Artystyczne podsumowanie 2016 roku

Uwaga, czytelnicy! Styczeń mianuję miesiącem organizacji.

Czy i Wy wraz z rozpoczęciem nowego roku rozmyślacie nad tym, co wydarzyło się na przestrzeni minionych dwunastu miesięcy? We mnie drzemie poukładana, organizacyjna dusza, która coraz to mocniej i z coraz głośniejszym hukiem wyrywa się z nieuporządkowanego ciała – zawsze spadając bezpiecznie na wszystkie swe kończyny. To właśnie przez nią co roku słyszę zew, nawołujący do spędzenia chwili na myśleniu o niedalekiej przeszłości.

To pierwszy mój post w 2017 roku. Warto zacząć od początku – czyli właśnie od artystycznie-kreatywnego podsumowania.

Słowem wstępu zaznaczę, że artystycznie nie działo się u mnie dużo.
Dlaczego? – na to pytanie spieszę Wam odpowiedzieć.

 

ROK 2016
pół ołówka, dziesięć rozdziałów, blokada twórcza.

Wytrwali czytelnicy na pewno pamiętają, iż to właśnie w roku szkolnym 2015/2016 zrobiłam sobie przerwę od publikowania swych wypocinek w blogosferze. Dla niezorientowanych w temacie mam informację, która powinna rozjaśnić Wasze spochmurniałe twarze: w roku 2016 dumnie podchodziłam do matury. Jako, że nie lubię odczuwać tego specyficznego bólu serduszka; bo przecież mogłam zrobić więcej, niż robiłam, postanowiłam wówczas przyłożyć się do nauki języka polskiego i matematyki – mojego ukochanego oraz znienawidzonego przedmiotu (określenia do ich nazw możecie dobrać sami!).

RYSUNKI.
Przez wzgląd na przerwę w blogowaniu oraz przeznaczanie czasu na czytanie książek i rozwiązywanie matematycznych arkuszy maturalnych, ołówki (przez które, de facto, założyłam bloga) odłożyłam w kąt.

W trakcie 2016 roku tylko cztery prace zdołałam narysować do końca. Oprócz nich mam na swoim koncie kilka szkiców; niektóre po dziś dzień tkwią w teczce, inne zaś – już dawno przestały istnieć.

Moi drodzy, przedstawiam Wam cztery rysunki roku 2016 – spod ręki Zuzanny Maj.

11.jpgMehmet Gunsur jako Mustafa. Portret narysowany pod wpływem śmierci księcia w serialu „Wspaniałe stulecie”. Do dziś sądzę, że to moja najlepsza praca, jaką wykonałam do tej pory. Widać na niej wszystko to, co umiem narysować znośnie oraz każdy najmniejszy mankament. Kształcącym doświadczeniem jest patrzenie na ten portret teraz.

22.jpgBen Barnes jako Dorian Gray. Portret narysowałam pod wpływem książki i filmu o Dorianie. Był to niejaki test moich sił w rysowaniu bez rozmazywania twarzy wiszerem (bezpośrednio po narysowaniu Mustafy, którego twarz jest rozmazywana). Rysunek przypomina mi portret z filmu. O teście sił można przeczytać TUTAJ.

333.jpgNadege, czyli Nadzieja – wymyślona przeze mnie postać. Wracam do niej zawsze, kiedy nie wiem, co narysować. Tą pracą chciałam zwalczyć blokadę, która zrodziła się w mojej głowie. Nadzieję przedstawiłam jako sarnę, ponieważ kocham sarny i jelenie. Portret posiada drugie imię: ekstremalne niechlujstwo.

444.jpgNadzieja jako jeleń. Już wiecie, dlaczego. Praca nieudana, ale lubię ją – ponieważ jest inna od reszty. Jak widać, nie udało mi się zwalczyć blokady.

Posiadam również dwie prace, które bliskie były skończeniu – jednak artblock i poczucie, że nie podołam zakończyć „dzieł”, skreśliły moje zamiary. Oto dwa szkicorysunki roku 2016.

szkic 1.jpgXavier Dolan jako Xavier Dolan. Do jego twarzy powraca mi się równie dobrze, jak do postaci Nadziejki. Można odnotować kolejną próbę ucieczki od artblocka. Nieudaną.
Ci, którzy nie mają marzeń, umrą z zimna. Głębokie, co nie?

szkic 2.jpgAlfonso Herrera jako Hernando. Jego postać poznałam w cudownym serialu Sense8, który swoją drogą – szczerze polecam. Hernando ma wiele ciekawych spostrzeżeń na temat świata i uwielbia sztukę. A ja uwielbiam Hernando.

Jestem zadowolona z tego, że udało mi się w minionym roku narysować cokolwiek. Choć nie są to dzieła sztuki, dzięki którym nauczyłam się czegoś nowego w kwestii bazgrolenia – jakikolwiek postęp został odnotowany.
Za portretotwórstwo dałabym sobie czwórę z minusem.

ARTBLOCK.
Bardzo długo walczyłam z blokadą twórczą.
Nie jestem dumna ze strachu przed pustą kartką, którego nabawiłam się podczas roku nieobfitującego w rysunki.
W trakcie blokady, która trwa już ponad pół roku, zdołałam jedynie pobawić się w kolorowanie, próbować rysowania – i wyrzucać szkice oraz wykonać wiele projektów (z których jestem zadowolona!).
Za artblock, który jest wynikiem własnego wyboru, zdecydowanie należy mi się nagana ze wzmianką „sama tego chciałaś!”.

DO IT YOURSELF.
W tej kwestii mogę być z siebie dumna, prawda?
Na blogu pojawiło się o wiele więcej postów, przedstawiających moje (i nie tylko moje!) prace ręczne.

151.jpg

1pl.jpg

Starałam się pokazać Wam, że nie mając pomysłów, wielu przyborów ani predyspozycji, można bez problemu wykonać coś własnoręcznie. Podrzucałam Wam najprostsze propozycje, przy których wykonywaniu często śmiałam się bardzo głośno! Tak łatwych porad kreatywnych nie spodziewałam się udzielać 🙂
Mam nadzieję, że moje starania obfitowały w Wasze chęci i żywy zapał do tworzenia.
Za ręczne robótki i tutoriale do nich, które swą ilością wygrały z rysunkami, bez wahania daję sobie cztery plus. Mogło ich być nieco więcej!

OPOWIADANIE.
Ponownie wszyscy czytelnicy, którzy przybyli tutaj, pamiętając mój poprzedni blog – a właściwie jego początki, zdecydowanie będą wiedzieli, o co chodzi.
Rzucę Wam, gwoli przypomnienia, kilka słów:
Wolfgang, klarnet, Ford, koszmar, miłość, Liluś, drzewa.
Tak, moje Borsuczki. Skończyłam.

Czy wrzucę Wam moje pierwsze opowiadanie? Kto wie, być może! Niewykluczone, że zdecyduję się ponownie pokazać Wam, co siedziało mi w głowie; co takiego nawyczyniał Wolfie i skąd w garści słów wziął się klarnet.
Za to opowiadanie zdecydowanie należy mi się szóstka. Ja chętnie bym to przeczytała.

PODSUMOWUJĄC:
Patrząc na artystyczne oraz kreatywne dokonania, rok 2016 nie należał do najlepszych.
Moje myśli pochłaniała nauka i książki – na dekorowanie, rysowanie (a nawet wykończenie remontu pokoju!) nie miałam czasu. Późniejszy artblock zniszczył moje plany podniesienia się z artystycznej gleby i skierowania na rysowniczy piedestalik. 

Mam nadzieję na znacznie szerszy dorobek artystyczny w roku 2017, choć na chwilę obecną nie dostrzegam na niego żadnych perspektyw.
Kto wie, być może moje przeczucia co do nowego roku będą zupełnie inne i w podsumowaniu, które sklecę za rok wszyscy będziemy pokładać się ze śmiechu z owych wróżb?
Co będzie – zobaczymy!

Jak Wam minął świeżo zakończony rok 2016?
Jak postrzegacie wschodzący 2017 rok?

Zuza 😉

P.S.: Pamiętajcie, że nie posiadam już skanera i drukarki. Nie mogłam pokazać Wam prac w dobrej jakości, proszę o wybaczenie!