DIY dla mola książkowego #2

Z zeszłorocznego wpisu na temat zakładek dobrze wiecie, że lato jest dla mnie porą szczególnie obfitą w lektury.

Każdego roku zarywam nocki, żeby tylko zapoznać się z kolejnymi przygodami moich ukochanych bohaterów. To nie moja wina, że najbardziej lubię towarzyszyć Myronowi w nocy!

Mam nadzieję, że moje małe inspiracje ponownie zachęcą Was do wykonania własnej poręcznej i ozdobnej zakładki.
Przetrwajcie do końca wpisu, ponieważ czeka tam na Was niewielka niespodzianka 🙂


ZRÓB TO SAM, MOLU!

inspiracje dla zaciętych czytelników

ZAKŁADKA Z JELENIEM.
Wystarczy spojrzeć na baner bloga. Jeleń to mój znak rozpoznawalny. Widnieje u góry strony, na kartkach z przepisami do wydruku, na wielu moich szybkich szkicach i kartkach wszystkich dzienników.

Zdecydowałam, że ta zakładka będzie miała okrągły kształt. Starałam się równo wyciąć naszkicowane wcześniej koło z tektury po to, by nakleić na nie kremowy, gładki papier (po dwóch stronach). Farbkami wodnymi w stonowanych odcieniach brązu i beżu zrobiłam kilka paców pędzlem.
Na wyschniętym tle naszkicowałam głowę jelenia, po czym wypełniłam ją figurami geometrycznymi, posługując się czarnym cienkopisem.
Otwór na sznurek lub wstążkę wycięłam dziurkaczem.
Odczekałam, aż tusz dobrze wyschnie, po czym nałożyłam dwie ochronne warstwy lakieru akrylowego na zakładkę.

jel.jpg

Porady:
1. Jeśli nie macie lakieru akrylowego, za wierzchnią warstwę ochraniającą dzieło może posłużyć rozcieńczony klej introligatorski lub akrylowy.
2. Należy długo czekać po klejeniu kartek oraz nakładaniu każdej z napigmentowanych warstw. Zakładkę najlepiej robić przez trzy dni – skleić – namalować – narysować. Dopiero po trzech dniach warto ochraniać ją lakierem – jak widać mój tusz się nieco rozmazał, ponieważ nie byłam cierpliwa i nie odczekałam do kolejnego dnia.

ZAKŁADKA PILNEGO UCZNIA.
Przyda się nie tylko w szkole. Idealnie sprawdzi się w dziennikach, plannerach. Dobry gadżet dla wielbicieli zakładek indeksujących.

Do jej wykonania przyda się farba tablicowa. Zdaję sobie sprawę z tego, że jej zakup kłóciłby się z moimi zasadami oszczędzania, dlatego zdradzę Wam mój sekret na zrobienie własnej farbki, za którą zapłacicie znacznie mniej!

Typowy dla zakładek prostokątny fragment tektury pokryłam z jednej strony farbą tablicową domowej roboty. Odczekałam do wyschnięcia, po czym nałożyłam kolejną warstwę.
Z drugiej strony zakładki zdecydowałam się nakleić czarną tekturę.
Po porządnym wyschnięciu zakładkowej konstrukcji na przyklejonej tekturze umieściłam kilka niewielkich, kolorowych zakładek indeksujących.

szk tyl.jpg

Jak zrobić farbę tablicową?
Potrzebne przybory:
farba akrylowa,
mąka kukurydziana.

Wykonanie:
Farbę akrylową wlać do (najlepiej) szklanego pojemnika. Wsypać niewielką ilość mąki kukurydzianej, dobrze wymieszać.
UWAGA! Nie potrafię określić proporcji farby do mąki. Konsystencja powinna być nieco gęstsza od zwykłej farbki. Należy porządnie rozmieszać mąkę w farbie, ażeby nie powstały duże grudki.
Do stworzenia farby tablicowej nada się również talk, mąka ziemniaczana, mąka owsiana. Można kombinować z innymi rodzajami mąk – i pisać o efektach w komentarzach 🙂

szk front.jpg
ZAKŁADKA FANKI.
Dobrze mnie znacie, więc chyba Was to nie dziwi? Ponownie postanowiłam wykonać zakładkę fanowską. Tym razem zdecydowałam się umieścić na niej postać Victora z Yuri! on Ice.

Na kwadratowy wycinek tektury nakleiłam jasny kremowy papier.
Tło zakładki namalowałam błękitną farbką wodną. Po wyschnięciu farby naszkicowałam szybki portret Victora. Wypełniłam podobiznę kolorowymi farbkami wodnymi, poprawiłam kontury ołówkiem. Otwór na wstążkę wycięłam dziurkaczem. Ozdobny brelok zrobiłam z wstążki, kolorem najbardziej odpowiadającej kolorowi włosów Victora (czyli platynowej 😉).
Całość pokryłam ochronną warstwą lakieru akrylowego – po dokładnym sprawdzeniu, czy zakładka z podobizną mojego ulubieńca jest mocno przeschnięta.

victor.jpg
BRELOK MOLA KSIĄŻKOWEGO.
Oto i niespodzianka dla wytrwałych.
Oprócz zakładek zdecydowałam się spróbować swoich sił w wytwarzaniu breloczków.
Handmade – brelok musi spełniać dwie funkcje:

  1. Być najpiękniejszy na świecie,
  2. Być trwały i niezniszczalny.

Starałam się jak mogłam. Mój minibreloczek z pewnością nie zniszczy się szybko.

Okładkę małej książki zrobiłam z niewielkiego kawałka czarnej, sztywnej tekturki o wymiarach podanych na zdjęciu poniżej.

br okl.jpg

Jak widać na powyższym zdjęciu, przed wycięciem okładki rozrysowałam jej plan bezpośrednio na tekturze. Po wycięciu zagięłam okładkę, by sprawdzić, czy została odpowiednio wymierzona.

Wnętrze breloczka wykonałam z wielu kawałków białego papieru o wymiarach takich, jak górna i dolna część okładki – podanych na zdjęciu poniżej.

br kar.jpg
Na wewnętrzną stronę minigrzbietu książeczki nalałam porządną porcję kleju a’la kropelka. Włożyłam wkład, starając się robić to równo i nie wylewając kleju poza wnętrze książki.

br kart.jpg

Zanim wzięłam się za ozdabianie czarnej okładki, malutkim gwoździkiem wybiłam otwór na kółko breloka w górnym rogu książeczki.

Okładkę ozdobiłam dwiema literami alfabetu runicznego. Nakreśliłam je białym żelopisem.
Gdy tusz dobrze wysechł, okładkę książeczki pokryłam ochronną warstwą lakieru akrylowego. Po wyschnięciu nałożyłam kolejne cztery warstwy. Założyłam kółko do zawieszki – i gotowe!
Brelok może wisieć przy kluczach, suwaku piórnika czy torby. Wygląda mrocznie i tajemniczo. Co mogą oznaczać dwie literki umieszczone na okładce? 🙂

br cal

br kol.jpg
Widzicie? Jestem molem książkowym i mimo to wytwarzam wszystko, co tylko wpadnie mi do łepetyny. Wy również możecie.
Może macie ochotę wykonać własne minidzieła użytkowe? Jeśli nie dla siebie – przynajmniej zróbcie je dla kogoś bliskiego. Takie urocze upominki muszą zachęcać do zawziętego czytania!

Zuza 😉

Reklamy

Wiosenne dekoracje #1

Czy tylko mnie nie podoba się aktualna wczesnowiosenna pogoda?
Niebo definitywnie błaga o rozchmurzenie. Nad moją głową wiszą szare chmury deszczowe i tylko psują wiosenne, kolorowe i wesołe nastawienie!

W takiej sytuacji nie pozostaje mi nic innego, jak wprowadzić wiele kolorów do swojego otoczenia. Uporządkować przestrzeń, pokolorować ściany.

Zanim jednak przejdę do treści wpisu, chciałabym Was trzykrotnie przeprosić!
Pierwszy raz: za przeniesienie daty wpisu bez Waszej wiedzy. W grafiku wpisane zostało, że post pojawi się 25.03 – nie wyrobiłam się w czasie i nie zdążyłam go dodać. Przepraszam!
Drugi raz: za niepewną datę kolejnego wpisu. Niewykluczone, że ponownie nie zdążę zrobić wpisu do soboty, dlatego jeśli post się nie pojawi, możecie spodziewać się go w weekend świąteczny – czas, w którym posty miały się nie pojawiać. Przepraszam!
Trzeci raz: za jakość zdjęć, która w tym poście nie powala. Połowę fotografii wykonałam ja – w popołudniowym świetle mieszanym (!), drugą część ekipa siostra Kasia + mama Lucynka (o ich pracy jeszcze będę pisać). Wpis ten jest mieszaniną zdjęć złych z dobrymi, moich z nie moimi, z tłem i bez tła. Przepraszam!

W pierwszej części sprowadzania wiosny na ziemię pokażę Wam, do czego można wykorzystać zapasy bibułki i tektury.

Ktoś kiedyś prosił mnie o tutoriale dla zaawansowanych – niestety, nie tym razem! Obiecuję, że kiedyś się postaram i wymyślę dla Was coś trudnego. To zadanie ciężkie do wykonania – według mnie wszystkie handmade – dekoracje są proste i nie powinny sprawiać problemu nikomu z Was. Post z trudniejszymi dekoracjami będzie prawdopodobnie zawierał naprawdę najtrudniejsze tutoriale, jakie tylko stworzy moja kreatywna łepetyna 😉

Pora przejść do wpisu. Prezentuję Wam…

WIOSENNE DEKORACJE,
czyli jak zachęcić wiosnę do przybycia.

ŚCIANA JAK MALOWANA.

Niezwykły efekt daje wykorzystanie kwiatów w dekoracji. Żywe, sztuczne, bibułkowe – wszystkie sprawdzą się świetnie. Tym razem postanowiłam wykorzystać bibułowe zasoby – cienkie papierki patrzyły na mnie błagalnym wzrokiem, gdy tylko otwierałam szafkę z przyborami! Prosiły „weź nas, weź nas!” i nie dawały mi spokoju.
Pewnej nocy usłyszałam cichutkie łkanie. Nastawiłam uszy, nasłuchując. To bibułki skamlały, by w końcu je wykorzystać w dekoracji.

Nie miałam sumienia dłużej je męczyć. Razem z mamą – Lucynką (której należy ładnie podziękować w komentarzu za wkład pracy w ten wpis!)  stworzyłam deszcz kwiatów, który zachwyca mnie swą prostotą i efektem.

JAK WYKONAĆ KWIATY Z BIBUŁY?

Potrzebne przybory:

chusteczka higieniczna,
żółta bibułka,
bibułka w dowolnym kolorze,
nitka/sznureczek,
nożyczki.

Wykonanie:

1. Z wyciętego z chusteczki kwadracika formujemy łezkowaty środek kwiatka.

1.jpg

Dlaczego? Z oszczędności! – zamiast używać podwójnej ilości żółtej bibuły, wykorzystamy jedynie jedną jej część.
Jeśli do wykonania środka kwiatka wykorzystamy jednocześnie bibułę, jak i chusteczkę (lub dowolny wypełniacz), będziemy mogli zrobić więcej kwiatków – proste! 🙂

2. Zawijamy chusteczkową łezkę w bibułkę.

3.jpg

3. Z paska w kolorze płatków kwiatuszka wycinamy płatki o dowolnym kształcie i wielkości.

4
4. Owijamy żółty środek wyciętymi płatkami.
Dla bardziej realistycznego, rozłożonego efektu warto jest marszczyć bibułkę na środku papierowej roślinki.

5.jpg

Ważne! Im dłuższy pasek płatków, tym większy, pełniejszy kwiatek uzyskamy w efekcie końcowym!

5. Utworzony kwiat mocno związujemy nitką lub sznureczkiem z tyłu.

W ten prosty sposób można stworzyć uroczo wyglądające kwiaty w dowolnych kombinacjach kolorystycznych.

6.jpg

Jako, że mój pokój ma zielone i szare ściany, zdecydowałam się na kontynuację zielonego motywu na szarej ścianie.
Kwiaty przywiązane do siebie za pomocą szarej nici przykleiłam u góry ściany zieloną taśmą Washi – ona nie powinna uszkodzić farby.

PicsArt_03-29-12.01.47

Czy ten efekt rozczula tylko mnie? Rozradowane bibułki skaczą z radości – na szczęście do zdjęć zgodziły się pozować spokojnie 🙂

PicsArt_03-29-12.02.22


KOSZYK/PUDEŁKO/SŁOIK Z ŁĄKI.

Kolejny pomysł na to, gdzie wykorzystać bibułę i kwiaty.
Kwiaty z bibuły przywiązałam nicią do brzegów czarnego koszyczka (taki koszyczek to pozostałość po przepysznej miechunce, kupionej w Biedronce!).

Podobny efekt uzyskacie, używając kwadratowe pudełko origami, królewskie pudełko origami, słoik dowolnej wielkości, inne pudełka i pojemniki.

Łąka wpełzła na mój stolik – i zejść nie chce!
Ale z niej wiosenny drań!


MISKA/PUDEŁKO Z TEKTURY.

Wprawdzie i ją można ozdobić kwiatami i bibułą – ja tego nie zrobiłam.
To estetyczny i poręczny dodatek na biurka, stoliki, półki. Zdecydowanie pomoże w porządkowaniu, wiosennym sprzątaniu.

Od dawna chciałam wykonać geometryczną miskę z tektury, jednak zawsze brakowało mi miejsca na stoliku – miałam na nim wiele innych pojemników, składana miska nie wpasowywała się w misz-maszowy wystrój blatu.

PicsArt_03-28-11.57.48

Nastała wiosna i na moim stole zapanowała harmonia. Musiałam zakłócić ją geometrycznym pojemnikiem, w którym trzymam Washi i inne tasiemki – najlepsze gadżety do plannerów (i nie tylko!).

JAK WYKONAĆ MISKĘ Z TEKTURY?

Potrzebne przybory:

cienka tektura (np. ta z tyłu bloku rysunkowego),
ołówek,
linijka,
nożyczki,
klej Magik (lub inny dobry klej).

Wykonanie:

1. Na tekturze narysować duży sześciokąt. Wymiary mojego sześciokąta podane są na zdjęciu poniżej.
Rozdzielić go na 24 (w miarę) równe trójkąty. Wysokość jednego trójkąta podana jest na zdjęciu poniżej.

p1.jpg

2. Wyciąć trzy trójkąty z jednej podstawy sześciokąta – dążąc do efektu, zaprezentowanego na zdjęciu poniżej.

p2.jpg

p3.jpg
3. Rozciąć boki według schematu poniżej – linie, które należy naciąć, zaznaczone są kolorem bordowym.

p4.jpg

4. Zagiąć wszystkie (lub większość) boków. Uważnie obserwując tworzącą się miskę, powoli składać ją i sklejać.

p5.jpg

Oto efekt końcowy:

PicsArt_03-28-11.59.47

Przedstawione dekoracje mnie bardzo się podobają. A Wy, co o nich sądzicie?
Dajcie znać, jeśli zdecydujecie się na wykonanie choć jednej z moich wiosennych propozycji.

Mam nadzieję, że dekoracyjne czary zachęcą wiosnę do zapanowania nad złą pogodą. Oby w kwietniu – miesiącu radości zdecydowała się w końcu na konkretne działanie!

Trzymajmy kciuki za sobotni wiosenny post, tymczasem – do poczytania później!

Zuza 😉

P.S.: Dziękuję za pomoc w tworzeniu go od strony technicznej mojej mamie Lucynce oraz siostrze Katarzynie. Bez nich wpis byłby niekompletny, należą im się gromkie brawa!

Dodatkowo obiecuję, że kolejny post na pewno będzie się składał wyłącznie z pracy oraz zdjęć mojego autorstwa 😉

Artystyczne podsumowanie 2016 roku

Uwaga, czytelnicy! Styczeń mianuję miesiącem organizacji.

Czy i Wy wraz z rozpoczęciem nowego roku rozmyślacie nad tym, co wydarzyło się na przestrzeni minionych dwunastu miesięcy? We mnie drzemie poukładana, organizacyjna dusza, która coraz to mocniej i z coraz głośniejszym hukiem wyrywa się z nieuporządkowanego ciała – zawsze spadając bezpiecznie na wszystkie swe kończyny. To właśnie przez nią co roku słyszę zew, nawołujący do spędzenia chwili na myśleniu o niedalekiej przeszłości.

To pierwszy mój post w 2017 roku. Warto zacząć od początku – czyli właśnie od artystycznie-kreatywnego podsumowania.

Słowem wstępu zaznaczę, że artystycznie nie działo się u mnie dużo.
Dlaczego? – na to pytanie spieszę Wam odpowiedzieć.

 

ROK 2016
pół ołówka, dziesięć rozdziałów, blokada twórcza.

Wytrwali czytelnicy na pewno pamiętają, iż to właśnie w roku szkolnym 2015/2016 zrobiłam sobie przerwę od publikowania swych wypocinek w blogosferze. Dla niezorientowanych w temacie mam informację, która powinna rozjaśnić Wasze spochmurniałe twarze: w roku 2016 dumnie podchodziłam do matury. Jako, że nie lubię odczuwać tego specyficznego bólu serduszka; bo przecież mogłam zrobić więcej, niż robiłam, postanowiłam wówczas przyłożyć się do nauki języka polskiego i matematyki – mojego ukochanego oraz znienawidzonego przedmiotu (określenia do ich nazw możecie dobrać sami!).

RYSUNKI.
Przez wzgląd na przerwę w blogowaniu oraz przeznaczanie czasu na czytanie książek i rozwiązywanie matematycznych arkuszy maturalnych, ołówki (przez które, de facto, założyłam bloga) odłożyłam w kąt.

W trakcie 2016 roku tylko cztery prace zdołałam narysować do końca. Oprócz nich mam na swoim koncie kilka szkiców; niektóre po dziś dzień tkwią w teczce, inne zaś – już dawno przestały istnieć.

Moi drodzy, przedstawiam Wam cztery rysunki roku 2016 – spod ręki Zuzanny Maj.

11.jpgMehmet Gunsur jako Mustafa. Portret narysowany pod wpływem śmierci księcia w serialu „Wspaniałe stulecie”. Do dziś sądzę, że to moja najlepsza praca, jaką wykonałam do tej pory. Widać na niej wszystko to, co umiem narysować znośnie oraz każdy najmniejszy mankament. Kształcącym doświadczeniem jest patrzenie na ten portret teraz.

22.jpgBen Barnes jako Dorian Gray. Portret narysowałam pod wpływem książki i filmu o Dorianie. Był to niejaki test moich sił w rysowaniu bez rozmazywania twarzy wiszerem (bezpośrednio po narysowaniu Mustafy, którego twarz jest rozmazywana). Rysunek przypomina mi portret z filmu. O teście sił można przeczytać TUTAJ.

333.jpgNadege, czyli Nadzieja – wymyślona przeze mnie postać. Wracam do niej zawsze, kiedy nie wiem, co narysować. Tą pracą chciałam zwalczyć blokadę, która zrodziła się w mojej głowie. Nadzieję przedstawiłam jako sarnę, ponieważ kocham sarny i jelenie. Portret posiada drugie imię: ekstremalne niechlujstwo.

444.jpgNadzieja jako jeleń. Już wiecie, dlaczego. Praca nieudana, ale lubię ją – ponieważ jest inna od reszty. Jak widać, nie udało mi się zwalczyć blokady.

Posiadam również dwie prace, które bliskie były skończeniu – jednak artblock i poczucie, że nie podołam zakończyć „dzieł”, skreśliły moje zamiary. Oto dwa szkicorysunki roku 2016.

szkic 1.jpgXavier Dolan jako Xavier Dolan. Do jego twarzy powraca mi się równie dobrze, jak do postaci Nadziejki. Można odnotować kolejną próbę ucieczki od artblocka. Nieudaną.
Ci, którzy nie mają marzeń, umrą z zimna. Głębokie, co nie?

szkic 2.jpgAlfonso Herrera jako Hernando. Jego postać poznałam w cudownym serialu Sense8, który swoją drogą – szczerze polecam. Hernando ma wiele ciekawych spostrzeżeń na temat świata i uwielbia sztukę. A ja uwielbiam Hernando.

Jestem zadowolona z tego, że udało mi się w minionym roku narysować cokolwiek. Choć nie są to dzieła sztuki, dzięki którym nauczyłam się czegoś nowego w kwestii bazgrolenia – jakikolwiek postęp został odnotowany.
Za portretotwórstwo dałabym sobie czwórę z minusem.

ARTBLOCK.
Bardzo długo walczyłam z blokadą twórczą.
Nie jestem dumna ze strachu przed pustą kartką, którego nabawiłam się podczas roku nieobfitującego w rysunki.
W trakcie blokady, która trwa już ponad pół roku, zdołałam jedynie pobawić się w kolorowanie, próbować rysowania – i wyrzucać szkice oraz wykonać wiele projektów (z których jestem zadowolona!).
Za artblock, który jest wynikiem własnego wyboru, zdecydowanie należy mi się nagana ze wzmianką „sama tego chciałaś!”.

DO IT YOURSELF.
W tej kwestii mogę być z siebie dumna, prawda?
Na blogu pojawiło się o wiele więcej postów, przedstawiających moje (i nie tylko moje!) prace ręczne.

151.jpg

1pl.jpg

Starałam się pokazać Wam, że nie mając pomysłów, wielu przyborów ani predyspozycji, można bez problemu wykonać coś własnoręcznie. Podrzucałam Wam najprostsze propozycje, przy których wykonywaniu często śmiałam się bardzo głośno! Tak łatwych porad kreatywnych nie spodziewałam się udzielać 🙂
Mam nadzieję, że moje starania obfitowały w Wasze chęci i żywy zapał do tworzenia.
Za ręczne robótki i tutoriale do nich, które swą ilością wygrały z rysunkami, bez wahania daję sobie cztery plus. Mogło ich być nieco więcej!

OPOWIADANIE.
Ponownie wszyscy czytelnicy, którzy przybyli tutaj, pamiętając mój poprzedni blog – a właściwie jego początki, zdecydowanie będą wiedzieli, o co chodzi.
Rzucę Wam, gwoli przypomnienia, kilka słów:
Wolfgang, klarnet, Ford, koszmar, miłość, Liluś, drzewa.
Tak, moje Borsuczki. Skończyłam.

Czy wrzucę Wam moje pierwsze opowiadanie? Kto wie, być może! Niewykluczone, że zdecyduję się ponownie pokazać Wam, co siedziało mi w głowie; co takiego nawyczyniał Wolfie i skąd w garści słów wziął się klarnet.
Za to opowiadanie zdecydowanie należy mi się szóstka. Ja chętnie bym to przeczytała.

PODSUMOWUJĄC:
Patrząc na artystyczne oraz kreatywne dokonania, rok 2016 nie należał do najlepszych.
Moje myśli pochłaniała nauka i książki – na dekorowanie, rysowanie (a nawet wykończenie remontu pokoju!) nie miałam czasu. Późniejszy artblock zniszczył moje plany podniesienia się z artystycznej gleby i skierowania na rysowniczy piedestalik. 

Mam nadzieję na znacznie szerszy dorobek artystyczny w roku 2017, choć na chwilę obecną nie dostrzegam na niego żadnych perspektyw.
Kto wie, być może moje przeczucia co do nowego roku będą zupełnie inne i w podsumowaniu, które sklecę za rok wszyscy będziemy pokładać się ze śmiechu z owych wróżb?
Co będzie – zobaczymy!

Jak Wam minął świeżo zakończony rok 2016?
Jak postrzegacie wschodzący 2017 rok?

Zuza 😉

P.S.: Pamiętajcie, że nie posiadam już skanera i drukarki. Nie mogłam pokazać Wam prac w dobrej jakości, proszę o wybaczenie!