprawiane na świecie. Łatwo przyswajalne żelazo i wapń, białko, magnez. Znowu błonnik, więc i ten składnik korzystnie wpłynie na trawienie.
Wspomaga organizm w leczeniu stanów zapalnych, świetnie działa na nasz układ odpornościowy. Idealny składnik diety dla osób, które walczą z chorobami układu krążenia.
Ponownie jest to ziarenko dla młodości! Zawiera skwalen – to istny eliksir młodości, opóźniający proces starzenia.

DAKTYLE dają nam mnóstwo energii. One również zawierają moc błonnika, witaminy z grupy B, żelazo, magnez, wapń. Zawierają antyoksydanty – więc również wspierają naszą odporność. Obniżają poziom cholesterolu we krwi, działają zbawiennie na problemy trawienne.
Suszone daktyle niewiele różnią się od świeżych, które ponoć mają nieco więcej witaminy C.

Oczywiście nie opisałam całej zawartości oraz właściwości danych składników. Wybrałam najważniejsze informacje, które warto pamiętać.

Teraz, gdy już macie pewien zarys dobroci kąsków, z czystym sumieniem mogę zaprezentować Wam przepis na…

kaski-kreatywne-1

Lekko słodkie, kokosowe. Kwaskowy posmak soku z cytryny dodaje im nieco charakteru, nie są mdłe – balansują pomiędzy najwspanialszą a najcudowniejszą słodkością świata.

Oblane czekoladą, obsypane kakao, pokrojone, porozrywane – w każdej formie będą świetne. (Najlepsza forma: zjedzone!)
Bardzo polecam dodatek płatków kokosowych; w podpiekaniu zyskują one wspaniały smak i aromat.

Pamiętajcie, żeby w kuchni otworzyć swoją głowę na kreatywność i tworzyć te słodkości po swojemu!

No to jak, Najdrożsi. Ile kąsków zjedliście w nietłusty czwartek? 

Zuza 😉

O moim odżywianiu + kuchenny niezbędnik

Wielu z Was zaciekawił mój tryb życia i odżywiania się.
To jednocześnie radosna, jak i niepokojąca nowina! Dla mnie to nic dziwnego – i niepokoi mnie fakt, że ktoś może być zainteresowany tym, co jem.
Cieszę się zaś z tego, że Wasze zainteresowanie zdrowym jedzeniem wzrasta!

Opowiem Wam dzisiaj (pokrótce) o tym, czym kieruję się, wybierając produkty do spożycia. Przywołam również ciekawą anegdotę oraz przedstawię kilka rzeczy, bez których nie potrafię się obejść w ciągu dnia.

SŁUCHANIE ORGANIZMU.
Nie od zawsze odżywiałam się zdrowo, choć zależy, co postrzegacie za zdrowe jedzenie.
Teraz umiem już słuchać potrzeb swojego ciała i wiem, że tryb, który przyjęło, bardzo mu służy!
Aby wyjaśnić Wam, jak słucham próśb organizmu, podam Wam przykłady z przeszłości – co jadłam na przestrzeni kolejnych pór roku.

Zazwyczaj mój organizm domaga się sezonowych warzyw i owoców.
Jesień i zima to dla mnie czas strączków i warzyw korzeniowych. Jem dużo fasoli, marchwi, buraków. Owoce, które spożywam w tym czasie to głównie jabłka, mandarynki. Często sięgam po zamrożone owoce, na które mam ochotę zawsze (truskawki, wiśnie, maliny).

Na wiosnę rozpoczyna się u mnie czas świeżych warzyw. To właśnie wtedy odczuwam chęć zjedzenia pomidora! 🙂
Na moim talerzu gości wiele zielonych elementów – często wyjętych z zamrażarki.
Brokuły, brukselka, fasolka szparagowa. Z owoców lubię podjadać kiwi, rodzynki, nadal ulubione zamrożone owoce. Nie zapominam o nowalijkach.

Lato to typowo owocowy czas! Wakacyjne dni są pełne świeżych truskawek, malin, brzoskwiń, pomidorów. W lato zazwyczaj sięgam po awokado, na które w ciągu roku nie mam ochoty.

Nigdy nie jem tego, czego nie chcę. Nie wysłuchuję porad dietetyków, znawców i specjalistów w tematyce odżywiania.
Mam dużo energii, nie choruję. W wynikach badań jeszcze nigdy nie było mi dane zobaczyć informacji o niedoborach.
Mój sposób jest dla mnie idealny!

PRZYRZĄDZANIE POTRAW.
Nie umiem gotować, więc nie spędzam całych dni w kuchni.
Nie używam olejów, soli i cukru. Mąka i produkty mączne są naprawdę rzadkim gościem na moim stole.
Uwielbiam surowe warzywa, niegotowaną marchew, chrupiące buraki.
Gotuję głównie strączki – bez dodatku soli. Zamrożone warzywa rozmrażam na parze.
Gotowanie konkretnych potraw jest u mnie rzadkością, robię to w razie ważnych okazji i świąt.
W tym temacie nie mam do dodania nic więcej.

HISTORIA Z WAKACJI.
Po dziś dzień z rozbawieniem wspominam wyjazd do Zakopanego. Te chwile idealnie obrazują to, że moje ciało domaga się tylko świeżych, nieprzetworzonych potraw.

Pamiętam, że na wyjazd zabrałam ze sobą czystoziarnisty chleb własnej roboty, dwa batony Dobra Kaloria, pięć małych batoników daktylowych i jakieś wafle ryżowe z przyprawami.
Przez kilka godzin czułam się dobrze. Podróż pociągiem była męcząca i czułam, że mam po niej mniej energii, niż rano. Dostarczałam sobie sił zabranymi przekąskami.

Zwiedzanie ulic górskiego miasteczka było dla mnie męczarnią! Ból brzucha nie dawał mi spokoju – mogłam siedzieć bez ruchu lub chodzić i jęczeć. Byłam zmuszona wybrać drugą opcję. Co jakiś czas potrzebowałam przystanku, by ulżyć swojemu ciału w rozdzierającym cierpieniu!
Nic mi nie pomagało. Piłam dużo wody, robiłam przerwy w spacerach. Ból nie ustępował.

Lekiem na cierpienie okazał się być świeżo wyciskany sok, cudem zdobyty na Gubałówce. Po chwili dał mi mnóstwo energii. Humor wrócił! Po około półgodzinnej przerwie od spacerów – ból minął.
Z entuzjazmem dokupiłam porcję świeżych owoców, które pochłonęłam z ogromną radością.
Do dziś wspominam ten piękny dzień – w którym uświadomiłam sobie, że mój organizm błagał o pomoc, kiedy nie dostarczyłam mu trawy.

Ta anegdota jest wspaniałą lekcją – nie tylko dla mnie. Mam nadzieję, że i Wy wyniesiecie z niej ciekawe informacje. Przede wszystkim warto jest jeść jak najbardziej zdrowo! Po pewnym czasie ciało samo domaga się odpowiednich elementów posiłku. Brawo, trawo!

KUCHENNY NIEZBĘDNIK.
Po jakże długim wstępie pełnym informacji, przechodzę do kuchennego niezbędnika – czyli tego, co oprócz warzyw i owoców gości na moim talerzu (i w żołądku) bardzo często.

Siemię lnianePoznałam je kilka lat temu, kiedy bardzo pragnęłam zapuścić włosy – a te jak na złość odmówiły posłuszeństwa i przestały rosnąć. Początkowo zjadałam kisiel z ziarenek raz dziennie, potem przerzuciłam się na zmielone siemię. Teraz ziarenka dosypuję do każdego posiłku (z umiarem!), zaś lniany proszek piję na wieczór, po kolacji.

siemię.jpg

Siemię lniane nie tylko usprawnia porost moich włosów, lecz także pomaga mi w problemach z jelitami i bólem brzucha. Świetnie wspomaga trawienie!
Właściwości ziarenek lnu możecie poznać na każdej stronie internetowej, nie będę się nad tym rozwodzić długo. Na pewno warto jest wzbogacić swoją codzienną dietę o pełne witamin i błonnika malutkie ziarenka!

PrzyprawyChyba nie będziecie zdziwieni – najbardziej uwielbiam pieprz czarny i cynamon.
Lubię ostre smaki, przez co pieprz dodaję w masowych ilościach do każdej warzywnej potrawy. Cynamon króluje przy śniadaniach, nie wyobrażam sobie dziennej porcji jabłek bez niego!

przyprawy.jpg

Świetnym dodatkiem jest też papryka wędzona (dostępna w praktycznie każdym sklepie spożywczym). Roślinny sos pomidorowy bez niej nie jest tak dobry.
Dzięki jej posmakowi nie muszę już przypalać garnków! Kuchenna rewolucja wprowadzona przy pomocy jednej szczypty czerwonego proszku.
Lubię używać dużo ziół (w szczególności lubczyk, majeranek, zielona pietruszka), często dodaję do potraw szczyptę kurkumy.

Suszona włoszczyzna. To dobry dodatek do potraw, świetna posypka na strączki i niezła przekąska!
Suszona marchew, pietruszka zielona (i jej korzeń też!), por, pasternak, seler. Naturalne składniki naturalnej przyprawy.
Równie dobre okazały się być suszone buraki. Mają niesamowity zapach i smak, od pewnego czasu dosypuję je do każdej potrawy.

susz.jpg

Odkąd odkryłam włoszczyznę suszoną, nie wyobrażam sobie fasoli bez niej. To świetne urozmaicenie smaku – może banalne, może nie pasujące do siebie, ale na pewno smaczne.

Daktyle. Choć nie jadam ich codziennie, świetnie sprawdzają się jako słodzidło owsiankowych zupek „mlecznych”, karmelki na słodyczowego głoda, czy chociażby przekąska zbrakulaku.

daktyle.jpg

Bardzo słodkie owoce, którymi w liceum starałam się zachęcić koleżanki i kolegów do jedzenia suszonych pyszności. Mogą być bazą do własnych zdrowych batonów, uzupełnieniem słodyczy w wypiekach, aż za bardzo słodkim dżemem. Z daktylami każdy potrafiłby się obejść – suszonymi, jak i świeżymi. Polecam obydwie (bardzo do siebie podobne) wersje!

Napoje. Znowu byłam Tomaszem, póki nie sprawdziłam tego na sobie.
Odpowiedni poziom nawodnienia znacznie poprawia samopoczucie. Naprawdę w to nie wierzyłam!
Teraz nie wyobrażam sobie dnia bez wody. W ciepłe dni uwielbiam pić rano słoik wody z cytryną, do której często dodaję pyszne kawałki pachnącego imbiru.

woda.jpg

Moim dużym uzależnieniem jest czerwona herbata. Pokochałam ją jeszcze w gimnazjum i od tamtej pory nie potrafię się z nią rozstać! Mimo, że przebarwia zęby i nie jest uznawana za najzdrowszą, dla mnie jest świetnym zamiennikiem kawy (choć zupełnie nie czuję obiecanego poherbatowego pobudzenia). Mówi się, że świetnie działa na odchudzanie. Być może, ja nie zauważam niepożądanych efektów.

herbata.jpg

To cała lista rzeczy niezbędnych w moim codziennym odżywianiu.
Pamiętajcie, że największą część zdrowego wegańskiego jedzenia wypełniają warzywa i owoce!

Dieta wegańska oczywiście nie musi być ultrazdrowa – to wybór weganina, czy odżywia się zdrowo, czy korzysta z „dobroci”, czyli żywieniowych wynalazków dzisiejszego świata.
Jak już wspominałam, sama lubię testować nowe smaki, jednak nie robię z wypadów do roślinnych knajpek reguły i tradycji. Odwiedzenie pizzerii raz w roku chyba wystarczy, prawda? 🙂

Macie własne propozycje zdrowych dodatków do potraw, które mogłabym wypróbować?

Zuza 😉

♥ Walentynkowy deser jaglany ♥

Z okazji walentynek postanowiłam pokazać Wam, co słodkiego możecie wyczarować w dniu zakochanych.

Czy tylko ja sądzę, że jedzenie to świetny upominek? Ukochana osoba na pewno doceni nasze starania. Przez żołądek do serca, pamiętajcie o tym, Borsuczki!

2.jpg

Ten krótki przepis jest idealny na desery, śniadania, sycące przekąski. Świetnie obrazuje, jak bardzo słaba jestem w gotowaniu.
Na szczęście mój brak umiejętności nadrabiam kreatywnością! Dlatego właśnie deser jaglany przygotowałam nieco inaczej, niż wszyscy.

Prosty przepis, prosta sprawa! Jedyną trudnością może być kasza – ważne, żeby niczego nie przypalić. Jeśli dacie sobie radę z tym ważnym zadaniem, deser z pewnością będzie udany.

♥♥♥

1.jpg

 W tym przepysznym deserze najcudowniejsze jest to, że można go jeść z czym tylko się chce. Wszystkie kombinacje dodatkowe będą się nadawały.
Na zimno, na ciepło, na śniadanie, kolację. Co więcej, ten deserek jest zdrowy – wykonany z uwielbianej przez wszystkich zdrowotnych freaków kaszy jaglanej. Idealny dla czytelników żądnych kreatywności. Halo, kreatywna policja? Mam na celowniku naturalną zdrową słodkość, przy której mogę wykorzystać swój zmysł twórczy. Czego chcieć więcej?

♥♥♥

wal przepis.jpg

♥♥♥

O dobroci kaszy jaglanej chyba nie trzeba wspominać! To nie tylko pyszny, ale też zdrowy, prosty i szybki w wykonaniu słodycz.

Mój deser był niesłodzony.
Zdecydowałam się na dwie wersje – podstawową z rozmrożonymi truskawkami oraz kakaową z mandarynkami.
Osobiście wolę jasny budyń.

3.jpg

Deser wychodzi kremowy, gęsty, pyszny. Smak kaszy dla mnie nie był mocno wyczuwalny.
Robiąc go mamy tak wiele możliwości, że nadaje się na każdą okazję i porę. Ja żałuję, że wcześniej go nie wykonywałam! Teraz na pewno będzie częstym gościem na moim stole i zamiennikiem świątecznych ciast i deserów.

Jakie macie pomysły na dodatki do jaglanego budyniu?

Zuza ♥

Sól i cukier – co i jak?

Pierwszy post w lutym rozpoczyna miesiąc zdrowia!

Nie wiem, czy zdajecie sobie z tego sprawę, ale uwielbiam zdrowo się odżywiać.
Lubię wiedzieć dużo o jakości spożywanych posiłków, lubię kupować zdrowe produkty i poznawać nowe, zdrowe smaki.
Jeśli mielibyście wymienić dwa składniki pożywienia, które zdecydowanie nie są zdrowe – czy nie sól i cukier pojawiłyby się na dwupozycyjnej liście?

Zdecydowałam się na temat soli i cukru, ponieważ zostałam o to poproszona przez czytelniczkę bloga.
W nowym roku wiele osób decyduje się na zmiany w swojej diecie. Przyświecające wszystkim ogromne chęci do zmiany stylu życia, odchudzania, zdrowego odżywiania często gasną w zatrważająco szybkim tempie.
Rezygnacja z używania cukru i soli jest wspaniałym doświadczeniem, które każdy z nas – bez względu na to, czy się odchudza, czy nie – powinien poznać.

Jeśli nie chcesz się odchudzać i nigdy nie przyszło Ci do głowy, żeby zaprzestać używania tych białych sypkich substancji – czytaj uważnie! Być może moja historia zachęci Cię do zrezygnowania z nich choć na chwilę?
Uwierz, że po pewnym czasie docenisz moje starania i uśmiechniesz się na wspomnienie, ile to soli było w obiadowej zupie rok temu! A ile rozpuszczonego cukru zawierała poranna kawa!

Amino.jpg

KRÓTKA HISTORIA.
Jak rosła moja świadomość w kwestii odżywiania się?

Na początku byłam wegetarianką. Zrezygnowałam z mięsa na rzecz zwierząt – pobudki etyczne. Nie jadłam zdrowo, wręcz przeciwnie – nie przeszkadzały mi słodkie napoje, dosładzane mleka sojowe, płatki śniadaniowe, zawierające więcej cukru, niż dodawanych przez producenta witamin.
Dla pewności zaznaczam, że nie mam nic przeciwko temu – jeśli odżywiasz się w ten sposób, rób co chcesz. Nie mam zamiaru wyciągać tablicę Mendelejewa i stawiać Ci ją przed oczami. Sama przez to przeszłam!

Na szczęście uratował mnie weganizm.
Zdecydowałam się zostać weganką dzień po moich siedemnastych urodzinach – to jest 1 sierpień 2014 (łatwo jest mi zapamiętać datę dzięki urodzinom, które odbywały się poprzedniego dnia!). Nie wiedziałam, czy ten eksperyment się uda.
Po dziś dzień pamiętam moje pierwsze śniadanie; na talerzu wylądował chleb z pomidorem. Kolejne posiłki w ciągu tego dnia wyglądały bardzo podobnie.

Dużo czasu zajęło mi dotarcie do punktu, w którym jestem teraz. Prawdopodobnie byłam zbyt głupia, by przejmować się tym, co jem – to właśnie weganizm otworzył moje oczy i umysł.
Dla pewności zaznaczam, że nie staram się przekonać zatwardziałych wielbicieli mięsa do weganizmu – oczywiście nie lubię myśleć, że z łatwością spoglądacie na swoje talerze pełne zwierzyny, jednak nie ochataknawas i ochprzekonywanie mam na celu. Musicie mi wierzyć.

Będąc weganką moja świadomość wzrastała z każdym dniem. Nie, nie czytałam wielu artykułów. Nie słuchałam wykładu Gary’ego, nie kupowałam książek  o zdrowym odżywianiu. Sama do tego doszłam.
Nie wierzę, że wszyscy dookoła nie są świadomi tego, co robi niezdrowe jedzenie z naszymi organizmami. Wiem, że każdy z nas zna prawdę.

Ograniczenie soli i cukru w moim przypadku okazało się być naturalne!
Przestałam dosalać potrawy, przestałam używać cukru w wypiekach. Postanowiłam poszukać zdrowych zamienników. Cieszyć się naturalnym smakiem, który z każdym dniem odsłaniał przede mną swe prawdziwe oblicze.

CZYM ZASTĘPUJĘ CUKIER?
Od razu tłumaczę: nie dosładzam napojów, nie piję słodkich soków, nie jem słodyczy, które nie są naturalne. Tak, to jest wykonalne.

daktyle.jpg

A. DAKTYLE
Jeśli potrzebuję dosłodzić swoje wypieki, posłodzić granolę, zrobić słodki napój kakaowy – zawsze używam dżemu z daktyli.
To bardzo słodkie owoce – zarówno suszone, jak i świeże. Dosładzają mnie bardzo szybko.

B. RODZYNKI
Raz na jakiś czas słodkie śniadania posypuję kilkoma rodzynkami.
Każdy z nas czasami ma ochotę na słodkości – ja zawsze wybieram owoce. Rodzynki są aż za słodkie!

C. BANANY
Tego naturalnego słodzidła używam bardzo rzadko, jednak zdarza mi się wykorzystać zgnieciony widelcem banan do ciastek owsianych lub innego wypieku.
Banany toleruję tylko w wypiekach i w ich lodowej odsłonie – z dodatkiem karobu. Nie lubię bananów.

D. ERYTRYTOL/KSYLITOL
Erytrytolu używałam tylko raz, w moje dziewiętnaste urodziny – kiedy piekłam ciasto czekoladowe i zależało mi na tym, by jak najbardziej przypominało znane nam wszystkim ciasta. Przypominam, że z piekarnika wyciągam tylko udane zakalce, dwuskładnikowe ciasteczka owsiane i trzyskładnikowe ciasto drożdżowe!
Ciasto Beznadziejne (taka nazwa) udało się znakomicie.

Soli w żaden sposób nie zastępuję.

Amino(3).jpg

FAKTY.
Czy odrzucenie soli i cukru wpływa na samopoczucie?
Z pewnością tak, jednakże pamiętajcie o tym, że zanim odrzuciłam owe proszki, przez około półtora roku odżywiałam się zdrowo. Nie potrafię opisać konkretnych efektów ich odstawienia, na moje wspaniałe samopoczucie wpływał całokształt.

Czy zmienia się smak? O tak! Zdecydowanie!
Nawet nie wiecie, jak zdziwiłam się, gdy po letniej przerwie od strączków powróciłam do fasoli na jesień. Piękny Jaś miał wspaniały smak! Wyjadałam go z garnka, tak wspaniale smakował.
Nie solenie i nie cukrzenie wyczuliło moje kubki smakowe. Wcześniej nastawione na cios, teraz polubiły się z naturalnymi bodźcami smakowymi pożywienia. Dla mnie to mój mały cud! Na dodatek dokonałam go sama! Cud do kwadratu.

Czy zdarza mi się spożywać sól i cukier? I tak i nie.
Cukier na co dzień dla mnie nie istnieje. Na szczęście w dzisiejszych szczęśliwych czasach nawet wegańskie cukiernie słodzą swe dzieła kulinarne ksylitolem, uznawanym za lepszy zamiennik cukru.
Nie unikam cukru, który zawierają owoce. Owoce skrywają w sobie też mnóstwo witamin, błonnika i samej dobroci!

Sól jadam naprawdę sporadycznie w produktach takich jak na przykład chleb.
Jako, że produktów mącznych nie spożywam często, nie spożywam też soli! Proste.

W zdrowym odżywianiu i słuchaniu własnego organizmu przyświeca mi zasada – jedz zdrowo i próbuj. Pamiętajcie! – to, że ktoś odżywia się zdrowo nie oznacza, że nigdy nie zjadł fastfoodów na mieście. I mnie zdarzyło się spróbować wegańskiego Vegaba, wyjść na roślinną pizzę. Nie robię z takich wyjść do knajpek zasady i tradycji. Przede wszystkim myślę 🙂

PORADY.
Oto kilka porad dla osób, które chcą ograniczyć lub wykluczyć spożywanie soli i cukru ze swojej diety.
Zaznaczam, że polegam tylko na swoich doświadczeniach.

1. Nie zwlekaj.
Jeśli jesteś ciekaw, jak zareaguje Twoje ciało na brak tych dwóch składników, nie przekładaj niedosalania i niesłodzenia na kolejny dzień. Już na kolację zaserwuj sobie coś bez soli.
Im szybciej, tym lepiej.

2. Nie decyduj się na małe kroki.
Może przesadnie porównam rezygnację z cukru do odwyku od narkotyków (a może jednak nie?). Zrób to już – i koniec. Rezygnuję. Nie używam. Czekam na efekty.

3. Zaprzyjaźnij się z ziołami i przyprawami.
Wprost uwielbiam ziołowy zapach potraw i ich ostry smak!
Wiecie, że potrawy, które dla innych są ostre, ja muszę nieźle doprawić pieprzem? Dawniej nie lubiłam ostrych smaków.
Nie żałuj sobie ziół, dodawaj ich nawet za dużo. Z czasem przyzwyczaisz się do nowego smaku.

4. Nie panikuj!
Jeśli naprawdę masz ochotę na tę czekoladę, która na pewno zawiera tonę cukru – ale nie chcesz złamać swojego postanowienia, które od kilku miesięcy utrzymujesz, zjedz ją.
Jeśli jesteś nowicjuszem w gronie osób o wyczulonym smaku, radziłabym Ci zdecydować się na owoce. Daktyle miej zawsze pod ręką!
Jeśli zaś już pewien czas nie spożywasz cukru i soli, weź do ust okienko czekolady i przetestuj na sobie swoją odporność.
Możesz wierzyć lub nie, ale dawniej tabliczka czekolady nie była dla mnie problemem. Teraz nawet nie spoglądam na słodyczowe półki sklepowe.
Mam nadzieję, że ten post o charakterze wspominkowo-informacyjno-doradczym rozjaśnił Wasze głowy.
Pamiętajcie, że w kwestii naszych organizmów ciężko jest doradzać! Ja mogę jedynie pisać o swojej drodze do zdrowego, pysznego odżywiania.
Podejmujcie próby, obserwujcie swoje ciało. Wsłuchajcie się w potrzeby Waszych organizmów. Nie bójcie się nowości! 🙂

Jeśli macie jakieś pytania, możecie pisać je w komentarzach. Z chęcią odpowiem – jeśli tylko będę potrafiła! 

Zuza 😉

Zima: rośliny na wigilijnym stole

Wystarczy przeczytać choć jeden mój wpis na temat gotowania, by wyciągnąć te dwa wnioski:
1. Nie umiem gotować!
2. Jestem weganką.

Długo myślałam nad tym, co zagości na moim tegorocznym świątecznym stole.
Rodzina będzie obżerać się do upadłego swoimi potrawami – gdyby nie ryba, mięsa na talerzach nie uświadczyłby nawet zawzięty, profesjonalny tropiciel zwierza.
Ja (oczywiście) nie byłabym sobą, gdybym nie spróbowała upichcić swoich świątecznych, wigilijnych potraw.
Jaki będzie skutek mojego kucharzenia? To się okaże!

*Uwaga! Ten wpis będzie edytowany na bieżąco. Zdjęcia potraw pojawią się po upichceniu ich – można więc rzec, że tym razem dostaliście ode mnie relację na żywo z mojej kuchni.*

Po kliknięciu na przepis, włączy się jego wersja PDF.

Moja wegilia,
czyli trawa i kamienie na świątecznym stole!

*Uwaga! Jako, że wpis ten będzie edytowany na bieżąco, wszelkie uwagi na temat gotowania każdej z potraw pojawią się wraz ze zdjęciami. Polecam więc nie trzymać się ściśle mojego przepisu, acz inspirować się można zawsze :)*

❅ Barszcz czerwony.

Barszcz to pierwsza z potraw, którą zapisałam na mojej wigilijnej liście.
Kto wyobraża sobie święta bez ciepłego, rozgrzewającego barszczu? Ja zdecydowanie nie mogłabym się bez niego obejść!
Tę potrawę wykonywałam już wcześniej.

barszcz zdj.jpg

Barszcz (w wersji bez soli) jest buraczano-słodziutki i kwaśny, bardzo ziołowy. Ma intensywny smak oraz zapach.
Wywar idealnie sprawdzi się na wigilię, zaś warzywa posłużą mi jako posiłek, który zrobił się praktycznie sam. Roślinne 2w1!

barszcz.jpg

Uwagi: wielbiciele czosnku – dla wzbogacenia smaku zupy, warto dodać do niej kilka aromatycznych ząbków.

❅❅❅

❅ Seleryba.

O ile nie przepadam za smakiem jakiegokolwiek selera i nawet przy gotowaniu warzywnych wywarów pomijam ten ważny składnik, seleryba to element, bez którego świąteczny stół nie byłby świąteczny.
Byłby zwyczajnym stołem, zapełnionym potrawami. Brakowałoby na nim magicznego smaku, scalającego wyjątkowe posiłki!
Tę potrawę wykonywałam już wcześniej.

rybakorzeniowa-page-001 (1).jpg

Ilość seleryb zależy od wielkości warzywa oraz grubości pasków.
Wierzcie mi, arcykrytycy selerowych posmaków; seleryba odmieni Wasze spojrzenie na ten okrąglutki, kształtny korzeń!

ryb.jpg

❅❅❅

❅ Esencja grzybowa.

Nie cierpię grzybów!
Ich konsystencja kojarzy mi się z oślizgłym ślimakiem. Nic nie mam do ślimaków. Kocham Was, ślimaczki.
Nie wiem, jaka magia działa na mnie podczas świąt, ale uwierzcie – mój wigilijny sos grzybowy jem zawsze z dokładką.
Ilość składników może być niewystarczająca dla większej grupy głodnych świątecznych elfów.

grzybowaesencja-page-001.jpg

Odrzucone grzyby nie smucą się ani na chwilę. Moja rodzina chętnie przygarnia je do swoich grzybowych potraw.
Po odcedzeniu esencji pozostaje niewiele – jednak dla mnie jest do wystarczająca ilość, aby zaspokoić moje grzybowe zapotrzebowanie wigilijne.

grz.jpg

Uwagi: sos w wersji z przepisu ma bardzo mocny grzybowy smak i rzadką konsystencję. Dla elfów, które pragną gęstego sosu mam dobrą informację: prawdopodobnie wystarczy zagęścić esencję.

❅❅❅

❅Makaron z masą makową domowej roboty.

O tej potrawie mała Zuza marzyła już od początku grudnia. Nie wyobrażała sobie nie spróbować makaronu. Nawet, gdy jej brzuch był już wypełniony innymi daniami.
Słodki, rodzynkowo-migdałowy mak pachniał bakaliami, które lubiła. Nie mogła się doczekać, aż na jej talerzu wyląduje słodziutki przysmak!

Chcę odtworzyć smak dzieciństwa, omijając gotowe masy makowe i sztuczne słodzidła.
Poprzeczkę postawiłam wysoko, czy podołam swoim oczekiwaniom? 🙂

masamakowa.jpg

Przepis na dżem daktylowy, o którym mowa w przepisie znajdziecie tam: przepis na granolę.

Ja dodam masę makową do makaronu, lecz jestem pewna, że po wigilii zostanie mi jej dużo w słoiczku. Mam nadzieję, że pomimo moich obaw, masa spełni moje oczekiwania i będę mogła wykorzystać ją jako świąteczny deser!

❅❅❅

❅ „Sałatka rybna”.

Pewnego dnia… spotkałam go.
Po dziś dzień nie chce wyjść z mojej głowy. Zawładnął mną, skradł moje myśli, złodziej!
Zmodyfikowałam go według własnego gustu i upodobań – przecież nie zapamiętałabym go takiego, jakim był. Po tak długim czasie nie można być pewnym, czy nie zapomniało się o ważnym elemencie…

…jednak nawet w skróconej wersji, znaleziony już dawno przepis na wegańską „sałatkę” rybną podbija podniebienie każdego. To zdecydowanie świąteczna pozycja kulinarna!
Tę potrawę wykonywałam już wcześniej.

bezrybnarybna.jpg

Dlaczego wyraz sałatka umieszczam w cudzysłowie? – Dla mnie ta propozycja kulinarna nie przypomina sałatki, jest pełnoprawnym, sycącym posiłkiem.

Owa „sałatka” ma mocny smak rybny, dzięki czemu idealnie wpasowuje się w bożonarodzeniowe klimaty. Nie wygląda idealnie, acz smakuje wyśmienicie!

❅❅❅

*Przypominam, że wpis będzie edytowany na bieżąco. Zdjęcia potraw pojawią się z czasem!*

Mam nadzieję, że ten wpis spełnia następujące funkcje:
a) Inspiruje Was do kucharzenia w święta,
b) Pokazuje, jak bardzo nie umiem w gotowanie,
c) Udowadnia, że gotowanie roślinne jest ciekawe, zróżnicowane, proste i niedrogie,
d) Zachęca do korzystania ze smaku i intuicji w kuchni.

Pamiętajcie, że w przypadku każdego przepisu, należy ufać swoim preferencjom smakowym i kierować się również własnymi doświadczeniami kulinarnymi.

❅❅❅

Na te święta Bożego Narodzenia życzę Wam dużo radości, uśmiechu, ciepełka. Abyście pozwolili duchowi kreatywności opętać Wasze umysły, a duch świąt niech towarzyszy Wam w naszej wspólnej kreatywnej podróży.

Wszystkim stałym i przechodnim czytelnikom bloga chciałabym bardzo podziękować za wszystkie komentarze, wsparcie i pochwały, które pojawiły się na tym blogu. To dzięki Wam mam coraz większą ochotę tworzyć coś nowego! Każde miłe słowo inspiruje mnie do dalszego działania.

Posyłam Wam mocne uściski dłoni!
Zuza 😉

Jesienna granola zimę zwiastująca

Czy tylko na moim podwórku dzisiaj rano prószył śnieg? A może nie prószył, a ja mam omamy spowodowane szaleństwem oczekiwania na zimę? Niewątpliwie to teoria, w którą jestem skłonna uwierzyć.

Jeśli byłaby to halucynacja, czy moja siostra również ekscytowałaby się drobnymi płatkami? A może siostra też nie istnieje, tak samo jak ten śnieg?

Chrzanić to – skoro śnieg już padał, czas na granolę.

Niejednokrotnie wspominałam, że jestem słabą kucharką. Nie mam fartuszka, drewnianej, dużej łyżki ani odpowiednich umiejętności. Świetnie odgrzewam i równie dobrze zamawiam.
Dzisiejszy post zawiera tak prosty do przygotowania śniadaniowo-przekąskowy produkt, że szczęki Wam poopadają, a zamkną się dopiero po przygotowaniu własnych płatków.
Halo, czy jest tu ktoś, kto nie umie przygotowywać granoli?

Podzielę się z Wami moim przepisem na granolę i chętnie usłyszę, jaką granolę lubicie Wy.

JESIENNA GRANOLA
zimę zwiastująca!

Składniki:

cynamon
szklanka wybranych płatków (używam płatków owsianych lub mieszanki pięciu rodzajów płatków zbożowych)
orzechy (laskowe, nerkowca, migdały)
suszone owoce (rodzynki)
dżem daktylowy lub inne płynne słodzidło

Wykonanie:

Na początku należy wykonać dżem.
Syrop daktylowy bez problemu dostaniecie w każdym sklepie, lecz wykonanie dżemu w domu jest tak proste, że szkoda byłoby nie spróbować! Zadowolenie gwarantowane.

Paczkę suszonych daktyli zamoczyć w wodzie – najlepiej pozwolić im pływać przez całą noc, jednak wystarczy pomoczyć je przez około dwie godziny. Dobrze byłoby zalać je ciepłą wodą tak, by nie wystawały spod jej powierzchni.
Miękkie daktyle wrzucić do pojemnika blendera i rozdrobnić je na gładką masę. Dżem nie powinien być bardzo gęsty ani rozwodniony, dlatego radzę obserwować powstający krem i dolewać do niego wody z wymaczania.
Gotowy produkt przełożyć do słoiczka – et voilà! Słodzidło wielokrotnego użytku gotowe.

1.jpg

Przejdźmy do granoli.
Płatki przesypujemy na blachę lub do niewielkiego naczynia żaroodpornego.
Dorzucamy posiekane orzechy, owoce. Nie bez powodu to cynamon figuruje na pierwszej pozycji. Sypiemy dużo, dużo cynamonu.
Dodajemy dwie łyżeczki dżemu i dokładnie mieszamy.

2.jpg
Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180°C i pieczemy przez 20 minut.
W połowie procesu podpiekania warto przemieszać płatki, by mieszanka upiekła się z każdej strony.

Osobiście uwielbiam, gdy orzechy mocno się przypieką. Podpalony dżem daktylowy nadaje granoli wspaniały posmak, tożsamy zimowym przekąskom.

A może ponownie to ze mną jest coś nie tak? Trzy lata podpalam gary. To pewnie przyzwyczajenie.

3.jpg

Moja ulubiona granola? Mocno przypieczona, nieposklejana, zdecydowanie cynamonowa.
Oby jej słodki smak i aromat przywołał zimę!

Jakie są Wasze przepisy na granolę? Chętnie je wypróbuję!

Zuza 😉

5 pomyslow na drugie sniadanie

Do stworzenia tego wpisu zainspirowały mnie szkolne nawyki żywieniowe mojej siostry.

Sama miałam duży problem z jedzeniem w szkole.
W trakcie mojej kariery licealnej nie jadałam śniadań, do szkoły zabierałam jedynie wodę – w dodatku nie zawsze! Stres był nie do pokonania. Do godziny 15, czasami 16 mój żołądek był pusty, a ja dziwiłam się, dlaczego w autobusach śpię jak zabita.

Zmądrzałam dopiero w trzeciej liceum; zaczęłam zabierać ze sobą wodę, owoce, potem smoothies, kanapki, orzechy. Poczułam ogromną różnicę; w końcu dostarczałam energię, niezbędną dla każdego organizmu.

Gdybym teraz chodziła do szkoły, miałabym ze sobą prawdopodobnie najciekawsze lunchboxy każdego dnia!

2b.jpg

5 zdrowych 2-gich śniadań
na wielkiego, normalnego i małego głoda

Zaznaczam, że są to pomysły, które można przygotować szybko – w trakcie przygotowań do wyjścia lub nawet poprzedniego dnia.
Każdą propozycję da się zjeść w wersji na zimno. Polecam wzbogacać przepisy o swoje ulubione dodatki!

NA WIELKIEGO GŁODA

Po co zamawiać gotowe propozycje obiadowe, skoro można samemu stworzyć ulubiony szkolny posiłek?
Zawsze byłam przeciwniczką bufetowych obiadów.
Samodzielnie przygotowane jedzenie to pewniak – jemy dobre, sprawdzone produkty.

Pieczony batat + dodatki

Batat upiec – ja robię to w temperaturze 200°C przez około 15-20 minut. Trzeba sprawdzać miękkość ziemniaka. Ziemniaki posypałam pieprzem cayenne, ten krok można pominąć.
Do pojemnika na śniadanie wrzucić liście szpinaku bądź ulubionej sałaty. To świetny sposób na przemycenie do dziennego jadłospisu porcji zieleniny.
Dodać ulubione warzywa, u mnie padło na zieloną paprykę i cukinię.
Batat można polać ulubionym ostrym sosem pomidorowym. Nasionka lnu i słonecznika to moje ulubione dodatki do każdego posiłku!

Jako małe przekąski wybrałam orzechy nerkowca i suszone śliwki.

Na długi dzień w szkole polecam też zabrać jabłko i dużo napojów; na przykład lemoniadę cytrynową i zieloną herbatę w kubku termicznym.

Jeśli spożywacie nabiał, można potraktować danie startym serem.
W moim przypadku płatki drożdżowe sprawdziłyby się najlepiej.

1.jpg

Słodkie ziemniaki w wersji na ostro z porcją zielonych dodatków to moja ulubiona propozycja obiadowo-kolacyjna. Na długi dzień w szkole sprawdzi się doskonale!

Wrapy z warzywami

Placki  dobrze jest wykonać samemu. Od razu uprzedzam, że nie jestem mistrzynią pieczenia i „smażenia”; moja relacja z produktami mącznymi jest dosyć burzliwa 🙂

Świetny przepis na tortille, który znalazłam TUTAJ! zmieniłam, używając tylko mąki żytniej (720), nie dodając soli oraz dodając płaską łyżeczkę oleju kokosowego. Nie była to moja najlepsza decyzja, ale na szczęście placki były jadalne!
W mojej wersji przypominały babcine podpłomyki. Udało mi się nimi owinąć ulubione warzywa.

Placek dobrze jest posmarować ulubionym sosem. Dobry będzie klasyczny sos pomidorowy oraz sos serowy z ziemniaka.
Sałata, pomidory, ogórki, cukinia, marchewki, papryka – do wyboru, do koloru!
Jeśli nie jadacie mięsa, możecie dodać wegańskie zamienniki mięsnych smaków – jednak nie polecam tego jako codzienną opcję.

Elementy chrupiące, takie jak siemię lniane i inne ziarenka to super dodatek. Płatki drożdżowe urozmaicą smak wrapa.

4.jpg

Wierzcie lub nie, ale te zawijańce są pyszne i sycące.
Z jabłkiem, gruszką lub innym ulubionym owockiem – nie umrzecie z głodu w szkole!

NA ŚREDNIEGO GŁODA

To opcje na zdecydowanie mniej męczące dni. Gdy spędzacie kilka godzin w szkole, w trakcie których warto wrzucić coś do brzucha – te propozycje świetnie się sprawdzą!
Ekstremalnie szybkie do wykonania.

Falafele z warzywami

Przyznaję, że nie mam talentu do wypiekania kotlecików. W tym przepisie użyłam gotowca!
Ulubione falafele podgrzać w piekarniku (bądź w kuchence mikrofalowej) i podać je w pojemniku na podstawowej porcji sałaty. Do zestawu dodałam pyszne pomidorki, kukurydzę i groszek konserwowy.

Jako dodatki wybrałam śliwki i mieszankę rodzynków z pestkami dyni.

2a (2).jpg

Na przegryzkę dorzuciłabym tu marchewkę, wodę do picia – i w drogę!

Owsianka na wynos

Osobiście jestem fanką owsianek. Jem je codziennie!
Płatki owsiane można zalać wodą lub mlekiem roślinnym i zostawić na noc. Rano wystarczy dodać owoce – i gotowe!

5b.jpg
Można także przygotować je rano, w wersji na ciepło. Każdy typ płatków jest szybki w przygotowaniu.
Wrzucić je do słoiczka, dorzucić owoce i inne ulubione dodatki. Na jesień idealny będzie zestaw: mandarynka, jabłko, śliwka i cynamon! Orzechy też się sprawdzą.

5a.jpg

Owsiankę ze słoika można wciągnąć nawet w drodze do szkoły. Jest zdecydowanie przepyszna!

Jeśli owsianka to dla Was za mało, pokrojone w paski i słupki warzywa będą dobrą przekąską w ciągu dnia.

NA MAŁEGO GŁODA

To typowo jesienny deser.

Pieczone owoce

Ulubione, jesienne owoce – jabłka, śliwki, gruszki, pokroić i wrzucić na blaszkę. Posypać cynamonem.
Ja piekę owoce w 200°C przez 10-15 minut. Warto do nich zaglądać, by się nie przepiekły!

3.jpg

Podane z ulubioną granolą i siemieniem lnianym to pyszna propozycja.
Jesienne kolory i smaki, słodki zapach pieczonych owoców… Uwierzcie mi, musicie je spróbować!

Mam nadzieję, Uczniowie, że Wy nie zapominacie o śniadaniu i jecie posiłek w trakcie szkolnego dnia. Jeśli nie – polecam spróbować moje słodkie, ostre, idealne na jesień propozycje.

No to jak, jecie coś w szkole? 

Zuza 🙂

Test batonów Raw Energy <3

Wegetarianie i weganie podbijają świat wraz ze swoimi wynalazkami.
Nie od dziś wiadomo, że niepełne możliwości (a wykluczenie produktów odzwierzęcych zdecydowanie kuchenne możliwości ukróca!) poszerzają kreatywność. Stworzenie słodkości na bazie zdrowych i wegańskich produktów wydaje się być niemożliwe.

Zdrowe, pyszne, słodkie batony, które dostarczają nam mnóstwo energii, stworzone tylko i wyłącznie z superproduktów? MARZENIE!

Na szczęście z pomocą przybyła do nas paczuszka, po brzegi wypełniona batonami Raw Energy. No cóż, moi drodzy! Pora zebrać ekipę testującą i spałaszować podane nam danie.

Wpis jest sponsorowany.

Dzisiaj do stołu zasiadłam wraz z mamą Lucynką i znaną Wam z poprzedniego wpisu siostrą Emilią. Zwiększone siły testowe dają Wam pewność, że batony zostaną wypróbowane, dokładnie obejrzane i obwąchane!

1.jpg

 

Surowe batony firmy Bombus prezentują się żywo i zachęcająco do spożycia.
Kolorowe opakowania słodkości informują o tym, że są wegańskie, bezglutenowe oraz nie zawierają cukru, którego zawzięcie unikam. Zapowiada się ekstra test!

Na pierwszy ogień zgłosił się baton KAKAO & ZIARNO KAKAOWE.

2z.jpg

W jego składzie znajdziemy wyłącznie daktyle, ziarno kakaowe i kakao!
Przyjemny zapach i taki sam smak. W konsystencji przypominał nam zwartą krówkę; miękki, delikatnie ciągnący się baton kusił nas, by pochłonąć go w całości.
Słodki, ale nie przesłodzony, idealny i mocno kakaowy.
Smakuje nam, lecz brakuje nam elementów chrupiących 😀
Emilia nie jest fanką ekstremalnie zdrowej żywności, w jej opinii kakaowe combo jest „smaczne bez szału”.

Punktacja:

Mama: 4
Emilia: 3
Zuza: 4
Łącznie: 11/15 punktów. Po prostu pyszny!

Jako drugie łapkę podniosły ORZESZKI & DAKTYLE.

3z.jpg

Niejednokrotnie wspominałam Wam o mojej miłości do wszystkiego, co orzechowe. Ten baton zdecydowanie mnie nie zawiódł!
Pachnie mocno orzechowo, już przy wstępnych oględzinach widać, że ten mały baton ma w sobie wielką moc orzechów.
Bardzo słodki, bardzo orzechowy i bardzo smaczny! Po brzegi wypakowany elementami chrupiącymi!
Według mnie – za słodki. Dla mamy – przepyszny 🙂

Punktacja:

Mama: 5
Emilia: 4
Zuza: 4
Łącznie: 13/15 punktów. Jesteśmy przeorzeszkowane!

Trzecia na ochotnika zgłosiła się różowa MARAKUJA & KOKOS.

4.jpg

Specyficzny, ale orzeźwiający zapach nie każdej z nas przypadł do gustu.
Kwaśno-słodki, z kokosową nutą, zdecydowanie owocowy.
Konsystencja bardziej sypka, lecz baton nadal świetnie trzyma się swojego kształtu.
Smak – mnie zachwycił! Kwaśno-słodki-kokosowy batonik zachęcił mnie do spróbowania smaku żywej marakui, której nigdy wcześniej nie jadłam. Po słodkawym doświadczeniu jestem skłonna rozpocząć owocowe poszukiwania!
Emilia i mama Lucynka nie uległy marakujowemu urokowi batona.

Punktacja:

Mama: 3
Emilia: 2
Zuza: 5
Łącznie: 10/15 punktów. Baton dla wybranych! 😀

Kolej na JABŁKO & CYNAMON.

5.jpg

Ten delikwent powinien być powiększony do rozmiarów ciasta i sprzedawany na święta. Intensywnie pachnąca szarlotka zawróciła nam w głowach!
Bardzo miękki, kolejny delikatnie słodki, mocno cynamonowy, bez elementów chrupiących – jednak w jego przypadku brak efektu chrup nie wadzi. Wręcz przeciwnie, miękka konsystencja kojarzy się z najpyszniejszą świąteczną szarlotką, jaką można stworzyć.
Serdecznie polecamy ten baton. Każda z nas zastygła w bezruchu, na twarzy mając wypisany świąteczny typ rozkoszy, a w naszych głowach pojawiły się przystrojone choinki, pomarańcze i Michael Buble.

Punktacja:

Mama: 4
Emilia: 4
Zuza: 4
Łącznie: 11/15 punktów. ♪♫ It’s begining to look a lot like Christmas ♪♫

Ostatni z podstawowych raw batonów to KOKOS & KAKAO.

6z.jpg

Pięknie pachnący, wyglądający jak ciasteczko czekoladowe batonik o najbardziej miękkiej i lepkiej konsystencji, zadziwił nas intensywnością kokosowego smaku.
Brak mi słów.
Kokosowe cudo, rozpływające się w ustach!
Brak nam słów, by opisać, jakie atrakcje zapewnił naszym kubkom smakowym. To trzeba zasmakować samodzielnie, najlepiej w ciszy i spokoju, by móc delektować się smakiem kokosowo – kakaowych wrażeń.
Emilia nie podziela naszego entuzjazmu. Według niej, batonik jest dobry.

Punktacja:

Mama: 5
Emilia: 3
Zuza: 10
Łącznie: 18/15 punktów. Nadal brak mi słów.

Czas na drugą, nieco krótszą część testu.
Drugi typ batoników, Raw Protein – batony stworzone dla sportowców, zapaleńców w kwestii zdrowego odżywiania. Ja spełniam ich wymagania połowicznie, więc pozwalam sobie się w nie wgryźć! 🙂

7.jpg

Tym razem opakowania informują nas również o zawartości protein, które pochodzą z nieprzetworzonych, naturalnych składników. Dodatkowo, batony te zawierają białko ryżowe, co być może wywoła żywą reakcję zainteresowania w gronie alergików, zawzięcie pracujących nad sylwetką.

Pora na BANANA! 🙂

8z.jpg

Baton o zupełnie innej konsystencji, niż jego kuzyni-poprzednicy.
Słodki, pachnący bananami, zwarty i ciasteczkowy. Daktyle, banan, białko ryżowe i kokos – krótka lista składników sprawia, że buzia uśmiecha się bez ingerencji własnej woli!
Mnie i mamie przypadł do gustu jego smak, a ciastkowe wrażenie potęgowała sypka konsystencja.
Emilia zaś ponowne nie podzielała naszych och’ów i ach’ów.

Punktacja:

Mama: 5
Emilia: 2
Zuza: 5
Łącznie: 12/15 punktów. Zdrowe, pyszne i naturalne 168 kcal 🙂

Drugi z trzech batonów proteinowych to ZIARNA KAKAOWCA.

9z.jpg

Pachnie bardzo mocno kakaowo. Wygląda jak wegańskie czekoladowe ciasto, które niejednokrotnie robiłam w zaciszu własnej kuchni!
Sypka i jednocześnie zwarta konsystencja to chyba znak rozpoznawalny tych surowych batonów proteinowych. Zaskoczył nas element chrupiący – nieprażone ziarna kakaowca!
Znowu nieprzesłodzony, znowu pyszny, znowu nie zachwycił Emilii 🙂

Punktacja:

Mama: 5
Emilia: 3
Zuza: 5
Łącznie: 13/15. Do tego smaku chciałabym powracać częściej!

Ostatnie w kolejce do prób stanęło MASŁO ORZECHOWE!
Usłyszcie w głowie werbel. Pora na nasz ukochany smak.

10.jpg

Ach! Wygląda obłędnie i ach! Pachnie obiecująco.
Miękki, mniej sypki, z drobno posiekanymi orzeszkami wewnątrz. W smaku i zapachu przypomina moje ukochane masło orzechowe – mimo swej słodyczy.
Czapki z głów! Znowu zaniemówiłyśmy, tym razem każda z nas.
Ten baton również polecam wypróbować na własnym języku. Wrażenia zetną Was z nóg!

Punktacja:

Mama: 6
Emilia: 4
Zuza: 9
Łącznie: 19/15 punktów. MAMY ZWYCIĘZCĘ!

 

Jesteśmy bardzo miło zaskoczone wynikami testu.
Serdecznie dziękuję firmie Bombus Natural Energy za zaufanie oraz cierpliwość, a także za umożliwienie mi przeprowadzenia najlepszego smakowo testu wegańskich, surowych batonów!

W wachlarzu smaków Raw Energy każdy znajdzie coś dla siebie. Zarówno fani naturalnych, owocowych smaków, jak i słodyczy, orzechów i zdrowia mogą wybrać swoją ulubioną słodką opcję.

Z ręką na sercu mogę polecić Wam każdy smak batona, ponieważ mimo mych obaw, żaden ze słodkich gości nie zawiódł moich oczekiwań. Sama chętnie sięgnę po zdrowe produkty firmy Bombus – do tej pory to moja ulubiona słodka przekąska, jaką miałam okazję smakować.

Jako, że Order Pszczółki przypadł Wam do gustu, w tym teście przyznaję kolejny order dla najbardziej wyróżniającego się smaku i zapachu.

Order Świątecznej Śnieżynki trafia do Jabłka i Cynamonu!
Obdarzmy, proszę, ten święta zwiastujący baton owacjami na stojąco! Orkiestra? Gdzie solista?

Wzywam pana Buble. Musi wykonać wszystkie świąteczne hity na cześć smaku szarlotki.

5OR.jpg

A Wy – po który baton sięgnęlibyście? 

Zuza 😉