Czym wypełniać dzienniki?

Macham do Was po miesięcznej przerwie od stałego blogowania i dziękuję za to, że wytrwaliście tu sami podczas mojej nieobecności! 🙂

Tym postem nie tylko przerywam ciszę – jest on jednocześnie pierwszym wpisem w najważniejszym miesiącu roku – lipcu, miesiącu kreatywności.
Dlaczego padło właśnie na lipiec? Otóż ostatniego dnia owego miesiąca wypadają moje urodziny. Jest to iście wakacyjny czas, który można wykorzystać na zajmowanie się pracami kreatywnymi. Jako samozwańcza królowa kreatywności nie wyobrażam sobie, by tematy kreatywne były poruszane o innej porze roku.
Swój urodzinowy miesiąc chciałam świętować razem z Wami, Borsukami, a kalendarz ułożył się tak pięknie, że pierwszy dzień lipca to właśnie sobota – dzień pojawiania się wpisów o głównej tematyce. Możemy wspólnie bawić się kreatywnością od samego początku miesiąca! ❤

Zacięci czytelnicy na pewno spostrzegli, że scrapbookingowe zabawy cieszą mnie od młodych lat. W tym poście zaprezentuję Wam podstawowe przybory, które wykorzystuję w wyklejaniu. Jak je zdobywam? Ile na nie wydaję? O wszystkim dowiecie się, czytając tekst wpisu.
W skład podstawowych przyborów scrapbookingowych wchodzą tak naprawdę głównie ozdobne, kolorowe kartki oraz klej. Dla upartego minimalisty owa podstawa powinna wystarczyć; w końcu nawet z białej kartki można wyczarować cuda.

tas.jpg

Aby skomplikować swoje kompozycje, warto jest dodać do skrzyni z przyborami przeróżne taśmy, wstążki, tasiemki. Często wspominane przeze mnie Washi nadają się idealnie – są to wzorzyste, różnorodne taśmy z papieru ryżowego o delikatnej strukturze, które nie tylko przyklejają do siebie dwie części kartki. Pełnią również funkcje ornamentacyjne, nie tylko na papierze.
Washi możemy wykorzystać jako dopełnienie kompozycji wybranych zdjęć. Małe fragmenty taśm odpowiednio dobranych kolorystycznie, same w sobie mogą wyglądać bardzo ładnie. Pamiętacie może post z ozdabianiem zeszytów ze starej odsłony bloga? Tam właśnie kombinowałam, oklejając okładkę tylko i wyłącznie ryżowymi pasmami tasiemek. Efekt okazał się być zadowalający.

W kolekcji mam również zwykłe oraz materiałowe taśmy. Bez względu na to, który typ tasiemki wybierzecie, dodatkowe elementy dekoracji zawsze wypełnią braki kompozycyjne, a nawet stworzą odrębną historię ornamentacyjną.

nakl.jpg

Różnorodne naklejki to szybki w obsłudze gadżet, który może spełniać równie wiele funkcji, co Washi. Można je zdobyć w większości sklepów z artykułami papierniczymi, lecz jeśli zależy Wam na konkretnych wzorach, macie dwie opcje do wyboru:

a) Szukać naklejek na Aliexpress,
b) Zrobić naklejki samodzielnie.

Dlaczego polecam zamawiać z Aliexpress? Tylko tam możecie odnaleźć przybory różnego rodzaju w niskiej cenie. Washi, naklejki, wstążki, długopisy, flamastry – dosłownie wszystko. W przypadku naklejek i taśm zamawianie jest szczególnie opłacalne. Wtajemniczeni znają ceny przyborów w dostępnych nam sklepach. Na Aliexpress warto kupować hurtowo i dla taniości. Minusem jest czas oczekiwania na zrealizowanie zamówienia, jednak dla zaoszczędzenia pewnej kwoty warto jet uzbroić się w cierpliwość.

Samodzielne wykonywanie naklejek jest banalnie proste.
Wydrukowany wzór wystarczy pokryć bezbarwną taśmą. Z drugiej strony przykleić taśmę samoprzylepną. Et voilà, hier ist mein Aufkleber. I możemy się chwalić nalepkami z własnej produkcji, z najlepszego sortu istniejących naklejek.

nal.jpg

Wszystko, co możemy wydrukować, najlepiej jest zdobywać na własną rękę. Papier do scrapbookingu – ten w całym bloku, w zestawach kolorystycznych – jest drogi i moim skromnym zdaniem nie opłaca się inwestować w duże zapasy owych bloków.
W internecie możecie znaleźć mnóstwo wzorów do druku.

Co więcej może się Wam przydać?
Na pewno zdjęcia – własne, cudze, z przyjaciółmi, bez przyjaciół. Wycinki z gazet; pojedyncze litery, jak i całe zdania lub strony przepełnione tekstem.

Przybory nie-papierowe to oczywiście:
klej, najlepiej Magik oraz zwykły klej w sztyfcie,
nożyczki, opcjonalnie o wzorkowanych ostrzach (ja takowych nie posiadam),
flamastry, najlepiej duże zestawy zwykłych, podstawowych pisaczków,
długopisy, im bardziej zróżnicowane kolorystycznie, tym lepiej.

Z nie-przyborów sprzyda się Wam kreatywność, cierpliwość oraz inspiracja. Aby zdobyć tę ostatnią, zachęcam do przejrzenia moich tekstów o ręcznych robótkach.

scr.jpg
Być może jesteście chętni, aby zobaczyć, jak ja odpicowywuję swój dziennik?
Jak myślicie, jaką tematykę dziennika mogłam wybrać? 😛

Zuza 😉

Nie zapominajcie o ANKIETACH!
Pochwały, skargi, komplementy, zażalenia – to właśnie w ankietach jest na to miejsce.

Oszczędzanie na przyborach

Ten wpis rozpoczyna krótką serię wpisów o oszczędzaniu.
W maju możecie liczyć na poznanie sekretów mojego oszczędzania – a sądzę, że jestem w tym nie najgorsza.

Prawdopodobnie każdy, kto choć raz w życiu przeglądał oferty sklepów internetowych z produktami kreatywnymi lub błądząc po Empiku trafił w jego wytwórcze rejony – wie, jak wysokie ceny widnieją obok przyborów.
Ceny washi tape sprawiają, że kręci mi się w głowie. Ozdobny papier jest trzykrotnie droższy od zwykłego. Nawet na dobre cienkopisy trzeba wydać majątek, a pracuje się nimi równie krótko, jak zwykłymi, tanimi flamastrami z taniego zestawu.

4

Jak kupować przybory, aby nie zwariować? Oto moje sposoby na pozostanie w dobrej kondycji psychicznej (pomimo częstych odwiedzin sklepów kreatywnych):


NIE KUPOWAĆ NAPRZYDASI.
Rozumiem Was aż za dobrze, ja też (naprawdę też!) często walczę z ochotą włożenia tych pięknych naklejek do koszyka. Korci mnie jak jasna cholera no, a jak nie wezmę nalepek, to mi się będą śniły po nocach, aż w końcu umrę. Na pewno mi się przydadzą, na sto procent. Już w dniu zakupów je wykorzystam, zrobię coś z nimi, to pewniak. Wydam te całe 22,50 naprzydasie. Duże przydasie, bo komplet składa się z trzech kart naklejek – po sześć sztuk na jednej karcie.
Przecież we wszystkich pracach używam naklejek z kotkami, pieskami i świnkami. Te z brokatowymi napisami cute and love pod uroczym ryjkiem różowego zwierzątka.

Moja rada: nie kupujemy naprzydasi. Nawet te najbardziej cute and love naklejki omińmy szerokim łukiem.

Jak powinny wyglądać zaplanowane kreatywne zakupy?

1. Bardzo warto zrobić listę potrzebnych rzeczy. Najpotrzebniejszych – tych, które wykorzystujemy najczęściej i w najszybszym tempie. Klej, taśmy, ołówki, papier – to moja przykładowa lista.

2. Znajomość cen jest super. Jeszcze bardziej warto jest wiedzieć, gdzie w okolicy dostaniemy najtańszy klej, największy zestaw taśm w przystępnej cenie, najukochańsze ołówki za grosze i dobrej jakości papier w dużym kartonie. Nawet, jeśli sklepy dzieli kilka kroków, warto jest zrobić sobie spacerek po mieście i zakupić potrzebne przybory, wydając jak najmniej.
(Psst..! Nie sugeruję, że po klej musisz zapieprzać z buta na drugi koniec miasta. No chyba, że chcesz. Nie mam nic przeciwko.)

3. Po sporządzeniu listy zakupów i wypisaniu ich kosztów, pora na odliczanie, ile możemy przeznaczyć na przyborowe wydatki. Jeśli nasze zakupy mieszczą się w granicy finansowej na dany dzień, znamy swoje możliwości i jesteśmy świadomi swojej swobody wydatków.
Tak przygotowani możemy wyjść na zakupy, zgarniając do koszyka to, co figuruje na liście oraz dodatkowe (ewentualne!) naprzydasie, których koszt nie przekroczy ustalonej wcześniej kwoty. Finito!

Zasada jest prosta – powstrzymujemy się od wydawania oszczędności na przybory, które pod wpływem impulsu lub pierwszego wrażenia chcemy wrzucić do koszyka.
Kupujemy głównie to, co mamy w planach + ewentualnie dodatek do zakupów, jeśli możemy sobie na takowy pozwolić.
Jeśli nie chcemy żadnego naprzydasia, resztę z zakupów warto wrzucić do skarbonki z drobniakami.
Proste!

cienk


POLOWANIE NA PROMOCJE.
To jedyny typ polowania, w którym biorę czynny udział.
Czy to zniżki w sklepach internetowych, czy rabaty w ulubionych sklepach stacjonarnych – czaję się z bezpiecznej odległości na ukochane sklepiki i ostrzę pazurki.
W przypadku ekstremalnych promocji zdarza mi się nawet wydać oszczędności naprzydasie. Wiele superanckich przyborów pojawiło się na mojej półce właśnie podczas świetnych wyprzedaży – komplet wielu nici, materiałowe taśmy, zestaw ozdób w wiosennych kolorach. Te oraz inne kreatywne materiały zdobyłam pod wpływem naprzydasiowej myśli, na szczęście w bardzo niskiej cenie.

1


WIELOZADANIOWOŚĆ.
Nie zawsze trzeba kupować nowe przybory!
Między innymi o tej kwestii wspominałam we wpisie o błędach początkujących twórców. Czasami zamiast wydawać oszczędności na kolejne przybory i materiały do stworzenia projektów, warto jest przerobić starą ozdobę lub wykorzystać ją ponownie.
Tak samo, jak ja – ozdobione przeze mnie lampiony służyły mi w jesieni oraz na wiosnę. Nawet ich nie zmieniłam!
Tak samo uczyniłam z podstawką na drobiazgi i słoikiem – wazonem, dekoracjami, które zaprezentowałam w poprzednim poście.
Oprócz dekoracji, wielokrotnie można wykorzystywać również materiały, które zostały wykorzystane do ich wykonania. Tkaniny, okleiny, taśmy washi – to tylko przykłady przyborów wielokrotnego użytku.
Używając dany przedmiot wielokrotnie, nadajemy mu nowe życie + oszczędzamy miejsce w pokoju + oszczędzamy na przyborach.

2

To główne tricki, które stosuję, aby zaoszczędzić kilka dolców na mojej kreatywnej pasji.
Macie swoje sprawdzone przepisy na finansowy sukces – te związane z oszczędzaniem? Koniecznie uchylcie rąbka tajemnicy w komentarzach!

Zuza 😉

Mój wiosenny kącik

Aby dać Wam inspiracje do zrobienia czegoś kreatywnie wiosennego, postanowiłam zaprezentować, jak wygląda mój wiosenny kącik.

Tak naprawdę jest to stolik. Tak naprawdę nie tylko wiosenny, bo zamierzam na dłuższy czas wprowadzić jasne kolory w jego wystrój. Na szczęście wszystkie zmiany i dekoracje popełniłam wiosną, dlatego ze spokojnym sumieniem przypisuję mu tę zielono-kolorową nazwę pory roku.

ZIELEŃ.
Na stoliku postawiłam swoje nowe zdobycze.
Czy wspominałam już, że uwielbiam zielone, liściaste kwiaty? Jeśli nie, informuję o tym teraz. Uwielbiam zielone, liściaste kwiaty.
W białej doniczce, na którą nakleiłam kawałek taśmy washi, umieściłam (przygarniętego ze skromnych kwiatowych zasobów mamy) Juliana.
Posiałam własne kiełki! Starą podstawkę doniczkową wyłożyłam ligniną, zwilżyłam tkaninę i zasiałam rzeżuchę. To moja druga tura zielonych kiełków – świeżo posiane, jeszcze nie zzieleniały. Mam w planach poszerzenie kiełkowej działalności przynajmniej o len.

IMG_20170425_164304085.jpg

1.jpg
IMIONA.
Mam nadzieję, że nie tylko ja nadaję imiona własnym kwiatom?
Na razie mieszka ze mną jedynie Juluś i Hieronim. Mimo, że doskonale pamiętam, jak je nazwałam, zdecydowałam się dodać im urocze ozdoby, jakimi są karteczki z imionami.

Na patyczek szaszłykowy nawinęłam prostokątny kawałek papieru, na którym napisałam imiona zielonych kolegów. Wbiłam je w ziemię, oczywiście uważając, by nie uszkodzić korzeni żadnego z dżentelmenów.

IMG_20170425_162422329.jpg

Sądzę, że banalna w wykonaniu minidekoracja dodała kwiatom uroku.
Na chorągiewkach można opisać gatunek kwiatów, zapisać, w jakie dni należy je podlewać lub jeśli pamięta się o podlewaniu, a gatunek nie gra dużej roli, wystarczy zapisać imiona lub pseudonimy naszych roślinek. O ile takowe posiadają!
DONICZKA/WAZONIK.
Choć w moim wazonie nie ma jeszcze kwiatów, mogę Wam zagwarantować, że z pewnością się w nim pojawią.

Średniej wielkości słoik wystarczy pomalować farbą akrylową – można stworzyć dowolne wzory, naklejając uprzednio taśmę ryżową na szklaną powierzchnię.
Można też wykorzystać pomysł na firankowy zeszyt i przenieść patent na słoik – należałoby bardzo dokładnie przykleić materiał do szkła i powoli pryskać na nie farbę w sprayu.

IMG_20170425_162835932.jpg
LAMPIONY.
Na pewno pamiętacie – z jesiennego wpisu – jak bardzo lubię różnego rodzaju świeczki. Choć jesienna pogoda i nastrój mocniej zachęca do spędzania wieczorów w towarzystwie książki, kota i cynamonowych świec, jasne światło podgrzewaczy ożywiło mój wiosenny kącik.
Lampiony w formie niezmienionej z czasów jesieni stoją dumnie na stoliku. Ciepła poświata płomyków ogrzewa zielone liście wieczorem, kiedy mimo zmiany pory roku, decyduję się na zacięte czytanie.
Wszystkie mniejsze elementy ułożyłam na podstawce, którą często wykorzystuję w organizacji swojego miejsca pracy.

IMG_20170425_164406452.jpg

Podoba się Wam mój wiosenny kąt w pokoju?
Może wykonacie własny kolorowy pomysł? Czego według Was brakuje na moim stoliku? 

Zuza 😉

Artystyczne podsumowanie 2016 roku

Uwaga, czytelnicy! Styczeń mianuję miesiącem organizacji.

Czy i Wy wraz z rozpoczęciem nowego roku rozmyślacie nad tym, co wydarzyło się na przestrzeni minionych dwunastu miesięcy? We mnie drzemie poukładana, organizacyjna dusza, która coraz to mocniej i z coraz głośniejszym hukiem wyrywa się z nieuporządkowanego ciała – zawsze spadając bezpiecznie na wszystkie swe kończyny. To właśnie przez nią co roku słyszę zew, nawołujący do spędzenia chwili na myśleniu o niedalekiej przeszłości.

To pierwszy mój post w 2017 roku. Warto zacząć od początku – czyli właśnie od artystycznie-kreatywnego podsumowania.

Słowem wstępu zaznaczę, że artystycznie nie działo się u mnie dużo.
Dlaczego? – na to pytanie spieszę Wam odpowiedzieć.

 

ROK 2016
pół ołówka, dziesięć rozdziałów, blokada twórcza.

Wytrwali czytelnicy na pewno pamiętają, iż to właśnie w roku szkolnym 2015/2016 zrobiłam sobie przerwę od publikowania swych wypocinek w blogosferze. Dla niezorientowanych w temacie mam informację, która powinna rozjaśnić Wasze spochmurniałe twarze: w roku 2016 dumnie podchodziłam do matury. Jako, że nie lubię odczuwać tego specyficznego bólu serduszka; bo przecież mogłam zrobić więcej, niż robiłam, postanowiłam wówczas przyłożyć się do nauki języka polskiego i matematyki – mojego ukochanego oraz znienawidzonego przedmiotu (określenia do ich nazw możecie dobrać sami!).

RYSUNKI.
Przez wzgląd na przerwę w blogowaniu oraz przeznaczanie czasu na czytanie książek i rozwiązywanie matematycznych arkuszy maturalnych, ołówki (przez które, de facto, założyłam bloga) odłożyłam w kąt.

W trakcie 2016 roku tylko cztery prace zdołałam narysować do końca. Oprócz nich mam na swoim koncie kilka szkiców; niektóre po dziś dzień tkwią w teczce, inne zaś – już dawno przestały istnieć.

Moi drodzy, przedstawiam Wam cztery rysunki roku 2016 – spod ręki Zuzanny Maj.

11.jpgMehmet Gunsur jako Mustafa. Portret narysowany pod wpływem śmierci księcia w serialu „Wspaniałe stulecie”. Do dziś sądzę, że to moja najlepsza praca, jaką wykonałam do tej pory. Widać na niej wszystko to, co umiem narysować znośnie oraz każdy najmniejszy mankament. Kształcącym doświadczeniem jest patrzenie na ten portret teraz.

22.jpgBen Barnes jako Dorian Gray. Portret narysowałam pod wpływem książki i filmu o Dorianie. Był to niejaki test moich sił w rysowaniu bez rozmazywania twarzy wiszerem (bezpośrednio po narysowaniu Mustafy, którego twarz jest rozmazywana). Rysunek przypomina mi portret z filmu. O teście sił można przeczytać TUTAJ.

333.jpgNadege, czyli Nadzieja – wymyślona przeze mnie postać. Wracam do niej zawsze, kiedy nie wiem, co narysować. Tą pracą chciałam zwalczyć blokadę, która zrodziła się w mojej głowie. Nadzieję przedstawiłam jako sarnę, ponieważ kocham sarny i jelenie. Portret posiada drugie imię: ekstremalne niechlujstwo.

444.jpgNadzieja jako jeleń. Już wiecie, dlaczego. Praca nieudana, ale lubię ją – ponieważ jest inna od reszty. Jak widać, nie udało mi się zwalczyć blokady.

Posiadam również dwie prace, które bliskie były skończeniu – jednak artblock i poczucie, że nie podołam zakończyć „dzieł”, skreśliły moje zamiary. Oto dwa szkicorysunki roku 2016.

szkic 1.jpgXavier Dolan jako Xavier Dolan. Do jego twarzy powraca mi się równie dobrze, jak do postaci Nadziejki. Można odnotować kolejną próbę ucieczki od artblocka. Nieudaną.
Ci, którzy nie mają marzeń, umrą z zimna. Głębokie, co nie?

szkic 2.jpgAlfonso Herrera jako Hernando. Jego postać poznałam w cudownym serialu Sense8, który swoją drogą – szczerze polecam. Hernando ma wiele ciekawych spostrzeżeń na temat świata i uwielbia sztukę. A ja uwielbiam Hernando.

Jestem zadowolona z tego, że udało mi się w minionym roku narysować cokolwiek. Choć nie są to dzieła sztuki, dzięki którym nauczyłam się czegoś nowego w kwestii bazgrolenia – jakikolwiek postęp został odnotowany.
Za portretotwórstwo dałabym sobie czwórę z minusem.

ARTBLOCK.
Bardzo długo walczyłam z blokadą twórczą.
Nie jestem dumna ze strachu przed pustą kartką, którego nabawiłam się podczas roku nieobfitującego w rysunki.
W trakcie blokady, która trwa już ponad pół roku, zdołałam jedynie pobawić się w kolorowanie, próbować rysowania – i wyrzucać szkice oraz wykonać wiele projektów (z których jestem zadowolona!).
Za artblock, który jest wynikiem własnego wyboru, zdecydowanie należy mi się nagana ze wzmianką „sama tego chciałaś!”.

DO IT YOURSELF.
W tej kwestii mogę być z siebie dumna, prawda?
Na blogu pojawiło się o wiele więcej postów, przedstawiających moje (i nie tylko moje!) prace ręczne.

151.jpg

1pl.jpg

Starałam się pokazać Wam, że nie mając pomysłów, wielu przyborów ani predyspozycji, można bez problemu wykonać coś własnoręcznie. Podrzucałam Wam najprostsze propozycje, przy których wykonywaniu często śmiałam się bardzo głośno! Tak łatwych porad kreatywnych nie spodziewałam się udzielać 🙂
Mam nadzieję, że moje starania obfitowały w Wasze chęci i żywy zapał do tworzenia.
Za ręczne robótki i tutoriale do nich, które swą ilością wygrały z rysunkami, bez wahania daję sobie cztery plus. Mogło ich być nieco więcej!

OPOWIADANIE.
Ponownie wszyscy czytelnicy, którzy przybyli tutaj, pamiętając mój poprzedni blog – a właściwie jego początki, zdecydowanie będą wiedzieli, o co chodzi.
Rzucę Wam, gwoli przypomnienia, kilka słów:
Wolfgang, klarnet, Ford, koszmar, miłość, Liluś, drzewa.
Tak, moje Borsuczki. Skończyłam.

Czy wrzucę Wam moje pierwsze opowiadanie? Kto wie, być może! Niewykluczone, że zdecyduję się ponownie pokazać Wam, co siedziało mi w głowie; co takiego nawyczyniał Wolfie i skąd w garści słów wziął się klarnet.
Za to opowiadanie zdecydowanie należy mi się szóstka. Ja chętnie bym to przeczytała.

PODSUMOWUJĄC:
Patrząc na artystyczne oraz kreatywne dokonania, rok 2016 nie należał do najlepszych.
Moje myśli pochłaniała nauka i książki – na dekorowanie, rysowanie (a nawet wykończenie remontu pokoju!) nie miałam czasu. Późniejszy artblock zniszczył moje plany podniesienia się z artystycznej gleby i skierowania na rysowniczy piedestalik. 

Mam nadzieję na znacznie szerszy dorobek artystyczny w roku 2017, choć na chwilę obecną nie dostrzegam na niego żadnych perspektyw.
Kto wie, być może moje przeczucia co do nowego roku będą zupełnie inne i w podsumowaniu, które sklecę za rok wszyscy będziemy pokładać się ze śmiechu z owych wróżb?
Co będzie – zobaczymy!

Jak Wam minął świeżo zakończony rok 2016?
Jak postrzegacie wschodzący 2017 rok?

Zuza 😉

P.S.: Pamiętajcie, że nie posiadam już skanera i drukarki. Nie mogłam pokazać Wam prac w dobrej jakości, proszę o wybaczenie!

Zima: kalendarz adwentowy

Choć do zimy jeszcze daleko, a na kolejny napad śniegu się nie zanosi, najwyższy czas rozpocząć zimową serię wpisów.

Zima to wspaniały czas, który zazwyczaj kojarzy się ze świętami, śniegiem, choinką i dobrym jedzeniem.
Wielbiciele wigilijnych nastrojów co roku inwestują w wybrany przez siebie czekoladkowy kalendarz adwentowy (moja siostra już go ma!). Zapewne istnieje również kalendarz ze słodkościami bez mleka.
Dzisiejsza kreatywność zaspokoi chęć odliczania każdego. Na rynku dostępne są rozmaite kalendarze; z kosmetykami, biżuterią, cuksami, herbatą.

Nie byłabym sobą, gdybym nie postanowiła własnoręcznie wykonać własny herbacianozimowy gadżet; spersonalizowany, spełniający moje wymagania.
Tym krótkim wpisem rozpoczynam jesienno-zimowe, grudniowe przygotowania do świąt.
Pełne prostych dekoracji, inspiracji i ręcznych robótek przygotowania! Może dołączycie do mnie?
W grupie raźniej będzie nam rozpocząć wariackie odliczanie.

KALENDARZ ADWENTOWY
…zimą pachnący!

 

Potrzebne przybory:

Pokrywka z pudełka na buty
Papier kolorowy
Kordonek lub dowolny cienki sznurek
Klej, taśma
Nożyczki
24 spinacze do papieru

+opcjonalnie: sypki sztuczny śnieg (jeśli chcecie odtworzyć mój kalendarz swoimi rękami)

Wykonanie:

Z wybranego papieru wykonujemy 24 torebeczki na herbatę.
Jest to krok, który można pominąć. Jeśli jesteście posiadaczami herbat w osobnych, papierowych torebkach, nie musicie dodatkowo ich ochraniać. Równie dobrze sprawdzą się małe torebeczki na biżuterię. Wybór należy do Was!

Ja wykonałam torebki, sklejając poniższy szablon w dwóch miejscach – zaznaczonych niebieskimi prostokątami.
Wymiary podałam w centymetrach.

IMG_20161126_123858468.jpg

Pokrywkę oklejamy wybranym papierem. Pozostawiamy do wyschnięcia.
Wnętrze dowolnie ozdabiamy. Jeśli interesuje was efekt, który uzyskałam ja – wystarczy pokryć tekturę grubą warstwą kleju winylowego i obficie posypać sypkim śniegiem. Poczekać, aż klej dobrze wyschnie, po czym otrzepać kalendarz z nadmiaru płatków.
Kawałki sznurka przykleić mocną taśmą do tyłu kalendarza. Jeśli zależy Wam na estetycznych pleckach, warto użyć dobrego kleju (np. winylowego, magika) lub po przyklejeniu sznurka nakleić wybrany papier na tył ozdoby.
Torebeczki wypełnić herbatą, zawiesić je na kordonku przy pomocy spinaczy do papieru.

1z.jpg

W ten prosty sposób możecie własnoręcznie wykonać kalendarz adwentowy!

Ja wybrałam herbaty smakowe, które smakiem i aromatem kojarzą mi się z zimą i świętami. Dzięki temu co rano będę mogła cieszyć się bezśnieżnym oczekiwaniem!

Wykonując swój kalendarz adwentowy możecie zdecydować, czym będziecie raczyć się każdego dnia. Ulubione słodycze, suszone owoce, różne rodzaje herbat, kaw – macie duży wybór.

2z

 

Będziecie odliczać dni do świąt?
Ja robię to już od miesiąca!

Zuza 😉

Jak przetrwać jesień nad biurkiem?

Nigdy nie potrafiłam stwierdzić, jaka pora roku jest moją ulubioną.

Być może już ze starości cenię każdą z czterech pór; różnorodność pogody i krajobrazów mnie zachwyca!
Jednak to czas zimny uważam za raj dla dekorowania. To jesień jest okresem obfitującym w nowe inspiracje!
Kolory, które można bezpardonowo wnieść do domu!
Mgły, wiatry i deszcze, przed którymi uparcie chowamy się pod kocykami!
Rześkie powietrze rano, dzięki któremu mamy ochotę na ciepłe, cynamonowe owsianki!
Jesień, moi drodzy, to szaleństwo!

Patrząc na wszystkich nieszczęśliwych uczniów, niemała zazdrość tli się w moim krwawiącym serduszku. Niezadowoleni z faktu, że muszą przyłożyć się do nauki i spędzać chłodne wieczory przy biurku, chodzą po ulicach z ciężkimi plecakami i skwaszonymi minami, jakby przyklejonymi do twarzy.
Zamiast cieszyć się piękną, wczesnojesienną pogodą, wyobrażać sobie zimę – oni niezadowoleni, czekają na wakacje.

Przynoszę wspaniałe wieści dla bardzo smutnych uczniów. Mam dla Was porady, jak przetrwać jesienną naukę. Wszystkie metody przetestowane na własnej skórze, umyśle i biurku!
Przy okazji pokażę Wam moją propozycję na odpicowanie biurka, które zamiast odpychać wizją spędzonych przy nim długich godzin, przyciąga i zachęca do pilnej nauki.

 

Porada numer jeden – korzystaj z uroków jesieni!

Pomyśl, co Ci się podoba w tej chłodnej porze roku? Pogoda, barwy, a może królujące swetry, szaliki i płaszcze?
Zanim zasiądziesz do nauki, koniecznie przejdź się na krótki spacer. Przy okazji wykorzystaj wybrany element, aby uczynić jesień jeszcze piękniejszą. Ubierz się ciepło, rozejrzyj się po jesiennej okolicy. Nie tylko dotlenisz swój mózg, ale i naładujesz całe ciało pozytywną energią!
Drogi uczniu, możesz być pewien – to wspaniały sposób na uczniowskie lenistwo, poprawę humoru i wzmocnienie koncentracji podczas późniejszej nauki.

indy.jpg

Spędziłam czas na podwórku razem z uratowaną przeze mnie Indy – poznajcie ją i koniecznie pogłaszczcie wirtualnie! 

 

Porada numer dwa – zadbaj o komfort nauki!

Na biurku nie ma miejsca na rozpraszacze Twojej uwagi – niech to będzie nasza główna zasada.
Dużo ciepłej herbaty lub mleka, przekąski i koc to trzy elementy nienaukowe, na które możemy przymknąć oko 😉
Koniecznie zadbaj o porządek w miejscu nauki! Kiedy ja spędzałam popołudnia i wieczory na nauce, lubiłam po każdym z wykonanych szkolnych zadań robić małe porządki na biurku. Długopisy odłożone do pojemnika, równo ułożone książki, nowe porcje napojów.

1pl.jpg

Sposób na przybornik:

Potrzebne przybory:
Cienka tektura
Pisadło
Linijka
Nożyczki
Klej

Wykonanie:

Nie ma prostszego sposobu na pojemnik!

20160928_135027.jpg

Oto szablon. Cyferki to wymiary – w centymetrach. Należy nanieść go na tekturę i wyciąć, następnie zagiąć na każdej z linii i skleić. Dół pojemnika trzeba dopasować, zaginając papier w odpowiednich miejscach – musicie samodzielnie ocenić, w którym miejscu zagiąć/dociąć.
Ozdabianie jest opcjonalne, jeśli wybierzecie kolorową tekturkę i efekt będzie zadowalający, możecie je pominąć. Ja okleiłam pudełko czarnym oraz ozdobnym papierem.

Zdecydowanie można kombinować z kształtem i wielkością pojemnika! Z mojego szablonu powstanie Wam trójkątny, dosyć duży przybornik.

3pl.jpg

2pl.jpg

W kwestii przekąsek – tu świetnie posłużą orzechy i suszone owoce! To przepyszny i zdrowy sposób na dostarczenie sobie energii i witamin.
Jedna garść mojej mieszanki, która zawiera suszone śliwki, orzechy laskowe, migdały, żurawinę, rodzynki i pestki dyni to ogromna dawka siły i słodyczy! Myślę, że świetnie zastąpi czekoladki, batony, ciastka i żelki.

6pl.jpg

Wszystkich nieprzekonanych do zdrowych przekąsek, gorąco zachęcam do przychylnego rozpatrzenia ich kandydatury w Waszym menu. Warto je próbować, by w końcu znaleźć swój ulubiony smak!

5pl

O tym,  jak wykonać nieduże pudełka – idealne na przekąski, post ukaże się już jutro!

 

Porada numer trzy – organizuj!

Mój blog nie istniałby bez odpowiedniej organizacji.
O bardzo przydatnych – nie tylko w szkole – plannerach stworzyłam niejeden post! Tym razem mam coś wyłącznie dla uczniów.

Mały notes (dla oszczędności czasu, można zaopatrzyć się w bardzo ładny notesik i pominąć ozdabianie) to gadżet, który przyda się w planowaniu w szkole.
Ja uwielbiałam nosić do szkoły mój pierwszy, bardzo lekki planner, jednak mimo wszystko zajmował on cenne miejsce w torbie.
Mały notes, wyposażony w zakładki indeksujące i wstążkę to wszystko, czego potrzebuje przeciętny uczeń.

notpl.jpg

Po nadaniu mu jesiennych barw, stał się nieodłącznym elementem wyposażenia mojej torby. Świetnie zastępuje planner, gdy jestem zmuszona zabrać ze sobą małą torebkę. Bez małego notesu nie ruszam się z domu!

4pl.jpg

 

Równie przydatne w organizacji czasu będą dwa plannery do ustawienia na biurko. Ich stworzenie nie wiąże się z niczym, co przekracza możliwości kreatywnie niezdolnego ucznia!

 

Kołoobowiąznik

To mój sposób na zorganizowanie ciężkiego dnia, który stosuję już od czasów gimnazjum. Kiedy musiałam pogodzić ze sobą dwie szkoły, egzaminy i związane z nimi obowiązki, rozpisywałam w tygodniowym obowiązniku to, co pilnie musiałam nadrobić, nauczyć się, szybko przyswoić.

8pl.jpg

Drogi uczniu, tu panuje samowolka. Możesz ustalić własne zasady obowiąznika.

Ja dzieliłam każdy dzień na trzy pory: czas spędzony w szkole, nauka w domu i kąpiel, która zawsze kończyła czas ciężkiej nauki.

Polecam ściśle trzymać się planów z kołoobowiąznika. Jest naprawdę pomocny – korzystałam z niego nieprzerwanie od sześciu lat!

7pl

 

Ramka obowiązków to coś dla tych, którzy nie lubią ścisłego, dokładnego planowania.
Świetna dla zapominalskich!

Do niedużej ramki wystarczy włożyć papier o dowolnym kolorze – zdecydowałam się na jesienny brąz. Flamastrem zapisujemy na szkle ramki to, co KONIECZNIE musimy zrobić, bez wdawania się w szczegóły.
To bezkonkurencyjna biurkowa przypominajka! Równie świetnie wygląda na stoliku obok łóżka.

9pl.jpg

 

Wierzę, że podzielacie mój zachwyt nad jesienią i również darzycie tę barwną porę roku cieplutką miłością! 🙂

Jabłka, dynie, cynamon, kocyk, książka i kot – to moja jesień. A Wasza?

Zuzka 🙂

Ozdabianie dla opornych #2

Wpadam do Was z kolejną odsłoną moich i Emilii propozycji ozdobienia okładki zeszytu.
Tak samo jak w poprzednim poście, do ozdobienia zeszytów wykorzystałyśmy najprostsze techniki oraz łatwo dostępne przybory, by każdy – bez względu na manualne umiejętności, zapał i stan kieszeni, mógł zaczerpnąć nieco inspiracji z naszych prac.

Poprzedni wspólny-siostrzany wpis znajdziecie TU! 🙂

Nie przedłużając, prezentuję Wam kolejne cztery propozycje ekstremalnie prostego ozdabiania!

Propozycja piąta: Słodziachny zeszyt Emilii

Potrzebne przybory:
Zeszyt
Kredka
Bibuła
Klej

Wykonanie: Chyba nie muszę tłumaczyć! 🙂

1.jpg

Proste rozwiązanie okazało być bardzo efektywne!

Propozycja szósta: Kolorowa okładka Emilii

Potrzebne przybory:
Zeszyt
Papier do pakowania prezentów o wybranym wzorze
Taśma lub klej

Kolejna opcja, której grzechem byłoby opisywać wykonanie krok po kroku!

2.jpg

Tym sposobem wygląd niejednego zeszytu można zmienić w dosłownie kilka chwil! 🙂

Propozycja siódma: Geometryczna rozsypanka

Potrzebne przybory:
Zeszyt
Dowolny papier ozdobny
Nożyczki
Klej

Wykonanie: Z papieru ozdobnego wyciąć wybrane kształty. Ja zdecydowałam się na odręczne wycinanie kółek. Rozrzucić je po okładce i w miejscu, w którym upadły, przykleić je do tektury zeszytu.
Warto wybrać typ zeszytu przedstawiony na zdjęciu – okładka powinna być matowa i tekturowa.
Urozmaiciłam okrągłą monotonię, dodając „chmurkę” oraz brązową naklejkę na podpis, oczywiście nie jest to krokiem koniecznym.

3.jpg

Kółka na zeszycie bardzo mi się podobają – aż żałuję, że sama nie chodzę do szkoły!

Propozycja ósma: Kredki w dłoń!

Potrzebne przybory:
Zeszyt
Kredki
Ołówek, flamastry (opcjonalnie)

Wykonanie: Kto powiedział, że na tekturowej okładce nie można nic narysować? 😀
Dla fanów bazgrania i ponownie modnych Pokemonów mam dobrą wiadomość: Charmander to delikwent niezwykle prosty do narysowania! 🙂
Jeżeli brak Wam umiejętności plastycznych, możecie odbić wybrany wzór. Metod kalkowania jest wiele, lecz wydaje mi się, że przyłożenie jasnej, prześwitującej bibułki do wybranej grafiki i odrysowanie jej konturów byłoby najprostsze. Następnie należałoby (oczywiście) położyć bibułkę na okładce i ostrożnie, dokładnie i mocno obrysować kontur ołówkiem, by na tekturze powstały „rowki”.
Ja Charmandera rysowałam odręcznie.

4.jpg

Bardzo polecam rozejrzenie się za foliowymi okładkami, ochraniającymi zeszyty! Szczególnie te egzemplarze, które własnoręcznie ozdobiliście, warto zabezpieczać przed wszelkimi wypadkami.

 

Przyznajmy wszyscy razem, że raczkująca w kolorowym świecie ozdabiania wszystkiegocosięda Emilia, świetnie poradziła sobie z trudnym zadaniem! Jej propozycje zeszytów  wykonała samodzielnie, posiłkując się jedynie drobnymi wskazówkami swojej starszej siostry.

Brawa dla Emilii! Życzmy jej samych piątek z matematyki!  🙂

Krótki, aczkolwiek treściwy wpis – mam nadzieję, że Wam się spodobał!
Zapowiadam, że czekają Was jeszcze (co najmniej) dwa posty o częściowo szkolnej tematyce.

Jak tam Wasze zeszyty? 🙂

Do poczytania niebawem! Zuza 😉