Mój wiosenny kącik

Aby dać Wam inspiracje do zrobienia czegoś kreatywnie wiosennego, postanowiłam zaprezentować, jak wygląda mój wiosenny kącik.

Tak naprawdę jest to stolik. Tak naprawdę nie tylko wiosenny, bo zamierzam na dłuższy czas wprowadzić jasne kolory w jego wystrój. Na szczęście wszystkie zmiany i dekoracje popełniłam wiosną, dlatego ze spokojnym sumieniem przypisuję mu tę zielono-kolorową nazwę pory roku.

ZIELEŃ.
Na stoliku postawiłam swoje nowe zdobycze.
Czy wspominałam już, że uwielbiam zielone, liściaste kwiaty? Jeśli nie, informuję o tym teraz. Uwielbiam zielone, liściaste kwiaty.
W białej doniczce, na którą nakleiłam kawałek taśmy washi, umieściłam (przygarniętego ze skromnych kwiatowych zasobów mamy) Juliana.
Posiałam własne kiełki! Starą podstawkę doniczkową wyłożyłam ligniną, zwilżyłam tkaninę i zasiałam rzeżuchę. To moja druga tura zielonych kiełków – świeżo posiane, jeszcze nie zzieleniały. Mam w planach poszerzenie kiełkowej działalności przynajmniej o len.

IMG_20170425_164304085.jpg

1.jpg
IMIONA.
Mam nadzieję, że nie tylko ja nadaję imiona własnym kwiatom?
Na razie mieszka ze mną jedynie Juluś i Hieronim. Mimo, że doskonale pamiętam, jak je nazwałam, zdecydowałam się dodać im urocze ozdoby, jakimi są karteczki z imionami.

Na patyczek szaszłykowy nawinęłam prostokątny kawałek papieru, na którym napisałam imiona zielonych kolegów. Wbiłam je w ziemię, oczywiście uważając, by nie uszkodzić korzeni żadnego z dżentelmenów.

IMG_20170425_162422329.jpg

Sądzę, że banalna w wykonaniu minidekoracja dodała kwiatom uroku.
Na chorągiewkach można opisać gatunek kwiatów, zapisać, w jakie dni należy je podlewać lub jeśli pamięta się o podlewaniu, a gatunek nie gra dużej roli, wystarczy zapisać imiona lub pseudonimy naszych roślinek. O ile takowe posiadają!
DONICZKA/WAZONIK.
Choć w moim wazonie nie ma jeszcze kwiatów, mogę Wam zagwarantować, że z pewnością się w nim pojawią.

Średniej wielkości słoik wystarczy pomalować farbą akrylową – można stworzyć dowolne wzory, naklejając uprzednio taśmę ryżową na szklaną powierzchnię.
Można też wykorzystać pomysł na firankowy zeszyt i przenieść patent na słoik – należałoby bardzo dokładnie przykleić materiał do szkła i powoli pryskać na nie farbę w sprayu.

IMG_20170425_162835932.jpg
LAMPIONY.
Na pewno pamiętacie – z jesiennego wpisu – jak bardzo lubię różnego rodzaju świeczki. Choć jesienna pogoda i nastrój mocniej zachęca do spędzania wieczorów w towarzystwie książki, kota i cynamonowych świec, jasne światło podgrzewaczy ożywiło mój wiosenny kącik.
Lampiony w formie niezmienionej z czasów jesieni stoją dumnie na stoliku. Ciepła poświata płomyków ogrzewa zielone liście wieczorem, kiedy mimo zmiany pory roku, decyduję się na zacięte czytanie.
Wszystkie mniejsze elementy ułożyłam na podstawce, którą często wykorzystuję w organizacji swojego miejsca pracy.

IMG_20170425_164406452.jpg

Podoba się Wam mój wiosenny kąt w pokoju?
Może wykonacie własny kolorowy pomysł? Czego według Was brakuje na moim stoliku? 

Zuza 😉

Reklamy

Wegański obiad Wielkanocny

Wielkanoc – komu nie kojarzy się ona z jajkami, wędliną i białą kiełbaską, pływającą w kwaśnym, aromatycznym żurku?

Czy jako jedyna podnoszę właśnie łapkę, nieśmiało uśmiechając się do obecnego tu zgromadzenia?
To nie pierwsza moja roślinna Wielkanoc. Co roku kombinuję z przepisami i głowię się, co mogę dorzucić do rodzinnej święconki. Marchewki? Dobry plan, niech będą marchewki. I cynamon zamiast soli. I jeszcze trochę czerwonej herbaty.

Pomijając śniadanie – jak wiecie z TEGO wpisu, na śniadania uwielbiam raczyć się owocowymi mieszankami słodkości. Wielkanocne śniadanie z koszyczka raczej mnie nie dotyczy – dopóki nie zdobędę własnego wiklinowego kosza i nie wpadnę na świetne pomysły co do jego wypełnienia. Nie ma co się nad tym skupiać. Trzeba myśleć o świątecznym obiedzie!

Mój roślinny Wielkanocny stół nie będzie przepełniony typowymi, tradycyjnymi potrawami. Nie poddaję weganizacji żurku, nie robię wegańskich jajek. Nie kręcę majonezu, nie gotuję białych kiełbasek.
Postanowiłam zrobić skromny, wegański zestaw obiadowy – pełen aromatów i smaków wiosennych ziół.

*Uwaga! Ten wpis będzie edytowany na bieżąco. Zdjęcia potraw pojawią się po upichceniu ich – można więc rzec, że tym razem dostaliście ode mnie relację na żywo z mojej kuchni.*

Po kliknięciu na przepis, włączy się jego wersja PDF.

 

Moja Weganoc,
czyli roślinne wariacje na temat potraw Wielkanocnych!

*Uwaga! Jako, że wpis ten będzie edytowany na bieżąco, wszelkie uwagi na temat gotowania każdej z potraw pojawią się wraz ze zdjęciami. Polecam więc nie trzymać się ściśle mojego przepisu, acz inspirować się można zawsze :)*

Tegoroczne Wielkanocne menu nie jest skomplikowane.
Jak wiecie, nie umiem dobrze gotować. Nie dodaję soli, cukru, rafinowanych olejów do swoich potraw. W tym roku postawiłam na prostotę i ziołowy minimalizm, który (mam nadzieję, że) zaowocuje cudownym, nieskomplikowanym smakiem.

Obok sałatki jarzynowej, na którą przepisu chyba nie muszę podawać, na pewno stanie Bezrybna rybna z Wegilijnego zestawu dań.

☼ Żurkowa ogórkowa.

Kiedy chciałam popełnić własny zakwas okazało się, że nie zdąży on zrobić się do niedzieli. O sztucznych, sklepowych zakwasach nie było mowy.
Uwielbiam zupy, ponieważ bardzo rzadko je jadam. Zrobienie smacznej, roślinnej zupy nie jest trudnym wyczynem – wystarczy przygotować bulion warzywny i dorzucić do niego wybrane dodatki.

Chciałam coś kwaśnego, co zastąpi mi smak żurku w tym roku. Postanowiłam zrobić jałową ogórkową, która pomimo swych bladych nazw jest pełna smakowych barw.

zurkowaogorkowa-1.jpg

 Bulion należy wykonać tak samo, jak ten do wigilijnego barszczu (przepis znajdziecie w linku, który zamieściłam już powyżej!).

zupa.jpg
Wbrew wszelkim pozorom, tofu smakuje wyśmienicie z kwaśnym wywarem – uwierzcie mi i spróbujcie! Antyfani sojowego przetworu, będziecie zdziwieni!

☼ Pieczeń soczewicowa.

O pieczeni (możecie mówić na to pasztet, ja nie lubię tego słowa!) marzyłam od dłuższego czasu. Tę opcję smakową zrobiłam ostatnio bardzo dawno temu i najlepiej wspominam ją spośród wszystkich pieczeniowych kombinacji mojego autorstwa.
Dobre zblendowanie zapewnia kremową konsystencję potrawy. Zapach czerwonej, słodziutkiej papryki przechodzi przez całą pieczeń, nadając jej charakteru.

Najlepiej smakuje po nocy spędzonej w lodówce. Polecam powstrzymać chęć wszamania jej po wyjęciu z piekarnika!

soczewicowapieczen-1.jpg

Jeśli chcecie dodać do soczewicy wybrane przez siebie zioła i przyprawy, polecam to zrobić – jednak z całego serca rekomenduję Wam moją propozycję. Wierzcie, że aromat suszonego, upieczonego lubczyku i świeżej, posiekanej zielonej natki wystarczy, aby zaspokoić Wasze rozszalałe podniebienia, żądne nowych, Wielkanocnych smaków.

pieczen.jpg

Uwagi: Pieczeń w trakcie pieczenia polecam delikatnie skropić wodą. Jeśli chcecie więcej paprykowego farszu, zaleca się wykorzystać dwie pieczone papryki.
Wypiek musi spędzić przynajmniej jedną noc w lodówce – inaczej będzie bardzo kruchy.

☼ Owsiane ciastko marmurkowe.

Nie umiem piec. Po wigilijnym sukcesie z czteroskładnikowym tofurnikiem bez pieczenia (przepisu nie ma na blogu, jeśli chcecie go poznać, piszcie w komentarzach!) bałam się stawiać na nowe, niesprawdzone przepisy.

Po zjedzeniu większości produktów mącznych, męczę się w bólach brzucha. Mój delikatny żołądek lubi się z ciasteczkami owsianymi – wykorzystałam więc bezpieczny pomysł na dwukolorowe – i dwusmakowe! – ciasto z mąki owsianej.

marmurkowe-1.jpg

Konsystencja ciasta powinna być zwarta i lejąca się jednocześnie.
Do mojej mąki dodałam około 2,5 szklanki ciepłej wody.

CIA S.jpg

Proponowany dodatek: Budyń jaglany.

cia g.jpg

Uwagi: Wodę do ciasta należy dodawać turami – najlepiej po pół szklanki za jednym razem. Po każdej dolewce trzeba dokładnie mieszać ciasto.
Warto uważać z sodą – ja dodałam jej dwie małe łyżeczki (naprawdę małe!).
W planach mam próby pieczenia ciasta bez sody. O ich wynikach poinformuję Was, kiedy je podejmę.

Na tę Wielkanoc czaruję pyszne i nieskomplikowane potrawy. Do każdej propozycji polecam dodać jak najwięcej zieleniny – sałaty, szpinaku, kiełków. Ich delikatny smak nie zabije ziołowej nuty dania, a na pewno wzbogaci je o garść zdrowia.

Pamiętajcie, że w przypadku każdego przepisu, należy ufać swoim preferencjom smakowym i kierować się również własnymi doświadczeniami kulinarnymi.

Na święta Wielkiej Nocy składam Wam, Najdroższe Borsukęsy najgorętsze życzenia radości, pogody ducha i zdrówka. Aby wesoły czas wiosny zaszczepił w Was nowe inspiracje do działania i podejmowania kreatywnych wyzwań.

Posyłam Wam mocne uściski dłoni!
Zuza 😉

Wiosenne dekoracje #1

Czy tylko mnie nie podoba się aktualna wczesnowiosenna pogoda?
Niebo definitywnie błaga o rozchmurzenie. Nad moją głową wiszą szare chmury deszczowe i tylko psują wiosenne, kolorowe i wesołe nastawienie!

W takiej sytuacji nie pozostaje mi nic innego, jak wprowadzić wiele kolorów do swojego otoczenia. Uporządkować przestrzeń, pokolorować ściany.

Zanim jednak przejdę do treści wpisu, chciałabym Was trzykrotnie przeprosić!
Pierwszy raz: za przeniesienie daty wpisu bez Waszej wiedzy. W grafiku wpisane zostało, że post pojawi się 25.03 – nie wyrobiłam się w czasie i nie zdążyłam go dodać. Przepraszam!
Drugi raz: za niepewną datę kolejnego wpisu. Niewykluczone, że ponownie nie zdążę zrobić wpisu do soboty, dlatego jeśli post się nie pojawi, możecie spodziewać się go w weekend świąteczny – czas, w którym posty miały się nie pojawiać. Przepraszam!
Trzeci raz: za jakość zdjęć, która w tym poście nie powala. Połowę fotografii wykonałam ja – w popołudniowym świetle mieszanym (!), drugą część ekipa siostra Kasia + mama Lucynka (o ich pracy jeszcze będę pisać). Wpis ten jest mieszaniną zdjęć złych z dobrymi, moich z nie moimi, z tłem i bez tła. Przepraszam!

W pierwszej części sprowadzania wiosny na ziemię pokażę Wam, do czego można wykorzystać zapasy bibułki i tektury.

Ktoś kiedyś prosił mnie o tutoriale dla zaawansowanych – niestety, nie tym razem! Obiecuję, że kiedyś się postaram i wymyślę dla Was coś trudnego. To zadanie ciężkie do wykonania – według mnie wszystkie handmade – dekoracje są proste i nie powinny sprawiać problemu nikomu z Was. Post z trudniejszymi dekoracjami będzie prawdopodobnie zawierał naprawdę najtrudniejsze tutoriale, jakie tylko stworzy moja kreatywna łepetyna 😉

Pora przejść do wpisu. Prezentuję Wam…

WIOSENNE DEKORACJE,
czyli jak zachęcić wiosnę do przybycia.

ŚCIANA JAK MALOWANA.

Niezwykły efekt daje wykorzystanie kwiatów w dekoracji. Żywe, sztuczne, bibułkowe – wszystkie sprawdzą się świetnie. Tym razem postanowiłam wykorzystać bibułowe zasoby – cienkie papierki patrzyły na mnie błagalnym wzrokiem, gdy tylko otwierałam szafkę z przyborami! Prosiły „weź nas, weź nas!” i nie dawały mi spokoju.
Pewnej nocy usłyszałam cichutkie łkanie. Nastawiłam uszy, nasłuchując. To bibułki skamlały, by w końcu je wykorzystać w dekoracji.

Nie miałam sumienia dłużej je męczyć. Razem z mamą – Lucynką (której należy ładnie podziękować w komentarzu za wkład pracy w ten wpis!)  stworzyłam deszcz kwiatów, który zachwyca mnie swą prostotą i efektem.

JAK WYKONAĆ KWIATY Z BIBUŁY?

Potrzebne przybory:

chusteczka higieniczna,
żółta bibułka,
bibułka w dowolnym kolorze,
nitka/sznureczek,
nożyczki.

Wykonanie:

1. Z wyciętego z chusteczki kwadracika formujemy łezkowaty środek kwiatka.

1.jpg

Dlaczego? Z oszczędności! – zamiast używać podwójnej ilości żółtej bibuły, wykorzystamy jedynie jedną jej część.
Jeśli do wykonania środka kwiatka wykorzystamy jednocześnie bibułę, jak i chusteczkę (lub dowolny wypełniacz), będziemy mogli zrobić więcej kwiatków – proste! 🙂

2. Zawijamy chusteczkową łezkę w bibułkę.

3.jpg

3. Z paska w kolorze płatków kwiatuszka wycinamy płatki o dowolnym kształcie i wielkości.

4
4. Owijamy żółty środek wyciętymi płatkami.
Dla bardziej realistycznego, rozłożonego efektu warto jest marszczyć bibułkę na środku papierowej roślinki.

5.jpg

Ważne! Im dłuższy pasek płatków, tym większy, pełniejszy kwiatek uzyskamy w efekcie końcowym!

5. Utworzony kwiat mocno związujemy nitką lub sznureczkiem z tyłu.

W ten prosty sposób można stworzyć uroczo wyglądające kwiaty w dowolnych kombinacjach kolorystycznych.

6.jpg

Jako, że mój pokój ma zielone i szare ściany, zdecydowałam się na kontynuację zielonego motywu na szarej ścianie.
Kwiaty przywiązane do siebie za pomocą szarej nici przykleiłam u góry ściany zieloną taśmą Washi – ona nie powinna uszkodzić farby.

PicsArt_03-29-12.01.47

Czy ten efekt rozczula tylko mnie? Rozradowane bibułki skaczą z radości – na szczęście do zdjęć zgodziły się pozować spokojnie 🙂

PicsArt_03-29-12.02.22


KOSZYK/PUDEŁKO/SŁOIK Z ŁĄKI.

Kolejny pomysł na to, gdzie wykorzystać bibułę i kwiaty.
Kwiaty z bibuły przywiązałam nicią do brzegów czarnego koszyczka (taki koszyczek to pozostałość po przepysznej miechunce, kupionej w Biedronce!).

Podobny efekt uzyskacie, używając kwadratowe pudełko origami, królewskie pudełko origami, słoik dowolnej wielkości, inne pudełka i pojemniki.

Łąka wpełzła na mój stolik – i zejść nie chce!
Ale z niej wiosenny drań!


MISKA/PUDEŁKO Z TEKTURY.

Wprawdzie i ją można ozdobić kwiatami i bibułą – ja tego nie zrobiłam.
To estetyczny i poręczny dodatek na biurka, stoliki, półki. Zdecydowanie pomoże w porządkowaniu, wiosennym sprzątaniu.

Od dawna chciałam wykonać geometryczną miskę z tektury, jednak zawsze brakowało mi miejsca na stoliku – miałam na nim wiele innych pojemników, składana miska nie wpasowywała się w misz-maszowy wystrój blatu.

PicsArt_03-28-11.57.48

Nastała wiosna i na moim stole zapanowała harmonia. Musiałam zakłócić ją geometrycznym pojemnikiem, w którym trzymam Washi i inne tasiemki – najlepsze gadżety do plannerów (i nie tylko!).

JAK WYKONAĆ MISKĘ Z TEKTURY?

Potrzebne przybory:

cienka tektura (np. ta z tyłu bloku rysunkowego),
ołówek,
linijka,
nożyczki,
klej Magik (lub inny dobry klej).

Wykonanie:

1. Na tekturze narysować duży sześciokąt. Wymiary mojego sześciokąta podane są na zdjęciu poniżej.
Rozdzielić go na 24 (w miarę) równe trójkąty. Wysokość jednego trójkąta podana jest na zdjęciu poniżej.

p1.jpg

2. Wyciąć trzy trójkąty z jednej podstawy sześciokąta – dążąc do efektu, zaprezentowanego na zdjęciu poniżej.

p2.jpg

p3.jpg
3. Rozciąć boki według schematu poniżej – linie, które należy naciąć, zaznaczone są kolorem bordowym.

p4.jpg

4. Zagiąć wszystkie (lub większość) boków. Uważnie obserwując tworzącą się miskę, powoli składać ją i sklejać.

p5.jpg

Oto efekt końcowy:

PicsArt_03-28-11.59.47

Przedstawione dekoracje mnie bardzo się podobają. A Wy, co o nich sądzicie?
Dajcie znać, jeśli zdecydujecie się na wykonanie choć jednej z moich wiosennych propozycji.

Mam nadzieję, że dekoracyjne czary zachęcą wiosnę do zapanowania nad złą pogodą. Oby w kwietniu – miesiącu radości zdecydowała się w końcu na konkretne działanie!

Trzymajmy kciuki za sobotni wiosenny post, tymczasem – do poczytania później!

Zuza 😉

P.S.: Dziękuję za pomoc w tworzeniu go od strony technicznej mojej mamie Lucynce oraz siostrze Katarzynie. Bez nich wpis byłby niekompletny, należą im się gromkie brawa!

Dodatkowo obiecuję, że kolejny post na pewno będzie się składał wyłącznie z pracy oraz zdjęć mojego autorstwa 😉

Porządkowanie rysunków + moja kreatywna półka.

Wytrwali czytelnicy, którzy zawędrowali tu z mojego poprzedniego bloga powinni kojarzyć post o pudełku z przyborami.

Na wiosnę lubię robić porządki – właściwie wszędzie. Moje pudełka z przyborami zazwyczaj ogarnia kreatywny bajzel, szczególnie podczas zawziętych prac. Artystyczny nieład trzeba czasami sprzątnąć – oczyścić przyborniki ze zbędnych śmieci, resztek materiałów, kartek, wycinek z gazet i opakowań po zużytych klejach.

Przy okazji wiosennych porządków nie mogłam więc ominąć półki z przyborami. Postanowiłam przejrzeć jej zawartość i pokazać Wam – jak już to robiłam na blogspotowej witrynie, co ciekawego udało mi się znaleźć i używać bardzo często.

1.jpg
NICI. Wszyscy, którzy znają moją pasję do szycia ręcznego, nie będą zaskoczeni moim zbiorem.
Pełny zestaw szpulek nici o różnych barwach i teksturze kupiłam już dawno temu (chyba w Biedronce). Przydają mi się bardzo często i – jak widać, są naprawdę wydajne. Ciężko jest od razu zużyć cały zestaw dostępnych nitek.

TAŚMY, WSTĄŻKI, TASIEMKI. Nie wiem, co bym bez nich zrobiła!
Już wielokrotnie wspominałam Wam o Washi – taśmach z papieru ryżowego, które świetnie sprawdzają się w dekorowaniu. W drewnianej skrzyneczce mam również taśmy materiałowe, wstążki, gotowe kokardki.
Serdecznie polecam chomikować tego rodzaju przybory i przechowywać je w osobnym pudełeczku. Nigdy nie wiadomo, kiedy się przydadzą.

2.jpg

PAPIER. Wow, Zuza. Niezłe przybory. Masz papierki w domu. No rewelacja.
Hola-hola, moi drodzy! Jestem posiadaczką pokaźnego zapasu kolorowych papierów o różnej teksturze. Bloki kolorowe zwykłe i techniczne to istny must have, ale nie można zapominać o papierze kredowym, bloczkach z tekturami do scrapbookingu, rolkach papieru dekoracyjnego, czy nawet gotowych kartek do wykonania laurek okazjonalnych. Mała rolka bibułek również jest niezwykle przydatna – o tym przekonacie się już w kolejnym wpisie.

4.jpg

KORALIKI, OZDOBY Z FILCU. Zazwyczaj kupuję je bezmyślnie. Widzę – biorę – jestem zadowolona z zakupu. Wiem, że te drobne elementy szczególnie przydadzą się w odpowiedniej okazji.
Święta? Mam filcowego reniferka. Wiosna? Zielone koraliki są świetną ozdobą. Walentynki? Te serduszka z filcu nadadzą się idealnie.
Nigdy nie wiesz, co przyda Ci się najbardziej podczas wykonywania kreatywnych prac.

Nie wspominam tu o oczywistych przyborach, które używam niezwykle często; ołówkach, nożach i nożyczkach, kredkach, flamastrach. To posiada każdy, nawet niezaawansowany dekorator!

Mowa o porządkach – grzechem byłoby nie wspomnieć o mojej uporządkowanej teczce z rysunkami i galerii prac.
Galerię znajdziecie TU oraz w zakładce u góry bloga.
Niestety problemy techniczne nie zostały pokonane i nadal nie posiadam skanera, dlatego w galerii znajdziecie zdjęcia moich prac.

Uff, wiosenne porządki są wyczerpujące.
Porządkujecie swoje otoczenie na wiosnę? Pamiętajcie z TEGO wpisu, że naprawdę warto jest urządzić generalne sprzątanie!

Zuza 😉

 

UWAGA, CZYTELNICY! Kolejny planowy wpis nie pojawi się w przyszłym tygodniu, a za dwa tygodnie w sobotę.

Produktywność i optymizm na wiosnę

Borsuczki, ten wpis rozpoczyna miesiąc wiosny.

Wspominając posty, które już pojawiły się na blogu, przypominam sobie, że pisanie ich motywowało mnie do pozostania zorganizowaną i w miarę produktywną.

Pisząc o organizacji, częściej otwieram planner w wolne dni. Chętniej rozdzielam swoje obowiązki i wypisuję je na kartkach dziennika. Ściśle trzymam się wyznaczonych sobie obowiązków.

Nie wspominałam Wam o tym wcześniej, ale właśnie dziś zaczyna się mój kurs przygotowawczy na studia. Będzie trwał trzy miesiące.
W tym czasie jak nigdy wcześniej potrzebuję mocnej dawki motywacji, ażeby w pełni wykorzystać swój czas i go nie marnować.

Postanowiłam nabazgrać dla Was post na temat produktywności i dobrego nastawienia, które przydadzą się nam wszystkim w zbliżającym się czasie wiosennym.
Zrobiłam niedługą listę elementów, które zawsze dobrze sprawdzają się na mnie. Kto wie, być może i na Was podziałają moje sposoby?


PLANUJ I PRZESTRZEGAJ PLANÓW.
Ale – broń Boże! – nie wpadaj w obsesję planowania.
Grunt to dobrze rozdzielony dzień.

tyd.jpg

Jeśli podobnie do mnie nie lubisz dokładnie rozplanowywać całego dnia – to jest jak najbardziej okej. Rozumiem cię aż za dobrze.
Sama nie potrafię planować dokładnie. Nie pociąga mnie spis obowiązków od godziny – do godziny. To nie w moim stylu.
Tak samo, jak w rysowaniu, ja uwielbiam nieład i niechlujstwo, więc moje plany dnia właśnie takie są.

Jak bałaganiarsko rozplanować dzień?
Rozdzielmy go na dwie proste części: CZAS NA OBOWIĄZKI CZAS DLA SIEBIE.
Ja oddzielam naukę od obowiązków, dlatego w moim przypadku powstają trzy rubryki.
O tym, że każdą rubrykę należy odpowiednio wypełnić chyba nie muszę tłumaczyć, prawda? Z nadzieją, że z miesiąca organizacji dobrze znacie moje sposoby na planowanie, przechodzę do ważnej sprawy – przestrzeganie planów.

I. Planner na stole. Ewentualnie na biurku, komodzie, etażerce. Na czymkolwiek, co stoi blisko Waszych borsuczych łózek.
Po przebudzeniu od razu widzicie kalendarzyk, co przypomni Wam o obowiązkach na dany dzień. Możecie sięgnąć po niego, gdy jeszcze nie dociera do Was, która jest godzina. Rozpoczęcie dnia od przejrzenia planu powinno ukierunkować Was w trzymaniu się wyznaczonych zasad i pomoże w wyrobieniu nawyku przestrzegania ich.

II. Nawyk. No właśnie, trzeba wyrobić sobie nawyk przestrzegania planu!
Na mnie najlepiej działa estetycznie prowadzony planner i systematyczność. Jeśli świadomie opuszczę jeden (lub nawet kilka!) dni planowania, staram się uzupełnić luki tym, co robiłam danego dnia. Wypisuję sobie wydarzenia tak, jakby były obowiązkami.
Im czyściej prowadzony dziennik, tym chętniej do niego zaglądam. Lubię mieć jasne, konkretne plany wypisane w rozpisce dziennej i kreatywnie-kolorowo prowadzoną rubrykę miesięczną.
Im częściej zaglądacie do plannerów, tym szybciej wyrobicie sobie nawyk – to chyba oczywiste!

III. Szaleństwo. Choć może Wam się wydawać, że jestem najbardziej zorganizowaną osobą w Blogosferze – od razu mówię, że się mylicie. Uwielbiam mieć wszystko dokładnie zaplanowane, brak planu zazwyczaj sprawia, że wariuję z niepewności i powoduje u mnie bezsenność. Bardzo przejmuję się niezaplanowanymi ważnymi wydarzeniami, czy niepewnymi sytuacjami, których nie mogłam wcześniej przewidzieć – i nabazgrać o nich w plannerze.
Jednak jak już wspominałam, i mnie zdarza się zapomnieć o planowaniu na kilka dni! Często nie mam wielu obowiązków w ciągu dnia lub wypełnianie ich przychodzi mi tak naturalnie, że nie potrzebuję planu. Na szczęście szybko uzupełniam swoje rozpiski i powracam do trybu organizacji.

mc.jpg

Jeśli interesuje Was miesiąc organizacji, a nie mieliście okazji się z nim zapoznać – odsyłam was do zakładki PLANOWANIE I PORZĄDKOWANIE. Znajdziecie tam wpisy o plannerach, moich przyborach, postanowieniach noworocznych.

 

DBAJ O PORZĄDEK.
Tym razem nie chodzi mi o porządek w plannerach 😉
Nie uwierzę, że na świecie żyje ktoś, kto lubi pracować w bałaganie. O ile artystyczny nieład na stoliku czasami wzmaga moją kreatywność, bałagan w pokoju zdecydowanie nie pozwala mi na spokojną pracę, naukę, rysowanie – czy nawet pisanie postów na blogu.
Warto jest zadbać o porządek. Ja bardzo lubię sprzątać!
Nie będę się rozwodzić nad tym tematem w tej chwili, ponieważ chyba każdy z nas umie sprzątać, prawda? 😉

 

ŚPIJ.
Ho, Zuza. Ale porada. Nieźle wymyśliłaś, teraz radzisz SPAĆ?
Choć wiem, że wielu z Was na pewno nie ma problemów ze snem, ja należę do grupy sówek. To właśnie pod osłoną nocy czyham na wiedzę i treść najlepszych książek.
Mimo mojego przystosowania do funkcjonowania po zmroku, staram się zasypiać – chociażby nad ranem.

Wiedząc, że mam dużo do zrobienia w ciągu dnia, ustawiam budzik na wcześniejszą godzinę. Nawet, jeśli nie zawsze uda mi się zwlec z łóżka o siódmej (szczególnie, gdy zasnę o szóstej rano!), próbuję się przestawiać na wczesne wstawanie.
To chyba oczywiste, że jeśli chcemy wypocząć, musimy dobrze się wysypiać. To nie wydaje się być trudnym zadaniem – w końcu wystarczy wcześnie zasypiać i wcześnie wstawać!
Sama zdaję sobie z tego sprawę. Im wcześniej wstaję, tym bardziej „wydłuża się” mój dzień – tylko pozornie. Według mnie działa to na zasadzie więcej czasu na nogach – mniej w łóżku.

Choć odeszłam od mojej żelaznej zasady budzenia się o 7:00 w wolne dni, chciałabym do niej powrócić. To zdecydowanie pomaga mi zrobić więcej w ciągu całego dnia, bez odczucia zmęczenia.

 

MIEJ OBOWIĄZKI.
Może i brzmi to śmiesznie, ale naprawdę trzeba mieć obowiązki.
Ile to godzin zmarnowałam, oglądając filmy na Youtube? Okej, mogłabym sobie wybaczyć swoje szaleństwo, gdybym oglądała coś niegłupiego i kształcącego, ale PewDiePie? Cały dzień? lubię pewdsa
Jak ja to planuję?
Pisałam wcześniej o rubrykach. Mam trzy rubryki: obowiązki/nauka/ja.
W dni pracy – dajmy na to: praca nad postem – wypisuję sobie wszystko, co muszę mieć zrobione, by stworzyć post. Plan postu, notatki, zdjęcia, dodatkowy materiał. Tym zajmuję się w ciągu większości dnia pracy nad postem. Staram się nie spędzić dostępnych dwunastu godzin przed ekranem monitora, dlatego zazwyczaj przeplatam swoje obowiązki z oglądaniem Youtube, graniem w gry na telefonie, wycieczkami rowerowymi, zabawą z kotem. Wszystko jest zależne od ilości obowiązków, które muszę odhaczyć.

dlugo-kopia

W dzień wolny, choćbym bardzo chciała, nie mogę nie zaplanować niczego, bo znowu będę oglądać głupie filmiki cały dzień.
Chcąc pozostać w nieskończonym nastroju produktywności, w dni wolne lubię sprzątać, wyszukiwać potrzebne mi informacje, uczyć się, czy chociażby poznawać okolicę, jeżdżąc na rowerze.

Obowiązki popychają do działania. Na pewno nie jestem jedyną osobą, która w momencie, gdy nie ma nic do zrobienia, po prostu nic nie robi.
Niestety (lub stety, w zależności od tego, czy lubicie ten temat!) jest to temat dosyć bliski planowaniu – jak już wspominałam, planowanie było tematem przewodnim stycznia, więc teraz nie będę wylewna, pisząc o tym.

 

ZNAJDŹ CZAS NA PRZYJEMNOŚCI.
Przecież nie tylko produktywność się liczy! Nie tylko obowiązki, które musimy wypełniać! Nie bez powodu w tytule wpisu umieściłam również optymizm.
Idzie wiosna – czeka nas coraz ładniejsza pogoda, być może tak samo jak ja polubicie się z rowerem i postanowicie swój wolny czas spędzić na zewnątrz? Podróżowanie owym jednośladem sprawia wiele frajdy!
Może chcecie towarzyszyć mi w moim wyzwaniu książkowym i uznacie, że świetnie będzie co wieczór sięgać po dobrą książkę?
Jeśli wybierzecie filmy, koniecznie napiszcie mi tytuły projekcji, jakie polecacie. To też dobry sposób na nagrodzenie siebie po pracowitym dniu.

Szczególnie na wiosnę, gdy natura budzi się do życia, warto jest każdy dzień rozpocząć i zakończyć uśmiechem. Obiecajcie mi, że często będziecie starali się uśmiechać, zamiast smucić! Jestem zdania, że optymistyczne nastawienie wiele zmienia w naszym życiu. Krocząc przez nie z uśmiechem, nawet pochmurny dzień stanie się do zniesienia.

 

NIE ZAMYKAJ UMYSŁU I MYŚL POZYTYWNIE!
Nie myśl sobie, że jeśli zmarnujesz cały dzień, oglądając PewDiePie, jesteś totalnym zerem i nie nadajesz się do niczego.
Być może przesadziłam. To bardzo prawdopodobne. Nikt nie pomyślałby źle o sobie po dniu z Youtube. Chciałam przez to powiedzieć, że nawet, jeśli właśnie jesteś w tym samym trybie, co ja – trybie balansu pomiędzy organizacją i produktywnością a siedzeniem na kanapie z telefonem w ręku, nic straconego!
Wszyscy mamy świadomość tego, że nie był to nasz najlepiej spożytkowany czas życia, prawda? Wszyscy wiemy, że wystarczy powrót do dawnych nawyków, by znowu wejść na tory pracy, tak?

Myślenie wiele zmienia. To ogromna siła, jaką mamy! Myśląc negatywnie, przyciągniemy do siebie te złe wydarzenia. Zamkniemy się w kręgu pesymizmu, który będzie nas zjadał z każdą kolejną myślą.
Wystarczy pozytywna myśl, by z niego wyjść. Dla każdego Tomasza, który nie wierzy, że to możliwe – radzę spróbować. Choć raz pomyśl pozytywnie, to zmieni Twoje życie!
Nie wiem, jak Wy, ale ja będę starać się często wracać do motywacji, którą sama dla siebie chciałam napisać.
Czasami każdy z nas potrzebuje bodźca do działania i nie ma w tym nic złego!
Mam nadzieję, że Wy jesteście wytrwali w postanowieniu produktywności i świetnie radzicie sobie bez mojego tekstu. Chętnie poznam Wasze sposoby na pobudzanie siebie do działania – piszcie, co działa na Was najlepiej?

Zuza 😉