Oszczędzanie czasu, wydajność pracy

Jak przedłużyć dzień?
W dobie internetu, zabiegania, ciągłych obowiązków i pracy od rana do rana, zdecydowanie brakuje nam czasu.
I mnie już w tym roku dopadło zagmatwanie czasowe, które przyniosło marne efekty – luki we wpisach, niedopracowane posty, niedosypianie, nieprzygotowanie na zajęcia aktorskie.

Nawet ja, maniaczka organizacji, planowania i działania według planu, mając na głowie zbyt wiele błahych obowiązków – poległam. Przewróciłam się na starcie i ledwo doczołgałam się do mety.
Na szczęście ten czarny etap życia mam za sobą. Z bagażem doświadczeń idę dalej, mając nadzieję na lepsze efekty.

Teraz już wiem, jak oszczędzać czas. Dopracowałam swój system planowania do perfekcji.
Bardzo prawdopodobne jest, że moje porady będą dla niektórych z Was zbędne; oczywiste, banalne, praktykowane od dawna. To świetny znak! Oznacza to, iż potraficie naprawdę dobrze rozplanować swój czas i nie potrzebujecie żadnych zmian w swojej metodzie.
Podejdźcie jednak do tematu na poważnie. Wydajcie trzeźwy osąd.
Komentujcie post, aby stworzyć bazę porad. Razem opracujmy najlepszy pod słońcem sposób na oszczędzanie czasu!

IMG_20170427_135202055.jpg

 

WIELOZADANIOWOŚĆ.
Każdy z nas jest inny, lecz dla świetnej organizacji warto jest wykrzesać z siebie predyspozycje do posiadania tej jednej cechy.
Bądźmy wielozadaniowi!
Hola hola, nie przesadzajmy. Sześć obowiązków do wypełnienia w tej samej chwili to stanowczo przesada. Jednak dwa zadania – czy nie jesteśmy w stanie ich wykonać? Sprzątanie i słuchanie ważnego audiobooka chyba nie rozproszy nikogo. Układanie ubrań w szafie i nauka tekstów na pamięć brzmi dla mnie świetnie! Tak samo, jak ważne rozmowy telefoniczne (przez zestaw głośnomówiący lub słuchawkowy, przecież każdy z nas to ma) podczas wykonywania innych obowiązków domowych. 

Pamiętajmy jednak, że istnieją obowiązki, nad którymi należy się skupić i nie da się ich wypełniać w towarzystwie innych. Dla mnie na pewno będzie to pisanie postów – choć czy naprawdę jest to obowiązek? 🙂
PLANUJ.
Znowu. Tak, znowu o tym wspominam, ale powinniście już przyzwyczaić się do tego, że bez planowania mój blog by nie istniał!
Dobre rozplanowywanie swojego dnia to podstawa do bycia zorganizowanym – organizacja zaś prowadzi bezpośrednio do zaoszczędzenia czasu!
Bez względu na metodę, z której korzystacie, warto dojść do perfekcji w planowaniu. Wybierajcie metody, które najlepiej sprawdzają się w Waszym przypadku i wyciągajcie z nich jak najwięcej korzyści dla Waszego zegarka.

Pssst! Zdradzę w sekrecie, że ja już posiadam jeden drobny trick w planowaniu pracy na blogu. Chcecie go poznać? Piszcie w komentarzach, a być może kiedyś zdradzę Wam, dzięki czemu udaje mi się wyrobić ze wszystkimi blogowymi zadaniami – i dzięki temu oszczędzam mnóstwo czasu, który wcześniej spędzałam przed komputerem.

Chcecie inspiracji plannerowych? Zajrzyjcie koniecznie:

własny planner od podstaw
planner – wskazówki i porady
ulubione przybory plannerowe
kupiony planner – pierwsze wrażenie


OD CELU DO CELU + IM SZYBCIEJ, TYM LEPIEJ.
To dwie metody, które używam nie tylko w rozplanowywaniu i wykonywaniu obowiązków.
Jeśli jest taka możliwość, dobrze jest wyznaczać sobie wiązane cele. Coś do zrobienia wynikające z czegoś, co już zrobiliśmy – na pozór skomplikowana, jednak dająca efekty zasada działania. To jak wspinanie się na niewysoki szczyt. Krok po kroku wykonamy całą masę obowiązków, a dzięki motywacji (im więcej zrobimy, tym bliżej jesteśmy mety wspinaczkowej) pójdzie nam to gładko i szybko. W wyniku tych działań zyskamy dodatkowe minuty do wolnej chwili.

Im szybciej, tym lepiej – wbrew pozorom nie namawiam Was do szybkiego działania, odhaczania obowiązków w zatrważającym tempie. Zachęcam do wykonywania pracy „na zaś”.
Między innymi ta metoda pomaga mi pogodzić blogowe pisaniny z obowiązkami.
Nie chcę jednak na chwilę obecną zdradzać Wam mojej tajemnicy organizacji pracy na blogu, więc o tym aktualnie cichosza…! 🙂

 

MEDIOM POWIEDZ STANOWCZE NIE.
Dla mnie to najbardziej zgubny pożeracz czasu. Ukochane gry otome, seriale, anime, simowe rozgrywki, czy nawet odpisywanie na facebookowych grupach to istny diabeł czasowy!

W telefonach na szczęście mamy opcję wyciszenia powiadomień, włączenia trybu offline czy nawet całkowitego rozłączenia się z siecią internetową.
Na mnie najlepiej działa zwyczajny tryb cichy. Dotykam okrągłej ikonki z podpisem „tylko alarmy” i odrzucam smartfon w kąt.
Mimo, że jest on moim fotograficznym przyjacielem, zawiera wiele danych, potrzebnych podczas tworzenia postów na bloga, na czas pracy trzymam się od niego jak najdalej, zmniejszając ryzyko wciągnięcia mnie w dotykowy świat.

Ja nie mam problemów z telewizją – najzwyczajniej w świecie mało mnie w niej interesuje. Ciężej jest mnie odciągnąć od książki, ale przecież…

POZWÓL SOBIE NA ODPOCZYNEK.
Wszyscy dokładnie wiemy, jak ważny jest sen w naszym życiu. Jednak nie tylko śpiąc wypoczywamy – czego nie każdy jest świadomy.
Powinniśmy odnaleźć czynność, która nas relaksuje – czy to zanurzenie się w treści ciekawej książki, opowiadania, czy może spacer, przejażdżka rowerowa, muzyka i inne banały – i oddawać się jej każdego dnia.
Po chwili przerwy, rozluźnieniu się, nasze akumulatory i nastrój naładowane będą na nowo. A my możemy oddać się pracy na nowo, pełni sił i w lepszych humorach.

Zdenerwowanie nie pomaga w szybkim ukończeniu danego zadania. Zdecydowanie lepiej jest odpuścić sobie, spróbować się uspokoić, zrelaksować, zapomnieć o stresie – i po tym powrócić do pracy. Na pozór tracimy czas podczas przerwy, w rzeczywistości go zyskujemy, albowiem nastawieni pozytywnie szybciej uporamy się z czynnością sprawiającą trud, a minuty nie będą nam uciekały w zatrważającym tempie.

Wracając do snu – starajmy budzić się o stałej porze, najlepiej jak najwcześniej się da.
Będąc jeszcze małym dzieckiem zawsze dziwiłam się, dlaczego mój dzień tak się dłuży, gdy wstawałam wcześnie. W okolicach szesnastej już marzyłam o wieczorze, by móc pójść spać, ponieważ wydawało mi się, że z nudów umrę mocno przedwcześnie.
W okresie gimnazjalnym co wakacje kładłam się spać o zwyczajnej porze, lecz do późna czytałam książki, przez co południe było najwcześniejszą dla mnie porą na śniadanie. Dzień kończył się po kilku godzinach, a noc ciągnęła w nieskończoność. Jak można się domyślić, byłam wiecznie niewyspana (choć szczęśliwa z lektury, gdyż zazwyczaj wczytywałam się w genialną prozę Harlana Cobena). To nie był produktywny czas.
Na mnie najlepiej działa wstawanie w okolicach siódmej rano – czasami wcześniej, czasami później. Ostatnio nawet nie włączam budzika, organizm sam budzi się o zbliżonych porach, gdy już jest wypoczęty.

Jak się ma wstawanie do oszczędzania czasu? Oprócz tego, że dzień po prostu trwa dla nas dłużej, jesteśmy wypoczęci i mamy siłę do działania. Proste.

IMG_20170427_135346889.jpg

To główne porady, które sama wykorzystuję w ciągu dnia. Odnoszą się one głównie do wydajności pracy, wypełniania obowiązków i nauki, ponieważ uznałam, że są to najważniejsze kwestie, które należałoby poruszyć.

Jak już wspominałam wyżej – koniecznie piszcie o swoich trickach na oszczędzanie czasu w ciągu dnia!

Zuza 😉

Czy weganizm jest drogi?

Temat idealnie wpasował się w tematykę miesiąca – jednocześnie udało mi się przemycić w nim ideę weganizmu i diety roślinnej.

Wielokrotnie spotykałam się z opinią, jakoby dieta roślinna oraz weganizm były drogie.
Czy weganie muszą wydawać miliony na swoje pożywienie? Ile na jedzenie wydaję ja – w trakcie przykładowego tygodnia? Właśnie tego dowiecie się z treści dzisiejszego postu. Zachęcam do czytania!

wr
Nie tylko osoby, które nie miały styczności z weganizmem mają nieprzychylne zdanie na temat wydatków wegan.
Nawet mój ojciec sądzi, że dieta roślinna pożera kwinkwagiliony pieniążków – sugerując, abym jak najszybciej wyprowadziła się z domu jako ta, która najbardziej przyczynia się do marnowania rodzinnego majątku. Smutne, ale prawdziwe.
Jednak czy aby na pewno weganizm jest drogi?
Od razu odpowiadam na nurtujące wszystkich tu zgromadzonych pytanie, skupiając się wyłącznie na kwestiach żywnościowych.

daktyle

Najmilsi! Dieta wegan nie jest droga.

W tym miejscu mogłabym podziękować wszystkim za uwagę, za czas poświęcony na przeczytanie wpisu, powiedzieć gudbaj i pomachać rąsią na pożegnanie.
Niestety wiem, że wielu Czytelników krąży nad moją głową jak sępy nad padliną – i szuka jak żeru przykładów. Oto i przykłady!

Przyjmijmy, że każdy z zainteresowanych pragnie podążać moją ścieżką. Jeść jak najbardziej naturalnie, ale nie w pełni surowo.
Przyjmijmy również, że każdy z zainteresowanych robi zakupy średnio raz w tygodniu.

Kiedy robię zakupy sama, na mniej więcej tygodniowy zapas żywności wydaję sumę, wahającą się od 30 do 50 zł. Warto zaznaczyć, że żywię się głównie warzywami i owocami + zapychaczami (płatki owsiane, kasza, ziemniaki) + dodatkami (siemię lniane, tahini, suszona włoszczyzna, suszone buraki, zioła i przyprawy).

Produkty, które kupuję najczęściej to:
marchew, jabłka, owoce cytrusowe (pomarańcze, mandarynki, cytryny), płatki owsiane, sałata, suszona włoszczyzna i buraki, cynamon, zależnie od sezonu kasze/strączki.
Tak naprawdę wiele zależy od sezonu.
Zimową porą kupuję więcej mrożonek, często sięgam po imbir, suszone owoce, fasolę, warzywa korzeniowe oraz wszelkie sezonówki.
Porą letnią spożywam znacznie więcej owoców, świeżych warzyw, jak i hoduję własne zieleniny – szpinak, świeże zioła i sałaty + sezonówki.

Ważne! Należy przypomnieć, że nie kupuję roślinnych przetworów typu: napoje roślinne, sery, wędliny sojowe. Nie sięgam również po chleby i typowe makarony mączne. Chcesz wiedzieć, dlaczego? Przeczytaj wpis o moim odżywianiu się.

Najdroższe produkty, które często lądują w moim koszyku to czerwona herbata oraz tahini (nowe odkrycie) zamiennie z masłem orzechowym. Można się domyślać, że nie kupuję tego codziennie.

3.jpg

 

Na koniec powtórzę, aby utrwalić Wam tę wiedzę jednym, głównym zdaniem.
Najmilsi! Dieta wegan nie jest droga. Powtarzajcie to w każdej części Polski, ogłaszajcie wszem i wobec tę cudowną nowinę. Weganie nie są bogaczami!
Mogą się nimi stać, dzięki oszczędzaniu na nie kupowaniu produktów odzwierzęcych.
Nie muszę chyba przypominać, że to właśnie mięso jest jednym z najdroższych produktów, które spożywają mięsożercy? Można jeść rośliny, dostarczać sobie różnorodnych wartości odżywczych. O tym – i o innych kwestiach weganizmu rozmawiamy we wpisach z serii wegańskie wtorki. Zachęcam do zapoznania się z nią!

Podyskutujmy również w komentarzach pod tym postem.
Weganie! Jako, że wydatki to kwestia indywidualna, może powiecie, ile Wy średnio wydajecie na pożywienie? Po jakie produkty sięgacie najczęściej?
Nieweganie – co sądzicie o roślinnym oszczędzaniu na jedzeniu? Przekonaliście się już, że roślinomaniacy nie wydają całego majątku na zaspokojenie głodu?

Zuza 😉

 

Bezbolesne oszczędzanie

W dzisiejszym wpisie chciałabym poruszyć kwestię oszczędzania pieniędzy.
Sama mam z tym duży problem! Jestem typem osoby, która nie potrafi długo oszczędzać. Lubię kupować potrzebne mi rzeczy, nie żałuję oszczędności, jeśli podczas spaceru przez galerię stylowe odzienie wierzchnie wpadnie mi w oko.
Na szczęście miałam do czynienia z oszczędzaniem, zbieraniem pieniędzy i gospodarowaniem nimi w jak najwygodniejszy dla mnie sposób. Przedstawię Wam moje sekrety oszczędzania z nadzieją, że i Wy podzielicie się własnymi – w panelu komentatorskim!

grosz.jpg

 

SKARBONKA NA DROBNE.
To trick, który stosuję od dawna – i jeszcze nigdy mnie nie zawiódł.
Wszystkie drobne, które brzęczą w niedużej portmonetce, po każdych zakupach lub kontakcie z portfelem wrzucam  do słoika. Słoiczek zawsze stoi w najlepiej widocznym miejscu (u mnie jest to stolik obok łóżka), ażeby nie zapomnieć o uzupełnianiu go nowymi złotymi i srebrnymi monetami.
Bez względu na to, czy mam dwadzieścia groszy – czy może dwadzieścia złotych, rozmienione po piątaku, zawsze wrzucam monety do skarbonki. Opróżniam ją, kiedy nadarza się okazja na wymianę drobnych na grubsze pieniądze.

Na skarbonce można umieścić nalepkę indeksującą i opisać cel zbiórki. Ja tego nie praktykuję, gdyż te drobniaki wykorzystuję bez celu – na przykład przy najbliższych zakupach, wyjeździe do miasta lub opłacaniu zamówień internetowych.

skar.jpg

 

ODKŁADANIE MAŁYCH SUM.
Ten sposób jest dobry, jeśli mamy zapewniony w miarę stały dochód.
Stosowałam go, zbierając pieniądze na kurs aktorski, na który obecnie uczęszczam.
Należy ustalić kwotę, którą będziemy wrzucać do skarbonki w równych odstępach czasowych – przyjmijmy, że z rozpoczęciem każdego miesiąca. Tę samą sumę odkładamy w jedno miejsce, bez względu na to, czy oszczędności będą z nami fizycznie, czy wolimy je w wirtualnej wersji – na koncie bankowym.

Jeżeli ogranicza nas deadline (tak było w moim przypadku), bardzo dobrze jest obliczyć, ile miesięcy będziemy musieli odkładać daną kwotę.
Najlepiej jest podzielić potrzebną sumę na jak najmniejsze części, wówczas prawdopodobnie nie odczujemy, że odkładamy pieniądze każdego miesiąca. Do dyspozycji mamy przecież znacznie większą część zarobków!
CELE PIENIĘŻNE.
Urocza torebka, modne gacie, kreatywne przybory, zapas masła orzechowego, tygodniowa wycieczka za granicę – bez względu na to, jak dużo musimy odłożyć, by zdobyć naszą wymarzoną rzecz, warto jest wyznaczać sobie cele pieniężne – i do nich dążyć.
Dobrze jest połączyć cel z metodą z poprzedniego punktu – jednak nie trzeba, ponieważ nie każdy cel musi posiadać swój limit czasowy, prawda?

Załóżmy, że potrzebuję osiem tysięcy złotych na małą wycieczkę. Nie planuję jej już na te wakacje – chcę na nią wyjechać nawet za dwadzieścia lat.
Powoli, małymi kroczkami będę więc przybliżać się do spełnienia mojego marzenia, bo dziś odłożę dwie dychy, a za miesiąc dwieście złotych. 
Zmniejszmy przykładowy cel i załóżmy, że spodobała mi się torebka ze sklepu internetowego, ale nie zdążyłam jej kupić (wówczas nie miałam możliwości zakupu). Była w zeszłorocznej ofercie, więc i w tym sezonie mogłaby się pojawić…
Jest! Cudownie się pojawiła, a ja akurat z myślą o niej odłożyłam pięćdziesiąt złotych z miesięcznej wypłaty. Dołożę jeszcze drugie tyle za tydzień, a jeśli mi braknie, sięgnę do skarbonki. Uff! Mam wymaganą kwotę. Mogę składać zamówienie.

Celem pieniężnym może być nawet odłożenie danej kwoty w ciągu całego roku. Po osiągnięciu go warto odnowić cel – i działać tak bez końca.

Cele warto zapisać, jeśli wolicie widzieć je na własne oczy.
Jedyną trudnością jest pamiętanie o tym, że trzeba do nich dążyć. Nawet, jeśli nie spieszy nam się z osiągnięciem celów, należałoby na nie odkładać – ażeby stały się rzeczywistością, a nie utknęły pomiędzy niespełnionymi marzeniami!
PRZEMYŚLANE ZAKUPY.
O tym wspominałam już w poprzednim poście.
Kupujemy tylko to, co jest nam naprawdę potrzebne – lub to, o czym marzymy od dawna i jesteśmy w stanie sobie na to pozwolić.
Żadne naprzydasie nie wchodzą w grę, pamiętajcie!
Jeśli czegoś nie używamy, zawsze można próbować wykorzystywać daną rzecz w niekonwencjonalny sposób lub używać już stary, noszący pierwsze znamiona zużycia przedmiot w wiele sposobów, nadając mu nowe życie.

Szukanie tańszych opcji, zamawianie czegoś przez internet tak, by zaoszczędzić na produktach i przesyłce, nie spoglądanie na okazyjne promocje w sklepach, jeśli obniżka cen nie obejmuje produktów, którymi nie jesteśmy zainteresowani – to główne zasady moich zakupów.
+ bardzo ważne – nigdy nie wychodzę na zakupy bez listy!

wr.jpg
To moje główne sposoby na oszczędzanie.
Jak wspominałam na początku, nie jestem mistrzem oszczędzania – jestem dosyć rozrzutna i często mam pustki w portfelu! Potrafię jednak odkładać pieniądze na dany cel.

Jakie Wy macie sposoby na oszczędzanie? Podzielicie się nimi? 

Zuza 😉