Oszczędzanie czasu, wydajność pracy

Jak przedłużyć dzień?
W dobie internetu, zabiegania, ciągłych obowiązków i pracy od rana do rana, zdecydowanie brakuje nam czasu.
I mnie już w tym roku dopadło zagmatwanie czasowe, które przyniosło marne efekty – luki we wpisach, niedopracowane posty, niedosypianie, nieprzygotowanie na zajęcia aktorskie.

Nawet ja, maniaczka organizacji, planowania i działania według planu, mając na głowie zbyt wiele błahych obowiązków – poległam. Przewróciłam się na starcie i ledwo doczołgałam się do mety.
Na szczęście ten czarny etap życia mam za sobą. Z bagażem doświadczeń idę dalej, mając nadzieję na lepsze efekty.

Teraz już wiem, jak oszczędzać czas. Dopracowałam swój system planowania do perfekcji.
Bardzo prawdopodobne jest, że moje porady będą dla niektórych z Was zbędne; oczywiste, banalne, praktykowane od dawna. To świetny znak! Oznacza to, iż potraficie naprawdę dobrze rozplanować swój czas i nie potrzebujecie żadnych zmian w swojej metodzie.
Podejdźcie jednak do tematu na poważnie. Wydajcie trzeźwy osąd.
Komentujcie post, aby stworzyć bazę porad. Razem opracujmy najlepszy pod słońcem sposób na oszczędzanie czasu!

IMG_20170427_135202055.jpg

 

WIELOZADANIOWOŚĆ.
Każdy z nas jest inny, lecz dla świetnej organizacji warto jest wykrzesać z siebie predyspozycje do posiadania tej jednej cechy.
Bądźmy wielozadaniowi!
Hola hola, nie przesadzajmy. Sześć obowiązków do wypełnienia w tej samej chwili to stanowczo przesada. Jednak dwa zadania – czy nie jesteśmy w stanie ich wykonać? Sprzątanie i słuchanie ważnego audiobooka chyba nie rozproszy nikogo. Układanie ubrań w szafie i nauka tekstów na pamięć brzmi dla mnie świetnie! Tak samo, jak ważne rozmowy telefoniczne (przez zestaw głośnomówiący lub słuchawkowy, przecież każdy z nas to ma) podczas wykonywania innych obowiązków domowych. 

Pamiętajmy jednak, że istnieją obowiązki, nad którymi należy się skupić i nie da się ich wypełniać w towarzystwie innych. Dla mnie na pewno będzie to pisanie postów – choć czy naprawdę jest to obowiązek? 🙂
PLANUJ.
Znowu. Tak, znowu o tym wspominam, ale powinniście już przyzwyczaić się do tego, że bez planowania mój blog by nie istniał!
Dobre rozplanowywanie swojego dnia to podstawa do bycia zorganizowanym – organizacja zaś prowadzi bezpośrednio do zaoszczędzenia czasu!
Bez względu na metodę, z której korzystacie, warto dojść do perfekcji w planowaniu. Wybierajcie metody, które najlepiej sprawdzają się w Waszym przypadku i wyciągajcie z nich jak najwięcej korzyści dla Waszego zegarka.

Pssst! Zdradzę w sekrecie, że ja już posiadam jeden drobny trick w planowaniu pracy na blogu. Chcecie go poznać? Piszcie w komentarzach, a być może kiedyś zdradzę Wam, dzięki czemu udaje mi się wyrobić ze wszystkimi blogowymi zadaniami – i dzięki temu oszczędzam mnóstwo czasu, który wcześniej spędzałam przed komputerem.

Chcecie inspiracji plannerowych? Zajrzyjcie koniecznie:

własny planner od podstaw
planner – wskazówki i porady
ulubione przybory plannerowe
kupiony planner – pierwsze wrażenie


OD CELU DO CELU + IM SZYBCIEJ, TYM LEPIEJ.
To dwie metody, które używam nie tylko w rozplanowywaniu i wykonywaniu obowiązków.
Jeśli jest taka możliwość, dobrze jest wyznaczać sobie wiązane cele. Coś do zrobienia wynikające z czegoś, co już zrobiliśmy – na pozór skomplikowana, jednak dająca efekty zasada działania. To jak wspinanie się na niewysoki szczyt. Krok po kroku wykonamy całą masę obowiązków, a dzięki motywacji (im więcej zrobimy, tym bliżej jesteśmy mety wspinaczkowej) pójdzie nam to gładko i szybko. W wyniku tych działań zyskamy dodatkowe minuty do wolnej chwili.

Im szybciej, tym lepiej – wbrew pozorom nie namawiam Was do szybkiego działania, odhaczania obowiązków w zatrważającym tempie. Zachęcam do wykonywania pracy „na zaś”.
Między innymi ta metoda pomaga mi pogodzić blogowe pisaniny z obowiązkami.
Nie chcę jednak na chwilę obecną zdradzać Wam mojej tajemnicy organizacji pracy na blogu, więc o tym aktualnie cichosza…! 🙂

 

MEDIOM POWIEDZ STANOWCZE NIE.
Dla mnie to najbardziej zgubny pożeracz czasu. Ukochane gry otome, seriale, anime, simowe rozgrywki, czy nawet odpisywanie na facebookowych grupach to istny diabeł czasowy!

W telefonach na szczęście mamy opcję wyciszenia powiadomień, włączenia trybu offline czy nawet całkowitego rozłączenia się z siecią internetową.
Na mnie najlepiej działa zwyczajny tryb cichy. Dotykam okrągłej ikonki z podpisem „tylko alarmy” i odrzucam smartfon w kąt.
Mimo, że jest on moim fotograficznym przyjacielem, zawiera wiele danych, potrzebnych podczas tworzenia postów na bloga, na czas pracy trzymam się od niego jak najdalej, zmniejszając ryzyko wciągnięcia mnie w dotykowy świat.

Ja nie mam problemów z telewizją – najzwyczajniej w świecie mało mnie w niej interesuje. Ciężej jest mnie odciągnąć od książki, ale przecież…

POZWÓL SOBIE NA ODPOCZYNEK.
Wszyscy dokładnie wiemy, jak ważny jest sen w naszym życiu. Jednak nie tylko śpiąc wypoczywamy – czego nie każdy jest świadomy.
Powinniśmy odnaleźć czynność, która nas relaksuje – czy to zanurzenie się w treści ciekawej książki, opowiadania, czy może spacer, przejażdżka rowerowa, muzyka i inne banały – i oddawać się jej każdego dnia.
Po chwili przerwy, rozluźnieniu się, nasze akumulatory i nastrój naładowane będą na nowo. A my możemy oddać się pracy na nowo, pełni sił i w lepszych humorach.

Zdenerwowanie nie pomaga w szybkim ukończeniu danego zadania. Zdecydowanie lepiej jest odpuścić sobie, spróbować się uspokoić, zrelaksować, zapomnieć o stresie – i po tym powrócić do pracy. Na pozór tracimy czas podczas przerwy, w rzeczywistości go zyskujemy, albowiem nastawieni pozytywnie szybciej uporamy się z czynnością sprawiającą trud, a minuty nie będą nam uciekały w zatrważającym tempie.

Wracając do snu – starajmy budzić się o stałej porze, najlepiej jak najwcześniej się da.
Będąc jeszcze małym dzieckiem zawsze dziwiłam się, dlaczego mój dzień tak się dłuży, gdy wstawałam wcześnie. W okolicach szesnastej już marzyłam o wieczorze, by móc pójść spać, ponieważ wydawało mi się, że z nudów umrę mocno przedwcześnie.
W okresie gimnazjalnym co wakacje kładłam się spać o zwyczajnej porze, lecz do późna czytałam książki, przez co południe było najwcześniejszą dla mnie porą na śniadanie. Dzień kończył się po kilku godzinach, a noc ciągnęła w nieskończoność. Jak można się domyślić, byłam wiecznie niewyspana (choć szczęśliwa z lektury, gdyż zazwyczaj wczytywałam się w genialną prozę Harlana Cobena). To nie był produktywny czas.
Na mnie najlepiej działa wstawanie w okolicach siódmej rano – czasami wcześniej, czasami później. Ostatnio nawet nie włączam budzika, organizm sam budzi się o zbliżonych porach, gdy już jest wypoczęty.

Jak się ma wstawanie do oszczędzania czasu? Oprócz tego, że dzień po prostu trwa dla nas dłużej, jesteśmy wypoczęci i mamy siłę do działania. Proste.

IMG_20170427_135346889.jpg

To główne porady, które sama wykorzystuję w ciągu dnia. Odnoszą się one głównie do wydajności pracy, wypełniania obowiązków i nauki, ponieważ uznałam, że są to najważniejsze kwestie, które należałoby poruszyć.

Jak już wspominałam wyżej – koniecznie piszcie o swoich trickach na oszczędzanie czasu w ciągu dnia!

Zuza 😉

Reklamy

Produktywność i optymizm na wiosnę

Borsuczki, ten wpis rozpoczyna miesiąc wiosny.

Wspominając posty, które już pojawiły się na blogu, przypominam sobie, że pisanie ich motywowało mnie do pozostania zorganizowaną i w miarę produktywną.

Pisząc o organizacji, częściej otwieram planner w wolne dni. Chętniej rozdzielam swoje obowiązki i wypisuję je na kartkach dziennika. Ściśle trzymam się wyznaczonych sobie obowiązków.

Nie wspominałam Wam o tym wcześniej, ale właśnie dziś zaczyna się mój kurs przygotowawczy na studia. Będzie trwał trzy miesiące.
W tym czasie jak nigdy wcześniej potrzebuję mocnej dawki motywacji, ażeby w pełni wykorzystać swój czas i go nie marnować.

Postanowiłam nabazgrać dla Was post na temat produktywności i dobrego nastawienia, które przydadzą się nam wszystkim w zbliżającym się czasie wiosennym.
Zrobiłam niedługą listę elementów, które zawsze dobrze sprawdzają się na mnie. Kto wie, być może i na Was podziałają moje sposoby?


PLANUJ I PRZESTRZEGAJ PLANÓW.
Ale – broń Boże! – nie wpadaj w obsesję planowania.
Grunt to dobrze rozdzielony dzień.

tyd.jpg

Jeśli podobnie do mnie nie lubisz dokładnie rozplanowywać całego dnia – to jest jak najbardziej okej. Rozumiem cię aż za dobrze.
Sama nie potrafię planować dokładnie. Nie pociąga mnie spis obowiązków od godziny – do godziny. To nie w moim stylu.
Tak samo, jak w rysowaniu, ja uwielbiam nieład i niechlujstwo, więc moje plany dnia właśnie takie są.

Jak bałaganiarsko rozplanować dzień?
Rozdzielmy go na dwie proste części: CZAS NA OBOWIĄZKI CZAS DLA SIEBIE.
Ja oddzielam naukę od obowiązków, dlatego w moim przypadku powstają trzy rubryki.
O tym, że każdą rubrykę należy odpowiednio wypełnić chyba nie muszę tłumaczyć, prawda? Z nadzieją, że z miesiąca organizacji dobrze znacie moje sposoby na planowanie, przechodzę do ważnej sprawy – przestrzeganie planów.

I. Planner na stole. Ewentualnie na biurku, komodzie, etażerce. Na czymkolwiek, co stoi blisko Waszych borsuczych łózek.
Po przebudzeniu od razu widzicie kalendarzyk, co przypomni Wam o obowiązkach na dany dzień. Możecie sięgnąć po niego, gdy jeszcze nie dociera do Was, która jest godzina. Rozpoczęcie dnia od przejrzenia planu powinno ukierunkować Was w trzymaniu się wyznaczonych zasad i pomoże w wyrobieniu nawyku przestrzegania ich.

II. Nawyk. No właśnie, trzeba wyrobić sobie nawyk przestrzegania planu!
Na mnie najlepiej działa estetycznie prowadzony planner i systematyczność. Jeśli świadomie opuszczę jeden (lub nawet kilka!) dni planowania, staram się uzupełnić luki tym, co robiłam danego dnia. Wypisuję sobie wydarzenia tak, jakby były obowiązkami.
Im czyściej prowadzony dziennik, tym chętniej do niego zaglądam. Lubię mieć jasne, konkretne plany wypisane w rozpisce dziennej i kreatywnie-kolorowo prowadzoną rubrykę miesięczną.
Im częściej zaglądacie do plannerów, tym szybciej wyrobicie sobie nawyk – to chyba oczywiste!

III. Szaleństwo. Choć może Wam się wydawać, że jestem najbardziej zorganizowaną osobą w Blogosferze – od razu mówię, że się mylicie. Uwielbiam mieć wszystko dokładnie zaplanowane, brak planu zazwyczaj sprawia, że wariuję z niepewności i powoduje u mnie bezsenność. Bardzo przejmuję się niezaplanowanymi ważnymi wydarzeniami, czy niepewnymi sytuacjami, których nie mogłam wcześniej przewidzieć – i nabazgrać o nich w plannerze.
Jednak jak już wspominałam, i mnie zdarza się zapomnieć o planowaniu na kilka dni! Często nie mam wielu obowiązków w ciągu dnia lub wypełnianie ich przychodzi mi tak naturalnie, że nie potrzebuję planu. Na szczęście szybko uzupełniam swoje rozpiski i powracam do trybu organizacji.

mc.jpg

Jeśli interesuje Was miesiąc organizacji, a nie mieliście okazji się z nim zapoznać – odsyłam was do zakładki PLANOWANIE I PORZĄDKOWANIE. Znajdziecie tam wpisy o plannerach, moich przyborach, postanowieniach noworocznych.

 

DBAJ O PORZĄDEK.
Tym razem nie chodzi mi o porządek w plannerach 😉
Nie uwierzę, że na świecie żyje ktoś, kto lubi pracować w bałaganie. O ile artystyczny nieład na stoliku czasami wzmaga moją kreatywność, bałagan w pokoju zdecydowanie nie pozwala mi na spokojną pracę, naukę, rysowanie – czy nawet pisanie postów na blogu.
Warto jest zadbać o porządek. Ja bardzo lubię sprzątać!
Nie będę się rozwodzić nad tym tematem w tej chwili, ponieważ chyba każdy z nas umie sprzątać, prawda? 😉

 

ŚPIJ.
Ho, Zuza. Ale porada. Nieźle wymyśliłaś, teraz radzisz SPAĆ?
Choć wiem, że wielu z Was na pewno nie ma problemów ze snem, ja należę do grupy sówek. To właśnie pod osłoną nocy czyham na wiedzę i treść najlepszych książek.
Mimo mojego przystosowania do funkcjonowania po zmroku, staram się zasypiać – chociażby nad ranem.

Wiedząc, że mam dużo do zrobienia w ciągu dnia, ustawiam budzik na wcześniejszą godzinę. Nawet, jeśli nie zawsze uda mi się zwlec z łóżka o siódmej (szczególnie, gdy zasnę o szóstej rano!), próbuję się przestawiać na wczesne wstawanie.
To chyba oczywiste, że jeśli chcemy wypocząć, musimy dobrze się wysypiać. To nie wydaje się być trudnym zadaniem – w końcu wystarczy wcześnie zasypiać i wcześnie wstawać!
Sama zdaję sobie z tego sprawę. Im wcześniej wstaję, tym bardziej „wydłuża się” mój dzień – tylko pozornie. Według mnie działa to na zasadzie więcej czasu na nogach – mniej w łóżku.

Choć odeszłam od mojej żelaznej zasady budzenia się o 7:00 w wolne dni, chciałabym do niej powrócić. To zdecydowanie pomaga mi zrobić więcej w ciągu całego dnia, bez odczucia zmęczenia.

 

MIEJ OBOWIĄZKI.
Może i brzmi to śmiesznie, ale naprawdę trzeba mieć obowiązki.
Ile to godzin zmarnowałam, oglądając filmy na Youtube? Okej, mogłabym sobie wybaczyć swoje szaleństwo, gdybym oglądała coś niegłupiego i kształcącego, ale PewDiePie? Cały dzień? lubię pewdsa
Jak ja to planuję?
Pisałam wcześniej o rubrykach. Mam trzy rubryki: obowiązki/nauka/ja.
W dni pracy – dajmy na to: praca nad postem – wypisuję sobie wszystko, co muszę mieć zrobione, by stworzyć post. Plan postu, notatki, zdjęcia, dodatkowy materiał. Tym zajmuję się w ciągu większości dnia pracy nad postem. Staram się nie spędzić dostępnych dwunastu godzin przed ekranem monitora, dlatego zazwyczaj przeplatam swoje obowiązki z oglądaniem Youtube, graniem w gry na telefonie, wycieczkami rowerowymi, zabawą z kotem. Wszystko jest zależne od ilości obowiązków, które muszę odhaczyć.

dlugo-kopia

W dzień wolny, choćbym bardzo chciała, nie mogę nie zaplanować niczego, bo znowu będę oglądać głupie filmiki cały dzień.
Chcąc pozostać w nieskończonym nastroju produktywności, w dni wolne lubię sprzątać, wyszukiwać potrzebne mi informacje, uczyć się, czy chociażby poznawać okolicę, jeżdżąc na rowerze.

Obowiązki popychają do działania. Na pewno nie jestem jedyną osobą, która w momencie, gdy nie ma nic do zrobienia, po prostu nic nie robi.
Niestety (lub stety, w zależności od tego, czy lubicie ten temat!) jest to temat dosyć bliski planowaniu – jak już wspominałam, planowanie było tematem przewodnim stycznia, więc teraz nie będę wylewna, pisząc o tym.

 

ZNAJDŹ CZAS NA PRZYJEMNOŚCI.
Przecież nie tylko produktywność się liczy! Nie tylko obowiązki, które musimy wypełniać! Nie bez powodu w tytule wpisu umieściłam również optymizm.
Idzie wiosna – czeka nas coraz ładniejsza pogoda, być może tak samo jak ja polubicie się z rowerem i postanowicie swój wolny czas spędzić na zewnątrz? Podróżowanie owym jednośladem sprawia wiele frajdy!
Może chcecie towarzyszyć mi w moim wyzwaniu książkowym i uznacie, że świetnie będzie co wieczór sięgać po dobrą książkę?
Jeśli wybierzecie filmy, koniecznie napiszcie mi tytuły projekcji, jakie polecacie. To też dobry sposób na nagrodzenie siebie po pracowitym dniu.

Szczególnie na wiosnę, gdy natura budzi się do życia, warto jest każdy dzień rozpocząć i zakończyć uśmiechem. Obiecajcie mi, że często będziecie starali się uśmiechać, zamiast smucić! Jestem zdania, że optymistyczne nastawienie wiele zmienia w naszym życiu. Krocząc przez nie z uśmiechem, nawet pochmurny dzień stanie się do zniesienia.

 

NIE ZAMYKAJ UMYSŁU I MYŚL POZYTYWNIE!
Nie myśl sobie, że jeśli zmarnujesz cały dzień, oglądając PewDiePie, jesteś totalnym zerem i nie nadajesz się do niczego.
Być może przesadziłam. To bardzo prawdopodobne. Nikt nie pomyślałby źle o sobie po dniu z Youtube. Chciałam przez to powiedzieć, że nawet, jeśli właśnie jesteś w tym samym trybie, co ja – trybie balansu pomiędzy organizacją i produktywnością a siedzeniem na kanapie z telefonem w ręku, nic straconego!
Wszyscy mamy świadomość tego, że nie był to nasz najlepiej spożytkowany czas życia, prawda? Wszyscy wiemy, że wystarczy powrót do dawnych nawyków, by znowu wejść na tory pracy, tak?

Myślenie wiele zmienia. To ogromna siła, jaką mamy! Myśląc negatywnie, przyciągniemy do siebie te złe wydarzenia. Zamkniemy się w kręgu pesymizmu, który będzie nas zjadał z każdą kolejną myślą.
Wystarczy pozytywna myśl, by z niego wyjść. Dla każdego Tomasza, który nie wierzy, że to możliwe – radzę spróbować. Choć raz pomyśl pozytywnie, to zmieni Twoje życie!
Nie wiem, jak Wy, ale ja będę starać się często wracać do motywacji, którą sama dla siebie chciałam napisać.
Czasami każdy z nas potrzebuje bodźca do działania i nie ma w tym nic złego!
Mam nadzieję, że Wy jesteście wytrwali w postanowieniu produktywności i świetnie radzicie sobie bez mojego tekstu. Chętnie poznam Wasze sposoby na pobudzanie siebie do działania – piszcie, co działa na Was najlepiej?

Zuza 😉

Postanowienia noworoczne + blogowe plany na 2017 rok

Mówiąc na temat postanowień noworocznych, spokojnie mogę dać sobie na imię Tomasz.
Niewierny Tomasz. Nie uwierzę, póki nie zobaczę, że udało Ci się dotrzymać danego samemu sobie słowa.
Nie potrafię powiedzieć, jakie były moje postanowienia noworoczne na 2016 rok! Czuję się, jakby znana wielu z Was kwestia celów do osiągnięcia w ciągu roku w ogóle mnie nie dotyczyła, omijała szerokim łukiem tak, jakby i ona sądziła, że wyglądam na niemiłą.

Szał planowania, wpisy i filmy motywacyjne, a także własna ciekawość sprawiły, że już od początku grudnia wymyśliłam pierwsze noworoczne postanowienie (właściwie: wyzwanie!), które chcę odhaczyć wraz z końcem 2017 roku.
Naczytałam się porad, włączyłam myślenie i doszłam do pewnych wniosków, którymi postanowiłam się z Wami podzielić właśnie w ostatnim wpisie miesiąca planowania. Przy okazji wspomnę także o moich planach blogowych, przewidywanych przerwach w blogowaniu oraz tematach, jakie postaram się poruszać jak najczęściej w tym roku.

1.jpg
PLANUJ.
Ha! Zuzka, niezły żart. Kolejny wpis poświęcasz planowaniu. Zapętlasz się we własnym szale, ale daruj nam już to planowanie.
Zanim podzielicie się ze mną niepochlebnymi uwagami na temat planowania, przypomnę Wam słowa, które na pewno już nie raz mieliście okazję usłyszeć; łatwiej jest wytrwać w postanowieniu, jeśli jego treść zapiszemy na kartce, czy jakoś tak. Mniejsza z tym, ważne jest planowanie.
Wyobraźcie sobie, że długą listę zakupów trzymacie zawsze w głowie. Naturalnym zjawiskiem będzie nagła amnezja. W trakcie załatwiania sprawunków kwestia włożenia selera do koszyka może być sporna – i zastanawiaj się potem, czy seler został zakupiony, czy może wypadł z reklamówki i osamotniony płacze na rogu marketu, czekając na nabywcę.
Dzięki liście zakupów nie można wątpić w swoją pamięć. Seler jak byk figuruje wśród zapisków i zadowolony obserwuje cię, leżąc pomiędzy pomidorem a zbożową kawą w torbie na zakupy.
Rozumiecie, o co mi chodzi?

Nasze postanowienia stają się konkretem, jak seler i jak byk figurują wśród zapisków.
Podobnie do planu dnia – cele zanotowane na ostatniej stronie kalendarza są naszym obowiązkiem! Musimy je odhaczyć. Nie ma odwrotu.

Widzicie tę tabelkę na (celowo) nieostrym zdjęciu powyżej? To jest tabelka moich postanowień. Za każdym razem, gdy tylko sięgam po notes, widzę wypisane cele na ten rok.
Już teraz czuję się, jakbym je osiągnęła. To już siedzi w mojej głowie, w styczniu czuję się jak w grudniu. Nie umiem gotować, ale myślę, że umiem – bo napisałam, że chcę nauczyć się gotować. Jestem już w połowie drogi do finału, j u ż p r a w i e ż e wygrałam.

Zaplanowane = osiągnięte. Pamiętajcie o tej zasadzie! (I o selerach, żeby żaden porzucony seler nie wył wniebogłosy przy wejściu do spożywczaka.)

POSTANOWIENIA = CELE?
Choć używam tych słów zamiennie, mam na ten temat inne zdanie.
Nie. To nie to samo. Przynajmniej nie dla mnie.
Niektórzy mówią, że postanowienie warto jest sprowadzić właśnie do poziomu celów. Musisz dokładnie wiedzieć, czego chcesz. Wizualizować sobie Twój Mały Światek po osiągnięciu tego.
Dla mnie to zabawny mit – pokroju techniki małych kroczków i porad dietetyka. Coś w rodzaju: koleżance-kuzyna-ciotki z Gdańska się sprawdziło, to i ty możesz. Bo sąsiadka-znajomej-szwagierki-pani z kiosku przeczytała o tym w gazecie, wydanej sześć lat temu.

Moja tabelka dzieli się na trzy części; postanowienia, cele i marzenia.

Postanowienia to rubryka, w której mieszczą się wszystkie cele nie do końca określone; zapuścić włosy, nauczyć się historii, nauczyć się gotować. Do tej części tabeli wpadło to, co chcę robić w trakcie całego roku – i prawdopodobnie kilku kolejnych lat.
Dzięki tej rubryce nie poddam się mocy impulsu i nie, tym razem nie zrobię sobie grzywki samodzielnie. Nie, nie obetnę się już tak, jak Tyler Young. Zapuszczam włosy.

Cele zawierają konkretne informacje, które muszą wydarzyć się na przestrzeni roku 2017.
Muszę zrobić dokładnie to, co jest napisane. Określona czynność do odhaczenia dopiero po jej wykonaniu.

Marzenia – w tej rubryce umieściłam wszystko to, co chciałabym, by wydarzyło się w tym roku. Dostać się na studia, jechać na koncert, rozwinąć bloga. Wypisane w niej zachcianki nie zawsze wiążą się z moimi działaniami i nie muszą zostać odhaczone. Niech się dzieje wola nieba!

Podsumowując: postanowienia i cele, choć są słowami używanymi przeze mnie na zmianę, nie zawsze mogą oznaczać to samo i nie są sobie równoważne. Cele są skonkretyzowane, postanowienia nie do końca.
Lepiej Wam tego nie wytłumaczę 🙂

2.jpg


WYZWANIE NA TEN ROK.
Podjęłam poważne wyzwanie, które postaram się w tym roku wypełnić – i dzielić się z Wami na bieżąco postępami! Jest to wyzwanie przeczytania pięćdziesięciu książek.

Dla każdego mola książkowego zapewne nie jest to imponujący cel – również dla mnie nie do końca jest.
Postanowiłam, że 50 książek to dobry start. Przez ostatnie trzy lata czytałam głównie lektury szkolne!

Jeśli chcecie dołączyć do mnie – lub towarzyszyć mi ze swoją listą (pokaźniejszą lub nie), zachęcam: zaglądajcie do zakładki 50 książek. W tej zakładce będę umieszczać tytuły przeczytanych książek, daty rozpoczęcia i zakończenia czytania oraz często kilka słów na temat owej lektury.

BLOGOWE PLANY.
W minionym roku za cel przybrałam sobie uświadomić Wam, że dekorować każdy może. Jak będzie w tym roku – zdecydujmy razem!

Na pewno w roku 2017 chciałabym pokazać siebie – to, co mnie się podoba, co lubię, co robię. Możecie spodziewać się postów z poradami i inspiracjami.
Zdecydowanie pojawi się kilka postów kulinarnych. Poruszę między innymi kwestie zdrowego odżywiania się, oszczędnego gotowania. Bez wątpienia na blogu pojawią się dekoracje oraz projekty kreatywne.

Każdy miesiąc dostanie ode mnie myśl przewodnią.
Styczeń dostał miano miesiąca organizacji –  pojawiały się posty dotyczące planowania, podsumowań i celów. Powielając styczniowy tok, w każdym miesiącu pojawią się wpisy tematycznie odpowiadające tytułowi.

Dokładny plan wpisów na rok 2017 możecie zobaczyć TU!

Jaki możecie mieć wkład w tę stronę?
Jeśli chcecie zobaczyć post na dany temat, przeczytać moje zdanie lub poznać, jakie mam doświadczenie w danej kwestii, zachęcam do dzielenia się pomysłami!
W rozpisce planów na rok 2017 wypisałam Wam wszystkie tytuły, jakie nadałam miesiącom. Choć mam już dokładne plany co do postów, które wówczas się pojawią, bez problemu mogę dopisać kolejny post lub zmienić koncepcję.
Wszelkie propozycje na temat postów, które mogłabym zamieścić, możecie składać w komentarzach tutaj lub w zakładce PLAN WPISÓW.

 

Mam nadzieję, że w miesiącu organizacji wyjaśniłam wszystkie ważne kwestie. 
Serdecznie zachęcam do wyrażania swojej opinii – zarówno w temacie postanowień noworocznych, jak i na tematy organizacyjne na blogu.

Zuza 😉

Przybory przydatne w planowaniu

Dzisiaj pomówię o tym, jakie przybory wykorzystuję w prowadzeniu mojego planneru.
Co najczęściej mam w łapkach, kiedy chcę wprowadzić zmiany w życiowym notesie? Co sprawdza się (według mnie!) najlepiej?

Planowanie towarzyszy mi nie od dziś!
Zapewne jeszcze nie raz usłyszycie ode mnie, że to właśnie od plannerów zaczął się mój blog. Choć nie jest to prawdą, jednak właśnie od plannerowego wpisu na poprzednim blogu zauważyłam wzrost popularności mojej poprzedniej strony.

W dzisiejszych czasach trzeba planować. Choćbyście chcieli żyć bez planu i funkcjonować bez zapisu obowiązków – no nie da się, uwierzcie mi. To nieefektywne. Próbowałam!
Spośród wszystkich możliwości ja zawsze wybieram jak najbardziej podstawowe. Zamiast korzystać z kalendarzy i reminderów w telefonie czy na tablecie, od początku postawiłam na papierową wersję organizera życia. To mój sposób. Zaklepany.

Jako, że nie wystarczy stukać palcami w papier, by pojawiły się na nim zapiski – a żeby zaznaczyć daną informację nie wystarczy zmienić koloru czcionki – warto mieć przy sobie podstawowe przybory. Dzisiaj wybrałam propozycje, bez których mój planner nie do końca byłby mój.
Przy okazji zobaczycie, jak spersonalizowałam swój organizer!

1
UKOCHANE PRZYBORY
MANIACZKI PLANOWANIA
personalizacja; porządek i bałagan

DŁUGOPIS.
Wiem, jak banalnie to brzmi! Jednak myślę, że każdy, kto ma na swoim koncie przygodę z plannerami, kalendarzami i dziennikami podzieli moje zdanie.
Narzędzie piśmiennicze musi spełniać wiele wymagań!
Pisałam o tym już w poście o wskazówkach i poradach (TU!). Pisadło (i jego jakość) jest ważne!

długo — kopia.jpg

Przede wszystkim warto zaopatrzyć się w swój ulubiony długopis. Niektórzy potrafią precyzyjnie określić wszelkie wymagane przez siebie parametry i poszukiwać pisadła długi czas – ja nadal testuję i szukam!

W tym roku na pewno mogę polecić Wam wszelkie długopisy, których tusz można wymazać. Zupełnie nieświadomie stałam się posiadaczką długopisu z gumką i jestem bardzo zadowolona! Dzięki temu, że mogę wymazać z kartki to, co napisałam, w plannerze nie panuje bałagan. Jest to świetna opcja dla tych, których plany są niepewne, mogą szybko się zmieniać.

KOLOROWE CIENKOPISY.
Warto wybrać co najmniej trzy kolory cienkopisów, które będą Wam towarzyszyły przez cały okres planowania. Moje główne kolory na ten rok to zieleń, czerwień i fiolet (żeby przynajmniej kolor ich tuszu pasował do okładki!).

Jeśli preferujecie zakreślacze, nic nie stoi na przeszkodzie, aby ich używać. Też je lubię!
Kolorowe zapiski na pewno szybciej rzucają się w oczy, szczególnie, jeśli wcześniej stworzymy klucz oznaczeń.

cienk.jpg

ZAKŁADKI INDEKSUJĄCE, KARTECZKI SAMOPRZYLEPNE.
Od czasów liceum jestem ich wierną fanką.
Jeśli w Waszych plannerach brakuje wstążek i zakładek, zakładki indeksujące będą dobrym wyborem.
Karteczki samoprzylepne są dobrym uzupełnieniem; można je przeklejać w dowolne miejsca i zawsze mieć przed oczami najważniejsze obowiązki, informacje.
Ja uwielbiam wszelkiego rodzaju ozdobne sticky notes i małe zakładki!

5

KLEJ.
Tego zawsze mi brakuje!
Klej w sztyfcie jest bardzo ważnym elementem porządkowania plannera.
Osobiście uwielbiam rozszerzać strony kalendarza o własne notatki, wklejone i złożone na jednej z jego kartek. Lubię też przyklejać kolorowe sticky notes w miejscu, gdzie na pewno zostaną na stałe.

Klej to zdecydowane must have mojego trybu plannowania.

ZAKŁADKI WŁASNEJ ROBOTY.
Mnie zakładek zawsze jest mało! W plannerze dobrze sprawdzają się zakładki na spinaczach, które wykonywałam w TYM WPISIE.

Przyznajcie sami; personalizacja plannera nie mogłaby być zakończona bez zakładek, które wykonaliśmy sami.

zakl.jpg

KOPERTY.
Do plannerów własnej produkcji zawsze przyklejałam kopertę z tyłu. To świetny schowek na przeróżne papierki, naklejki – wszystkie nieduże elementy, których nie chcemy zgubić.
Nie trzeba ich przyklejać – wystarczy mieć ją zawsze pomiędzy kartkami.

To nie wszystkie przybory, które wykorzystuję podczas uzupełniania kalendarzyka!
Wybrałam tylko te, które zdecydowanie pomagają mi w tworzeniu własnego dziennika obowiązków.

A Wy, macie swoje ulubione przybory do planowania?
Zróbmy wspólną listę przyborów! Może napiszecie w komentarzach, co u Was sprawdza się najlepiej?

Zuza 😉

 

Planner 2017: pierwsze wrażenie

Nie przewidzieliście się. Testuję zakupiony planner.
Nie jest to forma clickbaitani reklamy. Kieruje mną czysta ciekawość.

Podczas uporządkowywania mojego zeszłorocznego notesu, nagle do głowy wpadła mi owa myśl:
A co, gdybym w tym roku… nie zrobiła plannera? Co, jeśli papierowy organizer życia zamówiłabym przez internet?
Tak, Zuzanno. Zdradziłaś swoje zwyczaje. Nie, Zuzanno. Nie zaśniesz już spokojnie.

Zapytałam Askowiczów*, co o tym sądzą. Większość była zadowolona z pomysłu.
Test plannera w 2017 roku? Super sprawa. W końcu coś nowego. Szkoda, że nie kreatywnie. Połowiczne gratulacje, Kreaty…ekhem… Zuzku.

Negatywnie nastawiona do gotowców zdecydowałam się na projekt Magdaleny Tekieli. Eko-super-ultra-hiper planner. Na to wydałam swoje oszczędności.

Oto, co zobaczyłam, kiedy swe podwoje uchyliła skrytka paczkomatowa:

1.jpg

– O nie, Zuzanno – myślałam skrycie. – Nie zachwyci Cię gotowiec. Nie namęczyłaś się przy tworzeniu. Tylko kiwnęłaś paluszkiem nad ekranem telefonu, zatwierdzając przelew bankowy.
Daj spokój sobie. To zasługa sklepu.
Nie mogąc się doczekać do powrotu do domu, otworzyłam pakunek jeszcze w samochodzie. Wówczas… zachwyciłam się.

2.jpg

– Dlaczego, ach dlaczego oceniasz produkt przed wyciągnięciem go z papieru? Dlaczego tak pochopnie wyceniasz jego wartość? Toć nie wiesz, czy to szlachetny kruszec, czy podróba jego marna.
Rzeczy Same, moi Drodzy, pakują zamówione produkty jak mistrzowie. Musiałam Wam pokazać, w jak prosty i skradający serce sposób sprawili, że już teraz poczułam, jakby gwiazdka zalśniła nad mą łepetyną o caluteńki rok wcześniej.

Spodziewam się, że ku Waszej uciesze – kończę rozważania na temat paczkomatów i sposobu zapakowania przesyłki. Tym samym przechodzę do sedna, istoty, samej kwintesencji wpisu. Planner.

3.jpg

Jego wygląd mnie nie zdziwił, bo to ja wybrałam projekt okładki. Zdziwiło mnie porządne wykonanie.
Trzymając planner w ręku czuję, że posiadam konkretny produkt (wiecie: k o n k r e t n y).
Okładka wykonana jest z naprawdę grubej tektury. Mimo, że sam notatnik wydaje się być po brzegi wypełniony arkuszami nie byle jakiego papieru, zeszyt nie należy do ciężkich. Ba – jest naprawdę lekki. Naprawdę. Jak Boga kocham. Poważnie.**

pl od boku.jpg

W środku znajdują się kolejno:

kalendarz całoroczny,
kalendarz stały na cały tydzień,
planner na każdy dzień tygodnia,
kartki ze szkicownika (puste),
kartki do rysowania w perspektywie,
instrukcja: jak pozaginać kartkę z wiadomością,
miejsce na pozostawienie swojej wiadomości (zapewne po to, by pozaginać kartki),
kartki dzielące się na bileciki korespondencyjne (dzięki perforacjom).

4

6.jpg

Wnętrze tego plannera zdecydowanie nie jest przepakowane zbędnymi kartkami. Wydaje mi się, że w środku znajduje się tylko to, co powinno, a mianowicie; dużo miejsca na zapiski, szkice, plany.

Bardzo cieszę się z dwóch bajerów: gumki na zewnątrz okładki, dzięki której nie będzie się ona otwierać oraz wstążki wewnątrz, pełniącej rolę zakładki.
To dwa elementy, które wykorzystałam w swoim poprzednim plannerze.

5.jpg

Kalendarz szyty jest czarnymi nićmi, zewnętrzną część zszycia chroni gładki, dosyć śliski materiał nieznanego mi pochodzenia. Żywię głęboką nadzieję na to, że nie jest on pochodzenia naturalnego.

Ciekawym dodatkiem jest również linijka, która została nadrukowana na wewnętrzne strony okładki. To przydatny gadżet, dzięki któremu nie będę zła na siebie, kiedy zapomnę o linijce, a będę jej potrzebować (bywa tak naprawdę często!).

pl lmiarka.jpg

Podsumowując: Planner z kolekcji Magdaleny Tekieli wywarł na mnie dobre pierwsze wrażenie. Nie mogę przyczepić się do niczego, prócz materiału, którego pochodzeniem powinnam zainteresować się wcześniej.
Notes wydaje się być starannie wykonany. Nie brakuje w nim niczego.
Dzięki temu, że daty nie zostały dokładnie określone, planowanie można zacząć w dowolnie wybranym momencie.

Test zakupionego plannera będę przeprowadzać przez cały rok 2017.
W razie niespodziewanego wypadku zastrzegam sobie możliwość przerwania testu i kontynuowania go na innym produkcie.

TUTAJ zobaczycie mój poprzedni planner – wykonany własnoręcznie.
Możecie być pewni, że ten rok zaplanuję dokładnie – jak nigdy dotąd!

Co sądzicie o wybranym przeze mnie kalendarzu na niedawno rozpoczęty rok?
Czy odpowiada Wam ta nietypowa forma wpisu? 🙂

Zuza 😉

*Ask jest tymczasowo zawieszony. Nie wiem, kiedy się odwiesi.
**Wybaczcie, zainspirowałam się książką „Wybacz mi, Leonardzie”. Ja – w przeciwieństwie do głównego bohatera, rzeczywiście mówię teraz prawdę. Planner jest bardzo lekki jak na swoje gabaryty.

Jak przetrwać jesień nad biurkiem?

Nigdy nie potrafiłam stwierdzić, jaka pora roku jest moją ulubioną.

Być może już ze starości cenię każdą z czterech pór; różnorodność pogody i krajobrazów mnie zachwyca!
Jednak to czas zimny uważam za raj dla dekorowania. To jesień jest okresem obfitującym w nowe inspiracje!
Kolory, które można bezpardonowo wnieść do domu!
Mgły, wiatry i deszcze, przed którymi uparcie chowamy się pod kocykami!
Rześkie powietrze rano, dzięki któremu mamy ochotę na ciepłe, cynamonowe owsianki!
Jesień, moi drodzy, to szaleństwo!

Patrząc na wszystkich nieszczęśliwych uczniów, niemała zazdrość tli się w moim krwawiącym serduszku. Niezadowoleni z faktu, że muszą przyłożyć się do nauki i spędzać chłodne wieczory przy biurku, chodzą po ulicach z ciężkimi plecakami i skwaszonymi minami, jakby przyklejonymi do twarzy.
Zamiast cieszyć się piękną, wczesnojesienną pogodą, wyobrażać sobie zimę – oni niezadowoleni, czekają na wakacje.

Przynoszę wspaniałe wieści dla bardzo smutnych uczniów. Mam dla Was porady, jak przetrwać jesienną naukę. Wszystkie metody przetestowane na własnej skórze, umyśle i biurku!
Przy okazji pokażę Wam moją propozycję na odpicowanie biurka, które zamiast odpychać wizją spędzonych przy nim długich godzin, przyciąga i zachęca do pilnej nauki.

 

Porada numer jeden – korzystaj z uroków jesieni!

Pomyśl, co Ci się podoba w tej chłodnej porze roku? Pogoda, barwy, a może królujące swetry, szaliki i płaszcze?
Zanim zasiądziesz do nauki, koniecznie przejdź się na krótki spacer. Przy okazji wykorzystaj wybrany element, aby uczynić jesień jeszcze piękniejszą. Ubierz się ciepło, rozejrzyj się po jesiennej okolicy. Nie tylko dotlenisz swój mózg, ale i naładujesz całe ciało pozytywną energią!
Drogi uczniu, możesz być pewien – to wspaniały sposób na uczniowskie lenistwo, poprawę humoru i wzmocnienie koncentracji podczas późniejszej nauki.

indy.jpg

Spędziłam czas na podwórku razem z uratowaną przeze mnie Indy – poznajcie ją i koniecznie pogłaszczcie wirtualnie! 

 

Porada numer dwa – zadbaj o komfort nauki!

Na biurku nie ma miejsca na rozpraszacze Twojej uwagi – niech to będzie nasza główna zasada.
Dużo ciepłej herbaty lub mleka, przekąski i koc to trzy elementy nienaukowe, na które możemy przymknąć oko 😉
Koniecznie zadbaj o porządek w miejscu nauki! Kiedy ja spędzałam popołudnia i wieczory na nauce, lubiłam po każdym z wykonanych szkolnych zadań robić małe porządki na biurku. Długopisy odłożone do pojemnika, równo ułożone książki, nowe porcje napojów.

1pl.jpg

Sposób na przybornik:

Potrzebne przybory:
Cienka tektura
Pisadło
Linijka
Nożyczki
Klej

Wykonanie:

Nie ma prostszego sposobu na pojemnik!

20160928_135027.jpg

Oto szablon. Cyferki to wymiary – w centymetrach. Należy nanieść go na tekturę i wyciąć, następnie zagiąć na każdej z linii i skleić. Dół pojemnika trzeba dopasować, zaginając papier w odpowiednich miejscach – musicie samodzielnie ocenić, w którym miejscu zagiąć/dociąć.
Ozdabianie jest opcjonalne, jeśli wybierzecie kolorową tekturkę i efekt będzie zadowalający, możecie je pominąć. Ja okleiłam pudełko czarnym oraz ozdobnym papierem.

Zdecydowanie można kombinować z kształtem i wielkością pojemnika! Z mojego szablonu powstanie Wam trójkątny, dosyć duży przybornik.

3pl.jpg

2pl.jpg

W kwestii przekąsek – tu świetnie posłużą orzechy i suszone owoce! To przepyszny i zdrowy sposób na dostarczenie sobie energii i witamin.
Jedna garść mojej mieszanki, która zawiera suszone śliwki, orzechy laskowe, migdały, żurawinę, rodzynki i pestki dyni to ogromna dawka siły i słodyczy! Myślę, że świetnie zastąpi czekoladki, batony, ciastka i żelki.

6pl.jpg

Wszystkich nieprzekonanych do zdrowych przekąsek, gorąco zachęcam do przychylnego rozpatrzenia ich kandydatury w Waszym menu. Warto je próbować, by w końcu znaleźć swój ulubiony smak!

5pl

O tym,  jak wykonać nieduże pudełka – idealne na przekąski, post ukaże się już jutro!

 

Porada numer trzy – organizuj!

Mój blog nie istniałby bez odpowiedniej organizacji.
O bardzo przydatnych – nie tylko w szkole – plannerach stworzyłam niejeden post! Tym razem mam coś wyłącznie dla uczniów.

Mały notes (dla oszczędności czasu, można zaopatrzyć się w bardzo ładny notesik i pominąć ozdabianie) to gadżet, który przyda się w planowaniu w szkole.
Ja uwielbiałam nosić do szkoły mój pierwszy, bardzo lekki planner, jednak mimo wszystko zajmował on cenne miejsce w torbie.
Mały notes, wyposażony w zakładki indeksujące i wstążkę to wszystko, czego potrzebuje przeciętny uczeń.

notpl.jpg

Po nadaniu mu jesiennych barw, stał się nieodłącznym elementem wyposażenia mojej torby. Świetnie zastępuje planner, gdy jestem zmuszona zabrać ze sobą małą torebkę. Bez małego notesu nie ruszam się z domu!

4pl.jpg

 

Równie przydatne w organizacji czasu będą dwa plannery do ustawienia na biurko. Ich stworzenie nie wiąże się z niczym, co przekracza możliwości kreatywnie niezdolnego ucznia!

 

Kołoobowiąznik

To mój sposób na zorganizowanie ciężkiego dnia, który stosuję już od czasów gimnazjum. Kiedy musiałam pogodzić ze sobą dwie szkoły, egzaminy i związane z nimi obowiązki, rozpisywałam w tygodniowym obowiązniku to, co pilnie musiałam nadrobić, nauczyć się, szybko przyswoić.

8pl.jpg

Drogi uczniu, tu panuje samowolka. Możesz ustalić własne zasady obowiąznika.

Ja dzieliłam każdy dzień na trzy pory: czas spędzony w szkole, nauka w domu i kąpiel, która zawsze kończyła czas ciężkiej nauki.

Polecam ściśle trzymać się planów z kołoobowiąznika. Jest naprawdę pomocny – korzystałam z niego nieprzerwanie od sześciu lat!

7pl

 

Ramka obowiązków to coś dla tych, którzy nie lubią ścisłego, dokładnego planowania.
Świetna dla zapominalskich!

Do niedużej ramki wystarczy włożyć papier o dowolnym kolorze – zdecydowałam się na jesienny brąz. Flamastrem zapisujemy na szkle ramki to, co KONIECZNIE musimy zrobić, bez wdawania się w szczegóły.
To bezkonkurencyjna biurkowa przypominajka! Równie świetnie wygląda na stoliku obok łóżka.

9pl.jpg

 

Wierzę, że podzielacie mój zachwyt nad jesienią i również darzycie tę barwną porę roku cieplutką miłością! 🙂

Jabłka, dynie, cynamon, kocyk, książka i kot – to moja jesień. A Wasza?

Zuzka 🙂